Czekając na kolejną pomarańczową rewolucję

Agaton Koziński
Euro na Ukrainie niosło ze sobą nadzieję, że ten kraj choć trochę przejrzy na oczy i za punkt honoru postawi sobie wprowadzanie u siebie europejskich, a nie białoruskich standardów. Jednak teraz ostatni naiwni powinni się pożegnać z nadzieją.

Wszyscy pamiętamy zdjęcia, które obiegły wszystkie telewizje świata, gdy w ukraińskim parlamencie doszło do bójki przy okazji decyzji o stacjonowaniu rosyjskiej floty na Morzu Czarnym. Wczoraj tak gorszących scen nie było - ale za to doszło do bójek na ulicach oraz spektakularnych ustąpień. Ku zaskoczeniu zebranych na obradach parlamentu stanęła kwestia wprowadzenia rosyjskiego jako drugiego języka urzędowego w kraju. Oczywiście, przepchnięto ją pod płaszczykiem ochrony praw mniejszości etnicznych (z tego samego prawa mogą korzystać Polacy we Lwowie), ale intencja była jednoznaczna: wzmocnić Rosjan na Ukrainie.

Janukowycz może nie mieć wyboru. Ukraina ma coraz więcej problemów finansowych i mało źródeł, za pomocą których można by uzupełnić deficyt. Chcąc nie chcąc, musi szukać sympatii Rosjan. Nawet jeśli nie Kremla, to przynajmniej oligarchów ze wschodniej części Ukrainy (oni są do bólu prorosyjscy). Stąd takie gesty - mimo że zdecydowana większość Ukraińców jest przeciw. Koszula dla ukraińskiej władzy jest zawsze bliższa ciału niż wyborcy.

Tym bardziej że wyborcy są bezradni. Co jakiś czas stać ich jeszcze na to, by rzucić kamieniami w rząd, ale krótkie to zrywy i mało skuteczne. Wyraźnie widać, że od czasu pomarańczowej rewolucji stracili oni rewolucyjny zapał. Wtedy dostrzegli nadzieję na zmianę systemu - i walczyli o nią ze wszystkich sił. Jednak po roku, gdy okazało się, że nie można polegać na nowych przywódcach, stracili zapał. Dziś najbardziej przedsiębiorczy Ukraińcy nie drukują "bibuł", nie montują podziemnej opozycji, tylko głosują nogami, uciekając za granicę - wolą sprzątać lub pracować na budowach w Polsce, niż wegetować u siebie. Ci, co zostają, szans na zrobienie czegokolwiek nie mają właściwie żadnych. Apatia.

Pod koniec października na Ukrainie odbędą się wybory parlamentarne. Wybory prezydenckie w 2004 r. stały się punktem zapalnym do pomarańczowej rewolucji. Niestety, na podobny zryw przy okazji tegorocznej elekcji nie ma praktycznie szans. Brakuje chęci, zapału, liderów zdolnych pociągnąć ludzi za sobą na ulicę. Rządzący system wszystkich potencjalnych wrogów albo uwięził, albo skorumpował. Nowi, niezależni jeszcze się nie narodzili. Ale nie znaczy to, że Ukraina na zawsze pozostanie krajem wegetującym przy naszej wschodniej granicy.

Kryzys polityczny nie oznacza, że Ukraina na zawsze pozostanie krajem wegetującym przy naszej granicy

Ukraińcy już dwukrotnie w ostatnich dwóch dekadach poczuli smak wolności - gdy oderwali się od ZSRR i gdy wybuchła pomarańczowa rewolucja. A wolność smakuje jak nic innego - wystarczy raz spróbować, by się od niej uzależnić. Dlatego jestem przekonany, że jeszcze w tej dekadzie będziemy świadkami, jak na Ukrainie wybucha kolejna pomarańczowa rewolucja.

Musimy być na nią gotowi - i zrobić wszystko, by - gdy już dojdzie do jej wybuchu - pomóc temu państwu pójść w kierunku Europy.

Kliknij, aby czytać pozostałe komentarze Agatona Kozińskiego

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
globroter
..., zobacz ukraińską wieś, porozmawiaj z ludźmi i wtedy bierz się do pisania.
Nigdy nie napiszesz niczego mądrego zza biurka w Warszawie, czytając relacje z Ukrainy takich samych znawców jak Ty.
.
w ostatnim zdaniu, cyt;
"Musimy być na nią (rewolucję) gotowi - i zrobić wszystko, by - gdy już dojdzie do jej wybuchu - pomóc temu państwu pójść w kierunku Europy".

Agentura Putina zainstalowana w Polsce, ma pomagać "pomarańczowym" w obalenia
putinowskiej agentury na Ukrainie.
Jaja jak berety!!!
p
polo
putinowskiego reżimu zainstalowanego w Polsce, żurnaliści biorą na warsztat
problemy Ukrainy czy Białorusi.
W ten sposób starają się udowodnić , że "kurica nie ptica".
To prymitywny zabieg propagandowy stosowany w państwach totalitarnych.
Nic zaskakującego.
I jeszcze im za to płacą.
C
Cyberto
Tygodnik "The Economist" umieścił Polskę na 48. miejscu w rankingu państw pod względem rozwoju demokracji. Polska w tymże indeksie niestety została zaliczona nie tyle do demokracji, ile do wadliwych demokracji. Pod rządami Tuska Polskę w tymże raporcie prześcignęły, jeżeli chodzi o realizację zasad niezbędnych, żeby uznać system za demokratyczny, takie państwa, jak: Timor Wschodni, Jamajka, Trynidad i Tobago oraz Botswana. Miała być druga Irlandia, a nawet nie dorównujemy Afryce.

Raport o stanie demokracji za rok 2010, Democracy Index, publikowany przez tygodnik "The Economist", piętnuje sposób, w jaki obecny polski rząd traktuje media: "w Polsce rząd czyni wysiłki, aby podporządkować publicznych nadawców bezpośrednio ministrowi skarbu oraz ograniczyć ich udział w rynku na rzecz przyjaznych władzy prywatnych korporacji medialnych. MAJĄ MIEJSCE KONTROWERSYJNE DECYZJE SĄDOWE, które naruszają wolność wypowiedzi oraz nękanie dziennikarzy śledczych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego."

Również Freedom House obniżył ranking Polski w zakresie wolności i niezależności mediów, ze względu na działania rządu Donalda Tuska zmierzające do podsłuchiwania i inwigilacji dziennikarzy: "Po uzyskaniu władzy w polskich mediach publicznych w wyniku porozumienia trzech partii politycznych, z których dwie stanowią aktualną kolalicję rządzącą, rozpoczęło się masowe zwalnianie z pracy dziennikarzy oraz likwidowanie prowadzonych bądź firmowanych przez nich programów, nawet, jeśli cieszyły się one dużym zainteresowaniem widzów i słuchaczy. Kryterium oceny było tylko jedno – poglądy ich autorów. Wszyscy, którzy prezentowali poglądy krytyczne wobec opcji rządzącej byli zwalniani bez podania przyczyn, a rozwiązywaniu z nimi umów towarzyszyła nagonka medialna, ukazująca ich dziennikarskie dokonania w negatywnym świetle.

Rząd Tuska nawet uzurpuje sobie prawo do cenzurowania "nieprawomyślne" prace magisterskie i próbuje zastraszać uniwersytety! Gołym okiem widać, że Ojciec Rydzyk ma rację mówiąc, że Tusk wielkimi krokami zamienia Polskę w kraj totalitarny.

W Polsce widoczna jest tendencja do rugowania głosu opozycji z głównych mediów. Jedną z cech państwa totalnego jest chęć uznania kogoś, kto ma inne poglądy, za osobę nie w pełni władz umysłowych. Druga cecha to zajmowanie się - jako najistotniejszym problemem - opozycją. Niestety, te dwa warunki w Polsce są teraz spełnione.
C
Cyberto
Najwyższy czas, żeby obywatele innych krajów Unii Europejskiej dowiedzieli się, jak w Polsce reżim Tuska wprowadza ZAMORDYZM. To wstyd i hańba, żeby w XXI wieku rząd "polski" ograniczał wolność słowa i wolność zgromadzeń.

"Nieprawomyślnych" dziennikarzy wyrzuca się z Polskiego Radia i z TVP, gdzie już otwarcie rządzi mafia PO-Palikot-PSL-SLD. Z mediów publicznych wyrzucono niemal wszystkich niewygodnych dziennikarzy, ograniczono możliwość rozwoju telewizji w internecie, próbowano zakazać wyborczych spotów i billboardów.

Nie kto inny, jak sławny reżyser i zwolennik PO Andrzej Wajda oświadczył publicznie, że reżim dysponuje wielkimi, "zaprzyjaźnionymi" mediami!

Monopol informacji nie jest na szczęście pełny, ale przewaga mediów popierających obecny rząd i Platformę Obywatelską ogromna. Rząd chciałby zlikwidować Radio Maryja i TV TRWAM. Dlatego Dworak (czyli Tusk) robi wszystko, żeby Polacy nie mogli odbierać Telewizji TRWAM razem z innymi stacjami na przyszłym multipleksie cyfrowym, który wkrótce będzie jedynym naziemnym sposobem odbierania telewizji.

Niewiarygodne: mafia PO-Palikot-PSL-SLD -- sama mając monopol w niemal wszystkich mediach publicznych i prywatnych -- chciała nawet prawnie zakazać billboardy i spoty -- po to tylko, żeby odebrać PISowi ostatnią możliwość dotarcia do wyborców podczas kampanii wyborczej !!! Na szczęście ten "fortel" został potępiony przez Trybunał Konstytucyjny.

Minęło kilka lat i rząd, którym kieruje Donald Tusk, stosuje metody charakterystyczne dla państwa policyjnego. Bo jak inaczej nazwać nasyłanie na ludzi myślących inaczej niż zwolennicy PO komandosów ABW, którzy wchodzą do mieszkań "nieprawomyślnych" internautów o 6-tej rano i rekwirują komputery.

Reżim Tuska także zaczął posługiwać się stalinowską sądowo-psychiatryczną bronią (tzw. "psychuszką") -- już nie tylko wobec "nieprawomyślnych" demonstrantów w centrum Warszawy, lecz wobec lidera opozycji!

Ludzie karani są za różnorakie przejawy krytyki wobec władz -- za antyrządowe hasła, transparenty, ujawnianie swoich opinii w Internecie -- a ich wypowiedzi traktowane są jako znieważenie organów państwa.

Tutaj policja aresztuje kibiców za "nieprawomyślne" transparenty i za głośną krytykę rządu. Także w obawie przed "nieprawomyślnymi" kibicami nawet zamyka się stadiony -- żeby telewidzowie nie mogli usłyszeć antyrządowych okrzyków lub zobaczyć antyrządowych transparentów!

Co najmniej jeden działacz opozycji został zamordowany przez platformistę i byłego TW.

Powiązane z rządem media dokonują niekiedy manipulacji, pachnących wręcz czasami Jaruzelskiego, jak np. dziesięciokrotne zaniżanie liczebności demonstrantów na Krakowskim Przedmieściu 10 kwietnia 2011 r. To samo dotyczy "relacji" reżimowych mediów z marszy w obronie TV Trwam, które zresztą są najczęściej całkowicie przemilczane.

Do metod może nie siłowych, lecz brutalnych zaliczyć można też ograniczenie wolności gospodarczej poprzez drastyczne podatki czy manipulowanie komisjami śledczymi, zwłaszcza w kwestii afery hazardowej.

Władze państwowe ingerują coraz mocniej we wszelkie przejawy życia społecznego, które uważają za nieodpowiednie. Szykanowanie obrońców Krzyża Pamięci czy też uczestników akcji namiotowej na Krakowskim Przedmieściu są najlepszym tego przykładem.

"Operacja krzyż" (usunięcie krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego przeprowadzona została nie tylko według metod NKWD stosowanych w latach 1939-46 od Białegostoku po Kielce, nie tylko według metod UB i SB z Czerwca`56 i Grudnia`70, ale i według metody zastosowanej przez PZPR w Marcu`68 i Czerwcu`76.

W kampanii przeprowadzonej przez Tuska-Komorowskiego, według metod Gomułki-Gierka, "syjonistów" i "warchołów" zastąpiono "oszołomami" i "sektą wyznawców Lecha Kaczyńskiego i ojca Rydzyka". Transmisje telewizyjne i reportaże prasowe były wyreżyserowanymi według przepisów współczesnego pijaru, takimi samymi sowieckimi seansami nienawiści, jak antyżydowskie wiece w fabrykach, czy antyrobotnicze spędy na stadionach.

Tygodnik "T
Dodaj ogłoszenie