18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Czy Jasir Arafat zmarł śmiercią naturalną, czy został otruty?

Grzegorz Ignatowski
Udostępnij:
Bomba, kula karabinowa, trucizna - oto sposoby załatwiania politycznych porachunków na Bliskim Wschodzie

Wieść o tym, że były prezydent Republiki Turcji Turgut Özal został otruty przez członków bliżej nieznanej organizacji, która posłużyła się kilkoma substancjami, przyjąłem dość spokojnie. Podejrzenia, że nie umarł on w sposób naturalny, pojawiły się już po jego śmierci w kwietniu 1993 r. Trudno nie pamiętać, że doszło wówczas do wielu dramatycznych wydarzeń.

Wielu z nas - a nie trzeba być w sędziwym wieku - natychmiast przypomni sobie o zamachu na prezydenta Egiptu Anwara Sadata. Dokonał go islamski fanatyk, strzelając do egipskiego przywódcy podczas parady wojskowej w Kairze, dokładnie 6 października 1981 r. Sam zaś prezydent swoją polityką zagraniczną, nie przebierając w represyjnych sposobach traktowania radykalistów, znalazł się w końcu na celowniku zagorzałych fundamentalistów. W trakcie zamachu na Sadata zginęło też kilkanaście innych osób, w tym jeden z biskupów tamtejszego Kościoła koptyjskiego. Najnowsze wydarzenia w Egipcie nie pozwalają zapomnieć, że lekko ranny w zamachu na Sadata został ówczesny wiceprezydent Hosni Mubarak. Niebawem, w wyniku narodowego referendum został wybrany na prezydenta Republiki Egiptu.

Nie może umknąć naszej uwadze to, że bodaj trzykrotnie przeprowadzano zamachy na jego życie. Władzę oddał dopiero w lutym 2011 r., kiedy to w wyniku masowych protestów został zmuszony do ustąpienia ze swojego stanowiska. Nie miał tyle szczęścia co rządzący przez wiele lat w sąsiedniej Tunezji Ben Ali, któremu udało się odlecieć samolotem do Arabii Saudyjskiej wraz ze swoją najbliższą rodziną. Na oczach całego świata, dzięki transmisjom telewizyjnym, toczył się przeciwko Mubarakowi oficjalny proces. Prezydent został skazany na karę dożywotniego więzienia.

Wyliczając kolejnych przywódców arabskich, wyeliminowanych w ostatnim czasie, wspominamy libijskiego pułkownika Muammara Kaddafiego, który zginął 20 października 2011 r. Tym razem do walki z dyktatorem stanęli nie tylko libijscy powstańcy, lecz także - działając w oparciu o stosowną rezolucję ONZ - lotnictwo kilku państw natowskich. Uciekając przed nalotem bombowym, Kaddafi zdołał się schronić w betonowej tulei znajdującej się w autostradzie, gdzie został odnaleziony przez libijskich powstańców. Byli bezlitośni i okrutni. Aż trudno uwierzyć, że kilka lat wcześniej Kaddafiego z honorami przyjmowali czołowi przywódcy europejscy, a w czasie jego pobytu w Paryżu, w grudniu 2007 r., pozwolono mu na rozbicie wielkiego beduińskiego namiotu w ogrodach hotelu Marigny.

Uwaga całej światowej opinii publicznej w tym tygodniu znów była zwrócona na Jasira Arafata. Światowe media nie pominęły bowiem informacji, że w Ramallah, na Zachodnim Brzegu Jordanu, odbyła się ekshumacja jego zwłok. Międzynarodowi eksperci z Francji, Szwajcarii i Rosji mają w swoich laboratoriach ustalić, czy nie został on otruty radioaktywnym polonem-210. Przy okazji przypominano, że Arafat zmarł 11 listopada 2004 r. Wielu ekspertów powątpiewa, aby po ośmiu latach od jego śmierci dało się cokolwiek jeszcze ustalić. Nie jest też pewne, czy pozyskane próbki wystarczą, aby przeprowadzić rzetelne badania.

Podejrzanymi morderstwami, które przez lata miały miejsce na Bliskim Wschodzie, można by zapełnić opasłą książkę. Najnowszy jej rozdział trzeba by zatytułować: Jasir Arafat

Niezależnie od decyzji, która według ekspertów ma zapaść dopiero za kilka miesięcy, pomyślałem, że tak trudno jest wielu osobom pogodzić się z faktem, że ludzie mogą umierać w sposób naturalny. Jest wiele obrazów, które pamiętamy z życia Arafata. Żaden z biografów nie zapomina o jego wystąpieniu na forum Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w październiku 1972 r. Trzymał wtedy w ręku gałązkę oliwną, a kabura pistoletu zwisała u jego pasa.

Niezależnie od sprawy Arafata dodajmy, że najnowsza historia Bliskiego Wschodu naznaczona jest wieloma zamachami na przywódców państwowych. Przypomnijmy zatem Baszira Dżemajela. W 1982 r. został wybrany na prezydenta Republiki Libanu. Dokładnie dziesięć dni przed rozpoczęciem prezydentury, 14 września, zamordował go prosyryjski bojówkarz. A kilka lat temu, w lutym 2005 r., zginął w zamachu bombowym niezmiernie popularny w Libanie były premier i przedsiębiorca Rafik Hariri. Obserwując scenę polityczną na Bliskim Wschodzie, możemy być przekonani, że będziemy jeszcze świadkami niejednego zamachu na przywódcę państwowego i niejednego pośpiesznego oskarżenia, jak w przypadku śmierci Jasira Arafata.

Kliknij, aby czytać pozostałe komentarze Grzegorza Ignatowskiego

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie