Czy będzie komisja śledcza w sprawie Pegasusa? Domaga się jej opozycja [ANALIZA]

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
Senator Krzysztof Brejza miał być inwigilowany Pegasusem podczas kampanii wyborczej
Senator Krzysztof Brejza miał być inwigilowany Pegasusem podczas kampanii wyborczej Polskapress
Udostępnij:
Jarosław Kaczyński przyznał, że polskie służby dysponują izraelskim systemem szpiegowskim Pegasus, ale że ten nigdy nie był użyty do celów politycznych. Opozycja w te zapewnienia nie wierzy. Chce powołania sejmowej komisji śledczej, która wyjaśniłaby, czy za pomocą Pegasusa inwigilowano przeciwników władzy.

W piątek wszystko stało się jasne. Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, w wywiadzie dla tygodnika „Sieci” przyznał, że polskie służby specjalne dysponują szpiegowskim systemem Pegasus i że został on zakupiony z Funduszu Sprawiedliwości.
- Źle by było, gdyby polskie służby nie miały tego typu narzędzia. Chyba każdy się zgodzi, że rozmaite grupy przestępcze powinny być pod obserwacją, że przestępczość trzeba zwalczać i że na całym świecie używa się do tego narzędzi inwigilacji, oczywiście gdy są do tego podstawy prawne i zawsze pod kontrolą sądu, prokuratury. W Polsce system nadzoru nad takimi działaniami należy do najbardziej rygorystycznych w Europie - powiedział prezes Kaczyński.
Aamerykańska agencja prasowa Associated Press pod koniec grudnia ub. roku, powołując się na ustalenia działającej przy Uniwersytecie w Toronto grupy Citizen Lab podała, że za pomocą opracowanego przez izraelską spółkę NSO Group oprogramowania Pegasus inwigilowany był senator KO Krzysztof Brejza, adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek. W zeszły czwartek Amnesty International poinformowała, że niezależnie od grupy Citizen Lab potwierdziła, iż „potężne oprogramowanie szpiegowskie izraelskiej firmy NSO Group” zostało użyte do zhakowania senatora Brejzy, gdy prowadził kampanię wyborczą opozycji w wyborach parlamentarnych w 2019 roku.
- Opowieści o rzekomych tysiącach sprawdzanych telefonów są całkowicie pozbawione związku z rzeczywistością. Ich autorzy wykorzystują fakt, że osoby mające o tym realną wiedzę nie mogą nic o tym powiedzieć, są związane tajemnicą służbową. Mogę zatem tylko podkreślić: opowieści opozycji o użyciu Pegasusa w celach politycznych to całkowite bzdury - zapewnił w wywiadzie dla tygodnika „Sieci” prezes PiS. - Przegrali, bo przegrali, nie powinni dziś szukać takich usprawiedliwień. Te wszystkie opowieści pana Brejzy są puste, nic takiego nie miało miejsca. Przypominam, że on sam pojawia się w sprawie inowrocławskiej w poważnym kontekście, jest tam podejrzenie poważnych przestępstw. Z wyborami nie miało to nic wspólnego - dodał jeszcze.
Zdaniem opozycji, partia rządząca ma jednak problem, żeby nie powiedzieć poważne kłopoty i to z kilku powodów. Pierwszy jest taki, że politycy Zjednoczonej Prawicy od tygodni zaprzeczali, jakoby w Polsce korzystano z Pegasusa.
W grudniu wiceszef MON Wojciech Skurkiewicz zapewniał, że polskie służby nie są wyposażone w ten system szpiegowski. Michał Woś, wiceminister sprawiedliwości, twierdził, że w ogóle nie wie, czym jest Pegasus.
„To #pegasus który kupiłem w latach 90. Tyle warte są kapiszony Wyborczej. Odgrzewany kotlet. Opisana dotacja była omawiana w Sejmie i mediach 4 lata temu. Fundusz Sprawiedliwości ma ustawowy obowiązek finansować zwalczanie przestępczości - by łamiący prawo nie spali spokojnie” – pisał drwiąco w mediach społecznościowych wiceminister Woś.
Tymczasem, jak ustaliła „Gazeta Wyborcza” 15 września 2017 roku na posiedzeniu sejmowej komisji finansów publicznych jej członkowie zajęli się, między innymi „zaopiniowaniem wniosku ministra sprawiedliwości w sprawie zmian w planie finansowym Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej na 2017 rok”. Dzięki tym zmianom CBA miało dostać 25 mln zł na zakup Pegasusa. Posłowie nie wiedzieli jednak, że chodzi o system szpiegowski. Wniosek na komisji przedstawiał nie kto inny, a wiceminister sprawiedliwości Michał Woś.
Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu i szef klubu PiS, też dość powściągliwe wypowiadał się na temat Pegasusa.
- Jeżeli to nie jest bajka, jeżeli był rzeczywiście taki fakt korzystania z podsłuchu, to oczywiście trzeba się zwrócić do sądu, który wydał zgodę na to. To nie jest nic zdrożnego wyposażyć służby w odpowiedni sprzęt – stwierdził Ryszard Terlecki.
Premier Mateusz Morawiecki w kontekście Pegasusa mówił o fake newsach i obcych służbach, które mogły inwigilować senatora Brejzę.
Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości sięgnął do mitologii.
- Myślę, że problem Pegasusa podniósł w swych wypowiedziach pan (mec.) Roman Giertych. (...) Tak się zastanawiam, jaki jest tego powód. Może chodzi o konia, który ma skrzydła i lata - stwierdził.
Piątkowa wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego zmieniła narracje partii rządzącej i w nie najlepszym świetle postawiła wszystkich tych, którzy w ten sposób wypowiadali się o Pegasusie, bo, jak podnoszą przedstawiciel opozycji, możliwości są dwie: albo nie wiedzieli, że polskie służby dysponują tym systemem, albo kłamali. Zresztą minister Ziobro, jeszcze tego samego dnia, w którym ukazały się fragmenty wywiadu Jarosław Kaczyńskiego z tygodnikiem „Sieci” na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej przyznał, że Pegasus jest w posiadaniu polskich służb.
Teraz politycy partii rządzącej podkreślają jednak, że służby na każde użycie metod kontroli operacyjnej w Polsce uzyskują zgodę sądu.
Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn opublikował nawet wideo, na którym tłumaczy te kwestie.
– W Polsce kontrola operacyjna jest prowadzona w uzasadnionych i opisanych prawem przypadkach, po uzyskaniu zgody Prokuratora Generalnego i wydaniu stosownego postanowienia przez sąd – zapewnia rzecznik dodając, że „każde użycie metod kontroli operacyjnej uzyskuje wymagane prawem zgody, w tym kluczową zgodę sądu”.
– Polskie służby działają zgodnie z prawem. Sugestie, że służby wykorzystują metody pracy operacyjnej do walki politycznej są nieprawdziwe – stwierdził.
Tyle tylko, że we wniosku do sądu o zgodę na kontrolę nie podaje się rodzaju sprzętu, którego chce się użyć. Wydając zgodę na inwigilację, sądy nie wiedzą i nie żądają podania, czy ktoś będzie podsłuchiwany Pegasusem czy innym sprzętem służącym do kontroli operacyjnej. Wielu prawników, ale też byłych oficerów służb specjalnych podkreśla także, że w ustawowych granicach kontroli operacyjnej nie mieści się wykorzystywanie oprogramowania Pegasus. Pegasus jest bowiem narzędziem szpiegowskim umożliwiającym totalną kontrolę nad zainfekowanym urządzeniem, przejmuje właściwie całą jego zawartości: zdjęcia, nagrania wideo, e-maile, SMS-y, listę kontaktów. Pegasus śledzeni lokację smartforna, nagrywa jego otoczenie w wersji audio oraz wideo, podsłuchuje szyfrowaną transmisji dźwięku oraz odczytuje zaszyfrowane wiadomości z różnorodnych aplikacji na urządzeniu. Umożliwia nieograniczone śledzenie w czasie rzeczywistym lokacji aparatu w czasie prowadzonej kontroli, pozwala też na zainfekowanie telefonu oprogramowaniem inwazyjnym.
Jest też kolejna sprawa, być może najpoważniejsza: chodzi o podejrzenia o inwigilowanie polityka opozycji, szefa sztabu wyborczego podczas trwania kampanii wyborczej. Już w czwartek 6 stycznia portal euronews.com pisał o „polskim Watergate”. „The Washington Post” pokusił się o porównanie aktualnej sytuacji w Polsce do afery Watergate, która zakończyła prezydenturę Richarda Nixona. Portal washingtonpost.com powołuje się przy tym na depesze Associated Press.
„Inwigilacja w Polsce uważana jest za szczególnie skandaliczną, ponieważ miała miejsce nie w represyjnej autokracji, ale w państwie członkowskim Unii Europejskiej” – czytamy w niej.
AP pisze, że SMS-y z telefonu Krzysztofa Brejzy, zostały „spreparowane i wyemitowane przez państwową telewizję w Polsce w ramach kampanii oszczerstw w zaciętym wyścigu wyborczym, który populistyczna partia rządząca ledwo wygrała”.
Przywołuje także słowa samego senatora Brejzy, który twierdzi, że dzięki nieczystym zagrywkom, PiS miał dostęp do planów wyborczych KO i dzięki temu mógł skutecznie torpedować ich pomysły. Przywoływane są słowa polityków Zjednoczonej Prawicy, którzy wcześniej kategorycznie zaprzeczali wszelkim poszlakom, sugerującym, że to polski rząd stoi za inwigilacją.
Politycy opozycji są zgodni, że sprawę powinna wyjaśnić sejmowa komisja śledcza. Grzegorz Schetyna zapowiedział złożenie wniosku o jej powołanie w najbliższy wtorek, przed następnym posiedzeniem Sejmu. Wiadomo, że nie poprą go politycy Zjednoczonej Prawicy. Koalicja Obywatelska zapowiada też, że na pierwszym w tym roku posiedzeniu Senatu powstanie komisja nadzwyczajna do wyjaśnienia inwigilacji z wykorzystaniem izraelskiego systemu Pegasus.
Sprawa Pegasusa budzi w ostatnich tygodniach ogromne emocje. Z najnowszego sondażu SW Research dla „Rzeczpospolitej” wynika, że 42,9 proc. badanych chce powołania komisji śledczej w związku z doniesieniami, co do możliwych użycia tego systemu i nadużyć z tym związanych. Przeciwnego zdania jest 20 proc. ankietowanych, natomiast 37,1 proc. respondentów nie ma zdania w tej sprawie.
Jan Maria Jackowski, senator PiS, mówił w TVN24 tak: „ Ja od pierwszej publikacji na ten temat, w dniu Wigilii, mówiłem, że rząd powinien tę sprawę wiarygodnie wyjaśnić, ponieważ jest to bardzo groźne dla standardów demokracji i będzie dawno asumpt i amunicję opozycji do twierdzenia, że w warunkach, kiedy PiS jest u władzy, nie można w sposób w pełni demokratyczny i zgodny z zasadami konstytucyjnymi przeprowadzić wyborów.”

Bezpłatne szczepienia przeciw grypie w całej Polsce

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie