reklama

Dariusz Michalczewski: Jeśli dziecko ma być bite i głodne, niech lepiej adoptuje je para gejów

Robert MałolepszyZaktualizowano 
Dariusz "Tygrys" Michalczewski
Dariusz "Tygrys" Michalczewski TOMASZ BOLT / POLSKAPRESSE..DZIENNIK BALTYCKI
- Z dwojga złego, jeśli miałbym wybrać adopcję przez parę homoseksulaną lub wychowanie dziecka w rodzinie patologicznej, gdzie dzieci się bije, głodzi, a czasem wykorzystuje, wybieram adopcję przez parę homoseksulaną - mówi Dariusz Michalczewski, bokser, w rozmowie z Robertem Małolepszym.

5 maja skończył Pan 45 lat. Czuje się Pan staro?
(Długi śmiech). Ja nie wiem, co to znaczy, czuć się staro. Jako były sportowiec pewnie tak, ale przecież zaraz startuję w maratonie. Jako ojciec, dziadek - chyba młodo.

Jest już Pan dziadkiem?
Nie. Tak tylko powiedziałem. Chociaż gdyby moi synowie zaczęli tak wcześnie jak ja, byłbym już dziadkiem. Michał ma przecież 26 lat, a Nicolas 22.

Ma Pan też najmłodszego syna, Darka. Ile ma już lat?
3,5 roku. No to chyba taki stary jeszcze nie jestem.

Ze starszymi synami utrzymuje Pan kontakty?
Tak. Był taki okres, że się na mnie gniewali (Dariusz Michalczewski rozwiódł się z ich matką, która razem z nimi wyemigrowała później do USA), ale to już przeszłość. Michał od dwóch lat mieszka w Polsce i jest moją prawą ręką, a do Nicolasa lecę niedługo do Stanów na uroczystość wręczenie dyplomu ukończenia studiów. Mamy świetny kontakt.

Kiedy startuje Pan w maratonie?
12 maja w niedzielę biegnę w maratonie w Pradze. Wystartuję wspólnie z innymi byłymi mistrzami świata w boksie - Lukášem Konečným i Istvánem "Koko" Kovácem.

Jednym słowem cały czas stara się Pan być aktywny?
To będzie już mój czwarty maraton.

Ile Pan waży?
Jakieś 98 kilogramów.

I biegnie Pan maraton?
Trzy poprzednie biegłem, ważąc ponad setkę i schodziłem poniżej czterech godzin.

A jakby jutro z USA przyszła propozycja walki o pas mistrza świata pańskiej wagi - półciężkiej, której mistrzem w federacji IBF jest teraz 47-letni Bernard Hopkins?
Zależy za ile.

Pan wciąż chce 10 mln USD?
Tak. Wtedy byłbym gotów wrócić. Za mniej nie ruszę się z domu.

To cena zaporowa. Nikt dziś w boksie nie zapłaci takich pieniędzy za walkę dwóch emerytów.
Jak dla mnie to cena promocyjna. Ja jestem 23-krotnym mistrzem świata. Byłem królem dwóch kategorii wagowych. W moich czasach tylko Roy Jones Jr. mógł mówić, że jest niegorszy od Tygrysa.

Nie żałuje Pan, że nie doszło do waszej walki?
Pod względem finansowym na pewno straciłem dużo - pewnie więcej niż 10 mln dolarów. Kibice też stracili superwalkę. Ale ja jako sportowiec czuję się spełniony.
Dlaczego do walki nie doszło?
Nic nowego nie powiem. Ja tak naprawdę nigdy od mojego menedżera - Klausa-Petera Kohla - propozycji walki nie dostałem. Pewnie za dużo było rozbieżności biznesowych - Roy miał kontrakt z HBO, my z ZDF. Oni chcieli walki nad ranem, my w najlepszym czasie antenowym w Niemczech itd. Na pewno ja tej walki nie unikałem. Tak jak nie unikałem starć z innymi. Barber, Hill, Griffin, Hall, Rocchigiani to były wielkie nazwiska.

Jaki jest dziś poziom boksu?
To nie jest moje zdanie - wypowiedzieli je niemieccy dziennikarze, których gościłem na moich urodzinach. Stwierdzili, że boks, jaki dziś oglądamy, to w większości formuła light contact. Brakuje w tym wszystkim prawdziwości. Za dużo jest walk, w których z góry wiadomo, kto wygra. Ja też byłem niemal zawsze faworytem, ale jak się biłem, to nad ringiem wisiała adrenalina. Przyjąłem, oddałem, lała się krew, pękały nosy i łuki brwiowe. Boks to szermierka na pięści, ale ludzie kochają tę dyscyplinę właśnie za tę brutalność, emocje. Tego brakuje.

Kto jest dziś polskim numerem jeden?
Krzysztof Włodarczyk jest mistrzem świata federacji WBC. Innych posiadczy preestiżowych tytułów nie mamy - nie ma więc chyba wątpliwości.

Niebawem może stracić swój tytuł...
Fakt. Znam jego najbliższego rywala osobiście. Rachim Czakijew to kawał kozaka. Może urwać głowę, no i będzie walczył na swoim terenie, bo walka odbędzie się w Rosji. "Diablo" nie będzie faworytem, ale to jest właśnie walka, na którą czekam. Na pewno będzie ostro i przed rozpoczęciem na pewno nikt nie może wskazać zwycięzcy.

Jest jakiś polski kandydat na mistrza świata?
Mnie podoba się Mateusz Masternak. Ma wokół siebie mocny team i poukładane w głowie. Artur Szpilka wygląda nieźle, jest fajnie prowadzony. Ale za wcześnie mówić, że zostanie mistrzem. Na razie jeszcze nikt go nie sprawdził. Tak samo jak Andrzeja Wawrzyka, który będzie się bił z Powietkinem o pas WBA.

Daje Pan mu jakieś szanse?
A dlaczego nie. Oczywiście, on może przegrać tę walkę bardzo szybko, ale przecież ten chłopak jeszcze nigdy nie bił się z tak poważnym rywalem o taką stawkę. Może się okaże, że sobie poradzi. Nie można go od razu skreślić.

Kto jest teraz najlepszy na świecie?
Chyba Mayweather.

A pańscy kumple z Hamburga, Kliczkowie?
Oni też. Nie mają żadnej konkurencji, ale brylują w bardzo słabej dziś kategorii ciężkiej. Ostatni rywal Wladmira - Pianeta, w normalnych czasach nie miałby szans na walkę o mistrzostwo świata.

Co Pan robi na codzień?
Cały czas jest coś do roboty. Mam fundację, ciągle jakieś biznesy też kręcę. Michał przygotowuje właśnie do wejścia na rynek serię kosmetyków "Tiger". Dużo jeżdżę po Polsce. Spotykam się z ludźmi. Mam kilka fitness klubów.

Walkę o prawo do napoju "Tiger" Pan wygrał?
Tak. "Tigera" produkuje firma Maspex. A z właścicielem FoodCare się sądzę. Jest winien mi i mojej fundacji jakieś 10 mln złotych. Ale to pewnie szybko się nie rozstrzygnie. Facet nie gra fair. Ciągle unika spraw sądowych.

Ze sprzedaży napoju "Tiger" utrzymywał Pan fundację "Równe szanse". Jak dziś wygląda jej działalność?
Trochę musieliśmy wyhamować. Wciąż fundujemy stypendia młodym, zdolnym sportowcom, ale nie taką skalę, jak wcześniej. Ale gdy tylko pojawią się pieniądze od FoodCare, wrócimy do szerokiej grupy młodzieży.

Czy jest w życiu coś, czego Pan dziś żałuje, patrząc z perspektywy 45-latka?
Nie. Bo ja niczego złego w życiu nie zrobiłem. Ba, staram się robić jak najlepiej, pomagać ludziom. Ciągle jeżdżę po domach dziecka, więzieniach, spotkaniach z młodzieżą. Staram się dawać ludziom przykład.

Nigdy nie spotkał się Pan z zarzutem, że występował pod niemiecką flagą?
Nie słyszałem, by ktoś publicznie zarzucał mi fakt, że przyjąłem obywatelstwo niemieckie. Gdybym tego nie zrobił, dziś nie byłbym mistrzem świata, nie osiągnąłbym tego wszystkiego, co mi się udało. W tamtych czasach to było jedyne wyjście. Nie mam sobie nic do zarzucenia.

Andrzej Gołota zawsze mówi o Panu "ten Niemiec"...
No tak, Andrzej jest tym jedynym. Ale ja się pytam, co było lepsze dla Polski, dla dumy kibiców. To że w Niemczech wszyscy wiedzieli, że jestem Polakiem, na moje walki waliły tłumy, także Polonii, a gdy wygrywałem, kochał mnie nie tylko cały Hamburg, ale także całe Niemcy. Czy może sceny obrzucania Andrzeja keczupem, popcornem i oblewania sokami, gdy uciekał z ringu przed Tysonem. Ja nie wtrącam do swoich wypowiedzi niemieckich słów, a Andrzej ciągle te "you now". No i jeszcze jedno - nie bałem się wrócić do Polski. Od 2002 r. boksowałem pod polską flagą - także w Niemczech. To było chyba odważne posunięcie, co?

Nigdy nie żałował Pan powrotu do Polski?
Gdybym żałował, już by mnie tu nie było.

Polska to fajny kraj?
Świetny i cały czas zmienia się na lepsze. Tyko nasza mentalność ciągle jakoś nie przystaje do tych czasów.

Co ma Pan na myśli?
Niektórym demokracja pomyliła się z zupełnie czymś innym. Ludziom się teraz wydaje, że wszystko wolno. Mnie zawsze uczyli, że na pasach dla pieszych trzeba najpierw spojrzeć w lewo, potem w prawo, a potem szybko przejść przez ulicę. U nas ciągle robią na odwrót. Najpierw w prawo, a potem wolno.

Nie korciło Pana, by spróbować sił w polityce?
Nie. Ale polityką się bardzo interesuję.

I jakie wyciąga Pan wnioski?
Raczej słabe. Nasi politycy, bez względu na opcję, nie robią nam dobrej reklamy za granicą.

W jakiej sprawie?
Ciągle mamy tematy zastępcze. Jak nie związki partnerskie, to katastrofa pod Smoleńskiem.

A Pan jest za związkami partnerskimi?
Nie mam nic do homoseksualistów. Moi kumple, którzy są raczej mało tolerancyjni, ciągle mi powtarzają, że nie mogą patrzeć, jak się "pedzie" całują na ulicy. A ja się pytam, gdzie to widzieli, bo na pewno nie w Polsce. Ja przynajmniej nie widziałem takiej pary. Zresztą nie zatrzymamy tego.

Byłby Pan gotów zaakceptować adopcję dzieci przez pary homoseksualne?
To są właśnie tematy zastępcze. Politycy zamiast zajmować się dziećmi, które żyją w biedzie, są krzywdzone, bite, molestowane, debatują o takich rzeczach. Dla mnie liczy się, czy ktoś jest dobrym, czy złym człowiekiem. A nie czy jest homo, czy hetero. Z dwojga złego, jeśli miałbym wybrać adopcję przez parę homoseksulaną lub wychowanie dziecka w rodzinie patologicznej, gdzie dzieci się bije, głodzi, a czasem wykorzystuje, wybieram adopcję przez parę homoseksulaną. Nikt nie zastanawia się, jakie dzieciństwo taka para mogłaby dać tym dzieciakom. Nikt nie zastanawia się, co one by chciały - być bite czy kochane.

Był zamach w Smoleńsku?
To są jakieś brednie. Najpierw była sztuczna mgła, teraz bomba. A wszystko po to, by wykorzystać tę sprawę politycznie, zdobyć władzę.

Podchodzi mi Pan pod zwolennika Janusza Palikota?

Nie jestem niczyim zwolennikiem. Ja jestem tylko za tym, byśmy w katolickim kraju oceniali innych na zasadzie - dobry - zły, a nie pedał czy lesbijka.

No to wróćmy na koniec do sportu. Lewandowski powinien zostać w Dortmundzie?

Jak wygrają Ligę Mistrzów, powinien zostać. A jak ma już gdzieś przechodzić, to niech idzie do Bayernu. Tam przynajmniej go nie oszukają.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 56

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

A
Ania

artykuł!!!

M
Miro

Zadnej adopocji bo homoseksualisci wychowaja dziecko na kolejnego pedala

.

lasuje mózgi,...
a może to przez boks?

W
Wow

W Niemczech Trybunał Konstytucyjny orzekł _ " geje mogą adoptować dzieci swoich partnerów " (wyborcza.pl) i jak określono " trybunał odrobił prace domową za " rząd".
Podobnie Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok ( w poszerzonym składzie) w sprawie adopcji dzieci przez pary homoseksualne w Austrii .
Michalczewski pewno miał na myśli - " liczy się , czy ktoś jest dobrym czy złym człowiekiem , a nie homo czy hetero" .

w
wowa

No tak wychodzi na to według boksera że lepiej jest jak dziecko będzie dymane niż by chodziło głodne wybór żaden

F
F1

Pozorne bezpieczeństwo stwarzane przez " niewydolne" związki i skala przestępstw w tzw. " normalnych rodzinach"
Fakty - " Morderstwo po polsku" ( przegląd-tygodnik.pl)

p
polo

To jest 40%.
Czy można się zatem dziwić, że zboczeńcy chcą zalegalizować adopcję bezbronnych dzieci?
Warto również pamiętać, że dzieci mające innych rodziców, często traktowane są w gorszy
sposób przez nowych opiekunów.
Co stanie się z bezbronnymi dzieciakami które trafia w pedalskie łapy?
Małe dziecko nie pójdzie na policję, nie potrafi protestować i walczyć o swoje prawa,
jest bezbronne i o to w tym wszystkim chodzi.

P
Prohumano

Ile silnych ciosów na głowę przyjął pan Darek w czasie swojej kariery boksera?

J
Jacek

Sama jesteś idiotką i pierwszą naiwną. Homoseksualiści nie mają żadnych zahamowań.

f
fan boksu

krissu srissu, ja nie wypowiadam się na tematy o których nie mam zielonego pojęcia i zapewniam cie pajacu że na pewno nie mam kompleksów wynikających z niewiedzy. mmmmmmmMój komentarz dotyczył wypowiedzi p. Darka na temat adopcji dzieci przez pedalskie pary. Jeżeli uważasz że pan Darek jest autorytetem w tej dziedzinie to spadaj na drzewo gnojku i tyle.

W
Wow

Należy rozumieć , ze wszelka pomoc dla rodzin" patologicznych " i osób z tych rodzin ma być omijana " szerokim łukiem" przez osoby niehomofobiczne i homoseksualne - co ma być zagwarantowane ustawowo ? - bowiem " źródłem wolności nie jest wola jakiegokolwiek organu władzy czy nawet narodu , rozumianego jako piastuna władzy zwierzchniej , lecz przyrodzona i niezbywalna godność człowieka " - a przecież o " godność " idzie - bowiem wolności są pierwotne wobec praw . Aby móc respektować " wolność " każdego i pogodzić zakresy wolności poszczególnych jednostek , musi istnieć prawo. Osoby mogłyby się wówczas czuć zwolnione z jakiegokolwiek obowiązku pomocy innym czy reagowania na sytuacje " patologiczne" co usprawiedliwiałoby ich aspekt " moralny".

R
Roman

Dobrze napisane. Cały Michalczewski. Całe tygrysiątko!

f
franek

Drogi Edziu!
Nie daj się wciągnąć w tok myślenia Michalczeswskiego. Jego poziom porównań, to poziom depresji w której znajduje się rynsztok. Nie ma co dywagować o homkach. Z badań socjologicznych ogłaszanych w dobie AIDS, gdy na chwilę przytłumiono poprawność polityczną, wynikałó, że homki często zmieniają partnerów (i to w sytuacjach gdy tworzą tzw. "stały związek"), i często ćpają. Średnia powyżej populacji heteroseksualnej. O czym tu więc pisać. Dureń się odezwał, by zażyć popularności i tyle.

L
Lubelski

Czytałem właśnie we francuskiej prasie o proteście gejów przeciwko małżeństwom homo a zwłaszcza możliwości adopcji.

l
leszek

No, ale jak dostał parę razy po łbie, to uznał, że mu rozum wbito, i postanowił się tą swoją mądrością podzielić. Proste? Jasne?

Dodaj ogłoszenie