Cud nad Wisłą na wielkim ekranie: "Bitwa Warszawska 1920 roku" Jerzego Hoffmana

Redakcja
Budżet filmu Jerzego Hoffmana wyniósł ponad 27 mln zł. To rekord polskiej kinematografii
Budżet filmu Jerzego Hoffmana wyniósł ponad 27 mln zł. To rekord polskiej kinematografii mat. prasowe
W piątek do kin wchodzi "Bitwa Warszawska 1920", pierwsza polska superprodukcja batalistyczna w trójwymiarze. Obraz nie rości sobie prawa do bycia wykładnią rodzimej martyrologii ani historycznym brykiem dla wycieczek szkolnych. To efektowna propozycja dla kinomanów, którzy odwiedzają sale kinowe, by przez półtorej godziny dobrze się bawić - pisze Tadeusz Żarek

Pojawiające się tu i ówdzie głosy, że Jerzy Hoffman zamienił "Bitwę Warszawską 1920" w ekranowy landszaft, odbiegający od historycznej narodowej wykładni, brzmią cokolwiek egzotycznie. Ta batalistyczna superprodukcja nie rości sobie bowiem prawa do bycia wykładnią rodzimej martyrologii ani historycznym brykiem dla wycieczek szkolnych. To efektowna propozycja dla kinomanów, którzy odwiedzają sale kinowe, by przez półtorej godziny dobrze się bawić. To wreszcie pierwszy na taką skalę polski film w technice trójwymiarowej, który można pokazywać na świecie bez obawy, że nie zostanie zrozumiany nawet przez tych, którzy nie mieli okazji studiować polskiej historii.

Czytaj też:Pokaz filmu "1920 Bitwa Warszawska" - pierwszego polskiego obrazu w 3D

Stąd w "Bitwie..." akcenty zostały postawione bez dodatkowego skomplikowania, a akcja jest klarowna: my jesteśmy ci dobrzy, bronimy Europy przed bolszewikami, a oni są źli i trzeba zrobić wszystko, aby dać im odpór. Widz nie musi się orientować w specyfice sporów endecko-piłsudczykowskich sprzed 90 lat. Wystarczy, że wie, że armaty strzelają w słusznej sprawie, piechota nastawia bagnety bez światopoglądowych wahań, a kawaleria galopuje zgodnie z sumieniem. Ów widz jest zatem - niczym w westernie - świadkiem starcia dwóch światów, z których jeden jest dobry, a drugi zły. Etycznymi przewodnikami będą dla niego perypetie Janka (Borys Szyc) i Oli (Natasza Urbańska), sympatycznej pary, której losy stanowią oś rozgrywającej się przed naszymi oczyma opowieści.

Że to proste i zbyt lekko obchodzące się z dramatycznymi wydarzeniami z sierpnia 1920 roku? Owszem, ale też czasy tworzeniu "kina edukacyjnego" nie są dzisiaj sprzyjające. Jeśli "Bitwa ..." skłoni kogoś po sięgnięcia po książki i materiały historyczne - to dobrze. Jeśli nie, też nic się nie stanie, bowiem bez wiedzy o tym, że w 1920 roku Józef Piłsudski dokonał genialnego manewru znad Wieprza, ludzkość też może żyć. "Myślę, że z żadnego filmu nie należy uczyć się historii" - twierdzi reżyser "Bitwy...". Ma rację, oglądajmy porywające widowisko na trójwymiarowych ekranach, a dyskusję o tym, czy rację miał lord d'Abernon, awansujący starcie z bolszewikami pod Warszawą na osiemnastą w hierarchii ważności bitwę w dziejach, zostawmy sobie na długie nocne Polaków rozmowy.

Czytaj też:Natasza Urbańska: Jerzy Hoffman to wymarzony reżyser

Jerzy Hoffman wymyślił swoją "Bitwę...", opierając się na sienkiewiczowskim schemacie, w którym efektowna batalistyka splata się z losami głównych bohaterów. Takie traktowanie filmowej materii sprawdziło się doskonale przy jego "Trylogii" i zapewne sprawdzi się także teraz. Nikt raczej nie pozostanie obojętny na perfekcyjną robotę zdjęciowca Sławomira Idziaka, od którego zależała plastyczna strona filmu. Pędzące szwadrony, terkocące czołgi i zapierające dech w piersiach plenery, na tle których do walki stanęło ponad sześć tysięcy statystów, to naprawdę może się podobać. Każdy również obdarzy sympatią piękną i ofiarną Olę, nie mówiąc już o Janku, który przejdzie swoją gehennę w okopach, a potem w niewoli u wrażych najeźdźców. Obsada aktorska to zresztą jedna z mocniejszych stron filmu: oprócz Urbańskiej i Szyca na ekranie pojawiają się m.in. Ewa Wiśniewska (Ada), Daniel Olbrychski (Piłsudski), Bogusław Linda (Wieniawa).

I nie sposób nie odnieść wrażenia, że właśnie efektownością i plastycznością "Bitwa Warszawska" szybciej znajdzie sobie miejsce w świadomości widzów niż pieczołowitym odtwarzaniem historycznych detali. Przecież ten film to spóźniony ukłon w stronę historii, która potraktowała Polskę w 1920 roku nader łaskawie. Jeśli więc porwaliśmy się na superprodukcję o tamtych czasach, lepiej, żeby była ona porywająca niż nudna. Istnieje bowiem szansa, że będzie ją chciało obejrzeć więcej ludzi niż tylko garstka sfrustrowanych, wiecznie szukających dziury w całym historyków.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
selen

Jeśli to nie film historyczny, a ma bawić to po co brać taki temat? Może lepiej jakaś historyjka wyssana z palca w 3d jak Avatar?

A jeśli sięga się do historii to trzeba to zrobić porządnie i zgodnie z prawdą albo wcale.

Mam propozycje co myślicie o zabawnym filmie historycznym (niezgodnym z prawdą historyczna) w 3d np o Auschwitz albo innym obozie zagłady?

Jakieś propozycje? Ja na początek proponuję zmienić narodowość okupanta na Polaków i tak nikt na zachodzie się za bardzo nie zorientuje ale za to ubaw będzie w 3D po pachy po prostu.

Dodaj ogłoszenie