Czekając na Budapeszt. Partia Kaczyńskiego po szóstej przegranej

Redakcja
Ponieważ na PiS zdecydowała się zagłosować tylko szósta - jeśli uwzględnimy frekwencję - część Polaków, partia poniosła szóstą porażkę z rzędu. Kaczyński wierzy w powtórkę sukcesu Orbána. Możliwe jednak, że po prostu doszedł do ściany.

Badania, którymi się kierowaliśmy, nie wykryły dwóch rzeczy: że zmienia się poparcie, ale co ważniejsze - że zmienia się frekwencja - tak tłumaczył wyborczą porażkę Prawa i Sprawiedliwości rzecznik partii Jarosława Kaczyńskiego Adam Hofman. Tłumaczenie to tyleż zabawne w swej bezpośredniości, co całkiem nieźle oddające panujące w PiS nastroje. Bo przecież tym razem naprawdę miało się udać. Sam Jarosław Kaczyński, mówiąc o wewnętrznych sondażach, które miały leżeć na jego biurku, wyglądał na święcie przekonanego, że naprawdę wskazują one szansę na zwycięstwo. Słuchając tych słów, zapewne niejeden i z wysoko postawionych polityków PiS, i spośród zwykłych partyjnych działaczy wierzył, że istnieje możliwość pokonania Platformy, ba, może nawet powrotu do rządzenia Polską.

ZOBACZ TEŻ: Kaczyński: Prędzej czy później zwyciężymy. Będziemy mieli w Warszawie drugi Budapeszt

Tymczasem skala klęski okazała się naprawdę znaczna. Nie chodzi nawet o prawie dziesięcioprocentową różnicę w wynikach PiS i PO. I o fakt, że partie dotychczasowej koalicji poparła niemal połowa Polaków - co przekłada się na bezpieczną większość w parlamencie.

Jeszcze bardziej ponura prawda płynie dla partii Kaczyńskiego z nieco szerszych obliczeń obejmujących także Ruch Palikota i SLD. Tak naprawdę bowiem (uwzględniając także głosy na PJN) tylko niespełna jedna trzecia głosujących Polaków i niecała jedna szósta Polaków jako ogółu zdecydowała się poprzeć w wyborach wizję polityki w wydaniu bliskim PiS. Ponad dwie trzecie głosowały na partie, które w niemal każdej przedwyborczej deklaracji podkreślały swoją niechęć wobec partii Kaczyńskiego.

CZYTAJ TEŻ: Zbigniew Ziobro spiskowcem, PiS grozi secesja?

Wraz z szóstą z rzędu wyborczą porażką Prawa i Sprawiedliwości upada zatem ukochana przez publicystów i część politologów teza o podziale polskiego społeczeństwa na dwie mniej więcej równe części - pisowską i antypisowską. Bo ta antypisowska jest dwukrotnie silniejsza niż pisowska. Obie zaś i tak są słabsze od części biernej, która na wybory najzwyczajniej w świecie nie chadza.

Co z tego wynika? Otóż z całą pewnością PiS ma swoje stałe miejsce na polskiej scenie politycznej i dość stały elektorat, któremu odpowiada wizja Polski prezentowana przez Jarosława Kaczyńskiego i jego ludzi. Tyle tylko, że po pierwsze, tego elektoratu nie starcza do samodzielnego rządzenia, po drugie zaś - dotychczasowe posunięcia polityczne Jarosława Kaczyńskiego sprawiają, że zdolność koalicyjna jego partii jest naprawdę bliska zeru.

CZYTAJ TEŻ: Kaczyński jednak nie zrezygnuje, katastrofa smoleńska zmieniła wszystko

Wizja Budapesztu w Warszawie jest w tej chwili kompletnie oderwana od realiów. Żeby się spełniła, konieczny byłby wstrząs na miarę wieloletniego kryzysu, który trawił Węgry Gyurcsánya

W dodatku jeśli spojrzymy uważnie na szczegółowe wyniki OBOP-owskiego exit poll z dnia wyborów, zobaczymy, że obecny elektorat PiS będzie w perspektywie czasu malał. I to nie tylko z powodów czysto fizycznych - bo wbrew wszelkim tezom stawianym na podstawie przedwyborczych sondaży na PiS wcale nie zdecydowali się głosować najmłodsi wyborcy, przeciwnie, poparcie dla tej partii rośnie wraz grupami wiekowymi - lecz także na skutek obserwowanych od lat procesów społecznych. Największe poparcie PiS odnotowuje bowiem w grupach wyborców bez wykształcenia lub z wykształceniem zawodowym oraz wśród rolników. Obie te grupy zaś systematycznie się kurczą.
A zatem szósta porażka wygląda trochę tak, jakby wcale nie miała być ostatnią. Liderzy PiS sprawiają wrażenie, jakby nie brali pod uwagę takiej możliwości.

Jarosław Kaczyński tuż po ogłoszeniu pierwszych wyników powyborczych sondaży, przyjął wprawdzie porażkę, ale z właściwą sobie pewnością siebie natychmiast zapowiedział dzień, w którym "w Warszawie będziemy mieli Budapeszt". Warto spojrzeć na te słowa w sposób nieco bardziej wyważony niż nasuwające się automatycznie szyderstwa.

CZYTAJ TEŻ: Rozliczenie kampanii w PiS. Hofman: Jestem do dyspozycji prezesa

Kaczyński nawiązywał w ten sposób do długiego czekania na powrót do władzy prawicowo-poulistycznego Fideszu i Victora Orbána. Rzeczywiście - przykład to z punktu widzenia PiS budujący - Orbán wygrał, i to totalnie, wybory i ponownie sięgnął po tekę premiera w roku 2010, po ośmiu latach pozostawania w opozycji. Pasowałoby to idealnie do dwóch kadencji Donalda Tuska.

W dodatku skala zwycięstwa Orbána sprawiła, że mógł on rozpocząć na Węgrzech zmiany w prawie, przy których budowa IV RP przez Kaczyńskiego wespół z Lepperem i Giertychem wygląda na dziecinną igraszkę. Orbán mógł sobie zmienić konstytucję, przegłosować prawo prasowe wiążące ręce mediom, ograniczyć wolność słowa i generalnie robić, co zechce, łącznie z zamrażaniem kursu franka. Tego rodzaju wizja rządów także musi pasować politykom PiS.

Ale na tym kończą się podobieństwa. Bo dwie kadencje Orbánowego oczekiwania na powrót do władzy upłynęły na Węgrzech w zupełnie nieporównywalnym do polskich realiów klimacie politycznym i społecznym. To pewien paradoks, ale Węgrom - którym przez pierwsze lata polskiej transformacji zazdrościliśmy - w ostatniej dekadzie nie wiodło się za ciekawie. Rządy Ferenca Gyurcsánya i jego socjalistów były czasem gospodarczej i politycznej stagnacji . Forint stał się ulubioną walutą spekulantów. Zaczęły narastać tendencje nacjonalistyczne, wśród społeczeństwa coraz bardziej popularna stawała się idea Wielkich Węgier i wyznająca ją faszyzująca partia Jobbik.

CZYTAJ TEŻ: ''Jeśli przegramy, odejdę''. Kaczyński dotrzyma obietnicy z 2008 roku?

W 2006 r. Węgrami wstrząsnęło nagranie z zamkniętego spotkania partii Gyurcsánya, na którym mówił on swoim ludziom: "Kłamaliśmy rano, kłamaliśmy wieczorem. Nie możecie mi podać ani jednej rzeczy, z której moglibyśmy być dumni (w ciągu czterech lat), poza tym że mamy władzę". Socjalistów spotkała lawinowa utrata poparcia. Węgrzy wyszli na ulice Budapesztu, w stolicy zaczęły się regularne starcia przeciwników rządu z policją, które trwały przez całą jesień 2006 r. - rannych zostało w sumie kilkaset osób, w użyciu, ze strony demonstrantów, był nawet czołg T-34.

To właśnie wtedy Fidesz rozpoczął swój powrót do władzy. Orbán przyjął pozę ludowego trybuna zapowiadającego sanację moralną Węgier. Umiejętnie wykorzystał skręt Węgrów na prawo, odbierając skrajnemu Jobbikowi wyborców. Ostatecznie drogę do zwycięstwa utorował mu kryzys gospodarczy - dla węgierskiej gospodarki straszliwie dotkliwy. Podczas gdy w 2008 i 2009 r. Polska była zieloną wyspą, Węgry wręcz przeciwnie. W 2009 r. podał się z tego powodu do dymisji Gyurcsány, rok później Fidesz wygrał wybory.

Witold Głowacki

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

Wideo

Komentarze 21

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

D
Doliwa

Epatowanie się przez propagandzistów PO ( w tym tych mieniących się dziennikarzami lub ekspertami) rzekomą szóstą już porażką jest zdumiewające. Gdyż w tym czasie nie odbyły się sześciokrotne wybory do parlamentu. Była wyrównana kampania prezydencka, kampanie samorządowa, które trudno nazwać porażkami czy sukcesem opozycji, bo to walka o głosy również niezależnych komitetów, chyba, że propagandyści PO na siłę zaczną i te wybory upolityczniać. Wybory do europarlamentu też trudno wiązać jednoznacznie w kategoriach porażki partii będącej w opozycji do rządu krajowego. Tak więc zostają tak naprawdę dwie porażki wyborcze w wyborach do parlamentu polskiego. Jednak zważywszy na medialny szturm ( bo atak to za mało powiedziane) na PiS ( gdy rządził) i - co już jest zupełnie niezrozumiałe - gdy był tylko w opozycji, to wynik osiągnięty jest całkiem przyzwoity i dowodzi, że spora część wyborców już zaczyna samodzielnie myśleć i nie kieruje się propagandą wielu mediów na rzecz PO.

g
gość

Najkrócej - Frekwencja wynosi 48 - około połowy ogółu. 30 procent z połowy, to jedna szósta ogółu. W przybliżeniu oczywiście.

S
Sokrates

PiS i kaczyńskiego czekanie na dojscie do władzy to...czekanie na Godota.I to by było na tyle.

G
Gość

Drogi prezesie - niekoronowany królu polskim - daj se już spokój nie kompromituj się - bo cię zmiotą twoi przyboczni - oni nie są tacy głupi a jak nie to przestawianie ich jest gorzej niebezpieczne od zbierania podaków kiedy lud sie śmieje. Daj se spokój - odpocznij - Czekam na ciebie - jest tu fajnie i całkowicie sie odnajdziesz.

G
Gość

Tak się poświęca dla ukochanej Wolski biedaczyna. Chyba, że wcześniej zrobi z Warszawy Budapeszt, ten z roku 1956. Wtedy ma szanse na dorwanie się do Władzi ;D

r
rolex

Frekwencja w wyborach to ok. 48% - więc jaka" szósta część Polaków" - idź facet pracować w obopie, na zmywaku u gesslerów albo emigruj do lenino.

G
Gość

Że nie wpadłem na to wcześniej :/

G
Gazda z Diabelnej

W tych wyborach przegrany jest Prezio Ojciec Dyrektor z Torunia prawdziwi Polacy ale nigdy społeczeństwo. To jest odpowiedź nas Polaków na fobie i uprzedzenia Prezia. Niech najpierw pouczy się geografii i zobaczy jak głębokie są cieśniny duńskie a potem zrozumie jak zadrwiła sobie z niego Merkel.

G
Gazda z Diabelnej

Budapeszt to za mało dla Prezia w 2015 roku Prezio urządzi nam Pjongjang i będzie stawiał pomniki Kim Ir Senowi jak w Korei Północnej

m
marcinescu

Czy Orban jest diablem? Czy zamrozic franka jest gorsze czy trudniejsze niz petanie wolnosci mediow wg."tfurcy" tego "artykolo"? "Czy byla tu Madonna? Czy jest tu jazda konna?"

Mam nadzieje ze to dopiero poczatek cyklu tekstow na temat.

k
krzysztof

alez to chodzi o wojne 1956 roku.czyz to tak trudno zrozumiec prezesa i jego insynuacje?

R
Ruta

Nie zmienia to jednak faktu, że PIS przegrał kolejne wybory i nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić w przyszłości.

j
jonasz

i twoja ślepa wiara w geniusz wielkiego stratega, co to szóstą porażkę zalicza. Jako społeczeństwo wygraliśmy, bo nie chcemy takiej Polski, którą proponuje PIS. Z porażką trzeba umieć się pogodzić a nie rzucać obelgami.

W
Widukind

Na PiS głosowało ok. 30 % a na matołów, świńskie ryje, komunistów, buraków pozostałe ok. 70%. Czyli jacy wyborcy tacy wybrańcy. Jedno jest pewne : przegraliśmy jako społeczeństwo. I tyle.

W
Widukind

Na PiS głosowało ok. 30 % a na matołów, świńskie ryje, komunistów, buraków pozostałe ok. 70%. Czyli jacy wyborcy tacy wybrańcy. Jedno jest pewne : przegraliśmy jako społeczeństwo. I tyle.

Dodaj ogłoszenie