Czarne dni nadchodzą dla Koptów

Grzegorz Ignatowski
Udostępnij:
Świat śledzi postępy arabskiej wiosny, ale nie dostrzega, że tamtejsi chrześcijanie oczekują jej końca z wielką obawą.

Przez kilka ostatnich dni nie miałem żadnego dostępu do jakichkolwiek informacji, zarówno z Polski, jak i ze świata. Ale po powrocie do domu szybko nadrobiłem straty.

W wielu stacjach telewizyjnych powraca temat wojny domowej w Syrii, morderstwa dokonanego przed żydowską szkołą w Tuluzie, także konflikt zbrojny między Republiką Sudanu a Republiką Sudanu Południowego. Znacznie więcej uwagi niż to miało miejsce przy wcześniejszych pielgrzymkach Benedykta XVI media poświęcają jego 23. podróży zagranicznej, tym razem do Meksyku i na Kubę.

Świat nie jest czarno-biały: prezydent Syrii Baszar al-Asad przedstawiany jest jako kat, ale z drugiej strony jest ostatnią nadzieją syryjskich chrześcijan zagrożonych muzułmańskimi pogromami

Powróćmy tymczasem do Syryjskiej Republiki Arabskiej. Dlaczego? Bo w informacjach pomijany jest jeden jakże znaczący szczegół. Dokonujące się na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej zmiany mają wpływ nie tylko na sytuację polityczną w tym regionie, lecz także powodują przewartościowanie w stosunkach między wyznawcami poszczególnych religii, nawet więcej - zmieniają strukturę wyznaniową poszczególnych państw. Niewiele mówi się o exodusie lokalnych chrześcijan. Owszem, o ich trudnej sytuacji wspominano po niedawnej śmierci egipskiego zwierzchnika Kościoła koptyjskiego Szenudy III. Koptowie są potomkami pierwszych egipskich chrześcijan. Mimo że ten starożytny Kościół liczy w samym Egipcie niemal 10 mln wyznawców, to prawa Koptów są ograniczone. Czy nie warto z perspektywy religii popatrzeć na zmiany dokonujące się w państwach ogarniętych arabską wiosną?

Współczesna Syria do tej pory była państwem, w którym nie odnotowywano skrajnych przejawów wrogości lub nietolerancji na płaszczyźnie religijnej. Jaka jest jej struktura wyznaniowa? Ponad 90 proc. mieszkańców kraju jest wyznawcami islamu, w zdecydowanej większości sunnitami. Pozostałe 10 proc. stanowią chrześcijanie różnych denominacji. Na marginesie dodajmy, że liczba katolików nie przekracza 2 proc. Mimo tak zdecydowanej przewagi wyznawców islamu Syria nie jest żadnym państwem wyznaniowym, oficjalnie statut wszystkich religii jest równy, a konstytucja gwarantuje wolność religijną. Czy tocząca się od ponad roku wojna domowa doprowadzi do zmian w relacjach religijnych między mieszkańcami Syrii?

Prawdopodobnie wszystkie media podały, że kilka dni temu, we wtorek, syryjski prezydent Baszar al-Asad udał się do miejscowości Hims - trzeciego, co do wielkości miasta położonego w zachodniej Syrii, konkretnie do dzielnicy Baba Amro, gdzie od wielu miesięcy toczą się zacięte walki między powstańcami a wiernymi prezydentowi oddziałami wojska. Czy wizyta prezydenta w Hims miała znaczenie symboliczne? Była na pewno ważna, chociażby z tego prostego powodu, że rzadko pojawia się on publicznie od wybuchu rewolty w marcu ubiegłego roku. Z perspektywy Baszara al-Asada wizyta może być postrzegana jako symbol zwycięstwa nad rebeliantami, których nazywa terrorystami. Przemawiając do mieszkańców Baba Amro, Asad obiecał, że w dzielnicy zapanuje niebawem normalne życie. Stanie się ona "piękniejsza niż wcześniej".

Przypomnijmy, że według Roberta Serry'ego, oenzetowskiego wysłannika na Bliski Wschód, w czasie całorocznych walk zabito ponad 8 tys. cywilów. Syryjscy przedstawiciele praw człowieka mówią, że zginęło ponad 7 tys. cywilów oraz ponad 2,5 tys. żołnierzy walczących po stronie sił rządowych. Pośród wszystkich okropności, jakie dokonują się w Hims, niewiele się mówi o innym dramacie. Z otoczonego miasta uciekają chrześcijanie, ponieważ oni sami oraz ich domy stali się celem ataków islamskich fundamentalistów. Organizacje śpieszące im z pomocą twierdzą, że z Hims uciekło ok. 50 tys. chrześcijan. Miasto zaś było dotychczas jednym z najliczniej zamieszkanych przez nich miejsc w Syrii.

Exodus chrześcijan rozpoczął się ok. sześciu miesięcy temu. Znaleźli oni schronienie w otaczających miasto wioskach i oddalonych ok. 30 mil górach. Opuszczając swoje domy, zupełnie nie wiedzą, czy jeszcze kiedykolwiek do nich powrócą. Miejscowi hierarchowie ostrzegają, że jeśli ataki będą się powtarzały, Syria może podzielić ten sam los, co wcześniej Irak. W tym ostatnim państwie spadła gwałtownie liczba chrześcijan. W latach 80. było ich ok. 1,4 mln. Teraz zaś ich liczba nie przekracza 300 tys. Miejmy nadzieję, że nawet jeśli padnie reżim Asada, to ekstremiści nie dojdą w Syrii do władzy.

Pesymistów należy odesłać do Tunezji, od której rozpoczęła się arabska wiosna. Niektórzy nawet twierdzą, że ostatni tunezyjski poniedziałek może mieć przełomowe znaczenie dla całego regionu. Mianowicie partia Ennahda zdecydowała, że islamskie prawo religijne nie zostanie oficjalnie zaaprobowane przez przyszłą konstytucję. Nie znaczy to jednak wcale, dodajmy na koniec, że w Tunezji nastaną demokracja i standardy, o których mówią Europejczycy.

Grzegorz Ignatowski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie