Czapiński: Przybył wytypował się do roli kamikadze. Ale nie chciał się zabić

Redakcja
Janusz Czapiński: Pułkownik Przybył decyzję o postrzeleniu podjął świadomie, dużo wcześniej
Janusz Czapiński: Pułkownik Przybył decyzję o postrzeleniu podjął świadomie, dużo wcześniej Polskapresse / Archiwum
To była manifestacja z podtekstem szantażu człowieka reprezentującego instytucję, która czuje się zagrożona - o postrzeleniu się pułkownika Mikołaja Przybyła mówi psycholog Janusz Czapiński w rozmowie z Anitą Czupryn

Głośna próba samobójcza wiceszefa Prokuratury Wojskowej w Poznaniu płk. Mikołaja Przybyła może spowodować efekt Wertera, czyli wzrost samobójstw w Polsce?
Sprawę znam wyłącznie z relacji mediów, ale moim zdaniem nie była to próba samobójcza.

Jak to? Sam płk Przybył oświadczył dziennikarzom, że chciał popełnić samobójstwo.

A cóż miał powiedzieć? Tak to właśnie miało wyglądać. Ale wszystko wskazuje na to, że tak nie było. Proszę zwrócić uwagę, że strzelał do siebie żołnierz, pułkownik, który ma za sobą ogromne doświadczenie, jeśli chodzi o strzelanie, w dodatku celne. Mówiąc brutalnie, to była manifestacja z podtekstem szantażu człowieka reprezentującego instytucję, która czuje się zagrożona. Gdybyśmy pogrzebali w tym głębiej, moglibyśmy się doszukać innych źródeł stresu związanych głównie z zawodem, jaki wykonywał. Już nie tylko zagrożenie ze strony prokuratora generalnego, który ma plan zlikwidowania niezależnej oddzielnej prokuratury wojskowej i włączenia jej do prokuratury cywilnej, ale także fakt, że płk Przybył zajmował się od dłuższego czasu zorganizowaną przestępczością ekonomiczną w wojsku. To wystarczy, aby człowieka doprowadzić do rozstroju nerwowego.

Myśli Pan, że zastępca Prokuratury Wojskowej w Poznaniu był doprowadzony do ostateczności?
Właśnie nie. To nie jest mimoza, ale mocny facet, który miał plan, być może nawet uzgodniony z kolegami. To była manifestacja.

Czytaj też:

* Miodowicz o płk. Przybyle: Dewaluacja prób samobójczych, tragikomedia...

* Jak pułkownik Przybył rozpętał wojnę w polskiej prokuraturze

Mikołaj Przybył uruchomił kulę śniegową i o to chodziło. Teraz wszyscy będą się zajmować krzywdą prokuratury wojskowej i tym, ile milionów złotych wróciło do budżetu państwa. Efekt został osiągnięty

Pułkownik Przybył strzelił do siebie w połowie konferencji prasowej. Poprosił dziennikarzy o opuszczenie sali, natomiast kamery zostały, zresztą na jego życzenie. Może to miał być pokaz jego poczucia bezradności, beznadziejnej walki o sprawiedliwość?
To był pokaz walki o interesy prokuratury wojskowej, ale także o jego osobiste, ponieważ niewątpliwie podpadł inwigilacją dziennikarzy. Większość odbiorców jego przekazu nie uwierzyła w to, że jest absolutnie czysty i niewinny. Moim zdaniem decyzję podjął świadomie, dużo wcześniej. To nie był jakiś silny, emocjonalny odruch. To nie wyklucza, że ten człowiek żył w kotle wzmagającej się spirali zagrożenia, bardzo silnych emocji. Tylko że to, co zrobił w poniedziałek, nie było ich efektem. To był efekt pewnego planu, który być może nawet doprowadzi do korzystnych z jego punktu widzenia rozwiązań. Cała Polska dowiedziała się o ostrym konflikcie między prokuraturą wojskową a cywilną, a ściślej rzecz biorąc - między prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem a jego zastępcą, szefem prokuratury wojskowej Krzysztofem Parulskim. Do tej pory nie było okazji, żeby to uwidocznić. Wojsko nie może sobie pozwolić na to, by pójść na skargę do mediów. To, co zrobił płk Przybył, było taką okazją, również dla pana Parulskiego, żeby ostro skontrować stanowisko prokuratora generalnego, innymi słowy - wypowiedzieć posłuszeństwo. Ogólnie teza, która dotarła do szerokiej opinii publicznej, była taka: W imię wyższych racji, gdyż człowiek chciał popełnić samobójstwo, muszę powiedzieć, że mam na pieńku z prokuratorem generalnym. Tak to zabrzmiało.

Czytaj też:Samobójstwa i pojedynki: Między patosem a komizmem, między honorem a teatrem
Zanim płk Przybył wymierzył do siebie broń, powiedział dziennikarzom, że będzie bronił honoru wojska.
W jakimś sensie chodziło mu o dobre imię tej instytucji. Ale pierwszoplanowe pobudki do tego czynu to były groźba zlikwidowania prokuratury wojskowej i uwikłanie się w nieczystą sprawę inwigilacji dziennikarzy.

Sugeruje Pan, że świadomie doprowadził do zranienia siebie i zrobił to tak, aby siebie nie zabić?
To pewne. Jak żołnierz, który przez kilkadziesiąt lat ćwiczył strzelanie, nie może trafić we własny mózg? Ewidentnie strzelił sobie w policzek. Czyli pięć szwów i do domu - tak to się skończyło. Nie twierdzę, że był w miłym, bożonarodzeniowym stanie psychicznym, tylko też nie traktuję tego, co zrobił, jako desperackiego czynu człowieka, który został zapędzony w kozi róg i nie widzi absolutnie żadnego innego rozwiązania, jak tylko skończyć ze sobą. W tym sensie nie była to próba samobójcza.

Czytaj też:Miodowicz o płk. Przybyle: Dewaluacja prób samobójczych, tragikomedia...

Działanie z premedytacją?
Na to wskazuje cały przebieg spotkania z dziennikarzami. Pułkownik Przybył, co prawda, zachowywał się nerwowo, ale panował nad nerwami. Ogłosił krótką przerwę na przewietrzenie pomieszczenia. Desperat nie zachowuje się w tak kontrolowany sposób. Desperat przerwałby odczytywanie swojego oświadczenia, wyciągnął pistolet i strzelił sobie w głowę - to jest scenariusz samobójcy. Samobójcy honorowego, który popełnia seppuku na oczach widowni, przez obraz docierający z kamer. W pewnym sensie płk Przybył był swojego rodzaju kamikadze. Być może sam się wytypował do tej roli, być może trochę przy jakimś nie wprost nacisku środowiska prokuratorów wojskowych i samego prokuratora Parulskiego, a być może nie. Tyle że japońscy kamikadze w imię niepodległości poświęcali swoje życie. On go nie poświęcił, a udał, że poświęca w imię instytucji, jaką jest prokuratura wojskowa.

Psychologia kliniczna mówi, że żaden człowiek, który decyduje się na samobójstwo, nie jest w pełni sił psychicznych. Wyjątkiem mogą być właśnie sytuacje honorowe, jak seppuku, niezgoda na oddanie się do niewoli, obawa przed zhańbieniem, jak przedstawiało to SLD w przypadku samobójstwa Barbary Blidy.
Ale pani Blida była zapędzona w kozi róg. Natomiast płk Przybył miał mnóstwo innych wyjść. Nikt nie rzucał na niego kalumnii, nie stawiał go w sytuacji fałszywego oskarżania. Poszedł na skróty. Żeby załatwić sprawę szybciej, wystąpił do operatorów telefonii komórkowej, aby udostępnili treść SMS-ów niektórych dziennikarzy, przyjmując zapewne trafne założenie, że dowie się w ten sposób o źródłach przecieku w sprawie Smoleńska. Sam przyznał, że mogły być tu pewne błędy, a dali mu to do zrozumienia operatorzy komórkowi, którzy powiedzieli, że dopóki nie ma decyzji sądu, to mu tych informacji nie udostępnią. Niewątpliwie miał poczucie zagrożenia w związku z tym, że zajmował się korupcją w wojsku, bo to zawsze za sobą pociąga zagrożenie. Kilka lat temu do mnie, jako prorektora prywatnej szkoły wyższej, zgłosił się pułkownik, który również był prokuratorem i zajmował się zorganizowaną przestępczością gospodarczą w wojsku. Czuł się zagrożony, miał wyraźne sygnały, żeby zaprzestał pewnych spraw. Opowiedział o tym, z jakiego powodu ta spirala napięcia i stresu w nim przekroczyła granicę wytrzymałości. Oczywiście oględnie, bo wszystko to są tajemnice wojskowe, ale nawet te oględne opowieści spowodowały, że włosy mi się na głowie jeżyły. Chodzi tam o wielkie interesy. Budżet i tak już pomniejszonego i reformującego się wojska, w porównaniu z innymi wymiarami życia społecznego, choćby takimi jak nauka, jest przeogromny. Tam są frukty, a jak są frukty, to są i hieny, które się czają na wielki pieniądz. Nie wątpię, że płk Przybył poddany był niesamowitej presji z różnych stron, prowadząc tego typu sprawy. Część tych spraw przecież zakończył z powodzeniem. Wniosek z tego, że jest człowiekiem niezwykle honorowym, lojalnym i oddanym sprawie. Nie uległ. Ale to się odłożyło na psychice. Uznał, że należy przeciąć ten węzeł gordyjski. Ale swoim czynem dał otwartą drogę swojemu przełożonemu prokuratorowi Parulskiemu, żeby ten bezpośrednio zaatakował prokuratora generalnego. W aurze, że dzieje się tak strasznie, iż jeden z moich ludzi podejmuje próbę samobójczą. Tylko że większość komentatorów, ani - co się za chwile okaże - opinii publicznej tego nie kupiła.

Czytaj też:Samobójstwa i pojedynki: Między patosem a komizmem, między honorem a teatrem
Podobnie dzieje się z ludźmi w korporacjach, gdzie gra toczy się o wielkie pieniądze, a oni poddawani są naciskom, znajdują się w sytuacji presji?
Tam jednak nie ma zagrożenia zdrowia i życia własnego oraz rodziny. Choć płk Przybył pozwolenie na broń dostał, zanim został prokuratorem, to wierzę, że czuł się osobiście zagrożony i być może zagrożona była jego rodzina. Tu nie chodzi wyłącznie o to, że grozi bankructwo firmy, ale że mamy do czynienia z krypto- albo jawną mafią, która jest gotowa na wszystko. Jeśli ktoś staje na jej drodze, jest gotowa zabić albo porządnie postraszyć. Akurat tę część wypowiedzi samego płk. Przybyła przyjmuję za prawdę. Tym się różni od menedżera, dyrektora firmy komercyjnej, która działa na rynku i ktoś z innej firmy kopie pod nią dołki.

Czytaj też:Miodowicz o płk. Przybyle: Dewaluacja prób samobójczych, tragikomedia...

Może ta demonstracja płk. Przybyła wynika z tego, że dla niego praca była najważniejsza i jeśli coś się w niej wali, to oznacza koniec.
Zgodziłbym się z panią, gdybym traktował to, co on zrobił, jako rzeczywistą chęć odebrania sobie życia. Ale ja tego tak nie widzę. To prawda, że ludzie poddawani są różnym naciskom, stresom, tylko że różnią się poziomem odporności. Jedni w takich sytuacjach widzą przed sobą czarną dziurę i żadnego wyjścia, jak tylko strzelić sobie w łeb, a inni uważają, że to nie jest sytuacja bez wyjścia i nawet jeśli do siebie strzelają, to nie w głowę, ale w policzek. To jeden ze sposobów, aby się w miarę w całości wydostać z tej matni. I to jest przypadek płk. Przybyła, a nie desperata, któremu grozi bankructwo, rozwód, narkomania dzieci i który nie widzi przed sobą żadnej przyszłości. Cała kariera płk. Przybyła dowodzi tego, że nie jest to człowiek o nadmiernej wrażliwości. Jego próg tolerancji stresu jest prawdopodobnie zdecydowanie wyższy niż mój czy pani.

Czytaj też:Jak pułkownik Przybył rozpętał wojnę w polskiej prokuraturze

Nam w sytuacjach skrajnych nie przychodzi do głowy sięgać po broń.
Nie przychodzi to do głowy większości ludzi. Odnosząc się do pani słów, że samobójstwa popełniają ludzie, którzy mają jakiś defekt psychiczny, wynikający albo z uzależnienia od alkoholu, narkotyków, albo z głębokiej depresji - tym charakteryzuje się zdecydowana większość samobójców. O ile mi wiadomo, płk Przybył nie był alkoholikiem, nie był w głębokiej depresji, nie miał dramatycznych sytuacji życiowych poza niedopowiedzianym zagrożeniem ze strony tych, których interesy naruszał, prowadząc śledztwa. Nie spełnia kryteriów człowieka, który się poddaje. On się, moim zdaniem, nie poddał.

To dlaczego to zrobił?
Poza prawdziwymi samobójcami, którzy nie zawsze giną, ale prawdziwie próbują odebrać sobie życie, wiele prób to zwykłe manifestacje: Wieszam się, ale liczę, że za chwilę wrócisz do domu, odetniesz sznur i mnie uratujesz, a w związku z tym zmienią się relacje między nami, albo: Wreszcie przejrzą na oczy ci, którzy mnie krzywdzili. Ludzie tak naprawdę nie chcą się rozstać ze swoim życiem, tylko chcą zmienić zachowania innych, pokazać, że dłużej już tak się nie da, że inni powinni bardziej się nimi zaopiekować, może bardziej współczuć, może wycofać oskarżenia, zmienić swój stosunek do nich. I oczywiście tu też mamy z tymi elementami do czynienia. Ale płk Przybył nie miał intencji typu: Liczę na to, że mnie za chwilę ktoś odetnie. Chodziło o nagłośnienie problemów.

Czytaj też:Samobójstwa i pojedynki: Między patosem a komizmem, między honorem a teatrem
Jakie korzyści może odnieść?
One już są. Prezydent spotkał się z Seremetem i Parulskim, powiedział, że brakuje jasnej wizji prokuratury w Polsce, co sprawia, że niepewnie czują się prokuratorzy wojskowi. W pewnym sensie prezydent stanął w obronie tych racji, które reprezentował płk Przybył. Dyskusja publiczna nabierze tempa. W jakimś momencie zajmie się tym Sejm. Opozycja chce odwołać Stefana Niesiołowskiego, dlatego że się nie zgodził na zwołanie Komisji ds. Obrony Narodowej, której jest przewodniczącym. Pułkownik Przybył uruchomił kulę śniegową i o to tak naprawdę chodziło. Teraz wszyscy będą się zajmować prokuraturą wojskową, tym, jak jest krzywdzona, w jak trudnej jest sytuacji, a ile spraw wyjaśniła, ile milionów złotych wróciło albo może dzięki niej wrócić do budżetu. Efekt został osiągnięty. Z punktu widzenia tych, których interesy reprezentuje, sam płk Przybył przestaje być istotny. Nieważne, co powie w pierwszych rozmowach z dziennikarzami. Liczy się, że dokonał aktu, który stał się symbolem otwierającym dyskusję.

Czytaj też:Miodowicz o płk. Przybyle: Dewaluacja prób samobójczych, tragikomedia...

Życie przeciętnych ludzi też przynosi sytuacje, w których tak im źle, że tylko palnąć sobie w głowę. Co zrobić, żeby nie dać się zwariować?
Jakieś 99 proc. ludzi ma na tyle silny instynkt zachowawczy i na tyle silną wolę życia, że nic nie jest w stanie skłonić ich do zamachu na własne życie. I ta przeogromna większość w najtrudniejszych sytuacjach życiowych, gdy już wszystko się wali i pali, i nie ma żadnych racjonalnych przesłanek, aby wierzyć w lepszą przyszłość, jakoś jest w stanie się wygramolić z czarnej dziury. Po pierwszym szoku większość tych pognębionych przez los wraca do równowagi psychicznej, jest w stanie przystosować się o klasę czy dwie niższe niż poziom, z jakiego spadli. Trwają przy życiu, bo tak funkcjonuje ich psychika: Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Nie jest tak, że klęski życiowe od razu pachną ryzykiem odebrania sobie życia. Znikomy promil ludzi, głównie z powodów problemów psychicznych, w pewnym momencie podejmuje decyzję o tym, że dłużej już żyć nie może. W różnych kulturach różnie to wygląda. W muzułmańskiej prawie w ogóle nie ma samobójców. Powód jest jeden: Jeśli ty odbierzesz sobie życie, to cała twoja rodzina, ze wszystkimi przyszłymi pokoleniami, jest przeklęta i nie trafi do raju. To jest hamulec, który dodatkowo wzmacnia wolę życia i sprawia, że nawet w przypadku poważnych zaburzeń psychicznych wśród Arabów samobójstwa należą do rzadkości.

Nie ma obaw, że przypadek płk. Przybyła zarazi innych ludzi, aby w taki sposób radzili sobie z problemami?
Nie sądzę, aby znaleźli się jacyś naśladowcy. Większość nie potraktowała jego czynu poważnie, jako prawdziwej, realnej próby samobójczej. Ani w środowisku wojskowym, ani cywilnym nie będzie teraz wysypu samobójstw. Wypadek płk. Przybyła zakończył się groteskowo. Trudno naśladować groteskę.

Rozmawiała Anita Czupryn

Czytaj też:Samobójstwa i pojedynki: Między patosem a komizmem, między honorem a teatrem

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
GABRIEL
Skąd Pan wie Panie " POdode " kto tu występuje jako PO ? A może nikt nie należy do PO z tych którzy
tu wyrazili swoje opinie ?
G
GABRIEL
Wielokrotnie wypowiadałem się na różnych stronach Internetu w sprawie płk. Przybyły. Również na tej stronie.
Jednak muszę zwrócić uwagę na dwa wątki, a mianowicie :
1/ płk. Przybył oświadczył, że chciał popełnić samobójstwo, a jednocześnie przed wyjazdem do Szpitala
w Bydgoszczy oświadczył, że bardzo żałuje tego co zrobił, jest to dość znamienne,

2/ jeżeli prawdą jest, że płk. w toku prowadzonych spraw ujawnił " przekręty na gigantyczne kwoty " to
wiedząc o takiej sytuacji Pan Generał Parulski co uczynił, aby " ruszyć tą bryłę " skutecznie do przodu,
w jaki sposób wspomagał płk. Przybyła, aby ten nie uległ psychicznemu załamaniu ? Przecież z całej sytuacji miałoby wynikać, że płk. Przybył natrafił na " ścianę płaczu ".
Wydaje mi się, że to są istotne wątki warte zastanowienia i ewentualnego przeanalizowania.
Na marginesie uważam, że Płk. nie należy skrzywdzić i należy pomóc wyjść z dołka psychicznego.
a
aisug
Przybył znalazł wspaniały sposób na wymontowanie się z prokuratury wojskowej, na umycie rączek od sprawy smoleńskiej i ośmieszenie swojego zwierzchnika Parulskiego. Pogratulować pomysłowości, to sztuka zrobić z siebie psychola
Do roboty i Parulskiego nie wróci , PO-wska i ruska mafia dadzą mu spokój jako psycholowi i będzie se chłopina spokojnie żyła, dobrze, prokuratorsko uposażona, wypinając d... na Parulskiego i spółkę. Brawo !!!!!
W
W
Miało być -Cezar. Przepraszam.
W
Widukind
albowiem wszystko powiedział Cesar. Pozdrawiam, zacny człowieku.
P
POdode
Spadaj towarzysz ze swymi POżytecznymi "mądrościami". Ludzie mają swój rozum.
z
zoocjolog
cd. artykułu: między komunizmem, cynizmem i komizmem... mieści się ten pseudouczony.Szkoda czasu na czytanie bzdur...
s
szalom
to obrońca reżymu POstkomunistczego,to jeden z obrońców sitwy złodziejskiej rządzacej w Polsce.
c
cezar
Zapoczątkowana zatrzymaniem generała Czempińskiego wojna na górze między okupującymi nasz nieszczęśliwy kraj bezpieczniackimi watahami zatacza coraz szersze kręgi. Przypomina to pojedynek dalekonośnych artylerii; haratani są i jedni, i drudzy, ale z odległości tak dużej, że wszystkie eksplozje sprawiają wrażenie przypadkowych.

Jeszcze nie zakończyła się w MSW rzeź schetyniątek, a już słychać, że w Ministerstwie Środowiska ktoś pociągnął smykiem po ludziach Ryszarda Krauzego. Jakby tego było za mało, pułkownik Mikołaj Przybył, co to usiłował popełnić samobójstwo, powiedział dziennikarzom otwartym tekstem, że nasza niezwyciężona armia jest żerowiskiem dla zorganizowanej przestępczości. A to ci dopiero nieprzyjemna siurpryza! Któż w takim razie obroni nas przed zorganizowaną przestępczością? Czy jednak takim żerowiskiem jest tylko nasza niezwyciężona armia? A reszta nieszczęśliwego kraju, to co? Przecież III Rzeczpospolita została pomyślana i zaprojektowana jako właśnie żerowisko dla "człowieków honoru" i ich zagranicznych protektorów - zaś lewica laicka otrzymała koncesje na piastowanie zewnętrznych znamion władzy, by "człowiekom honoru" stworzyć parawan w postaci demokratycznej fasady. Tedy niezwyciężona armia to tylko wierzchołek góry lodowej!

Więc kiedy na skutek eskalacji wojny na górze najważniejsi prokuratorzy na oczach całej Polski ściągają sobie nawzajem kalesony, a zdegustowany tym widowiskiem prezydent Komorowski, który sam przecież też widział już niejedno, chce zainteresować tą sytuacją tubylczy, pożal się Boże, "parlament", trzeba postawić sobie pytanie, czy jest w naszym nieszczęśliwym kraju jeszcze cokolwiek cieszącego się powszechnym szacunkiem?
Dodaj ogłoszenie