Daniel Kajzer - w dwa lata od walki o utrzymanie w 2. lidze...

    Daniel Kajzer - w dwa lata od walki o utrzymanie w 2. lidze do gry o europuchary

    Kaja Krasnodębska

    Aktualizacja:

    Polska

    Daniel Kajzer - w dwa lata od walki o utrzymanie w 2. lidze do gry o europuchary

    ©Oliwer Kobus

    Z Polski odchodził jako bramkarz 2-ligowego ROW-u Rybnik. W Bułgarii zaczynał jako drugi golkiper walczącego o Ligę Europy Botewu Płowdiw. Rok później Daniel Kajzer stał się jego filarem. Jesienią wystąpił we wszystkich spotkaniach.
    Daniel Kajzer - w dwa lata od walki o utrzymanie w 2. lidze do gry o europuchary

    ©Oliwer Kobus

    Ponad 100 spotkań w drugoligowym ROW-ie Rybnik nie wystarczyło, żeby przekonać do siebie klub z ekstraklasy. Nie wystarczyło, aby zadebiutować nawet na jej zapleczu. Wystarczyło, by zapracować sobie na transfer do najwyżej bułgarskiej klasy rozgrywkowej. Jeszcze przed zakończeniem sezonu 2016/2017 Daniel Kajzer został bohaterem zaskakującego transferu. Z ekipy walczącej o trzymanie na trzecim poziomie rozgrywek w Polsce, przeszedł do Botewu Płowdew, który właśnie wywalczył sobie udział w eliminacjach Ligi Europy.

    Włodarze bułgarskiego klubu obserwowali go już wcześniej, ale Polak z ROW-em związany był kontraktem do końca czerwca 2017. Zgodnie ze swoją polityką Botew kontraktuje jedynie wolnych zawodników. Na kilka tygodni przed wygaśnięciem umowy Kajzer wykupił się więc sam. Suma nie była duża, a pozwoliła urodzonemu w 1991 roku bramkarzowi na rozpoczęcie sezonu przygotowawczego z nową drużyną. Początki nie mogły być proste. Dla urodzonego w Tarnowskich Górach piłkarza był to nie tylko pierwszy transfer zagraniczny, ale też pierwsza przeprowadzka poza Śląsk. Wcześniej występował jedynie w młodzieżowych drużynach Górnika Zabrze, którego jest kibicem.

    Początkowo ze złożoną w większości z Bułgarów oraz Brazylijczyków drużyną porozumiewał się jedynie w języku angielskim, teraz coraz lepiej operuje także językiem bułgarskim. Nie jest to jednak łatwe, dlatego w pierwszym sezonie najwięcej czasu spędzał z Francuzem Daudetem Ngongalą. Teraz jest jedynym zagranicznym piłkarzem Botewu pochodzącym nie z Ameryki Południowej. Bariery w kontaktach jednak nie ma, nie narzeka na atmosferę w drużynie. Dzięki dobrym występom jest ulubieńcem kibiców, którzy chętnie zaczepiają go na ulicach, prosząc o zdjęcie czy autograf.

    Jesienią Kajzer stał się prawdziwą gwiazdą w mieście, w którym futbol jest na pierwszym miejscu. Choć stadion Botewu nie należy do najnowocześniejszych, to na jego trybunach tydzień w tydzień pojawia się sporo kibiców. Polskiego golkipera obserwują regularnie – w obecnym sezonie 26-latek nie opuścił w lidze ani jednej boiskowej minuty. Swoją dobrą postawą między słupkami nie raz ratował swój zespół przed porażką: na 19 rozegranych spotkań aż dziewięciokrotnie schodził niepokonany i jak dotąd tylko 16-krotni wyciągał piłkę z siatki. Cztery razy w jednym meczu, przegranym przez Botew 1:4 starciu z Lewskim Sofia.

    Porażką ekipy Kajzera zakończył się także mecz z Łudogorcem, czyli drugim z bułgarskich klubów, w którym można spotkać Biało-Czerwonych. We wrześniowym spotkaniu oprócz bramkarza pełne 90 minut rozegrał także Jacek Góralski. Jakub Świerczok znalazł się poza osiemnastką zespołu z Razgradu.

    Na co dzień były golkiper ROW-u nie utrzymuje z nimi bliższego kontraktu. Żaden z reprezentantów Poski nie kontaktował się z nim przed przeprowadzką. A przecież Kajzer w Płowdewie mieszka już od półtora roku. Choć zadebiutował już przy drugiej możliwej okazji, w lipcu 2017, to z początku nie był pierwszym wyborem trenera. W wywalczeniu sobie stałego miejsca między słupkami nie pomógł nawet udany występ w zwyciężonym z Łudogorcem Superpucharze. Z perspektywy ławki rezerwowych oglądał więc swoich kolegów walczących w eliminacjach Ligi Europy. Ostatecznie Bułgarzy doszli wówczas do trzeciej rundy, gdzie przegrali z portugalskim CS Maritimo.

    W lidze w rundzie zasadniczej poprzedniego sezonu stawiano na znacznie bardziej doświadczonego Ivana Cvorovicia. Jak sam przyznawał, od nieprzyzwyczajonego do siedzenia na ławce Polaka (w ROW-ie był podstawowym zawodnikiem, pełnił też rolę kapitana), wymagało to od niego sporo cierpliwości. Ona w połączeniu z pracą na treningach przyniosła jednak efekty i w rundzie finałowej, w grupie mistrzowskiej grał już pierwsze skrzypce. Po tym jak w kwietniu wygryzł ze składu rywala, do tej pory nie odstąpił mu swojego miejsca. Wolne dostał jedynie na mecze w Pucharze Bułgarii, w którym Botew zagra na wiosnę w ¼. Równie dobrze radzi sobie w lidze. Zimuje na piątym miejscu tabeli, co na zakończenie sezonu ponownie pozwoli powalczyć o europuchary.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo