Darmowe treści były jak awaria automatu z batonami

Barbara Dziedzic
Płatne treści w internecie są jak płatne torby na zakupy: pojechaliśmy na wakacje, wracamy i nagle za coś, co dotychczas było darmowe, musimy zapłacić - takiego porównania użył niedawno w rozmowie z "Polską" Piotr Urbanowicz, autor bloga o mediach i prezes firmy Mediapolis. Wcześniej Marcin Meller, były naczelny "Playboya", doszedł do wniosku, że dobry tekst zawsze się sprzeda, a dzięki płatnym treściom w internecie wartościowe dziennikarstwo będzie w stanie przetrwać albo się odrodzić.

Choć projekt PIANO sprawdził się już na Słowacji i Słowenii, dyskusja o wejściu na polski rynek platformy, na której można znaleźć wybrane artykuły z wydań papierowych gazet, na razie wciąż przypomina wróżenie z fusów. W rozmowach o zamykaniu internetowych treści warto przypomnieć sobie głosy zagranicznych ekspertów, którzy dostęp do swoich serwisów ograniczali już kilka lat temu. Ich opinie są cenne, bo proces zaczął się od marek takich jak brytyjskich "The Times". Temu procesowi na Wyspach Brytyjskich towarzyszyły podobne emocje, jak teraz w Polsce.

Najmniejszych wątpliwości co do słuszności zamknięcia strony internetowej "The Times" trzy lata temu nie miał Rupert Murdoch. - Jesteśmy jednym z największych pracodawców dziennikarzy i redaktorów i utrzymujemy ogromną sieć korespondentów, stałych współpracowników i biur w różnych krajach. Wytwarzane przez nas materiały dziennikarskie mają swoją wartość i powinny mieć stosowną do tej wartości cenę. Co jest w tym takiego kontrowersyjnego? - dziwił się medialny potentat, właściciel jednej z największych na świecie korporacji prasowej, telewizyjnej i wydawniczej News Corporation.

Rozmowy o PIANO to powtórka dyskusji sprzed kilku lat, która toczyła się w Wielkiej Brytanii

Brytyjska dziennikarka Libby Purves z "The Times", nie przebierając w słowach, podzieliła opinię szefa. "Nazwijcie mnie reakcjonistką, pachołkiem Murdocha, ale prawda jest taka, że po przelotnym flircie z tezą, że informacja chce być darmowa i całych latach surfowania w sieci, czuję, że zbliża się rewolucja" - pisała w październiku 2009 roku. Publicystka doszła do wniosku, że za informację w sieci trzeba zapłacić tak samo, jak na przykład za jedzenie, a lata darmochy były jedynie czasem awarii automatu z batonikami na monety. Ta awaria miała właśnie zostać naprawiona. - Zawartość twórcza - czy to muzyka, filmy, zdjęcia, informacje, czy proza - nie może być za darmo i kwitnąć. Przemysły muzyczny i filmowy walczą. Prasa po krótkim okresie wiary w pozyskanie milionów nowych czytelników online także idzie w te ślady - argumentowała Purves. Bo alternatywy zdaniem dziennikarki po prostu nie ma.

Branżowi eksperci na Wyspach Brytyjskich zastanawiali się, czy przypadkiem najpoważniejszego błędu nie należy doszukiwać się na samym początku wchodzenia gazet do internetu, kiedy wydawnictwa zaczynały eksperymentować z serwisami internetowymi i nikt jeszcze właściwie nie wiedział, jak strony gazet powinny wyglądać. Czy dzisiejszy kryzys prasy jest bezpośrednią konsekwencją braku wizjonerstwa i wypracowania stosownych strategii z odpowiednim wyprzedzeniem?
Murad Ahmed z "The Times" brak dalekowzroczności pod koniec lat 90. nazwał grzechem ciężkim prasy. - Kiedy gazety uruchomiły swoje raczkujące strony internetowe, postanowiły nie żądać od ludzi pieniędzy za ich oglądanie. Mało kto umiał sobie wyobrazić, jak bardzo internet zmieni tę branżę. W tamtych czasach portale gazet były na tyle małe, że wpływy z reklam bez trudu wystarczały na ich utrzymanie - tłumaczył Ahmed. - Nawet gdyby te cyfrowe gazety chciały pobierać opłaty, prawdopodobnie nie były w stanie tego robić, ponieważ niezbędne infrastruktura i mechanizmy albo nie istniały, albo były zbyt niewygodne w użyciu - ocenił.

Komentatorzy zwracali uwagę także na to, że zmienia się dziennikarska mentalność. Bo przecież do wydań online bez ograniczeń przyzwyczaili się też sami dziennikarze, dla których pełen dostęp do archiwów innych redakcji był niemałym ułatwieniem. Teraz zarówno szeregowi pracownicy, jak i ich szefowie powoli dorastają do tego, żeby powiedzieć otwarcie: pracownik jest wart tyle, co jego pensja. I wykorzystać w praktyce przysłowie: czas to pieniądz. - To epokowy moment. Wszyscy przywykliśmy do darmowego dostępu do informacji - prognozował Ashley Highfield z Microsoftu, twórca iPlayera w rozmowie z "The Times". - To się w końcu zmieni. Recesja zmusi wydawców i konsumentów do wejścia w świat cyfrowy. Okazuje się jednak, że zmiana metody dostarczania informacji nie zmienia podstawowych ludzkich potrzeb - stwierdził Highfield. A stare media z powodzeniem zaspokajały je przez długie lata. - Dziś powszechne jest przekonanie, że era wielu kanałów i internetu zniszczyła poczucie przynależności do konkretnej kultury telewizyjnej, popularne w czasach, gdy do wyboru były cztery liche kanały, gdzie od czasu do czasu pojawiał się dobry program.

Na ile sprawdzą się prognozy ekspertów, będzie można ocenić najprawdopodobniej dopiero za kilka lat. Jednak najbliższy test dla zamkniętych treści nastąpi już we wrześniu: wtedy za dostęp do PIANO trzeba będzie zapłacić.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Darmowe treści były jak awaria automatu z batonami
y
yhem
Z tym pomysłem.

Nie będę płacił
Dodaj ogłoszenie