Czy Mengele pojawił się w Sieniawce na Dolnym Śląsku? "Anioł śmierci" z Auschwitz przez lata prowadził makabryczne eksperymenty medyczne

Justyna Orlik
Justyna Orlik
Josef Mengele nigdy nie odpowiedział za śmierć pacjentów, którym amputował nogi, celowo zarażał tyfusem, wykonywał sekcje zwłok. Zmarł w Brazylii, w czasie kąpieli w oceanie. Miał 68 lat. Torturował więźniów Auschwitz i dla chorej satysfakcji wymyślał kolejne "operacje", a później przeprowadzał sekcje zwłok na zmarłych. Nigdy nie stanął przed sądem i nie musiał tłumaczyć się z tego, co zrobił. Czy pojawił się w Sieniawce, filii obozu koncentracyjnego Gross Rosen? Wspomnienia więźniów to potwierdzają.

Klein-Schönau

Sieniawka to niewielka miejscowość położona nieopodal Bogatyni. Na miejscu nieistniejących już zakładów Junkersa mieści się dziś Wojewódzki Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych. W czasie drugiej wojny światowej, rękoma więźniów, a wcześniej jeńców wojennych, montowano tu silniki do wojskowych samolotów. Od 1944 roku kobiety oraz mężczyźni przywiezieni z Auschwitz byli wykorzystywani do pracy. Na krótko przed majem 1945 roku uruchomiono tu izbę porodową dla więźniarek ze wszystkich filii obozu Gross Rosen (wiele wskazuje na to, że z inicjatywy dr Mengele). Urodzonym tam dzieciom również zakładano karty i nadawano obozowe numery.

Gigantyczna fabryka miała 27 hektarów powierzchni, a do dyspozycji kilka ogromnych hal. Obiekty od lat niszczeją. Jest szpital, są prywatne mieszkania, ale nigdy później nie wykorzystano potencjału zakładu, który jak wiele miejsc na Dolnym Śląsku skrywa mroczną historię. Do dziś niewielu o niej słyszało.

Łużycka Grupa Poszukiwawcza od lat prowadzi badania na temat obozu pracy przymusowej Klein-Schönau (Sieniawka) i próbuje przybliżyć historię tego miejsca. Na ich stronie internetowej czytamy:

Obiekt po wojnie został owiany legendą, a opowieści o nim krążą wśród miejscowej ludności do dziś. Głównym motywem niesamowitych opowieści są podziemia jakie miały znajdować się na terenie obozu. Miały się w nich znajdować fabryki, magazyny, a nawet skarbce skrywające bogactwa. Takie historie opowiadane są o wielu powojennych obiektach. W historii Sieniawki ziarno prawdy kryje się rzeczywiście pod ziemią. Również są opowieści o więźniach i robotnikach przymusowych, których hitlerowcy zatopili w podziemiach, gdy Trzecia Rzesza legła w gruzach.

Josef Mengele - historia cynicznego doktora, który pojawił się w Sieniawce

Mengele otrzymał tytuł doktora w 1935 r. Pracę rozpoczął w uniwersyteckiej klinice dziecięcej w Lipsku. Do Auschwitz trafił w zastępstwie w 1943 roku. "Aniołem śmierci" nazwali go więźniowie, którzy widzieli jak jednego dnia posyła do komór gazowych 1042 Romów zakażonych tyfusem i prowadzi swoje pseudomedyczne badania, głównie na bliźniętach i karłach. Małe dzieci umierały w męczarniach, a psychopatyczny lekarz nie miał żadnych skrupułów przed wymyślaniem kolejnych eksperymentów. Makabryczne zdjęcia do dziś można obejrzeć w muzeum w Oświęcimiu. Z obozu uciekł na 10 dni przed wkroczeniem Armii Czerwonej. Co robił później?

Od dawna mieliśmy informację, że w Sieniawce, w obozie przymusowej pracy przebywała spora grupa kobiet z Węgier pochodzenia żydowskiego. Sprawa nie dawała nam spokoju, przez wzgląd na bardzo lakoniczne wspomnienia, ale w końcu ruszyła z miejsca, gdy dowiedzieliśmy się o istnieniu w Budapeszcie Organizacji Żydowskiej. Jest to Narodowy Komitet ds. Wypędzonych (DEGOB), który zebrał już wspomnienia ok. 5000 więźniów, którzy przeżyli Holocaust. Wśród licznych relacji, które są w posiadaniu Komitetu udało się odnaleźć dwie, które mówią o interesującym nas obiekcie, czyli o fabryce „Zittwerke” - informują członkowie Łużyckiej Grupy Poszukiwawczej.

Z relacji byłych więźniarek wynika, że Mengele pojawił się w Sieniawce w styczniu lub w marcu 1945 roku. Tak jego wizytę opisuje jedna z kobiet:

Było duże napięcie, gdy dowiedziałyśmy się, że odwiedzi nas Mengele. Znowu przypomniałyśmy sobie, co było w Auschwitz. Mengele przyszedł do naszego bloku na inspekcję i w końcu trafił do naszego pokoju. Patrzył na porządek i higienę, ale wyglądał na „Pana bez mocy”, sfrustrowanego. Jego jadowite zęby już wypadły. U nas i w większości pokoi były namalowane obrazki i teksty po jeńcach angielskich. W pokoju na ścianie była namalowana panorama Dover, a nad nią była sentencja: „There will be blue, birds over the white cliffs of Dover …”. Mengele bezbłędnie na głos odczytał ten tekst i się uśmiechał przy tym zamyślony. Dostałyśmy od niego rozkaz, żeby te obrazki i teksty zlikwidować lub zalepić papierem. Rozkaz bardzo nam się nie spodobał. Przyszły tego dnia wiadomości z Breslau (Wrocław) i Gross Rosen, które wywołały duży niepokój i jednostka SS wraz z Mengele ewakuowała się do Zittau.

Czym i jak długo Mengele zajmował się w Sieniawce do dziś niewiele wiadomo. Tysiące osób zostało poddanych jego okrutnym badaniom w obozie w Auschwitz, ale czy wykonywał swoje eksperymenty również na Dolnym Śląsku? Wielu świadków tamtych wydarzeń już nie żyje, do części nigdy nie udało się dotrzeć, a w tej historii może być więcej pytań niż odpowiedzi, o czym świadczą zagadkowe piwnice w podziemiach jednego z budynków.

Co kryją piwnice szpitala w Sieniawce?

W ich rozległych wnętrzach znajdowały się "dziwne sale", a w nich betonowe konstrukcje, które przypominają trumny. Prawdopodobnie służyły do przeprowadzania sekcji zwłok, ale również produkcji preparatów anatomicznych. Nie jest tajemnicą, że Niemcy wykorzystywali zwłoki więźniów obozów koncentracyjnych dla celów naukowych i dydaktycznych.

Na terenie obozu znajdowało się krematorium i bloki więźniarskie. Najgorzej traktowani byli Rosjanie, Żydzi oraz Włosi. Śmiertelność wśród więźniów była ogromna, a w obozie przetrzymywano tysiące więźniów, również polskich, o czym świadczą zachowane do dziś dokumenty.

24 marca 1945 roku opuszczone i zamknięte zostały nowe koszary w Sieniawce, zakłady produkcyjne Junkers i wraz z nimi Zittwerke. I mimo, że całe zakłady produkcyjne zostały opuszczone i zamknięte, pozostał ten cały obszar dalej jako militarnie ściśle tajny obiekt zamknięty, który był ściśle strzeżony przez batalion trupie głowy SS, 17 oddział dowództwa Groß-Rosen. Dalej warte zauważenia jest, że po 25 marca 1945 roku próbowano ukryć liczbę aktów zgonu, przy czym część zwłok zostało spalona w krematorium w Zittau. Po długich próbach i działaniach ich zniszczenia, wiele z tych aktów zgonów zdołało się zachować. - tłumaczą członkowie Łużyckiej Grupy Poszukiwawczej.

Historie obozowe wciąż żywe

W 2016 roku powstał niezależny dokument, realizowany przez Szymona Wasylowa przy współpracy z Łużycką Grupą Poszukiwawczą. To opowieść o historii nazistowskiego kompleksu "Zittwerke", znajdującego się na trójstyku granic.

Dwa lata temu ukazała się książka Joanny Lamparskiej, pt. Imperium małych piekieł. W wywiadzie udzielonym dla Dziennika Polskiego autorka tłumaczy, dlaczego zdecydowała się opowiedzieć o strasznych losach więźniów obozu w Sieniawce:

Jestem wychowana na literaturze obozowej i wojennych filmach. To jednak zupełnie co innego, kiedy mówi się o czymś, co jest masowe i kiedy padają okrągłe liczby, a gdy czyta się wspomnienie jednej kobiety, która traci dziecko, albo drugiej, która zmuszona jest to dziecko zabić, by uchronić je od strasznego cierpienia. To mi uświadomiło, że historie, które dzieją się za murami małych obozów, wcale nie są mniej dramatyczne od tych, które miały miejsce w Auschwitz. Wciąż mam przed oczami więźniarki z Gross-Rosen, które przed kontrolą pań z Czerwonego Krzyża dostają garść białego cukru. Nie mają gdzie go schować, zapakować na później, liżą go więc łapczywie, choć te ich ręce są okrutnie brudne.

13.10.2017 w Sieniawce odbyło się uroczyste odsłonięcia pomnika pamięci ofiar terroru hitlerowskiego.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

D
De

Mengele powinien być patronem sporej części lekarzy. A gazety pytam co się dzieje pod Doln. Izbą lekarską? Co za protest i o co chodzi. Wiadomo że nie błyskawice bo wtedy wręcz zagrzewacie ludzi aby szli demolowac i blokować miasto.

G
Gość

"...Szanowni Państwo, na naszych oczach powstaje system totalitarny. To nie jest tak, że totalitaryzm ogranicza się wyłącznie do Hitlera i Stalina. Totalitaryzm to system, w którym państwo w pełni kontroluje społeczeństwo i stara się nadzorować wszystkie aspekty życia publicznego i prywatnego. A wszystko to w imię ideologii, której podporządkowany jest cały aparat państwowy. I z tym właśnie mamy do czynienia.

Ideologia covidowa zakłada, że największym zagrożeniem dla ludzkości jest wirus powodujący śmiertelność na poziomie grypy (taki wskaźnik wykazały badania prof. Ioannidisa z Uniwersytetu Stanforda). Ideologia mówi, że trzeba zatrzymać tego wirusa za wszelką cenę, a więc każde działanie jest uprawnione. Nawet jeśli niszczy się gospodarkę, służbę zdrowia, edukację, relacje społeczne i prowadzi do gwałtownego wzrostu liczby zgonów. W myśl tej ideologii i przy pomocy bezprawnych działań, ignorujących zapisy ustawy zasadniczej, władza poddała nas drakońskim rygorom, a teraz przechodzi do etapu segregacji, której podstawą będzie szczepionka.

W myśl projektu narodowej strategii, przedstawionej przez ministrów Dworczyka i Niedzielskiego, osoby zaszczepione będą mogły bez dodatkowych testów korzystać z usług zdrowotnych w publicznej służbie zdrowia, a także nie będą uwzględniane w limitach dotyczących spotkań towarzyskich. Nie będzie także potrzeby odbywania kwarantanny przez zaszczepionych w wypadku kontaktu z osobą zakażoną koronawirusem. Mamy zatem z punktu nierówność wobec prawa, ale też dyskryminację wprost prowadzącą do śmierci. Co dziś dzieje się z osobą, która np. dostanie zapalenia wyrostka robaczkowego? Otóż taka osoba jest najpierw poddawana testowi na obecność wirusa i musi czekać na wynik. I albo doczeka, albo umrze ze względu na brak pomocy lekarskiej. Osoba zaszczepiona będzie zwolniona z wymogu testowania, więc już sama procedura daje tej osobie większe szanse na przeżycie. I to mimo, iż producenci szczepionek nie gwarantują, że nie przenosi ona wirusa..."

https://wprawo.pl/katarzyna-ts-pandemia-nie-skonczy-sie-nigdy/

E
Ehh

Żeby zarażać ludzi tyfusem i amutowac kończymy, to juz faktycznie trzeba być dziwnym człowiekiem .Tyfus sam sie roznosil ,a nogi same odlatywaly podczas wybuchów i bombardowan..Jak znów znajdziemy się po drugiej stronie praFdy histErcznej ,to bedzie jak to Amerykanie wyprobowali broń atomową na cywilnych miastach, albo agenta Orange na Wietnamie.Ciekawe co dziś ,,cywiliziwana "Europa by zrobila w przypadku wojny totalnej. Pewnie...to samo

G
Gość

Przeszłość miesza się z teraźniejszością, ma także wpływ na nasze obecne życie.

Polecam książkę/ skypt Augusta Kowalczyka (więzień obozowy nr 6804) i dr Rath'a pt.

"Nazistowskie korzenie brukselskiej UE".

Dodaj ogłoszenie