Czeska fala samobójstw

Milan Kilian, Praga "Denik"
W tym roku na życie targnęło się już piętnaście osób mieszkających w okolicach miasta Klatovy w zachodnich Czechach. Niestety psycholodzy obawiają się, że na tym się nie skończy.

Zdaniem ekspertów region dotknęła tak zwana epidemia samobójstw. To jeden z przypuszczalnych powodów, dla których w ostatnich miesiącach radykalnie przybywa tam osób, które próbują własną ręką odbierać sobie życie.

W ubiegłym roku policja w okolicach Klatov odnotowała szesnaście samobójstw, dwa lata temu - dziewięć. Za to w ostatnich pięciu miesiącach skutecznych prób samobójczych w regionie zdarzyło się aż piętnaście.

Gdyby tempo przyrostu samobójstw było wciąż tak duże, to w okolicach Klatov padłby samobójczy rekord trzeciego tysiąclecia. To dziwne, bo nie zdarzyło się tu nic takiego, co mogłoby być czynnikiem tłumaczącym depresyjne nastroje w regionie (czyli np. klęski żywiołowe). - W tym roku na swoje życie targnęło się już jedenastu mężczyzn i cztery kobiety. Pięć osób swą próbę samobójczą przeżyło - poinformowała Dana Ladmanowa z komendy klatovskiej policji.

Z dziesięciu osób, których nie udało się uratować, szóstka wybrała śmierć przez powieszenie, dwie osoby się zastrzeliły, jedna się otruła, a jedna rzuciła się pod pociąg. Z tych, które przeżyły, cztery sięgnęły po leki, a jedna próbowała zabić się, skacząc przez okno.

- Nie tylko przybywa samobójstw, ale niektórzy chcą to zrobić na pokaz, co do tej pory się nie zdarzało. Na przykład jeden z mężczyzn powiesił się na trakcji kolejowej, tak aby był widziany przez pasażerów przejeżdżających pociągów - mówi Jirina Vitovcova z władz gminy Klatovy.

- Nie mamy danych od policji sugerujących, co też tych ludzi przywiodło do samobójstwa, wiemy jedynie, co mówią ci, których udało się uratować. Można więc powiedzieć, że przyczyną nie są choroby psychiczne, ale ich sytuacja życiowa - powiedział "Denikowi" Jiri Navratil, ordynator oddziału psychiatrycznego w klatovskim szpitalu.

Według niego na życie targają się przede wszystkim osoby z problemami w kontaktach międzyludzkich i dłużnicy niepotrafiący spłacić swoich kredytów. Zdaniem psychiatry samobójstwo bywa często wołaniem o pomoc.

- Czasem taką falę samobójstw nazywa się epidemią. Bo samobójstwa są zaraźliwe. Ludzie nie wiedzą, jak poradzić sobie z problemami, a gdy usłyszą, że zabił się ten czy tamten, to sądzą, że to też jakieś wyjście - mówi Jiri Navratil.

Tłum. Beata Bęben

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie