Co listy wyborcze mówią o strategiach partyjnych liderów?

Redakcja
Listy wyborcze trzech głównych partii domykają się. SLD przypieczętował swoje już pod koniec lipca. W środę swoich kandydatów do Sejmu i Senatu ostatecznie już zatwierdził zarząd PO. W mijającym tygodniu rozstrzygnięć dokonał komitet polityczny PiS. Karty do wyborów leżą więc na stole, a z nich wyczytać można wiele o kalkulacjach i strategiach głównych politycznych graczy.

Faktycznie największej rewolucji w tym rozdaniu dokonał prezes PiS Jarosław Kaczyński. Z tego zresztą powodu, jak się okazało, to właśnie PiS najdłużej zwlekał z ujawnieniem swoich list. - Prezes wiedział, że te listy nie spodobają się wielu działaczom, dlatego chciał maksymalnie skrócić czas na ewentualne pretensje, burze i awantury z tym związane - tłumaczy polityk PiS. Rzeczywiście dobre miejsca spośród obecnych parlamentarzystów utrzymali tylko najwierniejsi z wiernych, czyli tzw. jądro PC. Wielu nawet długoletnich, zasłużonych dla partii i lojalnych działaczy musiało jednak ustąpić miejsca nowym. Komu? Po pierwsze, członkom rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej i dawnym współpracownikom zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Drugą grupę stanowią dawni funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego i innych służb za czasów PiS, trzecią zaś eksperci i profesorowie.

CZYTAJ TEŻ: Kaczyński o listach PiS: Bez niektórych obecnych parlamentarzystów, za to z byłymi ludźmi CBA

Skąd ten manewr Kaczyńskiego? Można oczywiście interpretować go jako zwiększenie szans wyborczych poprzez wykorzystanie jeszcze posmoleńskiej fali z jednej strony, a z drugiej zawalczenie o część bardziej centrowych wyborców poprzez eksperckie nazwiska. Ale tak w bliższym, jak w dalszym otoczeniu Kaczyńskiego coraz częściej słychać, że ten kształt list wyborczych to przede wszystkim sygnał, że prezes PiS szykuje sobie zwarty klub na czas opozycji. - Wpuszcza ludzi, którzy po raz pierwszy będą posłami, będą chcieli walczyć i nie są zepsuci w odróżnieniu od niektórych starych działaczy, którzy będą sfrustrowani kolejną kadencją w ławach opozycyjnych - tłumaczy osoba z otoczenia Kaczyńskiego. To z kolei może potwierdzać pojawiające się w sejmowych kuluarach spekulacje, że prezes PiS nawet w sprzyjających okolicznościach po wyborach nie zdecyduje się sięgnąć po władzę np. z SLD. Będzie chciał przeczekać. Prezes PiS ewidentnie nie chce wziąć władzy w tym rozdaniu, licząc na to, że Tuska wykończy ostatecznie kryzys i będą przyśpieszone wybory za około dwa lata - ocenia również socjolog prof. Paweł Śpiewak.

CZYTAJ TEŻ: Polityczni spadochroniarze na listach wyborczych

Ten kształt list PiS budzi pewne powyborcze nadzieje w PO. Jak mówią nam politycy z otoczenia Donalda Tuska, on sam przygotowuje plany na wypadek, gdyby okazało się, że szable PSL nie wystarczą do zbudowania stabilnej koalicji po wyborach. - Dziś jest przede wszystkim nastawienie na scenariusz, w którym, w razie gdyby nie starczyło nam głosów, będziemy próbować wyciągać posłów z SLD, ale być może i z PiS. Wielu oddanych działaczy zostało tam przesuniętych na dalsze miejsca. Część z nich pewnie jednak dostanie się do Sejmu i nie wybaczą tego Kaczyńskiemu. Oni są właśnie potencjalnymi sprzymierzeńcami Platformy - kalkuluje polityk PO. Ten scenariusz to przede wszystkim jednak naturalnie zagrożenie dla SLD. I - jak mówią ludzie z otoczenia szefa SLD - głównym kryterium, jakim kierował się Napieralski przy układaniu list wyborczych, było właśnie uniemożliwienie PO rozbicia mu klubu po wyborach. Dobre miejsca na listach otrzymali ci, których lojalności szef SLD może być pewien. - Napieralski mówi, że woli nawet mieć mniejszy klub po wyborach, ale bardziej pewny. Przy ustalaniu list nie chodziło tylko o jedynki. On precyzyjnie analizował, gdzie które miejsca są biorące i obsadzał je zaufanymi sobie ludźmi - tłumaczy jeden z ludzi Napieralskiego.

CZYTAJ TEŻ: Kurtyka nie będzie walczyć o Senat z Bogdanem Klichem. PiS wystraszył się popularności byłego ministra?

Sam Tusk z kolei, układając w tym roku listy, stawiał przede wszystkim na to, by miały one wyraźne lewicowe twarze. W pierwszej kolejności po to, by przyciągnąć lewicowy elektorat, tak by nie musieć wchodzić w koalicję z SLD. A w najgorszym przypadku, by po wyborach mieć możliwie jak najsłabszą lewicę, bez kart do targowania się.

Anna Wojciechowska

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie