Czekamy na zwycięstwo z Chorwacją i porażkę Niemców

Robert Zieliński, Rafał Romaniuk, Rafał Musioł, Piotr Wierzbicki Bad Waltersdorf, Austria
By myśleć o awansie do ćwierćfinału, musimy pokonać Chorwatów jedną bramką wyżej niż Austria Niemców. Leo Beenhakker chce zaskoczyć Chorwację, wystawiając Krzynówka lub Wawrzyniaka na lewej obronie, Smolarka w pomocy i Saganowskiego w ataku.

Dziś znów cała Polska będzie biało-czerwona. Był już cud nad Wisłą, teraz liczymy na cud nad Dunajem, czyli na to, że Austria pokona w Wiedniu Niemców.

By wyjść z grupy i zostać na Euro, musimy bowiem nie tylko pokonać Chorwatów. Trzeba też liczyć, że Austria wygra z Niemcami, ale jedną bramką niżej niż my z Chorwatami.

Nasza jedyna nadzieja na sukces w Euro to osłabiona drużyna Chorwacji. Howard Webb, który podyktował rzut karny dla Austrii, został w Polsce zmieszany z błotem. Chyba... niesłusznie.

Gdybyśmy wygrali, Chorwaci nie mieliby pewnego awansu, zagraliby o życie i pewnie nas ograli. Po remisie Polski z Austrią mają pewne pierwsze miejsce w grupie.

Dlatego nie wystawią dziś ośmiu najlepszych zawodników, co daje nam szanse na zwycięstwo.

Będzie o nie łatwiej niż o wygraną Austrii z Niemcami. W meczu z Chorwacją jesteśmy faworytami - bukmacherzy płacą 2,3 zł za każdą postawioną na Polaków złotówkę, ale już za wyjście ekipy Leo z grupy aż 34 zł! Porażka Niemców nie jest niemożliwa. Na mundialu w 1978 r. przegrali z Austrią 2:3.

- Bez względu na to, czy awansujemy, Leo pozostanie selekcjonerem - zapowiada prezes PZPN Michał Listkiewicz.

Krzynówek na lewej obronie, Smolarek w pomocy, Saganowski w ataku - tym ustawieniem Leo chce zaskoczyć Chorwatów. - Dziś znów ucałuję orzełka po strzeleniu gola - deklaruje Roger. - Nawet jeśli byłaby tylko jedna szansa na milion, musimy w nią wierzyć - dodaje Michał Żewłakow.

Podczas niedzielnego treningu - ostatniego przed grą z Chorwacją - selekcjoner w trakcie wewnętrznej gierki co dziesięć minut dokonywał rotacji w składzie. W czerwonych znacznikach grali piłkarze, którzy mają największe szanse na występ od pierwszego gwizdka.

We wszystkich niemal wariantach na lewej pomocy grał Euzebiusz Smolarek i jest prawdopodobne, że Ebi zacznie na tej pozycji. Leo podkreśla co prawda, że w pomocy zawodnik Racingu Santander traci 40 proc. wartości, ale jako napastnik w meczach z Niemcami i Austrią nie pokazał nawet tyle swoich możliwości.

Na szpicy najdłużej Leo próbował "Sagana" i Łukasza Piszczka, który najwyraźniej wyleczył już uraz (staw skokowy). Bardziej prawdopodobny wydaje się występ tego pierwszego, który dobrze spisał się na prawej pomocy w meczu z Austrią (po jego akcji gola strzelił Roger).

Niepodważalne wydają się pozycje Boruca w bramce, Wasilewskiego na prawej obronie, Żewłakowa i Bąka na środku defensywy oraz trzech środkowych pomocników: Lewandowskiego, Dudki i Rogera. Niewiadomą jest obsada prawej pomocy. Najpewniej zagra tam Wojciech Łobodziński.

Niewykluczone, że tajną bronią Beenhakkera będzie ustawienie Krzynówka na lewej obronie. Takie rozwiązanie ma sens, bo w dotychczasowych spotkaniach boczni obrońcy bardzo rzadko zapędzali się pod bramkę rywala.

- Na pewno wybiorę bardziej ofensywny wariant. Potrzebujemy goli. Musimy postawić wszystko na jedną kartę - zdradził Beenhakker. Trener odwołał wczoraj wieczorny trening na stadionie w Klagenfurcie. W zamian przeprowadził poranne zajęcia w Bad Waltersdorfie. Holenderski szkoleniowiec zdecydował też o zmianie hotelu. Kadrowicze zatrzymali się w Villach, miejscowości oddalonej o 30 km. Najwyraźniej Leo chce, by piłkarze wymazali z pamięci wszelkie wspomnienia związane z inauguracyjnym spotkaniem z Niemcami.

- Panowie, zostało 36 godzin do meczu. Przykładamy się do ćwiczeń. Gramy dokładnie, na prawą nogę. Słyszysz mnie, Krzynówek?! - Leo był w niedzielę niezwykle żwawy i ekspresyjny. W sobotę podczas zajęć kadrowiczów po raz pierwszy na trybuny Thermenstadion zostali wpuszczeni kibice. Dotychczas największym przywilejem, który ich spotkał, był dostęp do piłkarzy i trenera w strefie mieszanej, w której zawodnicy udzielają wywiadów.

- Przejechałem prawie tysiąc kilometrów i jestem lekko rozczarowany, bo najpierw widziałem, jak przez pół godziny piłkarze grali w dziadka, a potem przez resztę zajęć w siatkonogę. Największe wrażenie zrobił na mnie Artur Boruc, który kilka razy popisał się uderzeniami z przewrotki. Nasi napastnicy mogą się od niego sporo nauczyć - opowiadał jeden z kilkudziesięcioosobowej grupy fanów, którzy opuszczali zajęcia.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

r
roger

Żenada - reprezentacja wstydu i rozpaczy!!!!!!!!!

Dodaj ogłoszenie