Czym żyją Francuzi: O długości życia słynnych żółwi z Galapagos

Grzegorz Ignatowski
W zagranicznych programach telewizyjnych wysłuchałem kilku informacji o wojnie domowej w Afryce, przede wszystkim w Mali i Demokratycznej Republice Konga, oraz niespokojnej w dalszym ciągu sytuacji w Egipcie.

Po przerzuceniu kilku zagranicznych dzienników pomyślałem, że świat zdecydowanie skurczył się dla oprawców. Mam na myśli skazanie przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze Thomasa Lubongi ze wspomnianego przed chwilą Konga na karę 14 lat więzienia. Powodem było werbowanie dzieci do wojska i zmuszanie ich do walki. Jednakże w okresie wakacyjnym trzeba się udać zupełnie gdzieś indziej, poszukać spokojniejszych miejsc. Mimo że w dalszym ciągu praca zmusza do ślęczenia w zatłoczonym od samochodów i duszącym miejskim środowisku, to jednak myśli wyrywają się gdzieś daleko, do odległych i zielonych, nieodkrytych jeszcze zakątów. Być może poirytowałem kilka osób, które już powróciły z urlopów i mają przed sobą perspektywę całorocznej pracy. Przepraszam! W końcu przyszła też zupełnie inna myśl, o długowieczności. Już słyszę utyskiwania, że nasza rozmowa zapowiada się na jakiś filozoficzny wykład o życiu i umieraniu, a to zupełnie nie najlepszy temat. Nic jednak bardziej błędnego! Owszem, troszkę o filozofii będzie, ale zupełnie w innym kontekście.

Oczekiwania na wakacyjny wypoczynek sprawiły, że zacząłem szukać ciekawych informacji ze świata dotyczących spraw poważnych, a jednocześnie pasjonujących. Tak więc zabieram dzisiaj wszystkich na odległe wyspy Archipelagu Kolumba. A gdzie to jest, zapytamy z pewnym zainteresowaniem. Jeśli dodam, że jest to oficjalna nazwa archipelagu znanego jako wyspy Galapagos, wszyscy natychmiast odetchną z ulgą i powiedzą - znamy, to na Oceanie Spokojnym, gdzieś niedaleko na zachód od wybrzeża Ameryki Południowej. Dorzućmy, że w skład archipelagu wchodzi dziewiętnaście większych wysp, które wraz z innymi, małymi, należą do Ekwadoru. Intrygujące zaś może pozostać pytanie, dlaczego wyspy Galapagos i kwestia długowieczności? Czy jest to pytanie trudniejsze? Dopowiadam więc natychmiast, że archipelag bywa nazywany Wyspami Żółwimi. Oczywiście, żółwie na Galapagos żyją długo.

Do napisania tych kilku słów skłoniła mnie niezmiernie ciekawa, aczkolwiek bolesna informacja zawarta w "Le Figaro" o śmierci żółwia znanego jako George le Solitaire, co można by przetłumaczyć na język polski jako Jerzy Samotnik. Faktycznie, był on ostatnim żyjącym osobnikiem jednego z podgatunku żółwi słoniowych, który - jak czytam we francuskim dzienniku - dokończył swojego żywota w końcu czerwca, zaledwie dwa tygodnie temu. Na zamieszczonym zdjęciu widzę, jak dwaj strażnicy Parku Narodowego Galapagos transportują jego zwłoki. Kim był nasz samotnik znaleziony na Pinta w 1972 r. - jednej z wysp archipelagu Galapagos? Nie będę zamęczał oficjalną łacińską nazwą. Żółwie słoniowe mogą żyć, bagatela, nawet ponad dwieście lat. Słuszna była też ich waga - powyżej dwustu kilogramów. Z zaciekawieniem czytam historię Jerzego Samotnika. Do roku 1972 naukowcy sądzili, że ten podgatunek żółwi odkryty w końcu dziewiętnastego wieku dawno już wyginął. Z troską zabrali więc go do rezerwatu, zaczęli robić wszystko, aby Samotnik pozostawił po sobie potomstwo. Niestety, nie udało się! W jego zagrodzie w 1993 r. umieszczono dwie genetycznie bliskie samice z innego podgatunku żółwi słoniowych pochodzące z pobliskiej wyspy Espanola. Szybko też się okazało, że Samotnik przez długi czas pozostawał odporny na ich urok. W końcu, po latach oczekiwań i nadziei, doczekano się upragnionych przez wszystkich jaj. Szkoda, z żadnego z nich nie wykluło się potomstwo.

Czy w takim razie to już koniec naszej historii, czy na naszych oczach wyginął kolejny podgatunek żółwia, a my nic nie mogliśmy zrobić? Owszem, tak. Pozostała smutna i bolesna rzeczywistość. Po przeprowadzeniu sekcji zwłok - jak przeczytałem w "Le Figaro" - pracownicy parku narodowego chcą zachować dla potomnych i przyszłych rzeszy naukowców jego szczątki. Zostanie kolejnym świadkiem naszej bezprecedensowej ingerencji w środowisko naturalne i bezradności wobec przemijającego czasu. Historia żółwia z Pinto pokazuje, że w naturze nie da się nic zrobić na siłę. Zresztą, tak samo jest w naszym prywatnym życiu. Nie jest to ostatnie moje spostrzeżenie. Mimo że nie ma już Samotnika na Galapagos, to i tak chętnie na archipelag bym pojechał. Zrodziła się jedna jakże optymistyczna myśl. Skoro przez długie lata sądzono, że podgatunek był wymarły, to być może za jakiś czas okaże się, że gdzieś na Pacyfiku pojawi się kolejny olbrzym.

Tak czy inaczej, żółwie z Galapagos już dawno znalazły sobie trwałe miejsce w historii i nikt nie wymaże ich z naszej pamięci. To przecież inne osobniki żółwi z tych właśnie wysp wraz ze słynnymi ziębami Darwina stanowiły jeden z najważniejszych dowodów dla sławnego angielskiego przyrodnika na udowodnienie zróżnicowania form zwierzęcych pochodzących od wspólnego przodka. Co - jak wiemy - doprowadziło w końcu do sformułowania teorii ewolucji.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie