Co oburzało i ciekawiło Polaków w Drugiej Rzeczypospolitej?

Bożydar Brakoniecki
Proces Rity Gorgonowej (stoi) podejrzanej o zabójstwo córki swego kochanka rozpalał II RP
Proces Rity Gorgonowej (stoi) podejrzanej o zabójstwo córki swego kochanka rozpalał II RP NAC
Gdyby w II RP istniał Pudelek, puchłby od plotek jak dziś. Ówczesnym Polakom nie brakło bowiem skandali i afer.

Gloryfikującym przedwojenne czasy warto przypomnieć, że II Rzeczpospolita zaczęła się od politycznego mordu na prezydencie Gabrielu Narutowiczu. Wybrany głosami lewicy, mniejszości narodowych oraz posłów PSL "Piast" pełnił swoją funkcję jedynie pięć dni. 16 grudnia 1922 roku został zastrzelony w galerii Zachęta przez powiązanego z endecją malarza Eligiusza Niewiadomskiego. To zabójstwo położyło się cieniem na krótkim okresie polskiej niepodległości, stając się nie tylko argumentem w walce politycznej, ale też dowodem na to, że o sielankę wśród Polaków wyjątkowo trudno.

Prasa wszelkich odcieni i nurtów z lubością wypominała endecji duchowy wpływ na nieszczęsnego Niewiadomskiego. Gdy 2 stycznia 1939 roku umierał na Podlasiu Roman Dmowski, socjalistyczny "Robotnik" w komentarzach nazywał go nie inaczej niż "zabójca prezydenta", choć sam Dmowski od idei politycznego terroru odżegnywał się przez lata wielokrotnie.

Gwoli sprawiedliwości trzeba wspomnieć, że największy polityczny adwersarz Dmowskiego, czyli Józef Piłsudski, też nie miał dobrej prasy w temacie "zabójstwo polityczne". Po zamachu majowym w 1926 roku stał się dla prasy "tyranem", "bezwzględnym autokratą" i "molochem pożerającym demokrację", a gdy rok później zaginął tajemniczo gen. Włodzimierz Zagórski, otwarcie niechętny Piłsudskiemu i jego polityce, endeckie dzienniki z furią zaatakowały go jako "zbira mordującego najlepszych synów narodu".

Zniknięcie gen. Zagórskiego nigdy nie zostało wyjaśnione. Spekulowano, że zamieszany w aferę korupcyjną w wojsku uciekł do Francji albo że spoczywa zmasakrowany przez siepaczy Piłsudskiego w kazamatach Cytadeli. Domagano się wznowienia śledztwa, powołania komisji sejmowych, a nawet dymisji Marszałka, choć nikt nie znalazł dowodów na to, że był zamieszany w aferę. Tak zwana sprawa gen. Zagórskiego była przez lata naczelnym tematem, po który sięgano, gdy trzeba było przyłożyć sanacji.

Innym politycznym młotem na medialny użytek był proces brzeski, który na przełomie 1931 i 1932 roku toczył się przed Sądem Okręgowym w Warszawie przeciw 11 przywódcom tzw. Centrolewu, czyli legalnej lewicowej opozycji. Co ciekawe, w relacjach prasowych wybaczano Piłsudskiemu osobiste sporządzanie list zatrzymanych, a gen. Felicjanowi Składkowskiemu, ówczesnemu szefowi MSW, ich podpisanie. Ostatecznie kilkumiesięczne sprawozdania z sali sądowej były dla dzienników prawdziwą gratką. W sensacyjnych relacjach celował szczególnie krakowski "Ilustrowany Kurier Codzienny", czyli popularny "Ikac", poprzednik naszych dzisiejszych tabloidów. To on dał pewnego dnia pierwszostronicowy tytuł: "Koniec polskiej lewicy?". Jak się okazało, przedwcześnie.

A skoro mowa o wymiarze sprawiedliwości II RP - trzeba wspomnieć również o sprawie Berezy Kartuskiej, więzienia dla przeciwników politycznych, które ustanowiono w 1934 roku. Dla dziennikarzy niechętnych władzy był to pierwszy obóz koncentracyjny, jaki zafundowała sobie Rzeczpospolita. Istniał do końca dwudziestolecia, a przez jego mury przewinęło się kilka tysięcy ludzi, głównie ukraińskich terrorystów i komunistów, ale też w 1939 roku m.in. Stanisław Cat-Mackiewicz, naczelny wileńskiego "Słowa". Trafił tam za "osłabianie ducha obronnego Polaków", a konkretnie za krytykę polityki Józefa Becka wobec zbliżającej się wojny.
Największym politycznym wydarzeniem początku 1939 roku było jednak samobójstwo Walerego Sławka, bliskiego współpracownika Piłsudskiego, trzykrotnego premiera i twórcy konstytucji kwietniowej. Wszystkie opiniotwórcze gazety przedrukowały fragmenty jego listu pożegnalnego "Odbieram sobie życie. Nikogo proszę nie winić. Sławek". Samobójstwa to z zasady wyborny żer dla prasy - nic dziwnego, że sprawozdania ze śledztw i pogrzebu sprzedawały się na łamach doskonale. Ale też sam pochówek był wielce wystawny: do warszawskiej katedry św. Jana Chrzciciela przybyło duchowieństwo, kwiat polityków PPS-u, a nawet brzęczący ostrogami marszałek Śmigły-Rydz, a na Powązki nieprzebrane tłumy zwykłych gapiów.
Na pożegnanie Sławka nie przybył za to prezydent Ignacy Mościcki, zajęty - jak żartowano w Warszawie - "swoją temperamentną młodą żoną", czyli Marią Dobrzyńską. Perypetie miłosne prezydenta to zresztą temat na długą opowieść: samo streszczenie gazetowych doniesień na ten temat zajęłoby opasły tom. Sprawa zaczęła się w połowie 1932 roku, gdy zmarła prezydentowa Michalina Mościcka. Wdowiec nie pogrążył się w żałobie na długo i natychmiast zaczął smalić cholewki do młodszej o 30 lat sekretarki. Wcześniej unieważnił jej małżeństwo z kapitanem Nagórnym i omotał siatką finansowych zależności. Ślub stał się przedmiotem sporego skandalu towarzyskiego, bowiem prasa brukowa z lubością rozpuszczała wiadomości, że Mościcki m.in. przeszedł specjalną kurację hormonalną, by zadowolić żonkę w alkowie i że teraz to ona będzie rządzić nie tylko nim, ale całą Polską.

Wcześniej w podobnym tonie pisano o sercowych perypetiach Józefa Piłsudskiego. Wtedy, gdy w 1921 roku, po śmierci Marii Juszkiewicz, żenił się z Aleksandrą Szczerbińską, gdy wypuszczał się w romantyczną podróż na Maderę z doktor Eugenią Lewicką i gdy pod koniec życia znajdował pocieszenie w towarzystwie Jadwigi Burhardt. Endecka "Gazeta Warszawska" kpiła, że gdyby Marszałek poświęcał tyle czasu sprawom Polski co kobietom, "bylibyśmy w czołówce państw europejskich i to pod każdem względem". A "Ikac" basował, ze zainteresowanie Piłsudskiego płcią nadobną jest w "istocie zastanawiające" i przyrównywał go do starzejącego się cesarza Franciszka Józefa, który szukał spokoju u Katarzyny Schratt.

Polityczne mordy, samobójstwa, zamach stanu, ale też niedyskrecje na temat łoża, pieniędzy oraz niespełnionych ambicji - repertuar plotkarski II RP był nader urozmaicony

Romanse politycznych statystów nie stały się jednak najbardziej komentowaną aferą obyczajową dwudziestolecia. Historycy wskazują raczej na tzw. sprawę Gorgonowej, która do białości rozpalała umysły w 1932 roku. Przypomnijmy ją pokrótce: w nocy z 30 na 31 grudnia 1931 roku doszło w Brzuchowie pod Lwowem do zabójstwa małej Eli, córki inżyniera Zaremby. Ktoś rozbił jej głowę tłuczkiem do lodu. Podejrzenie padło na Ritę Gorgonową, guwernantkę dziewczynki i kochankę jej ojca, która miała chętkę nie tylko na romans, ale też na małżeństwo.

Proces, szeroko relacjonowany w mediach, trwał niecałe pół roku i był to pierwszy tak głośny proces poszlakowy w Polsce. Ritę Gorgonową skazano najpierw na karę śmierci, mimo że jej obrońcami były sławy ówczesnej palestry, m.in. Mieczysław Ettinger i Maurycy Axer. Po apelacji zmniejszono jej wyrok do ośmiu lat, ale winy nie udowodniono jej nigdy. Jej losem dziennikarze interesowali się jeszcze tuż przed wybuchem wojny, dając mrożące krew w czytelniczych żyłach relacje o więziennych losach "potwora skrytego w ludzkiej skórze". Co ciekawe, Rita Gorgonowa przeżyła wojnę, a pamiętający jej przedwojenne losy mogli ją w latach 60. oglądać w zupełnie nowym wcieleniu: prowadziła kiosk z gazetami i papierosami na Dolnym Śląsku.
Poszukiwacze skandali wśród celebrytów II RP także nie mogli narzekać na nudę. Przenieśmy się do Warszawy roku 1927, konkretnie do dnia 9 września. Czytelnik gazet mógł w tym dniu przeczytać o tym, że Eugeniusz Bodo został oto zaangażowany do nowego filmu pod roboczym tytułem "Człowiek o błękitnej duszy", że "Orlę", musical z Hanką Ordonówną, święci triumfy w kinach, że kabaret Qui Pro Quo przy Senatorskiej 29 zaprasza na nowy program oraz że dnia poprzedniego znany pisarz Tadeusz Dołęga-Mostowicz został pobity przez nieznanych sprawców. Zmaltretowanego literata znalazł w rowie wieśniak z podwarszawskich Janek, a samo pobicie - jak szczodrze komentował Mostowicz w wywiadach prasowych - było skutkiem "zezwierzęcenia panów piłsudczyków", którzy nie dopuszczają słowa krytyki pod adresem ukochanego Dziadka.

Poturbowanie popularnego pisarza nie wyszło sanacyjnym pułkownikom na dobre. Nie minęło kilka lat, a Dołęga-Mostowicz zemścił się na nich "Karierą Nikodema Dyzmy", genialnym szyderstwem na temat moralnych predyspozycji byłych legionistów do sprawowania władzy. Powieść ukazała się w 1932 roku, wywołując wściekłość władzy, szczególnie komendanta głównego Policji Państwowej pułkownika Janusza Jagrym-Maleszewskiego, o którym powszechnie wiadomo było, że był głównym inspiratorem pobicia. Po Warszawie krążył o nim wierszyk: "Do kanalii się zalicza ten, co pobił Mostowicza".

Aby jednak nie odmalowywać dwudziestolecia jedynie w czarnych barwach, warto przypomnieć, co przydarzyło się twórcom "Wesołej Lwowskiej Fali" w 1939 roku. Nadała ona mianowicie wywiad z wysokomleczną holenderską krową. Reporter wypytywał ją z powagą o aspekty krowiego żywota, zwierzę donoście ryczało, a pech chciał, że tego samego dnia do Polski przybyła następczyni tronu Holandii wraz z małżonkiem. Afera wybuchła na cały kraj, interweniowało MSZ i dopiero po dymisji szefa Polskiego Radia Lwów sprawa przycichła. Co dowodzi, że poczucie humoru nigdy nie było naszą mocną stroną.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Co oburzało i ciekawiło Polaków w Drugiej Rzeczypospolitej?
k
kinol
przecie to Ukrajina jest.
Dodaj ogłoszenie