David Cameron walczy z alkoholizmem

Jacek Stawiski
Polskapresse/archiwum
W mediach brytyjskich wielka debata o roli religii w brytyjskim społeczeństwie. Powody, dla których debata rozgorzała z całą siłą, są co najmniej trzy. Po pierwsze, sąd najwyższy Wielkiej Brytanii uznał, że skarga jednego z członków rady gminnej, który oburzał się na obowiązek uczestniczenia w modlitwach anglikańskich przed rozpoczęciem obrad, jest zasadna.

Dziennik "Guardian" zwraca uwagę, że werdykt sądu może oznaczać początek końca obecności modlitw w parlamentach na Wyspach, czy to w Izbie Gmin, czy to w ciałach przedstawicielskich Szkocji bądź Walii. Sąd stwierdził bowiem, że prace samorządu lokalnego oraz obowiązek modlitwy nie mają żadnego związku konstytucyjnego i powinny zostać rozdzielone.

Co ciekawe, sąd nie uznał, że uczestnictwo w modlitwach narusza prawa obywatelskie radnego. Rozdzielenie prac rady gminnej i modlitwy może - zdaniem "Guardiana" - doprowadzić do podobnych skarg w innych instytucjach. Warto podkreślić, że w Anglii i Walii anglikanizm jest religią państwową, a głowa państwa - w tym wypadku Elżbieta II - głową Kościoła anglikańskiego.

Drugi powód tej debaty to wystąpienie przedstawicielki rządu Davida Camerona lady Warsi, na dodatek wyznawczyni islamu. Podczas wizyty w Watykanie wezwała ona Europę i Wielką Brytanię do zachowania dziedzictwa chrześcijańskiego oraz zachowania obecności religii w życiu społeczeństwa. Lady Warsi ostrzegła przed zagrożeniem nietolerancyjnego sekularyzmu. Wystąpienie lady Warsi było poprzedzone publikacją jej artykułu w konserwatywnym dzienniku "Daily Telegraph".

Natychmiast rozpętała się wielka, ożywiona dyskusja w mediach tradycyjnych i w sieci internetowej na temat artykułu pani Warsi. Pytanie na dzisiaj brzmi: czy problem obecności religii w życiu publicznym pożyje w mediach kilka dni i nikt więcej nie będzie o nim pamiętał, czy też na fali głębokich zmian, jakie przeżywa społeczeństwo brytyjskie, choćby w związku z przebudową państwa opiekuńczego i systemu edukacji, wśród Brytyjczyków obudzi się szersza refleksja o religii i sekularyzmie. Wyspy Brytyjskie, obok Czech, należą do najbardziej laickich, świeckich społeczeństw Zachodu.

Trzeci powód dyskusji o religii zaś ma związek z planami niektórych rzymsko-katolickich parafii oraz klasztorów, które chcąc podreperować budżet, zamierzają wyprzedawać cenne naczynia liturgiczne, stare księgi czy obrazy liczące sobie nawet setki lat. Katolicki tygodnik "Tablet" przytacza opinie wielu duchownych katolickich i nie tylko, zdaniem których taka wyprzedaż to dobrowolna, bolesna rezygnacja z tradycji. Mimo że na sprzedaż przedmiotów i dzieł sztuki zgodziły się formalnie władze kościelne i państwowe, to jednak pozbycie się zabytków oznacza drastyczne zerwanie ciągłości historycznej, a właśnie ciągłość historii i tradycji, mimo upływu stuleci, ma wciąż wielką wartość dla Brytyjczyków.

Czytaj też:Pozostałe felietony Jacka Stawiskiego
O innym ciekawym werdykcie sądu najwyższego Wielkiej Brytanii pisze prestiżowy tygodnik żydowskiej diaspory na Wyspach "Jewish Chronicle". Chodzi o wniosek prawnika Stevena Sugara, który wezwał BBC do ujawnienia raportu o postrzeganiu konfliktu izraelsko-palestyńskiego w programach informacyjnych i publicystycznych BBC. Sugar, znany z zaangażowania na rzecz państwa Izrael, argumentował, że BBC powinna ujawnić raport na mocy ustawy o dostępie do informacji publicznej. Raport powstał kilka lat temu, kiedy władze izraelskie oraz środowiska żydowskie na całym świecie zarzuciły BBC brak obiektywizmu w relacjonowaniu konfliktu bliskowschodniego na korzyść Palestyńczyków i organizacji palestyńskich. Odmawiając publikacji BBC, zastrzegła, że raport ma charakter wewnętrzny i nie musi być ujawniany, a zdanie to podzielił sąd najwyższy.

Rząd Davida Camerona wyrusza na krucjatę przeciwko alkoholizmowi. Podczas wizyty w jednym z angielskich szpitali premier wezwał sklepy i sieci handlowe do przystąpienia do tej krucjaty poprzez wprowadzenie cen minimalnych na alkohol. Gabinet Camerona planuje wprowadzenie już wiosną tego roku specjalnych regulacji, które zakażą sprzedaży alkoholu poniżej określonej ceny. Faktycznie oznaczać to będzie podniesienie cen i ograniczenie dostępu do alkoholu. Cameron ocenia, że brytyjskie państwo traci na walce z alkoholizmem i skutkami alkoholizmu co najmniej kilkanaście miliardów funtów rocznie, co w dobie wielkich cięć w wydatkach publicznych jest bardzo trudne do zaakceptowania. BBC donosi, że handlowcy i właściciele pubów na Wyspach zapowiadają, że zaskarżą ewentualne restrykcje, odwołując się nawet do niepopularnych instytucji europejskich. Może się bowiem okazać, że nowe regulacje mogą naruszać przepisy gospodarcze UE.

I na koniec kolejny odcinek sagi o konflikcie brytyjsko-argentyńskim o Falklandy. Wielkie oburzenie w Wielkiej Brytanii i na Falklandach wywołał słynny hollywoodzki aktor Sean Penn znany z akcji pacyfistycznych i lewicowych. Jak pisze "Daily Telegraph", Penn, objeżdżając Amerykę Południową, ostro krytykuje Londyn za wysłanie księcia Williama na służbę na Falklandy. To nie do pomyślenia - mówił w Argentynie czy Urugwaju Penn. Weterani wojny falklandzkiej oraz mieszkańcy archipelagu bardzo dyplomatycznie odpowiedzieli aktorowi, że nie ma pojęcia, o czym mówi.

Czytaj też:Pozostałe felietony Jacka Stawiskiego

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie