Czterdziestka kolarza depeszowca

Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński Fot. archiwum
Kopanie piłki jest jeszcze postrzegane jako najważniejsza życiowa czynność przez miliony kibiców, ale ludzie związani z kolarstwem mają już w głowach inne zajęcia. Lipiec to Tour de France. Wyścigowy kalendarz musiał w tym roku przyśpieszyć o tydzień ze względu na igrzyska olimpijskie w Londynie. Tour de Pologne odbędzie się także wcześniej, razem z TdF, a w niedzielę odbyły się krajowe mistrzostwa. Nasze, w smutnym nieco Sędziszowie.

Wszystkie te imprezy jak klamrą spina osoba Dariusza Baranowskiego. Klamrą dość okrągłą, bo w tych dniach jeden z najlepszych kolarzy w historii obchodził 40. urodziny. Darek jubileusz spędził na rowerze. W hotelu w pobliżu Jędrzejowa po treningu, przy kolacji postawił młodszym kolegom cztery szampany i kwita. Bo w niedzielę ważny wyścig, mistrzostwa Polski, w których Darek może nie walczył o złoty medal, ale miał szczegółowe zadania - walka od początku - postawione przez dyrektora sportowego grupy BDC MarcPol Dariusza Banaszka.

O Darku na początku lat 90. poprzedniego wieku mówiło się: uwaga, talent. Potwierdził to w ostatnim chyba prawdziwym Wyścigu Pokoju w 1991 r. Prawie wygrał, choć "prawie" robi różnicę. Młodziutkiego wtedy Polaka ubiegł Rosjanin o dziwnym nazwisku Rjaksiński, który wygrał jeszcze mistrzostwa świata i przepadł jak sen złoty. A Darek cały czas jeździ. Trzy zwycięstwa w Tour de Pologne z rzędu i już pod okiem Czesława Langa to kolejny stopień w karierze. To już były początki zawodowstwa, a w Płocku (1993 r.) Baranowski odbierał nowiutkiego fiata tipo. Przełom wieku spędził w najlepszych ekipach zawodowych: Banesto i US Postal, ścigał się też w Astanie. Patrząc na jego wyniki w wielkich tourach, trzeba powiedzieć nowocześnie: szacun. 12. miejsce w TdF, 11. w Giro d'Italia i jeszcze 33. we Vuelcie. A mogło być jeszcze lepiej, bo Darek nie zawsze mógł jeździć na swoje konto. W Atlancie (1996 r.), kiedy w IO debiutowali zawodowcy, był 9. w jeździe indywidualnej na czas.

Darek ma wszystko poukładane i krzesełko z przodu - jak żartuje - nie jest jakimś krokiem milowym w jego życiu. Żonę Agnieszkę poznał na Tour de Pologne, śliczna blondynka rozdawała całusy na podium, na którym często się pojawiał. Mieszka w Głownie i hoduje gromadę… buldogów angielskich, jeździ z nimi na wystawy, emocjonując się sukcesami psów jak niegdyś sportowymi. Pasją Darka jest też muzyka Depeche Mode. Co roku w Głownie odbywa się spotkanie kolarzy depeszowców, a do tego grona należy też Sylwester Szmyd. Sto lat, Darku!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie