Czy Jolanta Kwaśniewska ma pociąg do polityki?

Anita Czupryn
Ograniczyła aktywność w Kongresie Kobiet, nie pojawi się na Sejmiku Kobiet Lewicy organizowanym przez SLD. A wszystko to dla męża i dobra jego inicjatywy Europa Plus - o nowej roli byłej pierwszej damy Jolanty Kwaśniewskiej pisze Anita Czupryn.

Polityczne przedsięwzięcie Aleksandra Kwaśniewskiego stawia jego małżonkę Jolantę Kwaśniewską w nowej sytuacji. Odkąd były prezydent objął swoim patronatem polityczną inicjatywę Europa Plus, Jolanta Kwaśniewska mocno ograniczyła aktywność w Kongresie Kobiet. W gabinecie cieni Kongresu Kobiet piastowała funkcję ministry spraw zagranicznych, ale, jak twierdzi w rozmowie z "Polską" Barbara Labuda, zrezygnowała z niej, skupiając się głównie na pracy w swojej Fundacji "Porozumienie bez Barier". Jolanta Kwaśniewska nie zaszczyci też swoją obecnością Sejmiku Kobiet Lewicy, który odbędzie się 24 marca, a który organizuje SLD wraz ze stowarzyszeniem.

- Nie przybędzie na kongres Sejmiku Kobiet Lewicy, bo wspiera męża, a nie chce wspierać SLD - mówi wprost Joanna Senyszyn. Ale czy rola byłej pierwszej damy ograniczy się tylko do wspierania męża? A jeśli tak, to na czym to wsparcie będzie polegało? Jakiś czas temu Józef Oleksy zasugerował, że była prezydentowa mogłaby nawet stać się lokomotywą wyborczą na liście do Parlamentu Europejskiego, której patronem jest jej mąż. - Najlepiej zapytać o to samą Jolantę Kwaśniewską. W tej chwili inicjatywa Europa Plus nie ma znaczących nazwisk. Marek Borowski, Włodzimierz Cimoszewicz, Andrzej Olechowski, Andrzej Celiński, Magdalena Środa, Manuela Gretkowska, Kazimiera Szczuka - wszyscy oni odmówili.

Być może trwa jakieś gorączkowe poszukiwanie nazwisk. Ale idea rodzinnych list wyborczych wydaje się mało prawdopodobna. Bardziej prawdopodobne, że to były prezydent znajdzie się na tej liście - ocenia Joanna Senyszyn. I nie sądzi, aby Aleksander Kwaśniewski zdecydował się na taki krok. Zwłaszcza że Parlament Europejski to instytucja polityczna, a do tej pory Jolanta politycznie się nie udzielała. - Aktywność Jolanty Kwaśniewskiej w Kongresie Kobiet teraz rzeczywiście jest niewielka, ale posiada ona ogromny potencjał - mówi o Jolancie Kwaśniewskiej prof. Magdalena Środa.

Magdalena Środa w rozmowie z "Polską" wspomina, jak z byłą prezydentową jeździła po kraju i podziwiała jej umiejętności porozumiewania się z ludźmi oraz jej nieziemską wręcz cierpliwość. Jolanta Kwaśniewska wszędzie, gdzie się pojawiała, miała dar przyciągania ludzi. - Działa jak silny magnes. Zapewne wiele nauczyła się od męża, ale posiada talent. Gdyby to ona zabrała się do budowania politycznej inicjatywy, byłby murowany sukces. Namawiałam ją na start w wyborach prezydenckich. Ma pokusę na polityczną aktywność, ale zawsze odmawiała - przyznaje prof. Środa.

Raz, gdy starsze panie zaczęły krzyczeć: »Kwaśniewska, pilnuj swojego męża!«, prezydentowa nie wytrzymała: »Drogie panie, będę się modlić o zdrowie dla pań, bo o rozum jest już za późno«

A jednak, jak opowiadał mi jeden z bliskich znajomych prezydenckiej pary, był moment, kiedy myśl o starcie w wyborach prezydenckich musiała zaświtać jej w głowie. Było to w czasie, kiedy sondaże wyborcze wskazywały, że Jolanta Kwaśniewska cieszy się największą popularnością wśród Polaków. To wtedy podobno, na kolacji z państwem Pendereckimi, Aleksander zażartował, przedstawiając żonę jako przyszłą panią prezydent. Ale ona się nie zdecydowała. Być może nie chciała przeżywać stresu związanego z prześwietlaniem całego jej życia przez konkurentów politycznych. Bo też nie jest tajemnicą, że pod koniec kadencji prezydenckiej Aleksandra Kwaśniewskiego były i takie osoby, którym zależało, aby Kwaśniewscy odeszli w niesławie. Jak wspominał w rozmowie ze mną dobry znajomy rodziny Kwaśniewskich, "naparzanka" wtedy była straszna, i na Aleksandra, i na fundację Jolanty. Ten moment bardzo Jolancie podciął skrzydła. Zwłaszcza że wówczas wiele osobistości, które znalazły się w radzie fundacji, albo wypierało się znajomości z Kwaśniewskimi, albo milczało.

Przyjaciele Aleksandra i Jolanty Kwaśniewskich w dużej mierze są zgodni z tym, że po wyprowadzce z Pałacu Prezydenckiego Jolanta szybciej od męża przystosowała się do nowej rzeczywistości. Ksiądz Arkadiusz Nowak opowiadał mi raz, że nigdy wtedy nie skarżyła się, że trudno jest jej znaleźć się w zwykłym świecie. Kiedy leciała z ks. Nowakiem na Kongres Rodziny do Jordanii, już jako żona byłego prezydenta, na lotnisku stanęła do odprawy w kolejce razem ze wszystkimi ludźmi. Byli skonsternowani, widząc, że jeszcze niedawno pierwsza dama stoi w kolejce. Ale też spotkała się wtedy z ogromną sympatią i życzliwością ludzi.

Z kolei Dariusz Szymczycha wspominał kiedyś w rozmowie ze mną, że Aleksander Kwaśniewski po dziesięciu latach aktywnej prezydentury - bo przecież wówczas nikt nie ośmieliłby się zakpić, że prezydent jest dodatkiem do żyrandola - musiał być przerażony bezczynnością, w jaką wpadł po odejściu z urzędu. Przyszła pustka, dużo wolnego czasu i żadnych wyzwań. Nowa władza nie tylko go nie chciała, wolała wywalać otwarte drzwi, zamiast korzystać z jego wskazówek. Na dodatek świadomość, że trwa poszukiwanie haków na Kwaśniewskich, nie pomagała byłemu prezydentowi. Szymczycha opowiadał, że spotykał się wtedy z prezydentem w biurze, pili kawę i stanowili dla siebie swego rodzaju psychologiczną grupę wsparcia. Zdaniem byłego prezydenckiego ministra propozycja wykładów na Georgetown University była dla Aleksandra swego rodzaju wybawieniem, bo pozwoliła oddalić się od piekiełka i zaduchu polityki polskiej w PiS-owskim wydaniu. Pobyt w renomowanym ośrodku akademickim intelektualnie odświeżył Aleksandra. Nic dziwnego, jego gabinet sąsiadował z gabinetem byłej amerykańskiej sekretarz stanu Madeleine Albright i byłego premiera Hiszpanii José Aznara. Jako "byli" prowadzili ciekawe rozmowy.

W tym czasie Jolanta Kwaśniewska została w Polsce, a zapleczem jej działania stała się fundacja. I - jak opowiadali znajomi - polubiła te pierwsze lata wolne od obowiązków i obciążeń. Ksiądz Arkadiusz Nowak śmiał się nawet, że to za długo już trwa, że nie można odpoczywać. Uważał, że z takim zaufaniem społecznym powinna być liderem poważnej instytucji, a nawet partii politycznej. Wtedy przyszła propozycja z TVN Style. Na pomysł zaproszenia byłej pierwszej damy do programu wpadła ówczesna szefowa stacji Yvette Żółtowska-Darska. Jak mi opowiadała jakiś czas temu, od razu wiedziała, że będzie to program o stylu. Bo kiedy myślała "Jolanta Kwaśniewska", to jednocześnie myślała "styl". Yvette Żółtowska-Darska doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że była prezydentowa dla Polaków jest najbardziej rozpoznawalną i właśnie ze stylem kojarzoną osobą.

Nie gwiazda popu, nie aktorka, tylko właśnie była pierwsza dama, która savoir-vivre i lekcje stylu w ciągu 10 lat kadencji męża poznała najlepiej, gdyż codziennie musiała wcielać je w życie. Szefową stacji zachwycało też to, że Jolanta Kwaśniewska ma rzadki talent do odważnego łączenia stylów oraz marek. Mało kto wie na przykład, że obok klasycznej torebki Hermesa widzi na byłej prezydentowej najnowszą sukienkę Zary w kolorze kanarkowym. Połączenie teoretycznie niemożliwe, ale efekt oszałamiający - mówiła mi Yvette Żółtowska-Darska. I tak powstały "Lekcje stylu" prowadzone przez byłą prezydentową.

Kiedy 18 kwietnia 2006 r. w restauracji Villa Nuova przy ul. Foksal odbywała się konferencja prasowa na temat nowej ramówki TVN Style, nikt nie miał jeszcze pojęcia, że pojawi się w niej Jolanta Kwaśniewska. To była najpilniej strzeżona tajemnica. Yvette Żółtowska-Darska w rozmowie ze mną wspominała, że gdy na scenę wyszła Jolanta Kwaśniewska jako nowa twarz stacji, paparazzi oszaleli, flesze błyskały bez końca. Zaskoczenie było pełne. Nikt nie widział byłej prezydentowej od chwili zdania urzędu przez Aleksandra Kwaśniewskiego i wszyscy myśleli, że wypoczywa z mężem w Szwajcarii. Tymczasem ona była w kraju i pracowała nad programem telewizyjnym. Tego nikt się nie spodziewał.

Była pierwsza dama zaskoczyła wszystkich pracowników TVN Style, gdy na pierwsze nagrania programu przyjeżdżała sama skromnym fiatem pandą. Na planie okazało się, że nie musi przechodzić żadnych szkoleń. Na dodatek - co podkreślają wszyscy, którzy z nią współpracowali - była najskromniejszą i najbardziej zawodową ze wszystkich znanych im "gwiazd telewizyjnych". Zero tak zwanego gwiazdorzenia dość typowego dla telewizyjnych celebrytów. Zawsze na czas. Zawsze przygotowana. Wszyscy pozostawali pod wrażeniem jej profesjonalizmu i uroku. Skromna, niesłychanie miła, każdego potrafiła dostrzec, z każdym porozmawiać. Potwierdza to każdy, kto z nią pracował: producenci, wydawcy, operatorzy, makijażystki. "Lekcje stylu" trwały od kwietnia 2006 do czerwca 2011 r.. A Yvette Żółtowska-Darska miała w tym czasie "randki z prezydentową" - na długich lunchach na mieście. To wtedy usłyszała o prezentach, jakie prezydentowa ofiarowała gospodarzom podczas oficjalnych wizyt - była to pełna gama polskich kosmetyków Inglot. Koronowane głowy chwaliły, że są znakomite.

Przez ponad pięć lat swojego istnienia "Lekcja stylu" stała się flagowym programem TVN Style i na trwale zakorzeniła się zarówno w telewizji, jak i w mediach. Całkowicie niechcący reklamę programowi zrobił… Józef Oleksy i jego "taśmy", w których żartował sobie z "programu Jolki" i "uczenia Polaków, jak kroić bezę". Parę miesięcy później pytanie "Jakie ciastko jadła w swoim programie Jolanta Kwaśniewska", zostało wycenione w teleturnieju "Milionerzy" na kilkaset tysięcy złotych. Trzeba było wybrać odpowiedź spośród trzech: A) Bezę, B) Wuzetkę, C) Ptysia. Odpowiedź tylko pozornie wydawała się prosta - bezę, o której wspominał Józef Oleksy. Ale tylko nieliczni wiedzieli, że Oleksy się mylił. W swoim programie Jolanta Kwaśniewska pokazywała, jak elegancko zjeść nie bezę, lecz… ptysia.

Ksiądz Arkadiusz Nowak wyjawił mi też, że Jolanta Kwaśniewska miała na początku obawy, czy występowanie w programie telewizyjnym jest właściwe dla osoby z jej pozycją. On zresztą też miał wątpliwości. Sam widział ją bardziej w roli eksperta. Ale uważał, że na pewno zaskoczyła wszystkich i ostatecznie to zaskoczenie okazało się na plus, nie na minus. Opowiadał też, jak to raz zadzwoniła do niego dziennikarka, mówiąc, że chciałaby poznać słabe strony prezydentowej. No, bo ksiądz Nowak tyle czasu z nią spędza, to pewnie zna jej wady, wie, jaka ona jest naprawdę. Powiedział jej wtedy, że jeśli oczekuje od niego, że powie, iż była pierwsza dama tupała ze złości nogami, krzyczała na kogoś - to takich zachowań nie widział.

Co nie znaczy, że nie jest emocjonalna. Ale potrafi kontrolować swoje emocje. Wie, że nie może sobie pozwolić na - jak większość osób publicznych - publiczne okazywanie tego, co się myśli. Jednak raz nie wytrzymała. To był akurat trudny czas dla prezydenta, z jakichś powodów był pod obstrzałem mediów. Jolanta Kwaśniewska nie zrezygnowała wtedy z publicznych spotkań. Na jednym z nich znalazła się grupka starszych pań i zobaczywszy pierwszą damę, zaczęły wykrzykiwać: "Kwaśniewska, Kwaśniewska, pilnuj swojego męża, mężem się zajmij!". Prezydentowa zatrzymała się, odwróciła i powiedziała: "Drogie panie, będę się modlić o zdrowie dla pań, bo o rozum jest już za późno. Pozdrawiam" - i odeszła.

- Jolanta Kwaśniewska nadal funkcjonuje w życiu publicznym jako celebrytka - mówi prof. Magdalena Środa. Jej zdaniem teraz chyba przyszedł moment, aby zmieniła tę rolę. - Jej zdolności polityczne są niewykorzystane i to ostatni moment, aby je wykorzystać - mówi w rozmowie z "Polską" prof. Magdalena Środa. Bo Aleksander Kwaśniewski w przeciwieństwie do swojej żony jest dziś dla Kongresu Kobiet enigmą. Środowiska kobiece nie rozumieją, dlaczego wybrał na ogłoszenie inicjatywy Europa Plus razem z Ruchem Palikota tak niefortunny moment, jakim była wojna Palikota z Wandą Nowicką, przez co naraził się środowiskom kobiecym właśnie. A przy tym popełnił sporo gaf. Magdalenę Środę bulwersuje zwłaszcza fakt powołania w osobie Ryszarda Kalisza osoby pośredniczącej w kontaktach między Europą Plus a Kongresem Kobiet. - To było niegrzeczne. Czy Aleksander Kwaśniewski nas się brzydzi, nie chce z nami sam rozmawiać, że musi wysyłać pośredników? To był absolutny falstart - komentuje prof. Środa.

Mimo to opinie o aspiracjach politycznych Jolanty Kwaśniewskiej są podzielone. Barbara Labuda, która kilka dni temu odwiedziła byłą prezydentową w siedzibie jej fundacji, z zachwytem opowiada o zaangażowaniu żony byłego prezydenta w nowe projekty, zwłaszcza ten najnowszy, dotyczący seniorów. Oczywiście, jak opowiadał mi ksiądz Arkadiusz Nowak, teraz fundacja działa skromniej, znacznie skromniej, bo i dotacji jest mniej. Ale sztandarowe projekty pozostały. Teraz zainteresowanie mediów jest zupełnie inne. Mało kto wspomina, że dzięki fundacji Jolanta Kwaśniewska zbierała pieniądze na wybudowanie kliniki onkologicznej w Gdańsku. Ksiądz Nowak jest przekonany, że była prezydentowa jest z fundacji dumna.

- To ją pociąga - praca w fundacji - potwierdza Barbara Labuda i dodaje, że Jolanta Kwaśniewska współpracuje z pełnomocniczką ds. równego traktowania Agnieszką Kozłowską-Rajewicz. - Nie wyczułam jednak w niej żadnych aspiracji politycznych. Nie myślę, że chciałaby kandydować do Parlamentu Europejskiego - uważa Barbara Labuda. Była minister w Kancelarii Prezydenta bliżej poznała Jolantę Kwaśniewską przy okazji kampanii wyborczej Aleksandra. Zaprosiła ją wówczas do siebie Danuta Waniek, na pierogi. Na kolacji była też Jolanta Kwaśniewska. Panie od razu przeszły na ty. Potem Barbara Labuda bywała w prywatnych apartamentach Kwaśniewskich w Pałacu Prezydenckim. Dzwoniła Jolanta: "Basia, zapraszam cię na wegetariański lunch" (Barbara Labuda jest wegetarianką). Jolantę Kwaśniewską ciekawiły sprawy duchowe i często o tym z Barbarą Labudą rozmawiała. A kiedy były razem w Chinach, to chciała zrobić Labudzie przyjemność i wybrała się z nią do buddyjskiej świątyni w Pekinie. Bardzo interesowały ją rytuały, reinkarnacja.

Dariusz Szymczycha wspominał, że w tamtym okresie Kwaśniewski doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jakie są koszty bycia w polityce dla rodziny. Konsekwencją jego wyborów było to, że stale nie było go w domu. Kiedy zaczął się krystalizować pomysł, aby Szymczycha rozpoczął pracę w Kancelarii Prezydenta, to Aleksander Kwaśniewski zaproponował mu: "Przyjdź do mnie na rozmowę. Z żoną". Przyszedł z żoną, a prezydent zwrócił się właśnie do niej: "Wiesz, że złożyłem Darkowi propozycję pracy, czy to akceptujesz? Musisz wiedzieć, że nie będzie go w domu, że często będzie przychodził zły, będzie myślał o czym innym, musisz mieć świadomość tego, co to niesie dla domu. Jedyna dobra wiadomość jest taka, że będzie pracował ze mną w mojej drugiej, a więc ostatniej kadencji". Dlatego też sam w okresie prezydentury bez wątpienia robił wszystko, aby soboty i niedziele poświęcać tylko rodzinie. Jak mówił mi kiedyś Szymczycha, związek Aleksandra z Jolantą ma wszystkie cechy małżeństwa partnerskiego. W związku Kwaśniewskich każde z małżonków wie, co chce robić, i każde realizuje swój plan.

Była pierwsza dama zaskoczyła wszystkich pracowników TVN Style, gdy na pierwsze nagrania do programu »Lekcja stylu« przyjeżdżała sama skromnym fiatem pandą

Marek Siwiec, opowiadając mi kiedyś o Jolancie i Aleksandrze Kwaśniewskich, wysnuł tezę, że para prezydencka zdobyła sobie sympatię i podziw ludzi dlatego, że zawsze byli jednością. W dobie tabloidów i agresywnego dziennikarstwa nikt nie słyszy o żadnych kłótniach, o tym, że Jolanta warknęła na Aleksandra czy odwrotnie. I to, zdaniem Siwca, należy docenić, bo ludzie tak naprawdę chcą widzieć zgodę i harmonię: w małżeństwie, w rodzinie. To jest źródło popularności Kwaśniewskich. Nie skandale, ale powaga, spokój i współpraca. Choć pewnie nie ma związków idealnych czy rodzin bez konfliktów. Tyle że Kwaśniewscy ze swoich problemów nie robią publicznej ekspiacji.

Podobnego zdania jest Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska. Jej zdaniem Jola i Olek są idealną parą nie tylko na zewnątrz. Sukces tkwi w tym, że oboje dają sobie dużą wolność i autonomię. A to jest bardzo ważne, aby każde miało swój świat, swoje zainteresowania, swoich przyjaciół. Obecna posłanka SLD ujawniła mi też, że wzajemna miłość Kwaśniewskich jest widoczna i dla osób postronnych. Niezwykle ciepło się do siebie odnoszą. W 2011 r. podczas kampanii wyborczej do parlamentu Jolanta Kwaśniewska zaangażowała się we wspieranie kobiet - kandydatek: prof. Alicji Chybickiej, Doroty Gardias i Małgorzaty Sekuły-Szmajdzińskiej. Tuż po wyborach Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska opowiadała mi, że Jolanta Kwaśniewska była jedną z tych osób, które Małgorzacie Szmajdzińskiej gorąco kibicowały. Kiedy więc zwróciła się do niej z prośbą o poparcie w wyborach, usłyszała: - Oczywiście, jak tylko sobie życzysz! Wspólnie przygotowały spot reklamowy. Ogromny billboard, jaki zawisł w centrum Jeleniej Góry, robił wrażenie.

Mieszkańcy Dolnego Śląska nie bardzo jednak wierzyli, że była pierwsza dama przyjedzie i wystąpi ze Szmajdzińską. A ona przyjechała. Była w Legnicy, w Jeleniej Górze, chodziła po ulicach, rozmawiała z ludźmi. A na spotkanie do Filharmonii Dolnośląskiej przyszły tłumy. Małgorzata Szmajdzińska nie ukrywała w rozmowie ze mną, że dla niej była to trudna kampania, bo przecież miała przyklejoną łatkę "wdowy smoleńskiej", i to w negatywnym świetle. Ale uważa, że to właśnie pomoc Jolanty Kwaśniewskiej odegrała istotną rolę w tym, że uzyskała mandat poselski. Kiedy okazało się, że ten mandat zdobyła, zadzwoniła do byłej prezydentowej ze słowami: "Pani prezydentowo, melduję wykonanie zadania".

Szmajdzińska wtedy zaobserwowała, jak Jolanta Kwaśniewska znakomicie sobie radzi na spotkaniach. Pomyślała wówczas, że żona Aleksandra Kwaśniewskiego nabrała politycznych umiejętności nie tylko dzięki pracy w fundacji, ale też dzięki Kongresowi Kobiet. Bo to nie jest tylko elegancka pierwsza dama, ale osoba bardzo serio zajmująca się tak trudnymi tematami jak np. przemoc w rodzinie. Sama prowadziła zresztą takie panele. Dla Małgorzaty Szmajdzińskiej jasnym więc jest, że gdyby Jolanta Kwaśniewska zdecydowała się wejść do polityki, mogłaby stanąć w szranki z mężczyznami.
Anita Czupryn

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

F
Femina

Jak kobieta ,ktora sama przyznala ,ze zona powinna isc trzy kroki za mezem,moze wspierac Kongres Kobiet? W jej przypadku, jest to moze i racjonalne,gdyz znajac slabosc meza trzy kroki za nim,wydaje sie byc bezpieczna odlegloscia. Tak naprawde ,to nie ona,a Kongres zdystansowal sie od niej.Wszystko co robi jest sztuka dla sztuki.Jej fundacja tez jest taka sztuka.Nic tak nie wzbogaca jak prowadzenie fundacji.
Zamiast bezami mogla by zajac sie plackami ziemniaczanymi ,bo jej tatus "zimioki" uprawial na Rzeszowszczyznie, zanim osiadl w Gdansku po zwolnieniu ze sluzby w I Armii WP przy boku stalinowskiej komunistyczne Armii Czerwonej. Jakies doswiadczenie w temacie "zimok" chyba jej przekazal.

c
caro

a nie chce wspierać SLD (...)

Nie wiadomo tego dokładnie, kto kogo i jak w rzeczywistości wspiera, bo stricto to sprawa iście prywatna. Jednak wiadomo powszechnie o tym, że miliony sympatyków i dziesiątki tysięcy członków SLD wspierało przez dziesiątki lat swojego guru w jego karierze. I to zarówno w tej prywatnej, jak zawodowej. Owe poparcie odbywało się nawet mimo takiego podstawowego braku jakiejś stosownej logiki, tudzież bez takiego ważnego świadectwa edukacji w zakresie pełnego magistra. A zatem, wtedy głosowano wbrew podstawowemu rozsądkowi, nadto, nie otrzymując za to nic w zamian. Ani w onym czasie, ani też po latach!

Acha, omalże uszło uwadze! Albowiem, to coś takiego dziękczynnego dla członków SLD i sympatyków, jednak jest: (...) Nie przybędzie na kongres Sejmiku Kobiet Lewicy, bo wspiera męża, a nie chce wspierać SLD (...)

Kiedy ongiś mawiano wzdłuż i wszerz, że „gruba kreska” to w istocie zlekceważenie ¾ narodu... że to przyszła i jedyna klęska tegoż narodu - wtedy wielu innych pukało się w czoło! Więc obecnie nie wypada już nic takiego innego - m.in. po takim statement owej pani, ale też nie tylko po tymże - jak tylko zrobić to samo. Czyli należy puknąć się w czoło na widok każdego SLD-ca zrobionego w jawnego balona przez ich własnego guru i jego przyboczną gardę.

No, prawdą jest, że żal samego Tow. Miller! Tak się wiernie wysługiwał przez ½ życia swojemu guru, a teraz taki niespodziewany ostry policzek. Na dodatek, także ze strony osobistej kobiety głównego CEO z jego ukochanego stowarzyszenia SLD. Jednak pozostają Tow. Miller, jako temu materialnie słabszemu, też i takie trzy rozsądne wyjścia z twarzą:

/1/ resztki SLD można opylić chętnym inwestorom. Po czym zbudować duplikat pn. „Europa 67+”
/2/ przejść w wieku peowskim na wysłużoną emeryturę, co już niedługo bo za kwartał
/3/ przepisać się na stałe do PO

Ad /3/
Jakby nie patrzeć na PO, to jednak w PO należycie doceniają i wynagradzają swoich członków, a już szczególnie tych wprawnych medialnie i przynoszących zyski. Ot, tutaj wystarczy tylko spojrzeć w kierunku tych milionowych premii, choćby za ten stojący bezczynnie obiekt w centrum W-wy. Notabene, wybudowany za takie pełne 2 mld, i sterczący jako taki obcy grzyb w zadbanym angielskim ogrodzie.

Tow. Miller głosował latami ramię w ramię z PO, a bynajmniej bardzo rzadko na opak jej wytycznych. Czyli w zasadzie tylko w tym jedynym celu, aby dokuczyć PiS-wi i dokopać Kaczyńskiemu. Przecież w tych głosowaniach Tow. Miller nie można się nigdzie doszukać żadnego istotnego lewicowego aspektu, ani nawet jakiegoś udającego, czyli lewicującego. A bynajmniej choćby takiego, który to prowadzi wprost do takiej wartości, jaką bezwzględnie jest prawidłowa egzystencja wyborcy. Tutaj całkiem nieważnym czy jest nim wyborca SLD czy inny.

Fajne to jest: (...) Nie przybędzie na kongres Sejmiku Kobiet Lewicy, bo wspiera męża, a nie chce wspierać SLD (...)

m
menel

Do czego ona ma pociąg nie wiem. Wiem natomiast do czego ma pociąg jej małżonek

s
szky

złodzieje okradli Polskę i Polaków mając dziesiątki milionów na kontach w szwajcarskich, udając komunistów,fuj wy świńskie złodzieje

ż
żenada

nauczyła się jeść bezę, ale księżnej z niej nie zrobili w tv. Wół zaprzężony do karety pozostaje wołem, nawet z najlepszym PR.

p
polo

Jeżeli chodzi o mężusia, to wiadomo do czego "ma pociąg".

K
Krytyk

To co, już bezów jeść nie uczy? Wielka przemiana, ale to nie dla nas!

.

A do nowego papieza pani jola sie nie wybiera ?

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Czy Jolanta Kwaśniewska ma pociąg do polityki?

N
NorvidNH

Krew na rękach celebrytów z Krakowa!
Się napinały pały! Znajdą dobrze to środowisko? Może to oni. Ich płatne gary do prania brudów?
Kosynierzy wrócić i haniebne zachowania i tolerowanie krwią ociekającego stadionu ukrójcież!
Ludzie miliard na betonowy stolec dla celebrytów i bluzgającej drugiej strony hołoty! Maczeta w ręce krew na śniegu Cupi Filipi na krawężniku nocnika zbrodniarzy!

k
kocham Was

Gallupa nie ma - bo Gallup ma inne wyniki, imperialistyczne. Byloby PiS okolo 40% i koniec mediow sowieckich w Polsce...

Dodaj ogłoszenie