Czy tajemnica zaginięcia reportera będzie rozwikłana?

    Czy tajemnica zaginięcia reportera będzie rozwikłana?

    Mariusz Jałoszewski

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Po 16 latach pojawiła się szansa na rozwikłanie zagadki tajemniczego zaginięcia dziennikarza "Gazety Poznańskiej" Jarosława Ziętary.
    Istnieją podejrzenia, że został on zamordowany na zlecenie. Komu zależało na śmierci młodego reportera? Kto wykonał wyrok? Śledczy z Poznania odkurzają właśnie akta umorzonego śledztwa i sprawdzają, czy po latach są jeszcze szanse na wykrycie sprawców.

    Działania Prokuratury Okręgowej w Poznaniu to skutek tekstów "Polski Głosu Wielkopolskiego" i apelu miejscowych dziennikarzy. Nasza gazeta przypomniała niedawno kulisy dochodzenia. Opisaliśmy liczne wątpliwości i błędy popełnione w śledztwie. Problemem udało się nam zainteresować ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego.

    W sprawie Ziętary wreszcie coś drgnęło. W ostatnich dniach przesłuchano dwóch świadków, a trzeci trafi przed oblicze prokuratorów w najbliższym czasie.
    Śledczy przejrzeli też jeszcze raz zebrane dotąd dowody i ocenili, czy któreś z nich zlekceważono lub czy są jeszcze jakieś niesprawdzone tropy. - Za kilka dni odbędzie ostatnie przesłuchanie. Prokurator zdecyduje, czy są podstawy do wznowienia śledztwa - mówi "Polsce" Magdalena Mazur-Prus, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Niewykluczone, że prokurator, zanim podejmie decyzję, zleci śledczym jeszcze inne czynności operacyjne. Rzecznik prokuratury nie chce jednak zdradzić żadnych szczegółów, tłumacząc to dobrem sprawy.

    Ponowne sprawdzenie akt Ziętary nakazała Prokuratura Apelacyjna w Poznaniu. Była to reakcja na nasze artykuły. Przypomnijmy. Jarosław Ziętara zaginął w 1992 r. w drodze do redakcji. Śledztwo wszczęto dopiero po roku, gdy rodzina złożyła formalne zawiadomienie o zaginięciu 24-letniego dziennikarza. Policjanci przez długi czas zakładali, że nie doszło do przestępstwa. Podejrzewano, że popełnił samobójstwo. Jak się okazało - bezpodstawnie.

    Dziennikarz "Polski Głosu Wielkopolskiego" przejrzał niedawno jawną część akt. Okazało się, że śledczy zlekceważyli ważne sygnały, np. że zaraz po wyjściu z mieszkania Ziętara wsiadł do radiowozu. Kolejny pominięty trop: do redakcji przyszedł anonim, że losy dziennikarza zna kilku oficerów dawnego UOP. Autor anonimu podał nawet ich nazwiska. Prokuratura zbagatelizowała tę informację, choć rodzina zeznała, że pół roku przed zniknięciem UOP proponował Ziętarze współpracę.

    1 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo