Co to znaczy: być dobrym ojcem? Tego się nie można nauczyć

    Co to znaczy: być dobrym ojcem? Tego się nie można nauczyć

    fragment książki

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Co to znaczy: być dobrym ojcem? Tego się nie można nauczyć

    ©skalekar1992/pixabay

    Miałem świadomość, że te dzieci są unikatowymi bytami, i to poczucie pozwoliło mi jeszcze bardziej się rozsmakowywać w tacierzyństwie - mówi Bartek Królik, muzyk, w rozmowie z Krzysztofem Skórzyńskim, dziennikarzem TVN24.
    Co to znaczy: być dobrym ojcem? Tego się nie można nauczyć

    ©skalekar1992/pixabay

    Życie faceta, któremu rodzi się dziecko, zmienia się w zależności od tego, jakim on jest ojcem, na ile chce być ojcem. Obaj pewnie znamy mężczyzn, którzy kompletnie nie uczestniczą w wychowaniu dzieci: są ojcami, ale ich w tym wszystkim nie ma. A jak się zmieniło twoje życie?
    Ja generalnie jestem bardzo obowiązkowy.

    Nietypowy muzyk.
    Możliwe. Cały czas mam poczucie, że nie jestem wystarczająco dobrym tatusiem.
    Że mógłbym poświęcać dzieciom więcej czasu, wkręcać się w to. Tak naprawdę rodzicielstwo jest jak inna dziedzina, jak inny zawód. Dodatkowy zawód. Wiem, że są tacy, których mentalnie nie ma w domu. Mnie żona nauczyła ileś tam lat temu bardzo „wnikać” w ludzi, w ogóle jarać się ludźmi, doceniać ich naturę, widzieć pewne cechy. I dostrzegać w tym fajność. Zacząłem się więc „wkręcać” w dzieci, co było naturalne, bo to jest moja krew, ale z drugiej strony miałem świadomość, że te dzieci są unikatowymi bytami, i to poczucie pozwoliło mi jeszcze bardziej się rozsmakowywać w tacierzyństwie. W obserwowaniu mechanizmów psychologicznych - tego, jak dziecko się zmienia, jak się buduje jako postać, jako człowiek, jako charakter.

    Czy twój świat stanął na głowie?
    Przyjąłem to naturalnie. Świat stanął na głowie ze względów fizycznych: ciągłe niewyspanie, nagła obecność innego człowieka w twoim domu. Wiesz, o co chodzi.

    Wiem doskonale. Trzecia osoba w sypialni.
    Budzisz się i ktoś tam jest obok. Leżymy z żoną i nagle słyszymy, że coś się rusza. Patrzymy na siebie, ktoś po prostu jest w naszym pokoju! (śmiech)

    A chwilę temu nie było!
    Ta fizyczność wybija cię z życia własnym życiem.

    Od początku zastanawiałeś się nad tym, jakim chcesz być ojcem, czy też przyjąłeś postawę: wchodzę na falę i zobaczę, co będzie?
    Wchodzę na falę i zobaczę, co będzie. Bo wiem, że mam tyle samo wad, co i zalet. Nie jestem idealny. W szkole nie uczą tego, jak być dobrym ojcem. Wiem jedno: dam dziecku to, co jest najlepsze, ponieważ kocham je i kocham swoją żonę - co jest też warte podkreślenia, bo wielu ojców może kochać swoje dzieci, ale rodzina im się nie udaje, rozstają się.

    Krzysztof Skórzyński książka


    Tobie się udało.
    Myślę, że fakt, iż wytrzymaliśmy wszystkie dotychczasowe próby, będzie działał coraz bardziej na plus.

    Te próby was zespoliły? To masz na myśli?
    Tak. Jesteśmy dziś z żoną zupełnie gdzie indziej niż kiedyś. Dążymy do poskramiania egoizmu, którego było dawniej dużo więcej, myślenia o sobie.

    Z twojej strony czy z żony?
    Tak naprawdę z obu stron. Każde ciągnie w swoją stronę. Każde jest trochę innym człowiekiem, wychowanym w innej rodzinie i innym środowisku, mówiącym nieco innym językiem i tak dalej. Ale z czasem widzę, że wszystko się dociera i że nasza rodzina ma po prostu sens.

    Wychowujesz swoje dzieci tak, jak ty zostałeś wychowany?
    Częściej obserwuję u mojej żony, że dzieci przechwytują jej zachowania. Ona z kolei widzi, że przechwytują moje, czego ja nie widzę. Tak to jest, że podświadomie wysyłamy pewne sygnały, które dzieci kopiują.

    A dzieci są niebywałymi obserwatorami. Widzą znacznie więcej, niż nam się wydaje.
    Rejestrują wszystko.

    Niesamowite to jest, prawda?
    Tak jak my skopiowaliśmy swoich rodziców i często się z tego leczymy, na przykład u psychologów. Nasze dzieci też mogą mieć z tym problem, a już na pewno te bardziej wnikliwe będą chciały dojść, jak to było w naszej rodzinie: jakie były relacje między ojcem a matką? Dlaczego takie? Co spowodowało deficyty emocjonalne u jednej i drugiej strony? Czy odbiły się na mnie jako dziecku, które jest dzisiaj rodzicem? Kółeczko się zamyka.

    A pilnujecie z żoną, żeby w domu nie kłócić się przy dzieciach? Bo u nas bywa z tym różnie.
    Nie da się. Mimo że sto razy uzgadnialiśmy, że nigdy nie będziemy się kłócić przy dzieciach, zdarza się to często. A to jest podobno podręcznikowy przykład, jak nie powinno się postępować, wychowując dzieci, żyjąc z nimi w domu. Mamy jednak wrażenie, tak samo jak każde pokolenie wstecz, że jesteśmy fajniejsi od naszych rodziców. Mamy inną świadomość, jesteśmy już gdzie indziej. I powiem szczerze, że rzeczywiście to, co proponują nasi rodzice naszym dzieciom, jest oderwane od rzeczywistości, w której żyjemy my z dziećmi. My naprawdę wiemy, w jaki sposób prowadzić dzieci trochę lepiej niż nasi rodzice. Co nie znaczy, że jesteśmy idealni ani że jesteśmy lepsi, niż rodzice byli wobec nas.
    1 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo