reklama

Debora i Joszko Brodowie: Nie chcemy żyć banalnie

Anita CzuprynZaktualizowano 
Debora i Joszko Broda: Staramy się przywrócić naszym dzieciom możliwie dużą ilość przestrzeni, żeby mogły rozwijać swoje pasje
Debora i Joszko Broda: Staramy się przywrócić naszym dzieciom możliwie dużą ilość przestrzeni, żeby mogły rozwijać swoje pasje Dariusz Gdesz/Polska Press
Kiedy idę po Istebnej, wsi, w której się urodziłem, to budzę u moich ziomali górali szacunek. Nikt nie ma problemu z tym, że mamy dużo dzieci. Jedna moja koleżanka też ma 11 dzieci, druga 9. To po prostu nikogo nie dziwi - Joszko i Debora Broda opowiadają o życiu wielodzietnej rodziny

Skąd się wzięła w Was tęsknota za dużą rodziną?
Debora Broda: Wychowałam się w takiej rodzinie, w specyficznym, genialnym klimacie. Mam 11 braci i 2 siostry i zawsze chciałam taką rodzinę tworzyć i taki klimat powtórzyć. Wiedziałam, że to jest coś, co warto zrobić, mimo, że znałam cenę takiego wyzwania.

Dla wielu kobiet to coś niewyobrażalnego rodzić co rok, czy co dwa lata i to przez 20 lat.
D.B.: Pewnie dlatego, że nie przydarza się to w dzisiejszych czasach w Polsce często. Natomiast z biologicznego punktu widzenia jest to jak najbardziej wyobrażalne. Ja nie przekraczam granic natury, rodząc dzieci, chociaż oczywiście często jest tak, że organizm z różnych przyczyn mówi wielu kobietom: stop.

Jak było z tą Waszą wspólną decyzją odnośnie rodziny? Wzięliście ślub, ustaliliście liczbę dzieci?
D.B.: Taką decyzję podjęliśmy, jeszcze zanim się pobraliśmy. Oboje chcieliśmy tworzyć dużą rodzinę. To było dla nas dość jasne i nie było co do tego wątpliwości. Nie mieliśmy planu co do liczby dzieci. Wiedzieliśmy, że chcemy ich dużo. Czasem mówię, że 12, bo podoba mi się liczba 12, chociaż niektórzy nie rozumieją, że to żart i myślą, że ja chcę mieć dużo dzieci, bo mi się podoba liczba (śmiech).

Istnieje zjawisko wielodzietnofobii. To taka reakcja spowodowana lękiem, niezrozumieniem tego, czego się nie zna

Na razie jest u Was jedenastka. Z jednej strony kojarzy się z drużyną piłkarską, ale z drugiej - chór też można już założyć, prawda? Zdaje się, wy poszliście w stronę śpiewu.
D.B.: Śpiewamy z dzieciakami, tworząc zespół Rodzina Brodów. Przez 20 lat graliśmy jako Dzieci z Brodą, teraz doszliśmy do wniosku, że chcemy śpiewać w rodzinnym składzie. Udało nam się nagrać dwie piosenki, które stworzyliśmy przy okazji urodzin Tosi.

Czyli Waszej najmłodszej córeczki, która urodziła się 5 czerwca tego roku.
D.B.: Tak jest. Najpierw nagraliśmy piosenkę o oczekiwaniu na narodziny Tosi. Pomyślałam sobie, że dla mnie wicie gniazda polegające na praniu ubranek czy skręcaniu łóżeczka to coś, co już przerabiałam 10 razy. Tym razem poczułam, że chciałabym dodatkowo wyrazić twórczo emocje towarzyszące oczekiwaniu na narodziny. A potem emocje towarzyszące temu, że dziecko przyszło na świat. Chciałam przekazać, że w tym wszystkim chodzi o miłość. Często słyszymy: „Po co ci to?” „A jaka jest wartość rodziny?” Czy: „Jakie są wady, a jakie zalety dużej rodziny”? To są pytania, które w ogóle nie powinny paść, bo jaka jest wartość ludzkiego życia? Ono jest po prostu bezcenne. Nie lubię utylitarnego podejścia, dlatego chciałam nagrać piosenkę o miłości. I zrobiliśmy to z naszymi dziećmi.
Joszko Broda: Teraz całą rodziną nagrywamy płytę, zbieramy na nią środki na platformie Zrzutka.pl. (www.plytabrodow.pl) Dla osób, które wezmą udział w tworzeniu tego projektu, przygotowaliśmy fajne nagrody. Mamy nadzieję, że dzięki tym piosenkom zbudujemy trochę więcej przestrzeni family friendly.

Jak ogarnia się taką jedenastkę? Inaczej się wychowuje niż na przykład dwoje dzieci?
J.B.: To jest proces. Trzeba pamiętać, że każde dziecko jest inne, nieważne, czy pochodzi z rodziny, w której jest dwoje dzieci, czy jedenaścioro.
D.B.: Ale jeśli chodzi o ogarnianie, to chyba nie myślisz, że sama kąpię 11 dzieci?

(Śmiech). Wiem, że nie. Wiem, że jesteś jak ta matka w samolocie, która zgodnie ze sprawdzoną instrukcją zawsze najpierw sobie podaje tlen.
D.B.: To też. Ale chodziło mi o to, że mam teraz troje dzieci, które wymagają ogarniania. Najstarszy syn jest już dorosły. Reszta nie dość, że jest sama ogarnięta, to mam wśród nich drużynę pomocników. I chodzi tu o z pozoru małe rzeczy: podnieść coś, co spadło, skoczyć do sklepu po śmietanę. Poza tym starsi chłopcy mają już swoje umiejętności. Trzech z nich świetnie gotuje. Jeden jest złotą rączką, lubi coś konstruować, coś naprawiać. Dzieci mają potrzebę, żeby zrobić coś dobrego.

Jak reagują ludzie, kiedy widzą tak dużą rodzinę? I jak wy reagujecie na to, że ukradkiem wyciągają telefony, robią zdjęcia, słowem, że wzbudzacie takie poruszenie i zdumienie?
D.B.: Mnie to zawsze bawiło, a Joszka irytowało. Dopóki nie było w tym agresji. W ostatnim czasie pojawia się więcej zachowań agresywnych, szczególnie po wprowadzeniu programu 500+ zaczęto kierować w naszą stronę wrogie spojrzenia.
J.B.: Ponieważ ludzie szybko liczą te pieniądze, to kilka razy usłyszeliśmy, że idzie pięć tysięcy złotych w gotówce. Trudno niektórym wyobrazić sobie, że my pracujemy i płacimy podatki. Na szczęście, kiedy idę po mojej wsi, po Istebnej, w której się urodziłem, to budzę u moich ziomali górali szacunek. Nikt tam nie ma problemu z tym, że mamy dużo dzieci. Jedna moja koleżanka też ma 11 dzieci, druga ma 9, inna 7. To po prostu nikogo nie dziwi. Ale w mieście faktycznie jest różnie.

Kiedy urodziłam 3. dziecko, usłyszałam: „Chyba na trójce się zatrzymasz, bo wiesz, że czworo dzieci to już patologia”.
J.B.: Moglibyśmy napisać grubą książkę na temat tego, o czym właśnie powiedziałaś. Na temat informacji zwrotnych, jakie dostajemy od ludzi. Istnieje zjawisko wielodzietnofobii. To taka reakcja spowodowana lękiem, niezrozumieniem czegoś, czego się nie zna.
D.B.: Kiedy w jednym wywiadzie powiedziałam, że dzieci mi pomagają, to podniosło się oburzenie: „Aaaa, to każdy by tak chciał, mieć tyle dzieci i opiekę rodzicielską przekazać młodszym dzieciom”. Podczas gdy ja czegoś takiego nie powiedziałam. Zastanawiam się, co by powiedzieli, gdybym stwierdziła, że dzieci mi nie pomagają? Czy byliby usatysfakcjonowani? Jak ktoś ma tezę, to nie da się mu nic wytłumaczyć.
J.B.: Właściwie cokolwiek byśmy teraz powiedzieli i cokolwiek Ty napiszesz w tym wywiadzie, to człowiek z hejterskimi intencjami zrobi sobie z tego swój gadżet do hejtowania rodzin wielodzietnych i państwa Brodów.

A ja uważam, że ludzie inteligentni powinni mieć jak najwięcej dzieci. Wtedy świat byłby mądrzejszy.
J.B.: Byłoby to rozsądne, chociaż niech każdy ma, jak chce. Szkoda tylko, że nie ma takiego klimatu, żeby każdy mógł żyć swoim życiem i nie być ocenianym, jeśli nie wpisuje się w jakiś trend.

Joszko, wspomniałeś już trochę o logistyce rodzinnej, ale czy jest szansa, abyście wszyscy razem pojechali na wakacje?
J.B.: Oczywiście, chociaż wyjazd na wakacje to tylko mała cząstka naszego logistycznego wyzwania. Nasze życie składa się z ciągłych wyjazdów.
D.B.: Teraz przemieszczamy się w ten sposób, że 4 najstarszych chłopców jeździ transportem publicznym. To jest fajne, bo nauczyli się samodzielności. Nie ma dla nich miejsca, do którego nie mogliby dojechać. Nie muszą być podwożeni pod drzwi, pod szkołę, poznają świat. Widzę w tym pozytywną stronę.

Całą rodziną nagrywamy płytę. Mamy nadzieję, że naszymi piosenkami zbudujemy trochę więcej przestrzeni family friendly

A jeśli chodzi o inne ograniczenia w przypadku tak dużej rodziny? Nie wyobrażam sobie na przykład, Debora, że idziesz do sklepu i robisz zakupy na jeden tylko dzień dla wszystkich.
D.B.: Dobrze, że sobie nie wyobrażasz, bo ja rzadko robię zakupy. Oprócz większych wypraw do sklepu, za które odpowiada Joszko, jeśli czegoś zabraknie i trzeba dokupić, to mam cały team nastolatków, którzy chętnie przejdą się do sklepu.
J.B.: Kiedy stoję w sklepie przy kasie, niemal zawsze słyszę: „A, to na imprezę?”. „Taaak, impreza” - odpowiadam (śmiech). Mam więc imprezę dwa razy w tygodniu i już się do tego przyzwyczaiłem.

W jaki sposób jeszcze dzielicie się obowiązkami jako rodzice?
D.B.: Większość rzeczy robimy razem, ale są oczywiście takie akcenty, jak z zakupami - kiedy jeździ po nie Joszko. Raczej poustawialiśmy wszystko tak, że się uzupełniamy. Lubimy robić różne rzeczy razem, bo wtedy nie jest to tylko czynność, ale możemy ze sobą pobyć. Ja w ogóle nie lubię żyć pod linijkę. Często za dobrą ideę uważa się bardzo sprawną, skuteczną i solidną organizację. Ale na przykład w muzyce idealnie nastrojony instrument gra niedobrze. W życiu też tak jest, że potrzebna jest pewna doza wolności, spontanu i intuicji. Zamykanie świata w tabelkach i pudełeczkach niekoniecznie musi służyć.
J.B.: Nie lubię przesadzać z oczywistością i nie lubię podporządkowywać się czyimś pomysłom na ułożenie życia.
D.B.: Żyjąc tu, gdzie jesteśmy, walczymy z problemami pierwszego świata i dziecko, które się rodzi, ma już przygotowane schemaciki, w które ma się wpasować. Na tym bazują ci, którzy chcą sprzedać produkty związane z realizacją tych schematów. Niektórzy przechodzą przez życie, nie zadawszy sobie pytania, czy muszą brać w czymś udział, Ja, jako mama tylu dzieci, mogę sobie pozwolić na to, żeby zadać sobie pytanie, czy coś, co wszyscy robią, jest czymś, co jest moją potrzebą.

Nie chcecie wypełniać tych schematów, dlatego w waszym domu nie ma telewizora, a wasze dzieci nie chodzą do szkół, tylko postanowiliście uczyć je w domu.
D.B.: To, że nie mamy telewizora, nie jest niczym szczególnym, bo teraz coraz więcej ludzi nie ma telewizora.

Też nie mam i nie oglądam telewizji od 30 lat.
J.B.: My mieliśmy telewizor po to, żeby montować teledyski, ale nigdy nie podłączyliśmy do niego anteny.
D.B.: Mamy internet, jak większość społeczeństwa, więc myślę, że nie jesteśmy outsiderami. Jeśli zaś chodzi o edukację domową, to faktycznie - nasze dzieci nie chodzą do szkoły. Każde dziecko w naszym kraju rodzi się z „wyrokiem” edukacyjnym, pozbawienia wolności myśli od 6. do 18. roku życia przez przynajmniej połowę najbardziej produktywnego czasu. Dziecko musi realizować coś, co zdaniem autorów podstawy programowej jest najważniejsze i najpotrzebniejsze na świecie. My staramy się w tym wszystkim przywrócić naszym dzieciom możliwie dużą ilość tej przestrzeni, żeby mogły rozwijać swoje pasje.
J.B.: Słowo przestrzeń jest tu bardzo istotne. Byliśmy nad morzem i obserwowaliśmy Józia, który ma 6 lat. Chłopiec stanął nad brzegiem i przez ponad 50 minut stał, patrząc w morską dal. Do nikogo się nie odzywał. Potem powiedział: „Musiałem sobie popatrzeć na morze. Ma taką fajną przestrzeń”. Debora opisała to na naszym Instagramie (@rodzinabrodow).
D.B.: Często rodzicom się wydaje, że powinni zeskanować każdą myśl swojego dziecka i kontrolować wszystkie jego aktywności. Dziecko potrzebuje natomiast czasem, żeby się od niego po prostu odczepić, żeby dać mu czas na to, by mogło sobie pogrzebać patykiem w ziemi, czy „ponudzić się”, bo ono wtedy buduje swój świat, szuka swojej tożsamości, odpowiada sobie na najważniejsze pytania.

Przy tej okazji chciałam zapytać o to, w jaki sposób udaje wam się zapewnić każdemu dziecku osobny czas, czy to jest możliwe i czy to jest w ogóle potrzebne, aby każde miało tę godzinę, którą rodzic poświęca tylko jemu. U was przy 11 dzieciach to by wynosiło 11 godzin. Dnia za mało!
D.B.: Bo to nie jest prosta matematyka, tylko matematyka wyższa (śmiech).

Matematyki serca.
D.B.: Każde dziecko ma inne potrzeby. Jednego dnia może potrzebować czterech godzin, a drugiego trzech minut. Ważne jest, żeby rodzice byli obecni, ale nie powinni kontrolować każdego ruchu dziecka. Wręcz uważam, że to jest szkodliwe. Dziecko potrzebuje, żeby rodzice byli w pobliżu i byli z nim w kontakcie. Moje dzieci potrafią do mnie przyjść, kiedy pracuję, przytulić się na 3 minuty i wrócić do zabawy. One zazwyczaj same komunikują swoje potrzeby i są w tym skuteczne. Ważna jest więź i obecność. Czasem potrzebne są dłuższe rozmowy. Jestem pierwsza do tego, żeby z nimi siedzieć i gadać do czwartej nad ranem.

Jak dziś żyje się rodzinom naszym kraju, w porównaniu z tym, jak było 10 czy 5 lat temu. W czym dziś rodzinie trudniej, w czym łatwiej?
D.B.: Gdyby mnie zapytał ktoś, co chciałabym dostać od państwa, to chciałabym ulgę administracyjną. Mniej dokumentów. Zarówno w przestrzeni życia rodziny, jak i w firmie. Szkoda czasu na to, żeby w urzędowy sposób opisywać rzeczywistość.

Joszko, czytałam w jednym z wywiadów, jakiego udzieliłeś, że niezwykłe wydarzenia i sytuacje specjalne w waszej rodzinie to codzienność. Co miałeś na myśli?
J.B.: To jest kwestia statystyki. To, co zdarza się w mniejszych rodzinach od czasu do czasu, u nas zdarza się częściej, bo jesteśmy jak trzy lub cztery rodziny. Zwichnięte palce, skręcone kostki. U nas to się zdarza statystycznie częściej, tym bardziej że mamy dość aktywne dzieci.

Nie macie takich chwil, kiedy ręce wam opadają i chcecie tylko świętego spokoju?
D.B.: Fajne jest to, że ja nie jestem z dziećmi sama. Jesteśmy i pracujemy w domu razem. Dzięki temu mamy możliwość wygospodarowania momentów wytchnienia.

Jak się poznaliście i zakochaliście w sobie?
J.B.: Kiedy zobaczyłem Deborkę, miała 17 lat. Była niezwykle dobra. Do dzisiaj taka jest. Jest dobrym człowiekiem. Ta dobroć mnie oczarowała. Nie ma w niej dwuznaczności, zadziorności, perfidii, złości, agresji. Jest bardzo kobieca i odważna. Ta kobiecość też mnie zachwyciła.
D.B.: Kiedy zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, odkryliśmy, że mamy podobne podejście do świata, umiłowanie wolności. Moje wyniesione z wielodzietnej rodziny powiedzenie, że the sky is the limit (możliwości są praktycznie nieograniczone) połączyło się z Joszka, wyniesionym z gór poczuciem przestrzeni, z tym, że nie ma rzeczy niemożliwych, a my nie chcemy żyć banalnie. Tak się dobraliśmy.

Joszko Broda

Muzyk, multiinstrumentalista, producent muzyczny i kompozytor. Gra na m.in. drumli, fujarkach, rogach, trąbicie, skrzypcach, gajdach, kozie, okarynie, śpiewa po góralsku. Prowadzi warsztaty artystyczne i zespół dla dzieci. Wraz z żoną Deborą mają 11 dzieci - 9 synów i 2 córki. Wspólnie pracują nad wydaniem płyty

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie