reklama

Dariusz Dziekanowski: Obecną reprezentację Polski wyróżnia mądrość [WYWIAD]

Anita CzuprynZaktualizowano 
Dariusz Dziekanowski: Mogłem osiągnąć więcej. Miałem charakter ku temu
Dariusz Dziekanowski: Mogłem osiągnąć więcej. Miałem charakter ku temu Sylwia Dąbrowa
- Każde Euro jest inne, zawsze będziemy mówić, że to, które trwa, jest lepsze. Ale już teraz widać, że nie wszystkie drużyny są w formie, że nie wszystkie odegrają znaczącą rolę podczas tych mistrzostw - mówi Dariusz Dziekanowski.

Nasi piłkarze umieją już wszystko to, co najlepsi?
Czy umieją wszystko? Niektórzy zawodnicy wiele razy potwierdzili swoje wysokie umiejętności. Lewandowski, Krychowiak, Szczęsny, grają na naprawdę wysokim poziomie, w bardzo dobrych klubach europejskich. Nie tylko grają, ale są czołowymi zawodnikami tych zespołów, które mają prestiżową markę. Dawno nie mieliśmy takiej sytuacji, kiedy można powiedzieć, że oni są liderami tych drużyn. To zawodnicy, o których się mówi i to w jak najlepszym, sportowym kontekście. Mógłbym jeszcze wymienić kilku innych: jest Fabiański, jest Grosicki, który gra w lidze francuskiej, a wiemy, jaka to jest ciężka liga. Jest Błaszczykowski, Piszczek...

Pytanie, czy to trener Adam Nawałka, ma szczęście do takich piłkarzy, czy odwrotnie - to piłkarze mają szczęście, że mają Nawałkę?
To jak w małżeństwie. Wspaniałe, małżeńskie, rodzinne życie jest wtedy, gdy spotyka się dwoje ludzi, którzy mają wspólne cele i myślą podobnie, jak spędzić życie. Analogicznie do tego uważam, że w dobrym momencie jest i Adam Nawałka, i zawodnicy. To nie są piłkarze, którzy mają po 32-33 lata, którzy już swoje przeżyli i nie są tacy wyposzczeni, tacy głodni sukcesu. Oni mają po 26-28 lat. Kiedy zawodnicy wyjeżdżają z Polski z myślą: „Chciałbym zrobić karierę w zagranicznym klubie”. Jednym się to udaje, grają w jedenastce dobrego klubu zachodniego i tym się zadowalają. Natomiast wszyscy zawodnicy, którzy grają teraz w polskiej reprezentacji, nie tylko mają satysfakcję z tego, że grają w wielkich klubach, ale chcą też mieć znaczący wpływ na ten zespół, chcą być zawodnikami wyróżniającymi się. Zdają sobie sprawę, że aby zdobyć uznanie w Europie, na świecie, potrzebne są również te sukcesy w reprezentacji. I tu jest to szczęście, że oni wszyscy podobnie myślą. Trener Nawałka, w dobrym momencie objął tę reprezentację. Celem wielu z tych zawodników nie jest wywalczenie miejsca w dobrej drużynie europejskiej, bo oni już tam są, ale ważne są sukcesy reprezentacji, które pomogą im wspiąć się jeszcze wyżej. Myślę, że jeszcze 2 lata temu problem mieliśmy z Robertem Lewandowskim, kiedy trudno mu było przejść ten etap. Bardzo dobrze spisywał się w klubie, ale ciężko było mu skoncentrować się, przygotować mentalnie do meczów reprezentacji.

O Nawałce mówią, że czego dotknie, zamienia w złoto. Ale może jest takim Midasem tylko wtedy, kiedy się udaje, a jak przestanie się udawać, to i przestaniemy tak mówić?
W piłce zdarzają się sytuacje, że się coś udaje fartem. Szczęście jest potrzebne, ale najważniejsze jest, aby o wyniku decydowało ono w jak najmniejszym stopniu. Trener musi być przygotowany teoretycznie, praktycznie i oczywiście mieć szczęście do dobrych zawodników, aby spotkać ich kilkunastu w odpowiednim czasie. Adam Nawałka w swojej karierze miał różne etapy, i jako trener klubowy, i jako trener reprezentacji. Nie został od razu selekcjonerem naszej kadry; był jednym z trenerów sztabu szkoleniowego w 2007-2008 roku, potem miał przerwę. Zawsze ważne jest aby w odpowiednim momencie trafić na odpowiednich ludzi.

Pana też zachwycił Bartek Kapustka? Zobaczył Pan w nim siebie, 19-letniego Dziekanowskiego?
Podczas tegorocznej Gali Ekstraklasy podsumowującej sezon 2015/2016 wręczałem nagrodę dla najlepszego pomocnika. Zapytany o to, czy widzę w naszej reprezentacji zawodnika, który grałby jak Dziekanowski, odpowiedziałem: „Kapustka”. Jednak nie należy tak porównywać. Jak byłem chłopakiem, chciałem grać jak Lubański, jak Deyna, ale kiedy kończy się 18-19 lat, chce się być rozpoznawalnym pod własnym nazwiskiem. Ja chciałem być Dziekanowskim, a Bartosz Kapustka na pewno chce być Kapustką. Najgorszym byłoby, gdyby Kapustka chciał być jak Dziekanowski.

Najmocniejsza strona Bartosza Kapustki?
Głowa, która powoduje, że on nie czuje żadnego balastu.

Słyszę też i takie opinie, że pomogła mu młodzieńcza bezczelność, dzięki czemu nie ma kompleksów.
W piłce jest potrzebna bezczelność. Można oczywiście przeholować i wtedy pojawia się problem. Trzeba ryzykować, podejmować trudne decyzje. Muszę tu dodać, że Bartosz Kapustka ma wielkie szczęście. Wielu piłkarzy musi wyjeżdżać za granicę, żeby się uczyć profesjonalizmu i poznać piłkarzy, którzy dbają o siebie, którzy są pozytywni i mają zupełnie inną energię. Kapustka przyjeżdżając na kadrę, ma kontakt z zawodnikami, którzy nie tylko są zawodowcami, ale też tworzą fajną atmosferę. Zachwalam teraz bardzo naszych zawodników, ale tak faktycznie jest.

Tylko, czy on jednak też nie powinien wyjechać za granicę? Gdzie miałby rozwijać ten swój talent i karierę?
Myślę, że to będzie następny etap. On ma dopiero niespełna 20 lat i wchodzi do reprezentacji. Przyjmijmy, że ma szczęście, bo w pierwszym meczu z Irlandią Płn. zapewne grałby Kamil Grosicki, a nie Kapustka. Jednak ten jego znakomity występ to wspaniały wstęp do kariery. Następny krokiem będzie wybór takiego klubu, w którym będzie miał możliwość dalszego rozwoju. Pamiętajmy o tym, że Robert Lewandowski zrobił największe postępy wówczas, gdy przeszedł do Borussii Dortmund. Podobnie Piszczek, czy też Milik, który przebył trudną drogę, bez uznania w Bayer Leverkusen, w Augsburgu, zanim trafił do klubu z naprawdę wysokiej półki - Ajaxu, gdzie rozwinął skrzydła. Inaczej tam na niego spojrzeli.

Kiedy dzisiaj patrzy Pan na tych młodych chłopaków, nie czuje ukłucia zazdrości? Pana kariera kształtowała się w trudnych czasach, dzisiaj piłkarze mają zupełnie inne możliwości.
To prawda. Dzisiaj dobrzy zawodnicy mogą zupełnie inaczej układać swoje kariery. Mając osiemnaście, dwadzieścia parę lat miałem okazję kilka razy zostać za granicą. Byłoby to jednak nielegalne. Zgłaszały się po mnie kluby włoskie, które wówczas były uważane za najlepsze w Europie. Nie podjąłem tej decyzji, bowiem wiązało się to z tym, że może przez rok bym nie grał. W tamtych czasach w Polsce była taka zasada, że można było wyjeżdżać zawodnikom powyżej 30 roku życia, potem obniżono ten wiek do 28, jednak i tak było bardzo trudno zdobyć pozwolenie. Kluby w Polsce nie był tym zainteresowane ponieważ większość pieniędzy za transfer otrzymywał Centralny Ośrodek Sportu. Gdybym podjął decyzję o nielegalnym wyjeździe do zagranicznego kluby z pewnością byłbym niesamowicie, najdelikatniej mówiąc - krytykowany przez wszystkich. Konsekwencje ponieśliby moi rodzice, którzy straciliby pracę. Czy to był brak odwagi, czy moje stanowisko, że pieniądze to nie wszystko? Z drugiej strony jednak, nie chcę mówić, że nie zazdrościłem kolegom, którzy byli za granicą, bo tam był inny świat. To była trudna decyzja. Jest wiele znaków zapytania. Na pewno takie rozmowy miałem z Bayer Leverkusen.
Dawali za Pana 4 miliony marek.
Wówczas byłbym chyba w pierwszej piątce najlepiej zarabiających zawodników Bundesligi, to były ogromne pieniądze!

I jeździłby Pan Ferrari, a nie maluchem.
Wtedy akurat jeździłem już lepszym samochodem, bo Renault 9 (uśmiech).

No, proszę wybaczyć!
Oczywiście, różnica jest znaczna - nawet pomiędzy Renault 9, a Ferrari…(śmiech).

Ale patrząc na nasze gwiazdy - Błaszczykowski, Lewandowski, to oni trafili na świetnych trenerów. Pan tego szczęścia nie miał?
Hmm... Dziś są inne czasy, inne podejście do piłki - zarówno ze strony trenerów, jak i samych piłkarzy.

Przed rozmową z Panem przypomniałam sobie ten słynny wywiad, jakiego udzielił Pan chyba ze 30 lat temu, ale on ciągle jest cytowany, bo Pana szczerość przyniosła rozgłos, kiedy mówił Pan, że rozum z pomysłem zostawały na ławce rezerwowych.
Uważam, że w tamtym czasie nasze kluby były nie najlepiej zorganizowane w porównaniu z klubami Bundesligi czy włoskimi. To był inny świat. Podobnie było ze stadionami - jak one wyglądały w Bundeslidze, czy w Anglii! To była kolosalna różnica wobec naszej rzeczywistości.

A jak było z wyławianiem talentów za Pana czasów? Wiemy, ile determinacji kosztowało to Roberta Lewandowskiego, którego przecież nie chcieli do Legii. Czy teraz nie gubimy już tych talentów, bo jest więcej szkółek piłkarskich, bo potrafimy o uzdolnionych piłkarzy zadbać?
Nadal mamy z tym problemy, bowiem poziom szkolenia nie jest na najwyższym poziomie. W tamtych czasach spędzaliśmy cały czas na podwórku, były podwórkowe akademie, w których grało się po kilka godzin każdego dnia. Takie szkółki są teraz na zachodzie, z bursami, i gra się tam dwa razy dziennie. Jeśli mówimy o akademiach piłkarskich, na przykład Legii, to jak ona funkcjonują? Mają jedno boisko. Każdy klub z Bundesligi, czy ligi francuskiej ma po 8-10 boisk piłkarskich. I wszystko jest zlokalizowane w jednym miejscu, i nikt nie musi dojeżdżać na boisko autobusem. Na zachodzie są też lepsi fachowcy, dlatego zawodnicy w piłce młodzieżowej, juniorskiej odnoszą sukcesy. Oczywiście, zdarzają się w Polsce młodzi zawodnicy, którzy mają wielki talent, ale nadal brakuje środków finansowych do tego, aby zatrudniać trenerów na wysokim poziomie.

U nas ciągle jest przaśnie?
Trochę tak. Co prawda od kilku lat funkcjonuje szkółka piłkarska we Wronkach, od kilku lat istnieje też szkółka Lecha Poznań, w których są dobre warunki. Ale takich szkółek powinno być znacznie więcej.

Podkreślał Pan w tej rozmowie kilka razy słowo „lider”. Dziś takim wzorem dla piłkarzy jest niewątpliwie Lewandowski, ale jak on funkcjonuje! Pije w określonych godzinach i minutach, je o określonym czasie, nie dotyka mleka, bo laktoza. Jak to było w Pana czasach? Chyba takiej dyscypliny w kadrze nie było, jeśli pan Mularczyk na Okęcie przybył pijany?
Żeby coś osiągnąć, nie można mówić, że treningi są wystarczające. Każdy zawodnik powinien zadawać sobie pytanie: „Co mogę zrobić, żeby być lepszym?”. Powinien pracować więcej niż tylko na obowiązkowych treningach. Powinien też dbać o siebie, o swój organizm. Czasem nam się wydaje, że jeśli piłkarze zarabiają 5-8 mln euro, to mogą robić wszystko. Proszę mi wierzyć - zawodowcy i gwiazdy to najbardziej zdyscyplinowani ludzie, którzy muszą przestrzegać wielu reguł. Nie mogą na przykład bez pozwolenia wyjechać z miasta, bo trwa sezon. Również kiedy zawodnik kupi o jeden samochód za dużo, to już jest sygnał dla sztabu, że nie skupia energii na grze, tylko na konsumpcji. Wielkie kluby uczą jak korzystać z tych wszystkich wynagrodzeń, możliwości, apanaży. Zawodnicy mają duże możliwości, ale i ograniczenia.

Panu nie brakowało wzorca?
Mówiąc eufemistycznie, te wzory z moich czasów były nie do końca dopracowane. To były wzory do poprawki (uśmiech).
Co to znaczy?
Na pewno brakowało takiej opieki i wsparcia, jakie dziś zawodnicy otrzymują w klubach.

Teraz toniemy w zachwycie po wygranej z Irlandią, ale być może zbyt łatwo popadamy w ten zachwyt? W końcu wygraliśmy z jedną z chyba najsłabszych drużyn i to 1:0. Na dodatek, żartowano z trenera Irlandii, że gdyby mógł powołać 11 obrońców, to by to zrobił, a i tak na polu karnym zaparkował, nawet nie autobus, ale trzy irlandzkie TIR-y.
Rozmawiamy jeszcze przed meczem z Niemcami, jeśli więc osiągniemy zwycięstwo, nawet niech to będzie remis i zagramy bardzo dobrze, to powiemy, że z naszą piłką jest świetnie i celujemy w medal. Myślę, że z piłką jest jak z kochanym dzieckiem. Mówimy, że jest najlepsze, ale musimy też mieć trochę dystansu i nie zachwycać się ślepo, jeśli to dziecko robi złe rzeczy. Tego powinniśmy się uczyć w kontekście piłki. Piłka to nie tylko: kopnij, biegnij, super samochody...

… piękne kobiety.
Krótko mówiąc: życie na pokaz. Nie. To jest ciężka praca. Zatem spójrzmy na naszych piłkarzy tak, jak patrzymy na kochane dzieci, które muszą ciężko pracować, od których musimy wymagać, ale i je doceniać. Nigdy nie wygraliśmy na mistrzostwach, wszyscy czekaliśmy na to upragnione zwycięstwo. Gdybyśmy w eliminacjach z Irlandią wygrali 1:0, to bylibyśmy źli, że nie strzeliliśmy im z pięć bramek, bo oni nie stwarzali żadnej sytuacji. Byli przerażeni, co było zaskakujące, bo wyspiarze jednak są bardzo odważni i szukają szansy od początku. Ale proszę zauważyć, od kilku lat różni eksperci mówią, że polska piłka, polska szkoła, to jest gra z kontry. Ale, i mówią to bokserzy, że to jest obrona pod podwójną gardą i uderzanie od czasu do czasu. Taki bokser chce wygrać sposobem, który nie jest specjalnie widowiskowy, który nie pokazuje, że zawodnik może być faworytem. Podobnie jest w piłce - nie pokazujemy, że możemy dominować.

Pokazujemy, że obroną jest atak?
Czy Niemcom, Hiszpanom powiedzielibyśmy, żeby grali obroną, za podwójną gardą, bo to jest atak? No, nie. Piękno futbolu polega na tym, że nasz zespół jest przy piłce i potrafi z nią zrobić coś ciekawego. Czy będą to dwa podania, czy dziesięć podań; czy potrzeba ich było aż dziesięciu, czy można było to zrobić szybciej? Myślę, że wciąż jeszcze musimy uczyć się doceniać nie tylko bramki, ale i inne zagrania zawodników, inne momenty, które też są bardzo ważne na boisku. A jak jest dotychczas? Padają bramki - super drużyna! Jeśli remisujemy i ten remis jest sukcesem, wołamy: „Słabi, nie nadają się!” Euforia, uniesienie jest potrzebne kibicom, ale zdrowy rozsądek też, nie można wobec swojego kochanego dziecka wypowiadać tylko skrajnych opinii.

Jak Pan ocenia te informacje, jakie są wypuszczane ze sztabu - a to piłkarz ma kontuzję, za chwilę okazuje się, że jej już nie ma, teraz, że Szczęsny jest kontuzjowany. To ściema, gra na potrzeby rywali?
To nie jest gra. Widzieliśmy Szczęsnego, który, wychodząc z autokaru, ledwo szedł. Nie trenuje. Z Grosickim też nie było ściemy - gdyby trenował normalnie, to on by grał z Irlandią, a nie Kapustka. To było pewne. Jedyną gierką może być przedwczesne podawanie składu. Musimy zrozumieć, że żaden trener nie podaje oficjalnie składu drużyny wcześniej niż 1,5 godziny przed meczem. Są przecież zawodnicy o pewnych cechach charakterystycznych i jest różnica, czy wystąpi ten, czy inny. Czy wystąpi pięciu pomocników, czy czterech. Czy drużyna gra trzema środkowymi obrońcami, czy czterema. Jest dużo takich niuansów, dzięki którym trenerzy, podając w ostatniej chwili skład, czyli to półtorej godziny przed meczem, dają przeciwnikowi mniej szans na przygotowanie się do tego spotkania . Oczywiście, zdarza się, że znajdą się w polskiej lidze tacy trenerzy, którzy na dzień przed meczem polecają udawać zawodnikowi, że utyka, że schodzi obolały z ostatniego treningu na 10 minut przed jego końcem, tylko po to żeby wprowadzić innych w błąd.

Co wyróżnia obecną naszą drużynę na Euro od przeszłych polskich reprezentacji?
Mądrość. Ci ludzie, zdobywają bardzo dużo w piłce klubowej, i to po nich widać. To nie jest sztuczne, to nie jest na pokaz, że chcą jak najlepiej grać dla reprezentacji. Każdy z nich chyba czuje się Barceloną, Bayernem Monachium, Realem Madryt, Manchesterem United. Trafiliśmy na fajnych, młodych, otwartych zawodników. To ważne, że lubią siebie i lubią innych bowiem czasem, kiedy coś osiągamy, zaczynamy nie lubić świata, jaki jest dookoła nas, gdyż ten świat ciągle czegoś od nas chce. Trzeba mieć pokorę, ale trzeba też to po prostu polubić. Podobnie, jak trzeba polubić fakt, że się jest osobą publiczną, rozpoznawalną.

To co nie grało za Pana czasów? Przecież piłkarsko osiągał Pan szczyty. Wszyscy pamiętamy, jak John Motson mówił o Panu: „Może i jest z Polski, ale dziś był z innej planety”.
Taaak, to było w meczu z Leicester (śmiech). Ale ja wchodząc na te szczyty, miałem czasami... bardzo ślisko. Czy to w życiu osobistym, czy też były inne sprawy, które nie pozwalały się skupić. A jak wspomniałem - żeby osiągnąć sukces, trzeba przede wszystkim skoncentrować się na piłce i mieć tzw. „czystą głowę”. Trzeba pamiętać, że kariera piłkarska trwa bardzo krótko.

„Kwiaty więdną wśród chwastów” - to też słynne Pana zdanie, często cytowane. Ile takich kwiatów w polskim futbolu zwiędło?
Kiedy jako 18-19 latek wchodzi się do zawodowej piłki, trzeba naprawdę mieć szczęście do ludzi, zwłaszcza do kolegów z drużyny i osób, które mają wpływ na to, co się dzieje w klubie, na treningu, poza treningiem. Niezwykle ważne jest, żeby młodzi ludzie przychodzący do klubu, potrafili cieszyć się z tego, dobrze spędzać czas i uczyć się tam dobrych rzeczy. Sukces łatwiej osiąga się wtedy kiedy w szatni decydują mądrzy ludzie, a nie osoby, które powinny się jak najmniej odzywać.
Wraca Pan czasem wspomnieniami do czasów swojej świetności?
Jasne. Napisałem książkę, spotykam się z kolegami z boiska, rozmawiamy, wspominamy. Żyję piłką.

Przykleiła się do Pana łatka piłkarza niespełnionego.
Uważam, że mogłem więcej osiągnąć. Miałem charakter ku temu. Może czasami byłem zbyt twardy, ale byłem ambitny, kochałem piłkę, mogłem godzinami trenować. Dziś, z perspektywy czasu, zmieniłbym pewne swoje cechy, co na pewno ułatwiło mi lepsze funkcjonowanie w zespole. Znów powtórzę, że trzeba mieć szczęście do ludzi, ale pamiętajmy, że życie piłkarza, to nie tylko jest piłka. Sfera osobista też jest ważna.

Myśli Pan, że łodzianie w końcu zapomnieli Panu te 21 milionów złotych, jakie zapłacił za Pana Widzew Łódź?
I to jest właśnie niezrozumienie kibiców. Przecież ja nie dostałem tych pieniędzy, to był transfer, umowa między klubami. Bogu ducha winny zastanawiałem się, dlaczego krzyczą o tych 21 milionach, kiedy ja dostałem znacznie mniej. Miałem to nieszczęście, że informację o wysokości transferu po raz pierwszy podano do publicznej wiadomości. Wtedy ludzie dowiedzieli się, że takie sumy krążą. Uważam, że młodemu piłkarzowi powinno pomagać się w takich sytuacjach. Oczywiście, ten zawodnik powinien starać się i robi wszystko, co w jego mocy, żeby grać jak najlepiej. To jest najważniejsze. Ale też nie można krzyczeć: „Wziąłeś 21 milionów, pokaż, co robisz!”, a jeśli coś nie wychodzi, wytykać, że przecież tyle za niego zapłacili. To nie o to chodzi.

Swoje życie po piłce uważa Pan za udane? Był Pan w kilku rolach: asystent Leo Beenhakkera na Euro 2008, zagrał Pan w filmie „Piłkarski poker”, zdobył mandat radnego, był komentatorem...
Nie wymieniła pani ważnej dla mnie roli - przecież przez 4 lata byłem trenerem reprezentacji Polski juniorów. Przez pół roku miałem 6 czy osiem meczów, w których wynik wynosił 1:3, wszyscy mówili: „Dziekanowski nie zna się na piłce, co my zrobiliśmy”, ale przez kolejne lata to ja dałem tej drużynie nowy początek. O, zaczynam się chwalić…

I bardzo dobrze.
Robiąc selekcję, zmieniłem 95 procent drużyny, o której uważałem, że nie ma szans ma sukces. Początki swoich karier zaczynali wówczas Rzeźniczak, Kokoszka, Pawelec, Mierzejewski, Radek Majewski, Krychowiak, Rybus. I to byli zawodnicy, którzy grali w reprezentacji Polski. Lubiłem ten okres mojej pracy jako trenera polskiej reprezentacji juniorów. Wiedziałem, czego powinienem wymagać od młodych ludzi, którzy mają grać piłkę. Zarówno na boisku, jak i poza nim.

Wróćmy na koniec do teraźniejszości, czyli Euro 2016. Słyszę i takie opinie, że poziom gry jest wyrównany, właściwie każdy może zostać mistrzem, czy to Polska, czy Czechy, Francja, czy Niemcy.
To nieprawda.

Ale zgodzi się Pan z tym, że to Euro jest inne od poprzednich?
Każde Euro jest inne, zawsze będziemy mówić, że to, które trwa, jest lepsze. Ale już teraz widać, że nie wszystkie drużyny są w formie, że nie wszystkie odegrają znaczącą rolę podczas tych Mistrzostw. Będą reprezentacje, które z przyjemnością będziemy oglądać, a będą i takie zespoły, których mecze odpuścimy, bo w tym czasie będziemy mogli zrobić coś ważniejszego.

A co z Polską?
Kiedy gra Polska, niczego już nie załatwiamy. Wtedy wszystkie sprawy idą na bok. Całym sercem kibicujemy!

Czesny, Magzyzki i Blacyzikołyski - zobacz, jak obcokrajowcy kaleczą polskie nazwiska

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 6

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

B
Bo kapustka

On jest taki dobry,czy bezczelny?
A jest już najlepszy?
Z niecierpliwością czekam na następny występ Kapustki.

G
Gość

Ci, którzy mówią, że wygrywanie nie jest wszystkim, nigdy nie wygrali niczego

P
Paula

Bardzo podobały mi się słowa Lewandowskiego."Nie wstydzę się Jezusa,jestem katolikiem,,.Powinno się sprzedawać z takim napisem koszulki.Taki nowy trend,z zdjęciem polskiego piłkarza.Może ktoś podchwyci przed spotkaniem młodzieży z Papieżem.jjJja

P
Paula

Bardzo podobały mi się słowa Lewandowskiego."Nie wstydzę się Jezusa,jestem katolikiem,,.Powinno się sprzedawać z takim napisem koszulki.Taki nowy trend,z zdjęciem polskiego piłkarza.Może ktoś podchwyci przed spotkaniem młodzieży z Papieżem.

T
Trybson

Redakcjo.. Józef Młynarczyk a nie tam żaden Mularczyk!!

c
chrobok

.....Obecną reprezentację Polski wyróżnia mądrość.........

No, to niedługo przybędzie Polsce 11 Noblistów od kopania!

Dodaj ogłoszenie