Czy prasa już całkiem umarła? Gazetowe dziennikarstwo się nie kończy, tylko szybko ewoluuje

Barbara Dziedzic
Barbara Dziedzic
Barbara Dziedzic Fot. archiwum
Udostępnij:
Wydawcy załamują ręce, eksperci wieszczą śmierć prasy i śmierć dziennikarstwa. To powszechne nastroje. Ale zdaniem ekspertów z ośrodka Pew Research Center tradycyjny model przekazywania informacji nie tyle ewoluuje, ile po prostu się skończył. Na razie w Ameryce. Specjaliści twierdzą jednak, że podobne liczby w coraz większym stopniu będą charakteryzować także Stary Kontynent. I że w dobie internetu dziennikarstwo może mieć się nieźle.

To wnioski od pewnego czasu co najmniej mało popularne. Media są sektorem, w którym ostre cięcia i nieustanne zwolnienia od kilku lat sprowadzają na ziemię największych optymistów. Natomiast badania Pew Research Center przedstawione na 6. Międzynarodowym Festiwalu Dziennikarstwa (International Journalism Festiwal), który zakończył się w zeszłym tygodniu w Perugii, zaprzeczają smętnym nastrojom redakcji ogarniętych kryzysem.

Czterech na dziesięciu dorosłych Amerykanów posiada smartfona. Jeden na pięciu używa tabletu. 38 proc. ankietowanych korzysta z serwisów informacyjnych lub ogląda wiadomości o stałej porze, za to ponad połowa z nich przyznaje, że szuka newsów przez cały dzień. To dane, które stawiają w nowym świetle dotychczasowe rozmowy o kondycji i przyszłości mediów.

Na coroczne, główne branżowe wydarzenie do Włoch przyjechało 50 tys. osób, z czego akredytowało się ponad tysiąc dziennikarzy z całego świata. Pokaźne grono dziennikarskich gwiazd, ekspertów, fascynatów i amatorów zastanawiało się, w którym kierunku iść w zmieniającej się medialnej wiosce oraz jak urządzać ją na nowo w obliczu trendów, które dziennikarze wyczuwają instynktownie, a ośrodki badań opisują liczbami.

Swoimi doświadczeniami dzielili się przedstawiciele czołowych europejskich i amerykańskich tytułów. Reprezentanci "Economista", "Timesa" czy "Guardiana" mówili przede wszystkim wiele o mediach społecznościowych, które w naturalny i dość niespodziewany sposób stały się jednym z podstawowych narzędzi ich pracy.

Dziś jeszcze bardziej potrzebni są świetni dziennikarze z rzetelną wiedzą, dzięki której prostego newsa potrafią obudować kontekstem historycznym i ekonomicznym czy politycznym

Dwa lata temu na Twitterze Andy'ego Carvina, amerykańskiego menedżera do spraw komunikacji internetowej, wyświetlił się hashtag #Sidibouzid. Symbol "#" jest używany na tym portalu do segregowania informacji. Carvin zdołał szybko ustalić, że Sidi Bouzid to miasto w środkowej Tunezji, a Mohamed Bouazizi, którego nazwisko pojawiało się w innych tagach, jest lokalnym sprzedawcą warzyw i owoców oskarżonym o korupcję. 17 grudnia w proteście przeciwko konfiskacie dóbr i bezprawnych działaniom władz Bouazizi podpalił się. Ten moment stał się jednym z wydarzeń symboli rozpoczynających serię zdarzeń nazywanych jaśminową rewolucją. Wydarzeń, o których Andy Carvin dowiedział się błyskawicznie i które następnie śledził na Twitterze. Nawiązał współpracę z tunezyjskimi świadkami zamieszek, prosił o tłumaczenie napisów z transparentów, których zdjęcia pojawiały się w sieci. Krótko mówiąc, nie wychodząc z domu, znalazł się w centrum wydarzeń, docierając do dziesiątek tysięcy relacji naocznych świadków. Czyli dokonał niemożliwego.

CZYTAJ TEŻ:
* Opłaty za dostęp do stron w internecie? Jak może przeżyć prasa drukowana
* Gazetowy bój o życie w sieci: Jaka będzie przyszłość prasy w internecie?
* Mężyk: Dziennikarze są największymi gwiazdami mediów społecznościowych
* Agnieszczak: W przyszłości prasa stanie się dobrem luksusowym. Po kilkanaście złotych za egzemplarz
* Urbanowicz: Płatna prasa w sieci to dla wydawców konieczność

Nie był to pierwszy sukces "człowieka, który za pomocą Twittera opowiedział rewolucję", jak szybko ochrzciła Carvina prasa. Mimo że zawodowo związany jest z mediami, a metody działania służą do pozyskiwania i selekcji informacji, Carvin nie nazywa siebie dziennikarzem. Nie przystaje nawet na termin "reporter", choć - jego zdaniem - w kierunku wykonywanego przez niego modelu pracy będą podążać nowoczesne newsroomy. Internet zmienia też dziennikarstwo śledcze. "Guardian" realizuje właśnie projekt "Reading the Riots" ("Czytając zamieszki"). Jego celem jest zbadanie przyczyn, przebiegu i konsekwencji zamieszek studenckich, które w marcu zeszłego roku wybuchły w wielu miejscach Wielkiej Brytanii. Także w tym przypadku wszystko zaczęło się od Twittera. Sprawą zamieszek zajął się Paul Lewis, dziennikarz "Guardiana". Kiedy Lewis zaczął pisać o wydarzeniach na swoim koncie, w przeciągu czterech dni jego profil zaczęło obserwować 35 tys. osób. - Często myśli się o dziennikarstwie śledczym w kategoriach czegoś tajemniczego. Przez wiele lat próbowano ukrywać sekrety bardzo głęboko. Teraz wszystko się zmienia. Angażując publiczność, użytkowników internetu, dziennikarstwo staje się społeczną powinnością - tłumaczył Lewis. W ramach projektu "Guardiana" grupa dziennikarzy obywatelskich, to znaczy ochotników wytypowanych spoza redakcji w ramach castingu, przeprowadziła wywiady z 270 uczestnikami sierpniowych zamieszek. Researcherzy dotarli do 2,7 mln tweetów pochodzących z relacji naocznych świadków. Współpraca dziennikarzy obywatelskich i naukowców pozwoliła naszkicować obraz młodej generacji Anglii.

Kiedy siedem lat temu Lewis zaczynał pracę w "Guardianie", nie sądził, że o pomoc przy tekstach będzie prosił o pomoc naukowców. - Teraz prosimy. I bardzo dobrze, że tak się dzieje - ocenił dziennikarz. Jego zdaniem wymiana informacji i efektywna współpraca między mediami a specjalistycznymi ośrodkami to kolejna, konieczna zmiana oraz wyzwanie nowego dziennikarstwa. Kolejną taką zmianą będzie potrzeba umiejętnej segregacji danych. - Modnie jest myśleć dziś pesymistycznie o śmierci mediów w dobie internetu - mówił Marc Johnson z "Economista". - Jednak żyjemy w świecie, któremu potrzeba coraz większej ilości newsów. Rośnie głód informacji i wydaje mi się, że w związku z tym świat staje się coraz mądrzejszy - ocenił dziennikarz. Jego zdaniem w rzeczywistości, w której zwycięża wyedukowane bardziej niż kiedykolwiek społeczeństwo, królować będzie sprawna i rzetelna selekcja newsów. Będzie więc potrzeba godnych zaufania filtrów informacji, które pozwalają czytelnikom szybko zorientować się, co jest ważne i z jakiego powodu. Jednym z takich filtrów jest data journalism, to znaczy dziennikarstwo bazujące na analizie danych.

Powody jego rychłego triumfu, o którym przekonanych jest wielu dziennikarzy, leżą w powszechnej dostępności newsów. O ile kiedyś reporterzy cierpieli na niedostatek informacji i do ich zadań należało przede wszystkim efektywne gromadzenie jak największej ich liczby, w dobie internetu, paradoksalnie, problemem staje się ich nadmiar. Choć wciąż należy zadawać niewygodne pytania i z dużą dozą podejrzliwości przyglądać się odpowiedziom, wielu reporterów będzie musiało porzucić pogoń za newsem na rzecz selekcji wiadomości dostarczonych już przez innych kolegów. Nowoczesny czytelnik potrzebuje przede wszystkim usystematyzowanych informacji. A trudno opisywać rzeczywistość rzetelniej niż cyframi. Dlatego zdaniem ekspertów z Data Journalism Center dziennikarze jak najszybciej muszą opanować niezbędne techniki i wyposażyć się w narzędzia, które pomogą w atrakcyjnej dla odbiorcy prezentacji danych.

Słowem kluczem dziennikarstwa przyszłości stanie się więc selekcja. - Potrzeba będzie świetnych dziennikarzy z rzetelną wiedzą, dzięki której newsa będą potrafili obudować kontekstem historycznym i ekonomicznym. Czyli zrobić to, czego nie są w stanie zapewnić czytelnikowi media społecznościowe - tłumaczył Wadah Khanfar, były dyrektor Al-Dżaziry. Po pięciu dniach spotkań i warsztatów 6. Międzynarodowego Festiwalu Dziennikarstwa trudno oprzeć się wrażeniu, że apokaliptyczne wizje rychłego końca dziennikarstwa są obce przedstawicielom czołowych światowych tytułów. Pod jednym warunkiem: nie należy mylić tradycyjnego dziennikarstwa z prasą. Ta - zdaniem wielu gości - już umarła. - Jak ratować prasę? Wydaje się, że próbujesz oszukiwać sam siebie - tak z uśmiechem odpowiedział na pytanie z sali jeden z amerykańskich panelistów. Dodając, że wielbiciele tradycyjnej prasy mogą znaleźć wiele archiwalnych wydań w bibliotece. Dziennikarstwo się nie kończy, tylko zupełnie zmienia.

Barbara Dziedzic

Barbara Dziedzic, dziennikarka "Polski", uczestniczka warsztatów 6. Międzynarodowego Festiwalu Dziennikarstwa w Perugii

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Michalina Ochab
jak w temacie
Dodaj ogłoszenie