Czy to PiS kontroluje gospodarkę, czy jest odwrotnie?

Agaton Koziński
Wicepremier Mateusz Morawiecki uważa, już w połowie 2017 r. zobaczymy wzrost
Wicepremier Mateusz Morawiecki uważa, już w połowie 2017 r. zobaczymy wzrost Krzysztof Łokaj
Rząd twierdzi, że spowolnienie gospodarcze jest przejściowe. Są dowody to potwierdzające. Ale widać też sygnały, że problem jest o wiele głębszy.

Odbywający się właśnie w Jasionce koło Rzeszowa Kongres 590 to najlepszy dowód na to, że PiS ma autorski pomysł na kwestie gospodarcze. Można go zamknąć w krótkim haśle: wzmocnić polską gospodarkę. Mechanizmy, które mają pozwolić to osiągnąć, zapisano w Planie Morawieckiego, a podczas kongresu rozpisano je na poszczególne panele i sesje. Kolejne prezentacje, koncepcje, strategie i przykłady (case-study) sypały się w Jasionce jak z rogu obfitości. Sala centrum konferencyjnego aż kipiała od pomysłów, inicjatyw i idei. Jedna po drugiej pojawiały się koncepcje, które pozwolą pobudzić polską innowacyjność, usprawnić współpracę naukowców z przedsiębiorcami, ułatwić rozwój małych i średnich przedsiębiorstw. Kongres swą obecnością uświetniają najważniejsi politycy obozu rządzącego, a także szefowie największych przedsiębiorstw państwowych. Wokół nich wiele otwartych głów przygotowanych do tego, żeby długo mówić o tym, jak ważna jest kreatywność i innowacyjność.

Tyle, że ekipa rządząca tuż przed wyruszeniem w stronę Podkarpacia, musiała przyjąć na głowę fatalne dane gospodarki. Niemal dokładnie w chwili, gdy Beata Szydło podsumowywała pierwszy rok pracy swego rządu, GUS ogłosił, że w PKB Polski w trzecim kwartale zyskało zaledwie 2,5 proc., podczas gdy oczekiwano wyniku powyżej 3 proc. Generalnie w kolejnych kwartałach tego roku notujemy wyniki gorsze od zakładanych. Wprawdzie Mateusz Morawiecki, wicepremier odpowiedzialny za rozwój i finanse, nie widzi powodu do obaw, ani przyczyn, dla których należy zrewidować wpisane do budżetu założenia (zapisano w nim wzrost PKB w wysokości 3,4 proc.), ale mimo to pojawia się coraz więcej pytań i wątpliwości o stan polskiej gospodarki.

Wątpliwości nie dziwią, skoro na Kongresie 590 słychać, że gospodarka idzie do przodu, a dane pokazują, że się cofa. Czy to już jest ten moment, gdy należy przywoływać powiedzenie: skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Ze strony rządu słychać zapewnienia, że nie - że obecne problemy to jedynie chwilowe zakrztuszenie, które za chwilę minie, a wzrost PKB wróci na zakładane tory. - Odbicie w inwestycjach i również dość silny eksport powinny popchnąć gospodarkę z powrotem do góry po tym dołku, który się wiąże z nieprzygotowaniem projektów z funduszy unijnych oraz z niewydawaniem pieniędzy, nieinwestowaniem przez samorządy. Za jeden lub dwa kwartały zobaczymy trend wzrostowy - mówił w czwartek Morawiecki, gość Kongresu 590.

Najbardziej naturalny powód wzrostu inwestycji to brak pewności, co tak naprawdę się wydarzy w gospodarce

Rzeczywiście, widać paliwo uzasadniające słowa Morawieckiego. Fundusze unijne zwiększają tempo wzrostu polskiego PKB średnio o 0,8 proc. Tymczasem w tym roku ich wydatkowanie zahamowało. Z dwóch powodów. Po pierwsze, to dopiero początek nowej perspektywy finansowej, więc wiele projektów zwyczajnie nie jest gotowych. Po drugie, pod koniec ubiegłego roku doszło do zmiany ekipy rządzącej - a nowa nie mogła o pieniądze aplikować, bo zwyczajnie najpierw musiała się nauczyć, w jaki sposób obsługiwać system współpracy z Brukselą. Wytłumaczenie opóźnienia logiczne i naturalne. W dodatku Ministerstwo Rozwoju szybko nadrabia zaległości. W trzecim kwartale podpisało umowy związane z wydawaniem subwencji europejskich o wartości 70 mld zł, szacuje się do końca roku dojdzie do 100 mld zł. Na to jeszcze nakładają się środki inwestycyjne pozyskane w ramach Planu Junckera (do października podpisano umowy o wartości ponad 7 mld zł).

To sumy powinny solidnie napędzić inwestycje, rozpędzić gospodarkę i pozwolić wskoczyć wzrostowi PKB na wyższy poziom.

Ale czy będzie to poziom, który pozwoli wywindować PKB zgodnie z założeniami (wzrost o 3,4 proc. w tym roku i 3,6 proc. w roku przyszłym)? Nawet jeśli fundusze unijne wreszcie będą płynąć do kraju zgodnie z założeniami, może to nie wystarczyć, by wystarczająco ożywić wzrost PKB. Dziś widać bowiem wyraźnie, że nie działają jeszcze dwa inne czynniki, które miały dokładać do tego wzrostu swoją cegiełkę. Pierwszym jest program 500+. Rząd w tym roku przekaże na dzieci ok. 17 mld zł. Gdyby rodziny te pieniądze w całości wydały, oznaczałoby to, że w polską gospodarkę wpompowano równowartość 1 proc. PKB. W wynikach kwartalnych byłoby to widać. Skoro PKB rośnie wolniej od założeń, to wniosek z tego płynie jeden: albo Polacy pieniądze z 500+ wydają w szarej strefie (mniej prawdopodobne), albo po prostu chowają je do skarpety na czarną godzinę. Zapobiegliwość godna podziwu, ale gospodarki takimi oszczędnościami rozkręcić się nie da.

Wolniejszy wzrost jest spowodowany brakiem wzrostu wydatków na konsumpcję. Drugi powód to spadek poziomu inwestycji. Częściowo odpowiada za to brak funduszy unijnych, ale też nie jest tak, że tylko pieniądze z Brukseli napędzają krajowe inwestycje. Robią to także prywatni inwestorzy - ale oni zwyczajnie się wstrzymują z wykładaniem własnych pieniędzy. Dlaczego? Najbardziej naturalny powód to brak pewności, co tak naprawdę się wydarzy w gospodarce. Przykładów chaosu sporo - wystarczy przypomnieć sposób wprowadzania podatku handlowego, czy wypowiedzi dotyczące jednolitego podatku. Na to jeszcze nakładają się ustawy, które blokują przedsiębiorców - by przypomnieć choćby prawo zabraniające kupna ziemi nierolnikom. Rząd zdaje się rozumieć, skąd ta niepewność przedsiębiorców i próbuje im wychodzić na przeciw - przyjęto przepisy obniżające podatek CIT do 15 proc. Morawiecki na Kongresie 590 przedstawia „Konstytucję dla biznesu” - zbiór reguł ułatwiających działalność gospodarczą w Polsce (mają się w niej znaleźć zapisy prawne m.in. ukrócające swobodę interpretowania przepisów przez urzędy skarbowe).

Ale jednocześnie klimat wokół biznesu psują inni czołowi politycy obozu władzy. Jarosław Kaczyński w wywiadzie telewizyjnym uznał, że spadek inwestycji do de facto sabotaż ze strony przedsiębiorców, którzy sprzyjają opozycji i nie chcą wspierać swymi inwestycjami obecnej władzy. Prezydent Andrzej Duda podczas rzeszowskiego kongresu dużo z kolei mówił o biznesie, który powstał w wyniku przekształcenia się PRL-owskiej nomenklatury. Trudno te głosy uznać za przykłady budowania pozytywnego klimatu wobec inwestowania.

Na to jeszcze nakładają się wypowiedzi Morawieckiego, który cały czas podaje różne liczby opisujące wzrost PKB w tym roku w Polsce - przy czym żadna z nich nie okazuje się być liczbą właściwą. To wszystko rodzi pytania: czy PiS rzeczywiście kontroluje procesy gospodarcze w Polsce, czy jest odwrotnie - to gospodarka kontroluje władzę. Odpowiedź na to pytanie poznamy szybko. Zła dla PiS odpowiedź może tę partię kosztować porażkę w wyborach w 2019 r.

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Czy to PiS kontroluje gospodarkę, czy jest odwrotnie?

T
Tuł

PiS gospodarkę, nie pękaj Mr.Gadżet

Dodaj ogłoszenie