Cywilizacyjny reaktor

Grzegorz Kostrzewa-Zorbas
W naszych czasach tylko Ameryka ma zdolność samodzielnego wpływania na kształt świata. Unia Europejska jest za mało sprawna i zbyt podzielona, aby przejąć rolę Stanów - pisze Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, politolog i publicysta.

Zmienić życie wszystkich ludzi na ziemi, wpłynąć na to, co każdy człowiek robi od przebudzenia do zaśnięcia, wstrząsnąć wszystkimi społecznościami małymi i dużymi, od rodzin i kół przyjaciół po korporacje, narody i cywilizacje - takie może być marzenie szaleńca opętanego manią wielkości. Ale taki może również być opis faktów. Taki właśnie jest opis wpływu, który na ludzkość wywiera od przełomu XX i XXI wieku internet - wynalazek amerykański.

Wymyślony w piwnicy Pentagonu internet miał inny cel - wojenny. Pajęczyna połączeń między komputerami służyła zachowaniu potencjału naukowego i militarnego Ameryki nawet po masowej wymianie ciosów atomowych ze Związkiem Sowieckim czy Chinami. Mimochodem powstała pajęczyna połączeń między ludźmi świata - największa globalna rewolucja cywilizacyjna od czasu Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Co więcej, rewolucja pokojowa. Nic porównywalnego nie potrafiła dokonać Europa ani Japonia, ani nikt inny.

W naszej epoce tylko Ameryka ma zdolność samodzielnego zmieniania świata, na dobre lub na złe. To wyróżnia Stany Zjednoczone mocniej niż fakt, że Amerykanie zdobywają mniej więcej połowę Nagród Nobla, a amerykańskie uniwersytety zajmują większość czołowych miejsc w rankingach światowych. Albo fakt, że amerykańskie nakłady na zbrojenia równają się w przybliżeniu sumie nakładów reszty państw świata.

Krytyka Ameryki - i krytyka najostrzejsza, i krytyka najbardziej wnikliwa - rozlega się najczęściej z samej Ameryki. Najostrzejsza, z jakiej słynie Noam Chomsky, wini Stany Zjednoczone między innymi za atak terrorystyczny Al-Kaidy na Nowy Jork i Waszyngton z 11 września 2001 roku. Nie głosi teorii spiskowej, lecz odpowiedzialność ideologiczną i polityczną Ameryki za stan świata i za prowokowanie antyamerykanizmu.

Krytyka najbardziej wnikliwa, rozwijana zwłaszcza przez amerykańskich politologów, stworzyła katalog błędów i słabości amerykańskiej polityki zagranicznej i strategii wojskowej. Ostrzega między innymi przed lekceważeniem różnic kulturowych - i kiedyś w Wietnamie, i teraz w Iraku czy Afganistanie. Krytyka nie oszczędza polityki wewnętrznej, społecznej, gospodarczej. Siłą amerykańskiej cywilizacji, w tym systemu politycznego, nie jest doskonałość, lecz zdolność do widzenia błędów i do prób naprawy o własnych siłach. Tej zdolności Polsce i całej Europie potrzeba tak samo jak internetu.

Unikalność Stanów Zjednoczonych bierze się przede wszystkim stąd, że zgromadziły największy w świecie spójny zasób kapitału ludzkiego. Spójny, mimo że pochodzi z całego świata i sprowadza do Ameryki jego różnorodność. Znajduje jednak na ziemi amerykańskiej wspólny język, dosłownie i w przenośni - w postaci wydajnego systemu zdolnego do samoregulacji. W rezultacie powstał nie chaos, lecz reaktor cywilizacyjny, większy nawet od tych, jakimi w historii były imperia chińskie, helleńskie i rzymskie czy Francja i Wielka Brytania za swoich dawnych wieków złotych.

Unia Europejska jest dziś za mało sprawna i zbyt podzielona, aby przejąć rolę Stanów Zjednoczonych w świecie. Nie wypracowała wspólnego języka. Liczne narody Europy słabo czują wspólną tożsamość cywilizacyjną i polityczną, a miliony imigrantów z innych kultur słabo wrastają w stare zamknięte społeczeństwa. Europa osiągnie podobną do amerykańskiej jedność - i masę krytyczną reaktora - najwcześniej za pokolenie lub raczej kilka pokoleń, lub nigdy.

Chiny są w większości jednolite, ale zamknięte kulturowo i poddane istotnym ograniczeniom niedemokratycznego ustroju. Indie, chociaż demokratyczne, dzielą wiele słabości i z Europą, i z Chinami. Japonia, Rosja, kraje arabskie i islamskie, latynoamerykańskie i afrykańskie mają potencjał własny oczywiście zbyt nikły do roli centrum świata.

Jeżeli spróbujemy odgrodzić się od cywilizacyjnych wpływów Ameryki, dosięgną nas i tak - przez Europę, Azję i inne kontynenty i regiony kulturowe, z Rosją, Chinami i Indiami włącznie. Idee, wzory i wynalazki amerykańskie docierają do Polski często za pośrednictwem zachodniej Europy, która zwykle przyjmuje je łatwiej i szybciej. To, co europejskie - nawet to, co unijne - bywa w rzeczywistości z pochodzenia amerykańskie.

Odciąć się od Ameryki można byłoby, tylko odcinając się od świata. Realny wybór jest między czerpaniem kulturowej energii Ameryki z pierwszej ręki - albo z drugiej ręki, często po przepuszczeniu przez cudzy filtr lub w postaci taniej imitacji. Lepiej czerpać bezpośrednio, mieć gwarancję autentyczności i samemu wybierać, co chcemy przyjąć, co odrzucić w całości, a co dostosować do naszych potrzeb i warunków.

Polska nie stoi wobec konieczności wyboru między Europą a Ameryką. Dla kraju europejskiego taki wybór nie jest w ogóle możliwy. W Europie i tylko tu jesteśmy współgospodarzami i sprawujemy współwładzę. Obywatele RP są obywatelami UE i mają prawo wyboru Parlamentu Europejskiego i pośrednio innych władz unijnych, nie Kongresu i prezydenta USA. Być wewnątrz Unii Europejskiej jako jej współgospodarz, a być zamorskim partnerem i sojusznikiem Stanów Zjednoczonych to jakości nieporównywalne i niesprzeczne. Możemy korzystać z jednego i drugiego naraz bez ryzyka pomieszania i straty.

Trzeba oddzielić stosunek do kultury i społeczeństwa amerykańskiego od stosunku do zmiennych władz Stanów Zjednoczonych i do ich bieżącej polityki zagranicznej, wojskowej czy handlowej. Cywilizacja jest głębsza i trwalsza. Przeżyje wszystkie polityczne zwroty i błędy.

Warto nieprzerwanie korzystać z cywilizacji, nawet gdy odrzuca się politykę. Więź cywilizacyjna nie może być własnością i zakładnikiem rządów, partii i partyjnych ideologii. Ani prawicy, ani lewicy. Ani prezydenta George'a W. Busha czy senatora Johna McCaina, ani - z drugiej strony - senatora Baracka Obamy.

Jakie są alternatywy? Nie wyjdziemy u boku Rosji czy państw azjatyckich poza krąg cywilizacji zachodniej. Unia Europejska nie daje nikomu alternatywy w sprawach bezpieczeństwa - być może uzyska samowystarczalność za 25 lub więcej lat - a w sprawach innych jest nie alternatywą, lecz podstawą naszego miejsca w świecie.

Najciekawsze dla Polski jest kreatywne napięcie kulturowe między Europą i Ameryką. W dziedzinach tak kluczowych jak prawa człowieka czy solidarność międzynarodowa Ameryka czasem wyprzedza Europę, a Europa czasem wyprzedza Amerykę, jak nieraz wyprzedzała i inspirowała w wielkim cyklu historycznym rozwoju i dojrzewania Zachodu. Ta rywalizacja służy wszystkim, także reszcie świata. Wolność słowa wyżej stoi w Stanach Zjednoczonych - krytyk ostry jak Noam Chomsky miałby w wielu krajach Unii Europejskiej kłopoty z cenzurą i sądami.

Wartość życia ludzkiego wydaje się być wyższa w Europie, która zniosła karę śmierci i ostrożniej używa siły zbrojnej w stosunkach międzynarodowych. Istotnych różnic, sporów i wzajemnych inspiracji jest dużo więcej. Napięcie oznacza energię. Taka energia jest cenniejsza od elektryczności, gazu czy ropy. Z pełną świadomością naszej europejskości czerpmy z cywilizacyjnego reaktora Ameryki i z wysokich napięć atlantyckich.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie