Dawid Kubacki: nie pokazałem jeszcze wszystkiego na co mnie stać [WYWIAD]

Michał Skiba
Michał Skiba
Andrzej Banaś
Wywiad. - Gdy trafiłem w telewizji na swoje skoki z poprzedniego sezonu, nie zmieniałem kanału - przyznaje Dawid Kubacki, czwarty zawodnik klasyfikacji generalnej poprzedniego sezonu Pucharu Świata i triumfator 68. Turnieju Czterech Skoczni. W najbliższy weekend LGP w Wiśle, czyli bardzo mały przedsmak zimowych zmagań sezonu 2020/21.

Gdy rozmawialiśmy kilka miesięcy temu, to więcej w Pana głosie było niedosytu niż radości. Czy czas pozwolił spojrzeć na dokonania z sezonu 2019/20 trochę inaczej?

Na pewno po tym czasie ten niedosyt troszeczkę zmalał. Oczywiście - z poprzedniego sezonu byłem bardzo zadowolony. To co w nim pokazałem, to był dobry poziom. Nie najwyższy, to nie było wszystko na co mnie stać, ale był to dobry poziom. Od ostatnich skoków minęło już sporo czasu i myślami jestem bardziej przy następnych, przy przygotowaniach do nowego sezonu. To chyba będzie nasze główne zajęcie, bo startów latem za bardzo nie będzie. Mam świadomość, że pewien niedosyt był po sezonie, bo wiem, że w wielu momentach mogłem pokazać się z jeszcze lepszej strony. Wiadomo, że to są detale, ale połączenie kilku detali daje większą całość.

Na poprawienie tych detali potrzeba sporo czasu, czy to leży bardziej w sferze mentalnej?

Pracy zawsze jest sporo, ale nie rozpatruję to w kwestii błędów do rozpamiętywania. One się zdarzają każdemu, bo jesteśmy tylko ludźmi. Tego się nie da wyeliminować. Chodzi o pracę nad detalami, by wyszarpywać nawet te dziesiątki części punktów w kolejnych konkursach. Zawsze mogę być lepszy, to moim zdaniem dużo zmienia. By być całościowo na wyższym poziomie - wymaga dużo pracy, ale nie jest to też bardzo obciążające dla psychiki. Myślę, że każdy sportowiec próbuje dążyć do ideału, nie zważając na to, czy się faktycznie uda. Jeśli widzę rzeczy, które mogę zrobić trochę lepiej, to pracuję nad nimi. Chcę, by te detale były bardziej stabilne, by móc z nich korzystać na kolejnych zawodach.

Pandemia COVID-19 pozwoliła się wyciszyć? Pamiętam szał po zwycięstwie w Turnieju Czterech Skoczni, zwłaszcza po konkursie w Bischofshofen. Koronawirus sprawił, że wszystko i wszyscy zeszli na drugi plan.

Ten czas, zaraz po powrocie z Norwegii, był zdecydowanie najdziwniejszy. Wtedy nikt nie wiedział co się dzieje i jak będzie wyglądać przyszłość. Był to przymusowy czas do spędzenia w domu, ale mi się to podobało. Po sezonie zimowym mieliśmy zaraz zaplanowane kolejne zgrupowanie. Szybko zaczęliśmy wznawiać treningi, trochę w spartańskich warunkach. My mamy świadomość, że do kolejnego sezonu trzeba się przygotowywać zaraz po zakończeniu poprzedniego. Sporo czasu spędziłem z żoną, w końcu mieliśmy go trochę dla siebie. Przypilnowałem remontu domu, chciałem to mieć za sobą. Brak zgrupowań i siedzenie na miejscu na pewno pomogło. Na pasje zbyt wiele czasu nie miałem, a jak już miałem, to nie było pogody. Ten okres jednak solidnie przepracowałem…

Można było zatęsknić za skokami czy nie dało się jeszcze odczuć tego rozbratu ze skocznią?

W tym roku było troszeczkę inaczej. Sezon skończył się wcześnie, na skocznie wróciliśmy później niż zwykle. Ta przerwa wyniosła około dwóch i pół miesiąca i przyznam, że już mi się bez skoków nudziło. Pojawił się głód skakania, mimo że trenowaliśmy. Treningi na siłowni i na sali to jednak nie to samo. Wiadomo. Gdy dostaliśmy zielone światło na powrót na skocznię, to wróciłem do skakania z uśmiechem na twarzy, choć pierwsze zgrupowania były mocno „deszczowe”. I tak było fajnie wrócić.

Byliście na zgrupowaniach w Innsbrucku i Villach. Odżyły wspomnienia z Bergisel? W Innsbrucku zaczął Pan swój marsz po triumf w Turnieju Czterech Skoczni.

W sumie to nie… Teraz jechaliśmy na treningi w innej scenerii, letni klimat. Ludzi nie było tak dużo pod skocznią, choć mimo pandemii i tak było ich sporo. Nie rozpatrywałem tego pod kątem wydarzeń ze zwycięskiego TCS. To był po prostu trening. Skupiałem się na skokach. Na pewno zimą wrócę na Bergisel z dużą pewnością siebie. Na pewno większą. Na tym obozie całkiem przyjemnie się skakało.

Była w końcu okazja do powspominania?

Czasem spojrzałem na te skoki w internecie, ale jak powtarzano konkursy w telewizji, to też nie zmieniałem kanału. Na siłę nie szukałem, ale jak już natrafiłem w telewizji, to miło było powspominać. Zwłaszcza, że było sporo wolnego czasu - szczególnie po powrocie z Norwegii.

Przed wami bardzo okrojone lato. W zasadzie rozegra się w Wiśle takie towarzyskie Letnie Grand Prix. Reszta konkursów została odwołana, wyjątkowo nie będziemy mieć żadnego zwycięzcy klasyfikacji generalnej LGP.

Na pewno będzie dziwnie, ale mimo wszystko fajnie będzie poskakać. Rywalizacja się przyda, bo od ostatniego konkursu minęło sporo czasu, a do zimowego sezonu również jeszcze trzeba będzie długo poczekać. Taka forma sprawdzenia się jest wskazana. Uważam, że warto startować latem, by być w rytmie startowym. Ze względu na obecną sytuację w kraju i nie tylko, to na pewno nie będą takie zawody jak co roku. Można spodziewać się słabszej atmosfery i może być dziwnie. Takie mamy jednak realia i musimy się w nich odnaleźć, zwłaszcza, że jeszcze nie wiemy, co wydarzy się zimą. Nie mam informacji na ten temat, na temat powrotu kibiców również. Każdy musi mieć świadomość, że te zimowe konkursy również będą bez kibiców, a to będzie bardzo dziwne.

Istnieją jakieś szanse, że Letnie Grand Prix poszerzy swój kalendarz o skoki w Norwegii. Wy byście byli za tym, by tam jechać i startować?

Z jednej strony byłoby bardzo fajnie - mieć możliwość rywalizowania i skakania. Z drugiej strony nie chciałbym, by te konkursy były robione na siłę. Pamiętajmy, że pandemia się nie skończyła i ryzyko zakażenia wciąż istnieje. Jeżeli konkursy zostałyby rozegrane w odpowiednich warunkach, choć nie mam pojęcia jak pandemia COVID-19 rozwija się w Norwegii, to można byłoby spróbować. Widzimy, że sytuacja w Polsce nie jest za ciekawa. Z dnia na dzień biliśmy nowe rekordy. Robienie zawodów na siłę mogłoby się odbić na zdrowiu, a przecież nie o to chodzi.

Weekendu ze skokami w Wiśle się nie obawiacie?

Na pewno jest jakieś ryzyko. W jednym miejscu znajdą się zawodnicy, trenerzy, obsługa techniczna itd. Ludzie z całego świata. Będziemy się z tymi wszystkimi ludźmi mijać. Wiadomo, że ryzyko można minimalizować i my też zazwyczaj jesteśmy w innym hotelu niż reszta ekip. To już jest jakieś minimalizowanie ryzyka. Na skoczni pewnie nie będziemy się obściskiwać ze wszystkimi zawodnikami, środki bezpieczeństwa trzeba zachować. Na pewno ryzyko będzie jednak większe niż podczas zwykłego treningu w swojej grupie, gdzie widzimy się cały czas. Organizatorzy mają tego świadomość i będą przygotowywać te zawody w taki sposób, by odbyły się w sposób bezpieczny. Na pewno będziemy dalej od wszystkiego, dalej od kibiców, by nie narażać siebie nawzajem. Dla fanów to trochę słabsza wiadomość, bo oni są po to, by być blisko, wziąć autograf, czy czasem zrobić zdjęcie. W tym sezonie jednak chyba takie opcje odpadają.

Zdążyły Ci się w głowie wykrystalizować jakieś konkretne cele, czy podejście do pracy jest bardziej stonowane? Wiemy, że mistrzostwa świata w lotach odbędą się jeszcze w tym roku, później będzie szansa bronić Złotego Orła za zwycięstwo w TCS. Na przełomie lutego i marca 2021 r. w Oberstdorfie odbędą się mistrzostwa świata...

Stonowanym podejściem bym tego nie nazwał, inaczej to oceniam. Najważniejsze jest dla mnie to, bym siebie poprawiał i swoje skoki. Wtedy dam sobie szansę na bycie lepszym i na lepsze miejsca. Wtedy mogą być sukcesy. Samo myślenie o obronie tego czy tamtego nic nie da, dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Trzeba działać, a nie tylko rozmyślać o tym, co by się chciało zrobić. Takie jest moje podejście. Co z tego, że ja sobie wymyślę jakiś cel? Ja zabieram się za siebie, za poprawę tego co mogę. Trzeba się poprawiać i doskonalić. Mam świadomość, że to potem może procentować i pomóc osiągnąć lepsze wyniki. Zachowawczym podejściem bym tego nie nazwał, bardziej - metodycznym.

Letnie Grand Prix w Wiśle oraz cały sezon 2020/21 w skokach narciarskich na żywo w Eurosporcie 1 i usłudze Eurosport Player.

Polak zawalczy o pas mistrza UFC

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie