Czapiński: Polacy cały czas tyrają, w pracy jesteśmy jak mrówki. To nas ratuje w czasie kryzysu

Redakcja
Prof. Janusz Czapiński
Prof. Janusz Czapiński Fot. Polskapresse
- Mimo problemów zachowaliśmy taki biologiczny wręcz instynkt parcia do przodu. Nie zwracamy uwagi na przeszkody, nie przejmujemy się deficytem, wzrostem ceny franka czy paliwa na stacji. Trudno, to minie - myślimy i orzemy dalej - mówi socjolog prof. Janusz Czapiński w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

W swoim programie wyborczym Platforma Obywatelska chwali się, że podczas czterech lat jej rządów wzrosło zaufanie Polaków do siebie. Czy Pana "Diagnoza społeczna" potwierdza tę obserwację?
Nie. Według moich badań zaufanie Polaków do siebie jest dokładnie takie samo jak dwa lata temu. Tak samo niskie - zaledwie 13 proc. Polaków deklaruje, że ufa innym.

Ma Pan pomysł, jak to poprawić?
To trudne wyzwanie, gdyż ten brak zaufania jest niejako wpisany w polską kulturę. Jeszcze w latach 90. miałem nadzieję, że jak Polacy gwałtownie zaczęli szturmować bramy wyższych uczelni, to przełoży się to na wzrost zaufania między nami - bo badania pokazywały, że istnieje korelacja między wykształceniem a poziomem ufności. Niestety, tak się nie stało. Wprawdzie błyskawicznie zaczęło nam przybywać osób z wyższym wykształceniem - na marginesie, uważam, że to największa zdobycz cywilizacyjna Polski ostatnich lat - ale w żaden sposób nie przełożyło się to na wzrost poziomu zaufania. Wprawdzie odsetek osób ufających innym minimalnie wzrósł w przeciągu kilku lat, ale nie została przekroczona masa krytyczna. A bez tego nie ma szans zbudować społeczeństwa obywatelskiego, którego w kraju bardzo nam brakuje.

Całej najnowszej "Diagnozy społecznej" jeszcze Pan nie ujawnił...
Ujawnię 28 września.

...ale jedna liczba jest już znana. 80 proc. Polaków uważa się za szczęśliwych. To rekord - a jednocześnie nie zmienia się poziom zaufania. Czy można nas uznać za nację szczęśliwych egoistów?

Diagnoza na dziś jest optymistyczna. Ale prognozy są bardziej ponure. Jeśli nie zaczniemy sobie ufać, możemysię znaleźć na peryferiach świata. Bo bez zaufania nie ma innowacji

Można osiągnąć sukces - przynajmniej na miarę własnych aspiracji - czuć się zadowolonym, a jednocześnie być patologicznym indywidualistą, stawiać wielki mur oddzielający nas od sąsiadów. Jedno nie wyklucza drugiego. Nie tylko otwarcie na drugiego gwarantuje nam szczęście. Tym bardziej że Polacy potrafią zdobywać przyjaciół, ufają członkom własnych rodzin. To całkiem solidne wsparcie społeczne - i uśmiech współpasażera w przedziale pociągu nie jest nam potrzebny. Wystarczy nam obraz uśmiechniętej żony. To zresztą nic nowego. Polacy właściwie zawsze byli indywidualistami. I to będzie trudno zmienić w przyszłości. Ale trzeba też pamiętać, że indywidualizm nie zabija odruchów społecznych, co widać chociażby po przykładzie Stanów Zjednoczonych. Przecież to społeczeństwo jest niesłychanie zindywidualizowane, a jednak ma ono odruch otwierania się na innych w najróżniejszych sytuacjach. Amerykanie umieją ze sobą współpracować - a bez tej umiejętności nie powstałaby na przykład Dolina Krzemowa.

My też marzymy o tym, by tego typu rozwiązania powstały w Polsce. Coraz częściej słychać głosy, że bez bardziej innowacyjnej gospodarki nasz rozwój stanie w miejscu.
Tyle że działając samodzielnie nigdy nie uda się stworzyć czegoś innowacyjnego. Dlatego do dalszego rozwoju niezbędny jest kapitał społeczny. Proszę spojrzeć na tak głośny wynalazek jak niebieski laser. Owszem, wynalazł go Polak. Ale na rynkach światowych opatentują go pewnie Amerykanie. Podobnie będzie z grafenem. Nieważne, że to polscy fizycy opracowali technologię pozyskiwania jego dużych fragmentów. Zarabiać na tym będą ci, którzy będą umieli tę technologią zastosować w przemyśle. My tego nie umiemy. Tak jest cały czas. W Polsce zdarzają się perły, samorodki, które umieją dokonać ważnego odkrycia. Ale aby przekuć ten wynalazek w produkt, trzeba pracy zespołowej. Pod tym względem leżymy na całej linii.

*CZYTAJ TEŻ:
\

Czapiński: Polska szybko uczy się populizmu

* Czapiński: To Kaczyński stworzył wojnę plemion. Więcej nas łączy
* Czapiński: To wszystko jest ulotneZatrzymajmy się na chwilę na tym wyjątkowo wysokim odsetku szczęśliwych Polaków. Do tej pory myśleliśmy o sobie jako o narodzie wiecznie niezadowolonym, narzekającym niemal na wszystko. Co takiego się stało, że nagle staliśmy się tak zadowoleni z życia?**
To efekt przyrostu zamożności indywidualnej. W latach 2007-2009 wzrosła ona realnie o 22 proc., a między 2009 a 2011 o kolejne 3,5 proc. Widać, że ten wzrost hamuje. Mimo to w tym okresie hamowania mocno wzrósł dobrostan psychiczny, poczucie szczęścia, zadowolenie z życia, nawet satysfakcja z wysokości dochodów. To znaczy, że Polacy przykroili aspiracje do rzeczywistości.

Innymi słowy, uznaliśmy, że więcej i tak nie osiągniemy, więc zaczynamy się cieszyć tym, co mamy?
Nie. Polacy cały czas tyrają. Nie straciliśmy motywacji, ciągle się nie oszczędzamy, w pracy jesteśmy jak mrówki. Właśnie to nas ratuje w czasie kryzysu. Mimo problemów zachowaliśmy taki biologiczny wręcz instynkt parcia do przodu. Nie zwracamy uwagi na przeszkody, nie przejmujemy się deficytem, wzrostem ceny franka czy paliwa na stacji. Trudno, to minie - myślimy i orzemy dalej.

To na czym polega to dostosowanie naszych aspiracji do rzeczywistości, o którym Pan mówi?
Polacy są narodem racjonalnym, twardo stąpającym po ziemi. Widzimy, co się dzieje dookoła, że to nie jest ta pogoda, jaka panowała w latach 2006-2008. Coś się zmieniło. Ceny rosną w sposób niezależny od nas. Nie ma więc sensu walić głową w mur, kłaść się do łóżka z depresją. Motywacji do życia Polakom nie brakuje.

Kiedy nam jej zabraknie? Jak długo będziemy przeć do przodu? Spotkałem się kiedyś z teorią mówiącą, że kraje, które dokonały u siebie radykalnej transformacji ustrojowej, później przez 20-30 lat mają dodatkową energię, bodziec do ciężkiej pracy. U nas minęło już ponad 20 lat od przełomu. Czy więc należy się spodziewać, że najpóźniej w 2019 roku rezerwy energii w Polakach się skończą?
Nie, nie odnoszę wrażenia, że Polacy się wypalają, opada w nas rewolucyjny zapał. Problem tkwi gdzie indziej. Widać, że powoli tracimy przewagi konkurencyjne, które przez ostatnie 20 lat napędzały naszą gospodarkę. Kluczowe były dwie kwestie: niskie koszty i wysokie kwalifikacje. One sprawiały, że zagraniczny kapitał ciągnął do nas jak pszczoły do nektaru. Zachodnie korporacje wykupywały polskie przedsiębiorstwa albo otwierały własne. Inwestowali u nas na potęgę, bo widzieli, że to się opłaca. To napędzało nasz kraj. Przy tej okazji powstały typowo polskie małe firmy. Wiele z nich odniosło lokalny sukces, choć właściwie żadna z nich nie próbowała nawet wypłynąć na międzynarodowe wody.

Rozmawiał Agaton Koziński

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

*CZYTAJ TEŻ:
\

Czapiński: Polska szybko uczy się populizmu

* Czapiński: To Kaczyński stworzył wojnę plemion. Więcej nas łączy
* Czapiński: To wszystko jest ulotne**

Wideo

Dodaj ogłoszenie