reklama

Czy Polacy są już gotowi wyrzucić Kościół z życia publicznego

Anita CzuprynZaktualizowano 
Część społeczeństwa nie akceptuje wielu decyzji podejmowanych przez hierarchów. Nie słucha ich też w takich kwestiach, jak in vitro, antykoncepcja i seks przedmałżeński
Część społeczeństwa nie akceptuje wielu decyzji podejmowanych przez hierarchów. Nie słucha ich też w takich kwestiach, jak in vitro, antykoncepcja i seks przedmałżeński
Ostra walka z Kościołem to pomysł lewicy na wybory samorządowe. Zapateryzm w wydaniu Grzegorza Napieralskiego zakłada m.in. usunięcie krzyży ze szkół i szpitali. Czy wyczuł nastroje społeczne, czy to tylko gra polityczna - zastanawia się Anita Czupryn.

Nie chcemy krzyża, ten totem nam ubliża - śpiewa młody chłopak ucharakteryzowany na wokalistę z zespołu Tokio Hotel i podniesiony przez kolegów zdejmuje ze ściany drewniany krucyfiks. To scena z teledysku, którego akcja rozgrywa się w szkolnej klasie i - jak mówi jego autor kabareciarz amator Maciej Kaczka - przypadkiem jest to klasa krakowskiego Gimnazjum im. ks. kard. Karola Wojtyły. - Klasę wynająłem na godzinę, dyrektor za wynajem nie wziął pieniędzy, ale zasugerował, że mogę się odwdzięczyć prezentem dla szkoły. Podarowałem szkolnej bibliotece zestaw książek - mówi Kaczka. Do klipu wynajął adeptów ze studium aktorskiego, a piosenkę zaśpiewał młody homoseksualista, z zawodu fryzjer. Każdy z uczestników wcześniej dostał tekst do ręki i podpisał zgodę na publikację swojego wizerunku.

Teledysk został nagrany w grudniu 2009 r. Pretekstem do nakręcenia wideoklipu z piosenką "Song o krzyżu" był dla Kaczki incydent, jaki właśnie w grudniu 2009 miał miejsce we Wrocławiu. - Trójka licealistów z Zespołu Szkół nr 14 w specjalnym liście zwróciła się do dyrektora szkoły, aby usunął z niej symbole religijne. To był głośno medialny temat - wspomina w rozmowie z "Polską" Maciej Kaczka. "Song o krzyżu" umieścił w internecie i w tamtym czasie obejrzało go 20 tys. osób. I być może zostałby zapomniany, gdyby nie tegoroczna sprawa krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego. Na niej Kaczka zbija teraz popularność, bo filmik w internetowej przestrzeni święci tryumfy. - Od czasu afery krzyżowej dziennie na YouTube wchodzi i ogląda mój teledysk 200-300 osób, znalazł się również na forach ogólnopolskich - mówi Maciej Kaczka.

Kaczka to w rzeczywistości Maciej Zimowski, pochodzi z Krakowa, na co dzień zajmuje się biznesem - turystyką rowerową i przyrodniczą, artystycznie istnieje głównie w internecie i mówi, że pisanie i produkowanie prześmiewczych piosenek to jego hobby. Nie spodziewał się takiej popularności, zwłaszcza że wrocławscy licealiści, którzy nie chcieli krzyży w szkole, uznali, że tekst jego piosenki jest za ostry. Na dodatek jedna z dziewcząt, która wystąpiła w klipie, prosiła Kaczkę, aby usunął go z internetu, bo dowiedziała się o nim jej rodzina, a że jest wierząca, katolicka, to zrobił się problem. Ale Kaczka filmiku nie usunął. Dziewczynie powiedział: "Jesteś aktorką. Gdy będziesz musiała zagrać rzymską kurtyzanę, to też będziesz się bać rodziny?" Krzyż, jaki wykorzystał w teledysku, wisi teraz w jego domu. - Traktuję go jako ozdobny gadżet - mówi. Choć jak 92 proc. społeczeństwa deklaruje, że jest katolikiem, to uważa, że krzyż wieszany wszędzie staje się plemiennym totemem zawłaszczanym przez określoną grupę ludzi i nie ma nic wspólnego z religijną symboliką.

Piekarska: Jeśli anonimowa osoba za pomocą Facebooka potrafiła zebrać pod krzyżem 4 tys. ludzi, to widać, że coś takiego stało się przed Pałacem, co rozpoczęło oddolną debatę na temat rozdziału Kościoła od państwa

Wojnę o krzyż przed Pałacem Prezydenckim artyści wykorzystują mimochodem, bo przede wszystkim stała się ona gratką dla polityków. Wcześniej w obronę krzyża zaangażował się PiS, teraz, na kanwie wydarzeń sprzed Pałacu Prezydenckiego ugrać swoje chce SLD, próbując przekonać społeczeństwo, że nadchodzi czas na wprowadzenie w życie postulatów laickiego państwa . Ale czy Polacy są na to gotowi? - Wydarzenia pod Pałacem Prezydenckim nie miały charakteru ogólnopolskiego. Młodzi ludzie, którzy tam przyszli, nie protestowali przeciwko chrześcijaństwu, a ujawnili gniew przeciw temu, że Kościół pcha się w politykę - uważa o. Jacek Prusak, teolog i psychoterapeuta. Swoją winę mają w tym sami politycy, przez pokusy, aby załatwiać przez Kościół swoje postulaty.

- Mimo to nie jesteśmy gotowi na wyrwanie religii ze sfery publicznej, jakby tego chciała lewica - mówi o. Jacek Prusak. - Jeśli anonimowa osoba za pomocą Facebooka potrafiła zebrać pod krzyżem 4 tys. ludzi, to widać, że coś takiego stało się przed Pałacem, co rozpoczęło oddolną debatę na temat rozdziału Kościoła od państwa i tego, ile Kościoła powinno być w przestrzeni publicznej - mówi z kolei Katarzyna Piekarska, wiceprzewodnicząca SLD. I dowodzi, że ten temat stał się już powszechny: na przyjęciach i towarzyskich spotkaniach, w sklepie, na ulicy, a przede wszystkim w internecie.
Piekarska jest jedną z autorek projektu świeckiego państwa, który w połowie września politycy lewicy mają przedstawić w Sejmie. Domagają się m. in.: usunięcia krzyży i innych symboli religijnych z budynków instytucji państwowych, zlikwidowania oceny z religii na szkolnym świadectwie i likwidacji Komisji Majątkowej, której zadaniem jest odzyskiwanie majątku Kościoła odebranego w latach 1945-1989. - Teraz jest przyzwolenie i klimat, aby spowodować pewne zmiany, rozpocząć dyskusję - dodaje Katarzyna Piekarska.

W gruncie rzeczy SLD odgrzewa stare kotlety, chcąc przy okazji powrotu do debat nad projektami ustaw, jakie złożył w Sejmie 2008 roku, a które dotyczą alternatywnych do religii lekcji etyki i obowiązku edukacji seksualnej. Na dodatek, jak zauważa politolog Kazimierz Kik, Sojusz Lewicy Demokratycznej zachowuje się jak złodziej, który chwyta okazję. - Moment jest dobry, ale SLD nie uda się odgrzać emocji, to zadanie zbyt ambitne dla takich działaczy, jacy stoją dziś na czele Sojuszu - powątpiewa Kazimierz Kik. Jego zdaniem, aby wykorzystać nadarzającą się sytuację, trzeba jej móc sprostać intelektualnie. - Dziś to nie politycy SLD wskazują kierunki, nie są inspiratorami ani kreatorami społecznych zjawisk. Są politykierami wykorzystującymi rodzącą się atmosferę dla swoich celów. Nie mają ani wizji, ani liderów. No i nie są wiarygodni.

20 proc. społeczeństwa przerzuciło się na własną religię, w której miłość do Boga nie kłóci się z miłością do życia. Nie są przeciwnikami krzyża. Sprzeciwiają się wpływowi Kościoła na politykę

Od pomysłów SLD odżegnuje się też Maciej Zimowski. - Dla mnie SLD to byli komuniści. Ich nienawidzę dużo bardziej niż przedstawicieli kleru - mówi, bo Polska Ludowa kojarzy mu się z miejscem, gdzie proboszcz dogadywał się z sekretarzem partii.

Zimowski niespecjalnie różni się w tym od przeciętnego Kowalskiego, który w Boga wierzy, ale "nienawidzi czarnych i czerwonych" i umie oddzielić sprawy wiary od spraw życia. A z drugiej strony 10 przykazań wciąż działa na niego silniej niż kodeks karny.

U przeciętnego Kowalskiego występuje dwumyślenie. Z jednej strony wierny jest konserwatywnym wartościom, z drugiej zaś ma liberalne poglądy. Polacy nauczyli się żyć w takiej niespójnej schizofrenii w czasach komuny - uważa psycholog społeczny dr Norbert Maliszewski. Ale też dziś nie tak chętnie zgadzamy się na takie podwójne myślenie, a zwłaszcza buntują się przeciwko niemu ludzie młodzi. Nauczanie Kościoła stało się dla nich zbyt restrykcyjne, uważają, że Kościół ich nie rozumie, opiera się na starych modelach ludzkiej seksualności, jest opresyjny. Żyją więc wbrew naukom Kościoła, nie kryjąc, że normą stało się dla nich używanie prezerwatyw i współżycie przed ślubem. Jan Paweł II był dla nich autorytetem, ale gdy go zabrakło, nie znalazł się nikt, kto by go zastąpił.

- Kościół nie mówi jednym głosem, a wieloma językami, jedni biskupi tak, inni inaczej. Partie i politycy wzajemnie się oczerniają, a młodzi żyją dziś w intelektualnej i emocjonalnej próżni - utrzymuje prof. Kik. Stąd też wyczekując na autorytet, młodzi reagują na każdy zew, choćby nawet anonimowe skrzyknięcie się przez internet. Tyle że taki zew często okazuje się zwodniczy.

I choć incydenty dotyczące krzyża, czy to pod Pałacem Prezydenckim, czy we wrocławskim liceum, zdaniem socjologów nie są tym kamyczkiem, które poruszą w Polsce lawinę laicyzacji, to jednak zmiany w tym kierunku nie tylko już się dokonały, ale też stale następują. - Epizod z krzyżem obnażył słabość Kościoła, ale faktyczne zmiany są gdzie indziej - mówi o. Jacek Prusak, dodając: - Badania pokazują, że słabnie religijność Polaków. 40 procent katolików uważa, że in vitro jest dozwolone.
Nie są to może zmiany zauważalne gołym okiem, ale widać to wyraźnie po statystykach, nawet tych przeprowadzanych rokrocznie przez Kościół, a dotyczące liczenia wiernych i ich udziału w życiu Kościoła, udziału we mszach świętych i uczestniczenia w komunii świętej. Kościół cierpi na brak powołań, coraz więcej jest też skarg na problemy z religią w szkołach, z których coraz częściej rezygnują dzieci i młodzież . W ciągu ostatnich pięciu lat, co ma związek ze śmiercią papieża Jana Pawła II, z roku na rok wzrasta liczba osób, które nie ufają naukom Kościoła. - Ta zmiana polega na tym, że z roku na rok spada zaufanie do Kościoła instytucjonalnego, przy zachowaniu wartości wiary - mówi Norbert Maliszewski. I dodaje: - To jest duch czasu, ludzie powszechnie używają antykoncepcji, jeśli nie mogą mieć dzieci, stosują in vitro, a jeśli im źle w małżeństwie, to biorą rozwód.

Coraz większa liczba młodych ludzi wyjeżdża za granicę, a kiedy wracają, są już innymi ludźmi - religijnie jałowymi. Ale wcale nie chcą radykalnych zmian, ani wojny z Kościołem. Przyzwyczajenie do krzyży nadal się u nich utrzymuje, bo jest dla nich ważnym elementem polskości.

Falę nastrojów antykościelnych wywołały awantury o krzyż przed Pałacem. Na zew anonimowego internauty zjawiło się tam kilka tysięcy osób

20 proc. społeczeństwa przerzuciło się na własną. osobistą religię, w której miłość do Boga nie kłóci się z miłością do życia. Nie są oni jednak przeciwnikami krzyża w szkole, ale wyrażają sprzeciw przeciwko wpływowi Kościoła na polityków, nie zgadzają się na to, aby to biskupi decydowali, czy zapłodnienia in vitro będą refundowane przez państwo, czy nie. I to jest grupa do zagospodarowania przez polityków. Ale zdaniem ekspertów politycznych nie zdoła tego zrobić nie tylko SLD, głosząc radykalne hasła pozbywania się krzyży z instytucji, ale też i niewiele może zyskać PO, która choć mrugając do obywateli okiem i deklarując zrozumienie np. dla spraw in vitro, to jednak robi to bez żadnych efektów.

Jest więc oczekiwanie na kogoś, kto zrozumie, że społeczeństwo się zmienia, staje się coraz lepiej wykształcone, nowoczesne i zeuropeizowane.

Polacy jeszcze nie są gotowi do takich zmian, jakie nastąpiły w Europie, ale stają się gotowi - uważa socjolog Kazimierz Kik. Pierwszą tego przyczyną jest nasza obecność w Unii Europejskiej, dzięki czemu się cywilizujemy, odchodząc od tradycji (ale nie od patriotyzmu), i częściej myślimy kategoriami ekonomicznymi niż katechizmu. A druga - zdaniem politologa - to rosnące zniecierpliwienie grą Kościoła uwikłanego w politykę. - Gdy w 2005 roku dominację polityczną zdobyła prawica, wzrosła również rola Kościoła - przypomina prof. Kik, dostrzegając w tym splocie zjawisko uzależnienia państwa od Kościoła. Ale w końcu to siły, które współpracowały z Kościołem w latach 80. zwyciężyły komunę, więc politycy, ale też i obywatele mają u Kościoła dług. Tyle że Kościół jako fundament prawicy stał się uczestnikiem gry politycznej. - Gdy Kościół przenika do polityki, jeśli władza i Kościół to jedno, to obywatele nie mają żadnej alternatywy i wówczas zaczynają funkcjonować w schizofrenii - uważa politolog.

Alternatywą, co zauważają nie tylko polityczni eksperci, ale i psychologowie, mógłby być widziany przez jednych jako dyżurny narodowy błazen, przez drugich jako mędrzec, poseł Janusz Palikot. Gdyby zdecydował się na stworzenie partii, mógłby zagospodarować te 20 proc. społeczeństwa deklarującego swoją niechęć do instytucji kościelnych. - Palikot ma trzy potrzebne cechy: jest przedstawicielem dominującej obecnie siły politycznej, jest wykształcony i może sprostać intelektualnemu wysiłkowi, ale, co najważniejsze - ma odwagę - wylicza Kazimierz Kik. - Gdyby z pomysłami laicyzacji wystąpił Janusz Palikot, chętnie bym do jego partii wstąpił- deklaruje Zimowski vel Kaczka.

Pytanie tylko, czy on sam rzeczywiście tego chce.

Anita Czupryn

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 35

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

J
Janek

się wyspą otoczoną przez islam. A nasi wnukowie, jedni z ochoty, inni z przymusu będą wyć do półksiężyca.

R
RK

Członkowie PiS do piór...

J
John z Ohio

Napierdalarski zerwał w czerwonym raju za dużo jabłek.Nawet wąż go obsyczał.

s
salem

Pan Zimowski vel Kaczka, który szydzi z podstawowego symbolu swojej wiary, traktuje go jako gadżet i jeszcze się tym publicznie chwali, uważa się za katolika.To tak jakby ktoś używał swojej flagi narodowej jako wycieraczki pod drzwiami i uważał się za patriotę.
Jeśli ktoś naprawdę wierzy, to chce tą wiarą, którą uważa za największy skarb podzielić się z jak największą ilością ludzi m.in. przez obecność symboli religijnych w przestrzeni publicznej.

D
Doc

wojen, gwałtów i bezwzględnego robienia kasiory- powinien więc zniknąć z życia w świeckim kraju

w
watcher

niedobrz nae sie robi-ktozs powinien zaciagnac hamulec bezpiecczenstwa-najlepiej sam kosciol powien zorganizowac sobor i zmienic sposob przekazywania ewangelii, no bo jak tu wymagc od spoleczenstwa ucywilizowanego wiary tak poprostu-pismo swwiete i kler musi znowu sie zpolonizowac-takim jezykiem i z zagrzybialej ambony niedotrze do nikogo mlodego-a to jest konieczne jesli niechcemy rozpadu spoleczenstwa. polska w zeszlym roku byla zielona wyspa na morzu kryzusu-ekonomicznego; miloby bylo zeby za kilkadziesiat lat zebysmy znow byli taka wyspa na- morzu nieuchronnego juz na zachodzie kryzysu spolecznego

n
nie

Te, Anita, sama jesteś jałowa!!! Powtarzasz bezmyślnie takie oceny w - bądź co bądź - delikatnym kontekście. Zważaj...

M
Mirek

.

j
jurek ogórek

a watykan w kosmos, czemu nie płacicie podatków, czemu nie żenicie się?coś spieprzysz i do spowiedzi?znowu czysty chooj?

N
NorvidNH

- Kuria Metropolitalna w Przemyślu z ubolewaniem przyjęła wiadomość o kolejnym, mającym miejsce w naszym mieście, akcie wandalizmu wobec świętego znaku krzyża!
Czy te oczy mogą kłamać?
One mówią
O krzyżu, nasze zbawienie,
Wszytkich grzesznych ucieszenie,
Zaszczyć nas ode wszego złego
I od nieprzyjaciela dusznego

p
petrus

Najbardziej niszcza Kosciol tacy "katolicy" jedynie z nazwy, a majacy poglady zgodne z linia IV-go wydzialu SB, NIE i calej reszty antychrzescijanskich oszolomow. Podja sie za katolikow, a mysla i zyja jak poganie.

Ł
Łazik

Apeluję do katolików! Bracia, zamiast krzyczeć może warto się zastanowić zamiast od razu krytykować przeciwników i traktować ich jak wrogów? Kościół nie jest nieomylny. Jestem katolikiem, ale podzielem wiele opinii zawartych w tym artykule.

Ł
Łazik

zamykanie oczu na to co się dzieje nic tu nie zmieni. "Twój wróg jest Twoim najlepszym doradcą" ;)

r
rydzykant

Nawet pomaga duchownym wskazując im właściwe miejsce w hierarchii potrzeb społecznych.
Jeśli się komuś zwraca uwagę, że postępuje niewłaściwie to nie jest walka tylko pomoc.

u
uw

Czyli: czy Polacy są gotowi zniszczyć religię i przyjąć ateizm - główny filar nowego komunizmu. Mam nadzieję, że nie.

Dodaj ogłoszenie