Czytelnik o Pawle Zarzecznym: No i kogo teraz czytać, Pawle? Domyślam się, co byś odpowiedział – nikogo

Maciej Kaczor
Fot. Andrzej Wiktor / Polskapresse
Minęła przedwczoraj trzecia rocznica śmierci jednego z najlepszych polskich dziennikarzy sportowych. Dziennikarza skrojonego na nasze czasy – czasy bulwarówek, szybkich newsów, jeszcze szybszych twitterowych ripost i ogólnie panującego cynizmu. Taki był Paweł Zarzeczny. Jego komentarzom daleko do dystyngowanego tonu Bohdana Tomaszewskiego, tytana polskiego mikrofonu. Kolejnego z Panteonu sław, którzy nie tak dawno odeszli z tego świata. Pan Bohdan reprezentował inną epokę, jego relacje to klimat eleganckiego spotkania na herbatce u zaprzyjaźnionego lorda.

Tylu już znawców piłki przybyło, a tylu piłkarzy ubyło, że zastanawiam się czy moja pisanina ma jakikolwiek sens. Pisanina o kretynach dla kretynów, po kretyńskich meczach.
Aha, kretyn to Ty. Możesz mnie opluć, bezimiennie, to Twoje kretyńskie prawo. Ale ja nie jestem Miecugow. Wstanę i oddam.

~~

A Paweł Zarzeczny? No cóż… Częstokroć język używany przez niego można było spotkać na stadionie piłkarskim, ale w sektorach kibiców, a nie dziennikarzy. I to tych kibiców takich najbardziej… Wiecie… kibicowskich. Jednak Zarzeczny potrafiłby odnaleźć się i pod monopolowym i na kolacji u prezydenta. Jak wspominał to Krzysztof Stanowski, przed programem piłkarskim potrafił dawać obecnym wykład, przykładowo, o perspektywie w malarstwie.

Mnie jako młodego człowieka zainteresowanego futbolem, potem studenta dziennikarstwa Paweł bardzo ciekawił. Lekkością myśli, potoczystością zdań, swobodnie dobranymi, idealnie pasującymi wyrazami. Tą grą, którą prowadził z czytelnikiem. Jego zabawą słowem. Od Pawła uczyłem się, że można inaczej. Nieoczywiście. Pod prąd, z ostrą i szybką puentą.

Pamiętam taką refleksję jednego z polskich raperów, nie przypomnę sobie, czy to był ktoś z Paktofoniki, czy innej grupy (zresztą, sam Paweł w swoich anegdotach nigdy nie przykładał wagi do faktów, osób, czasu, miejsca. To nie było ważne – liczyło się przesłanie. I tę metodę też staram się od niego zapożyczać). (Tak jak i dygresje). W każdym razie, jeden z tych raperów, oglądając zagraniczne teledyski amerykańskiego hip-hopu był zafascynowany ideą, czy w naszym języku takie rymowanie do bitu jest możliwe. I odkrył, że tak! Ja miałem podobnie z Pawłem – chłonąłem od niego, jak można znany mi język pisany wykorzystać do swoich celów, bawić się nim i naginać. U Pawła używanie wielkich liter, skrótów, nazwisk, gwary, cytatów, etosów, wszystkich dostępnych środków i narzędzi to ciągła gra skojarzeniami i puszczanie drukowanego oka do czytelnika.

Osobiście po stokroć wolałem go czytać niż oglądać, choć przecież jego ostatnim wielkim dziełem było to, co robił w sumie przez całe życie – „One Man Show”, czyli codzienny przegląd prasy, w którym wcale nie chodziło o prasę. I on potrafił codziennie te kilkadziesiąt minut wypełnić sobą, anegdotami, wspomnieniami, żartami. Być może był w tym często błaznem. Ale takim prawdziwym błaznem, który poprzez swoje poczynania zwraca na coś ważnego uwagę, zmusza do myślenia.

Nieraz nie zgadzałem się z nim, podobnie jak tabuny innych czytelników. Jednocześnie nigdy nie mogłem zrozumieć tego bezmyślnego hejtu wylewanego na niego w komentarzach. Facet cytuje w felietonie, przykładowo, Arystotelesa, a pod komentarzem widzę: „Znów podano knura na obiad, hehe xD”. Zarzeczny prowokował do takich reakcji, wiedząc, że wywoła burzę u mniej inteligentnych odbiorców. Zawsze mówił, że hejterów sobie stworzył sam. Wodził ich za nos.

Mnie urzekał szerokością spojrzenia. W jego felietonie mogłem znaleźć wszystko – oprócz nudnych wniosków. Każda myśl, a tak często konstruował felietony – kolejnymi konstatacjami – zatem każda kolejna myśl była zakończona refleksją, puentą, zaskakującym żartem albo sensownym przemyśleniem. Nie mogę obecnie znaleźć dziennikarza (nie tylko sportowego) którego tak łaknąłbym czytać. Którego tak by mi brakowało. Jeśli miałbym nie przeczytać do końca życia żadnego innego sprawozdawcy sportowego w zamian za dostarczane regularnie przemyślenia Pawła, pewnie przystałbym na to. Nie ma takiego drugiego, który potrafiłby w jednym wpisie zawrzeć wnioski wynikające z dzieł sztuki, czeskiej literatury i gospodarczych przewidywań albo w komentarzu do meczu Polska – Niemcy nakreślić w kilku zdaniach relacje polsko – niemieckie na przełomie wieków. Często powtarzał, żeby się od niego uczyć, póki czas, bo nie jest wieczny. Ja ciągle się uczę.

Znajdywał szersze konteksty. Czytanie go, to była przygoda, oczywiście dla wybranych „Górnych 3%”. Sam tę przygodę zacząłem dość późno. Niestety nie załapałem się na świadome pożeranie „Przeglądu Sportowego”, gdy w nim pracował. Tak samo miałem z „Dziennikiem”. Trafiłem na niego przypadkiem, siedząc jako wolontariusz w nudnym biurze akredytacyjnym w strefie kibica przy Pałacu Kultury. W przerwach od obsługi zapraszanych gości śledziłem w Internecie komentarze dotyczące Euro w Polsce. I natrafiłem, bodajże na stronie Interii, na jego codzienne podsumowania. Szybko stało się to dla mnie obowiązkową i najprzyjemniejszą lekturą. Po prostu dobrze się to czytało, a i uśmiechnął się człowiek przy tych felietonach niejednokrotnie. Potem, gdy zaczął pisać dla Weszło.com, już nie przegapiłem żadnego wpisu. W czasie „One Man Show” bywał w moim domu często, jak zaproszony w odwiedziny kolega, który przyszedł pogadać o piłce i o życiu. Myślę, że nie tylko ja miałem świadomość, że jest dla mnie najlepiej znaną z nigdy niespotkanych na żywo osób.

Jestem jednak pewien, że nie zostalibyśmy kumplami. Nie mój typ charakteru. Czuć było nawet przez ekran komputera, że w obyciu był dosyć męczący, uzależnienie od alkoholu na pewno nie pomagało w temperowaniu charakteru. W swoich tekstach niejednokrotnie wyrażał się wulgarnie, ostro, nie zważał na żadne świętości. Bywał brutalny, nieprzyjemny, szydził i kpił z kogo tylko się dało (chociaż zawsze dodawał, że wbija szpilę znajomym tylko sympatii, a resztę, o której nie pisze, ma w głębokim poważaniu). Wiele treści, jakie publikował to nie jest wysoka literatura, ale Pawła się po prostu kupowało. A jeśli się kupiło, to się wybaczało – sam mawiał, że winy przeciwko niemu są nieprzedawnione, ale u czytelnika potrafił wszystkie odkupić kolejnym błyskotliwym wpisem, wypowiedzią, żartem, komentarzem. Chciało się go więcej.

Żałuję bardzo, że nigdy nie spotkaliśmy się na żywo, na co liczyłem podczas mojego intensywnego epizodu dziennikarza sportowego. Na pewno gdybym go zobaczył na ulicy, to bym zaczepił, pogadał. Okazji już nie będzie, ale samo 500. Odcinków OMS i kilkaset felietonów to materiał na to, by od czasu do czasu z Pawłem poobcować. A już najbardziej polecam wywiady z nim. To kopalnia inspiracji do rozwoju, czytelnictwa, samodzielnego myślenia, krytycyzmu. Jego życiorys to ciekawy materiał na rolę. Człowiek nieoczywisty, pędzący poprzez swój styl życia ku nieuchronnej katastrofie, który sam grał kogoś, kim nie był, ale czasami też odsłaniał skrywane oblicze. Śledzenie tych wcieleń to kolejna z zalet obcowania z jego dorobkiem.

Ja cały wczorajszy i dzisiejszy dzień spędziłem na przypominaniu sobie jego dokonań. Znów przez kilkanaście godzin był obecny, bliski. Fajnie, że w takiej formie jeszcze nie raz się spotkamy, ale po ludzku szkoda, że odszedł taki kolorowy ptak. My, pozamykani teraz w klatkach na pewno jeszcze długo z zainteresowaniem patrzylibyśmy na jego lot, mimo że był to niechybnie lot Ikara.

No i kogo teraz czytać, Pawle? Domyślam się, co byś odpowiedział – nikogo. Oprócz ciebie nikogo nie warto.

Paweł lubił dodawać postscriptum, jakiś akcent humorystyczny na koniec wpisu. Nieudolnie idę tym śladem (uczę się od najlepszego).

Anegdota Pawła ze świata dziennikarsko – aktorskiego, która zapadła mi w pamięć. Z rozbawieniem opowiadał kiedyś historię, jak to jakaś producentka rzekomo pomyliła go z aktorem o takim samym nazwisku i zadzwoniła z propozycją wzięcia udziału w nagraniu za sto złotych. Paweł zbył ją twierdzeniem, że za takie pieniądze, to mu by się nie chciało z kanapy wstawać. Ale jednocześnie wyraził współczucie dla polskich aktorów. Taki był wyrozumiały.

Niezdrowe produkty wciąż polecane jako korzystne

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie