Człowiek potrzebuje CISZY

Patryk Rutkowski
Udostępnij:
O zmieniającej się parafii, potrzebie serdeczności wobec innych i kibicowaniu piłce nożnej opowiada proboszcz parafii w Mistrzejowicach, ksiądz ANDRZEJ KOPICZ.

Skąd Ksiądz pochodzi?
Jestem z Komorowic, położonych w Bielsku-Białej.

Od kiedy Ksiądz jest proboszczem parafii mistrzejowickiej?
30 czerwca będą dokładnie dwa lata.

Co było wcześniej?
Bezpośrednio wcześniej byłem na Uniwersytecie Jana Pawła II, na stanowisku kanclerza. Czyli administracja, załatwianie wszystkich spraw, zarządzanie...

To może od początku.
Zostałem wyświęcony w 1983 roku. Najpierw byłem w parafii w Libiążu, później w Zakopanem, później... w Mistrzejowicach. Przez pięć lat byłem tutaj wikarym. Potem zostałem oddelegowany do budowy kościoła na Bohaterów Września, Piastów, następnie zostałem skierowany do Chrzanowa na budowę kościoła. Po 11 latach zostałem skierowany do pracy w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Tam zajmowałem stanowisko zastępcy rektora do spraw gospodarczych. No i po latach wróciłem tutaj.

Parafia się zmieniła?
Dwadzieścia lat to prawie jak ćwierć wieku. Wszyscyśmy się postarzeli. Odkrywam właśnie, że parafia, która kiedyś była taką młodzieżową, jest już starszą wspólnotą. Młodzież gdzieś nam uciekła.

Tymczasem właśnie w Mistrzejowicach było zorganizowane niedawne spotkanie z twórcami "Odbudowanej".
To działo się w trzech kościołach w Polsce. Ks. biskup Ryś zaproponował, żeby było to właśnie w naszej parafii.
"Odbudowana" to nowa metoda spojrzenia na parafię. Ja, kiedy tutaj przyszedłem, zacząłem szukać nowego modelu prowadzenia parafii. Bo jest to duża społeczność: aż 26 tysięcy osób. 8 tysięcy spełnia praktyki. Z osiemnastoma tysiącami spotykamy się na wizycie duszpasterskiej. Czyli zostaje jakieś 8 tysięcy ludzi, gdzieś uśpionych, zagubionych, może zniechęconych, może obrażonych. I cały czas się zastanawiamy, jak się zwrócić do tych, którzy może gdzieś czują, że pieniądze, sport i te wszystkie inne rzeczy nie wypełniają ich serc. Nową formą jest wyjście z ławek, żeby nie zatrzymać się tylko w kategoriach słuchacza i konsumenta.

Musimy uświadamiać ludzi, że mają być uczniami. A uczeń pozyskuje ucznia. Tak jak Andrzej przyprowadził Piotra do Pana Jezusa. I przekonuje go, że "zobaczyłem Pana, usłyszałem Pana". To jest to.

Kościół w Mistrzejowicach jest też historycznie ważny dla Huty.
Trzeba sięgnąć do początku. Przychodzi do parafii raciborowickiej młody kapłan (ks. Józef Kurzeja), który widzi osiedle Mistrzejowice, bez kościoła. I on stawia taką "zieloną budkę". To jest taki symbol. I od tej budki zaczyna się wszystko. Oczywiście on przypłacił to życiem, ponieważ władze komunistyczne i cały system totalitarny nie pozwoliły, żeby budka istniała. Był szykanowany, prześladowany. To młody kapłan. Umierał, mając 39 lat. To jest ten korzeń, jaki on zostawił. To jest ta krypta.

I na tym źródle bijącym z tych Mistrzejowic, później ks. Jancarz mógł budować taką wspólnotę: duszpasterstwo ludzi pracy, którzy zaczęli mówić o wolności. Że człowiek musi być wolny, że potrzebuje tej wolności. Bo żeby żyć, oddychać, tworzyć, żeby się rozwijać trzeba wolności. Tutaj zbierała się cała Huta. Tutaj mieli bazę i siłę, której przewodził ks. Kazimierz Jancarz. Pamiętam, kiedy tutaj przyszedłem w 1988 roku, zaczynała się transformacja ustrojowa. Młodzieży na oazie, na sobotnich spotkaniach, gdzie dzisiaj jest 50-60 osób, wtedy było ponad tysiąc.

Transformacja przyniosła za sobą zagrożenia zachodniej cywilizacji. Ludzie zaczęli się zastanawiać, czy Bóg mi jest potrzebny. Do czego jest mi potrzebny. Do czego są potrzebne mi wiara i kościół. I my jako duszpasterze stajemy przed dużym problemem, jak te osoby przygarnąć i zaktywizować. Spotykam moich animatorów, uczniów, którzy działali w oazach. Jeden mówi: jestem w Anglii, drugi mówi jestem w Niemczech, w Norwegii, w Stanach Zjednoczonych. Młodzież gdzieś nam się rozjechała. I to ta młodzież najbardziej aktywna. Oni gdzieś działają przy swoich parafiach. Pobudowali się, mieszkają po wioskach. A ci co zostali - to znów tak zwana szarość dnia, troska o kredyty. Czasami dwa etaty trzeba brać, żeby wszystko utrzymać. Oni czasami by chcieli, ale fizycznie nie mają czasu, żeby tutaj przyjść.

Jaka jest na to odpowiedź?
Miłujmy Boga - to jest mocne przesłanie dla nas. Później trzeba miłować ludzi. Trzeba być serdecznym dla siebie nawzajem. Uśmiechajmy się do siebie, do sąsiadów. Tutaj często, jak ktoś odchodzi do wieczności, to rodzina zostaje z tym sama. Na wsiach ludzie się zbierają po domach, modlą się. A tutaj w blokach czasami ludzie są bezradni. Nie widzą, gdzie iść, jak załatwić, co robić. Księży jest mało. Potrzeba parafian i ich zaangażowania.

Jak się Księdzu zarządza tak dużą parafią?
Zarządzanie jest wieloaspektowe. Trzeba zadbać o to, by liturgia była piękna, by ksiądz był elegancko ubrany. Musi dobre słowo powiedzieć. Czyli to słowo musi być czytelne, zrozumiałe. To słowo musi być przekazane z serca do serca. Do tego nabożeństwa, śpiewy. Śpiew jest bardzo ważny. On jest wprowadzeniem do ciszy. W ciszy Bóg mówi. Chodzi o to, by ludzie zostali obdarowani ciszą. Ludzie szukają dzisiaj takiego wyciszenia, żeby usłyszeć Boga w swojej izdebce. Ale też działanie na zewnątrz, bo parafia musi działać. Musimy pamiętać, by remonty, inwestycje, granty nie odciągnęły nas od tego, co jest istotą. Musimy dbać o ludzi, o głoszenie Słowa, a przede wszystkim zadbać o potrzebujących. I w tych kierunkach też idziemy.

Zauważyłem, że potrzebujemy ciszy o godziny 15. To jest godzina miłosierdzia. Wprowadziliśmy w dolny kościół właśnie taką ciszę koronkowo-modlitewną. Po koronce jest msza święta. I widzę, że coraz więcej ludzi przychodzi. Proboszcz musi mieć też wizję, w jakim kierunku ma iść jego parafia.

A później przyjdzie inny proboszcz i może trochę skręci w lewo, może w prawo. Może na wprost przyspieszy albo zwolni. Nie ma jednej recepty na prowadzenie parafii. A my chcemy to dzieło księży Kurzei, Kuczkowskiego, Łuszczka kontynuować.
Przerobiliśmy kaplicę na budynek, w którym są dzieci niepełnosprawne. Są tam zajęcia i terapie. 99 procent parafii poparło to działanie, ale jest procent, który nie życzy sobie, by tak to działało, by przywrócić temu miejscu charakter sakralny. A ja uważam, że to miejsce sakralne skończyło się z chwilą wybudowania kościoła. Ten budynek nazywamy domem ks. Kurzei, żeby podkreślić to, co było jego troską.

Tyle zajęć, tyle obowiązków... A co Ksiądz robi w wolnym czasie?
Mam kartę kibica. Chodzę na mecze. Lubię jeździć na Cracovię, lubię jeździć na Wisłę. Mogę powiedzieć, że przez naszą parafię, przez środek ołtarza przechodzi granica między zwolennikami Wisły i Cracovii. Chciałbym, żebyśmy się wszyscy umieli odnaleźć. Bo nie chodzi o to, że jak ktoś jest inaczej ubarwiony to rzucamy kamień w jego kierunku. Jeśli na przykład pod plebanię podchodzą kibice Cracovii i świętują, to ja się z nimi cieszę.

A jeśli słyszę, że Wisła wygrała, to ja się również z tego cieszę. I żeby ten i ten klub umiały się cieszyć z sukcesów innych. Jak ja poszedłem na parafię w Chrzanowie i zobaczyłem w jednej z placówek wyborczych, że na pana Kwaśniewskiego głosowało jakieś 1800 osób, a na pana Wałęsę było coś ok. 400 głosów to zrozumiałem jedno. Że ja muszę być proboszczem dla całej wspólnoty. To byli moi parafianie. Trzeba uczyć się żyć między ludźmi o różnych poglądach. Zresztą tam, skąd pochodzę, jest wiara ewangelicko-augsburska i katolicka. I na moich prymicjach byli katolicy i wyznawcy ewangelicko-augsburscy. Więc jeśli w jednej wiosce ludzie o różnych wiarach umieją się pogodzić to myślę, że nasz ołtarz może być takim miejscem łączącym te dwa kluby. Nie musimy się zwalczać. Możemy koło siebie przechodzić. Tak samo ci, którzy chodzą do kościoła i ci, którzy nie chodzą do kościoła. Można tak koło siebie przejść, żeby sobie pomagać.

A na derby Ksiądz chodzi?

Tak chodzę. I jestem zawsze na trybunie gospodarza.

To wie Ksiądz, kto został ostatnio mistrzem Polski?
Tak, Lech (śmiech). A bardzo się modliłem, żeby Podbeskidzie nie odpadło z ekstraklasy. Ich obserwuję, ale tylko internetowo, bo nie mam czasu. Jak na Wiśle grało Podbeskidzie, i miał być karny (prawidłowo), a sędzia go nie przyznał, to tam przypadkowym kolegom mówiłem: - A to Podbeskidzie to taka biedna drużynka, to nawet jak nie podyktowali, to nic się nie stało. I cieszyłem się, że karnego nie było.

A jakiś sport Ksiądz uprawia?
Rower. Mam obecnie taki zwykły spacerowy. Mam swoją trasę. Jadę Wisłą na Salwator, robię nawrotkę i wracam na Mistrzejowice.

Parafia Rzymskokatolicka pw. Św. Maksymiliana Marii Kolbego
Proboszcz - ks. Andrzej Kopicz

Msze święte w niedziele i święta nakazane:
18.00 sobota - msza św. wigilii (może zastąpić mszę niedzielną)

6.30, 8.00, 9.30, 10.30 (dla dzieci - w dolnym kościele), 11.00, 13.00 chrzty, 17.00, 19.00 studenci

Msze święte w święta kościelne przypadające w dni robocze:
6.30, 8.00, 9.30, 17.00, 19.00

Msze święte w dni powszednie:
6.30, 7.00, 7.30, 18.00

Spowiedź święta podczas każdej mszy świętej.

Odpust parafialny:
II niedziela października - 11.00

Suma odpustowa:
rocznica konsekracji naszego kościoła: 22 czerwca (1983)

Kancelaria parafialna - tel. +48 12 648 17 28 w. 22

Kancelaria parafialna czynna:
8.00 - 9.00 od poniedziałku do soboty, z wyjątkiem piątków Wielkiego Postu

Tygodnik Nowa Huta

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie