Co zapisywał Białoszewski w swym tajnym dzienniku?

Bożydar Brakoniecki
Miron Białoszewski, "Tajny dziennik", wyd. Znak, Kraków 2012, premiera 23.02
Miron Białoszewski, "Tajny dziennik", wyd. Znak, Kraków 2012, premiera 23.02
W lutym do księgarń trafi "Tajny dziennik" Mirona Białoszewskiego, sensacyjnie zapowiadane literackie wykopalisko, zapis duchowych przeżyć jednego z najoryginalniejszych polskich pisarzy i artystów.

Właśnie mija kilkudziesięcioletni okres karencji, kiedy to zapiski Białoszewskiego nie mogły być opublikowane. O ich domniemanej zawartości, przynajmniej od trzech dekad (pisarz zmarł w 1983 roku) krążyły po Polsce sensacyjne plotki. Czy zatem "Tajny dziennik" zaspokoi ciekawość wielbicieli autora "Obrotów rzeczy"?

Czytaj też:Rzewna ballada o niespożytym Broniewskim

W "Tajnym dzienniku" nie ma sensacji. To raczej intymny zapis zmagań pisarza z otaczającym do światem

Tom zamyka się między Wigilią 1978 roku a kwietniem roku 1983 i jest bardzo osobistym zapisem zmagań artysty z nieprzyjaznym światem. Jak pisze we wstępie do książki Tadeusz Sobolewski, Białoszewski po olbrzymim sukcesie "Pamiętnika z powstania warszawskiego" (ukazał się w 1970 roku) po raz pierwszy dysponował sporymi pieniędzmi. Wydawał je głównie na książki, płyty i wyszukane prezenty dla bliskich i egzystencję, podpatrzoną u francuskich surrealistów.

Prócz tego pomieszkiwał w małym mieszkanku z kuchnią (do obszerniejszego, na ulicę Lizbońską, przeprowadził się dopiero w 1976 roku), nieustannie pisał, stawiał się na przesłuchania u stosownych organów inwigilujących środowisko twórcze, toczył cichą walkę z administracją, starał się nie rzucać w oczy światu. "To siadam, to chodzę po mieszkaniu. Po trzech pokojach, kuchni, ciemnym przedpokoju. Z jednej strony widok na ulicę. Z drugiej strony widok na podwórko" - zapisał lakonicznie 23 czerwca 1979 roku. Takie wpisy pojawiają się w "Dzienniku" niemal codziennie. Banalny zapis szarej codzienności wyalienowanego pisarza.

Czytaj też:Pérez-Reverte i zaproszenie do Kadyksu

Kto zatem spodziewa się po książce ujawnienia Bóg wie jakiej sensacji - zawiedzie się. Nie ma tu zbyt wielu uwag o neurastenii Białoszewskiego, jego nieprzystosowaniu do rzeczywistości, prawie brak odniesień do galopującej za oknami historii i jego zmagań z homoseksualizmem. Intymności odsłania najczęściej przy opisie wojaży, choćby wtedy, gdy zapisywał wrażenia z bytności w Stanach Zjednoczonych w 1982 roku. Duże wrażenie zrobiła na nim bytność w porno-shopach na Manhattanie, gdzie nie mógł się nadziwić pokazywanym tam różnopłciowym atrakcjom.

Ma rację Tadeusz Sobolewski, że "Dziennik" jest świadectwem samotności pisarskiej Białoszewskiego, a jednocześnie jego wielkiego apetytu na życie. Przy okazji ślubu kogoś ze znajomych zapisał: "Mnie takie uroczystości, obrządki są zupełnie obojętne. Ale ja jestem tak jakby poza nawiasem społecznym. Chciałem się poprawić: poza zawisem. Ale nie, ja właśnie jestem w zawiasie społecznym". Można powiedzieć, że w dokonywanej latami wiwisekcji swojej psychiki osiągnął mistrzostwo.

Czytaj też:Jak pogodzić literaturę noir z socjalizmem?

Pisał prawie do końca swoich dni ("Na placu Trzech Krzyży magnolie rozłożyły białe skrzydła"). Notatki urywają się 22 kwietnia, kiedy ponownie źle się poczuł i został przewieziony na oddział rehabilitacji Instytutu Kardiologii w Aninie. Zmarł nagle, w nocy z 17 na 18 czerwca, w domu Jadwigi Stańczakowej, niewidomej przyjaciółki, z którą dzielił życie przez wiele lat.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie