Czekam, aż Leo Messi powie wreszcie: YES

Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny Fot. Polskapresse
Jeżeli ktoś mnie zapyta, czy czekałem na wyznania Lance'a Armstronga, od razu odpowiadam, że nie. Bardziej czekam na nowy film Quentina Tarantino "Django", bardziej czekam na "Nędzników" Victora Hugo z Gladiatorem i Johnem Nashem... Bardziej czekam na "Drogówkę" Smarzowskiego, najlepszego polskiego reżysera. Niż na bajki Armstronga, który ma pecha jednego - szmaci nazwisko pierwszego człowieka, który zrobił pierwszy krok ludzkości na Księżycu.

Nie wiem, tamtego też podejrzewano o oszustwo, ale dożył w cnocie, jak Gagarin (ile jeszcze kłamstw każą nam znieść, to interesujące nawet). Ten Lance tłumaczy, że łykał, co było, jakby nikt tego nie wiedział - od lat piszę, że nie da się jechać rowerem podgórę dwieście kilometrów, a jak ktoś uważa inaczej, niechaj popróbuje, zapewniam, że spuchnie. No więc dziwią mnie jedynie ci Francuzi, którzy - okazuje się - mają najgorsze na świecie badania antydopingowe i przez to przegrywają narodowy Tour. Dobra, nie będę szydził, ale chyba u nich ten Depardieu jest najmądrzejszy... Zwiał.

Kolarzy znam, wszyscy się koksują, zresztą wszyscy narciarze i bokserzy również. Ba, ja też się koksuję, co rano wypijam dwa łyki doppel hertz i od razu nabieram energii. Nasi piłkarze, medaliści mistrzostw świata, koksowali się inaczej (zapytajcie ich, pod przysięgą). Mianowicie łykali niewinny syrop dla dzieci, tussipect. Smaczny, ale zawierający efedrynę. Narkotyk dodający sił. Dodawali też koniak, rozgrzewający alkohol, dodający odwagi.

Zatem nie tylko Lance się koksował, choć przyznać trzeba, że niewykrywalnie, ale też większość sportowców tego świata, popatrzcie na bicepsy. I oburzenie na ten temat zbędne - faktycznie to hipokryzja. Koksuje się każdy, od małego do dużego. Juan Antonio Samaranch, szef MKOl, powiedział nawet kiedyś, żeby doping zalegalizować. I nie oszukiwać się dłużej. I na dzień dobry zaprosił na igrzyska w rodzinnej Barcelonie Jordana, Magica Johnsona, sir Barkleya, by wygrywali różnicą pięćdziesięciu punktów... Myślicie, że fruwali nad parkietem, bo przestało nagle działać prawo ciążenia? Okłamujcie się dalej.

W historii sportu następują co jakiś czas przełomy. Dla mnie, wariata futbolu, takim przełomem była wypowiedź majora Sudella, menedżera klubu Preston. Był rok 1895 i wiele klubów angielskich skarżyło się na nieuczciwą rywalizację w sporcie, uważanym przecież jak najbardziej za zajęcie po pracy, amatorskie, towarzyskie… Ten major powiedział znamienne dwa zdania w dziejach piłki nożnej: "Chcę zbudować najsilniejszy zespół w kraju, a nie ma na to innego sposobu, jak płacić zawodnikom za grę. Tak robi się zresztą wszędzie".

To dokładnie jak z dopingiem Lance'a Armstronga. To zresztą nic dziwnego. Kiedyś byłem w Legii w wojsku, obijałem się, grałem w tenisa i pisałem kronikę klubu, najlepszego w Europie. No i moi koledzy uprawiali najróżniejsze dyscypliny sportu, i we wszystkich byli najlepsi. No i kolega kolarz, uczestnik igrzysk i mistrzostw świata, już wtedy mówił mi tak: Jak słabłem na trasie, no to trener krzyczał tak: "Popij z bidonu!". No i piłem. I od razu pędziłem. Jak Armstrong.

Ja jednak, Paweł Zarzeczny, powinienem napisać coś mądrzejszego niż to, że Lance poprawił sobie płuca, a Oprah Winfrey usta i cycki (Jest różnica? Dla mnie żadna. Ulepszacze i tyle). Czekam, jak jakiś piłkarz Barcelony albo Realu, Manchesteru United, tenisista nr 1, powie dokładnie to, co Armstrong Oprah. To tylko trzy litery: "YES".

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kns
Dzisiejszy felieton bez dopingu. Następnym razem proszę popić z bidonu.
d
dziad kościelny
Zeszmacił też f-mę. Armstrong - sufity podwieszane.
E
Emer
Nie Szacmo tylko SATCHMO.
E
Emeryt
Napisał Pan o dopingu rannym, a czy nie ciekawsze byłoby co bierze Pan przed damołożeniem /damowłożeniem/. Może i ja bym skorzystał z podpowiedzi. Pozdrawiam, życząc samych sukcesów w łożnicy.
H
Ham
szmaci też nazwisko wybitnego "Szacmo"
Dodaj ogłoszenie