Co, jeśli złapie cię teraz wyrostek, czyli kto wkrótce będzie nas leczył?

Anna Gołębicka
archiwum prywatne
Ten kto widział film „Medicus” Philippa Stölzla lub czytał książkę Noaha Gordona po tym samym tytułem, zna historię chłopaka, który po śmierci matki szuka rozwiązania choroby prawego boku. Tułając się, przygarnięty przez wędrownego balwierza w końcu rusza po wiedzę medyczną do krainy perskich królów. Szuka odpowiedzi, jak ratować życie ludzi XI-wiecznego świata. Szuka odpowiedzi, jak leczyć chorobę prawego boku, która zabrała mu matkę. Dziesięć wieków później nie ma choroby prawego boku. Jest wyrostek. Przy ostrym zapaleniu wyrostka - wiadomo, jedziesz do szpitala (oby nie za późno) i chirurg ci go wycina. Ba, teraz nawet po całej operacji zostają tylko malutkie zaszyte dziurki, bo chory wyrostek coraz częściej operuje się metodę laparoskopową.

No właśnie - „chirurg wycina”. Jeszcze kilkanaście lat temu bardzo prestiżowa specjalizacja już teraz boryka się z nie lada problemami. Lata zaniedbań doprowadziły do sytuacji, że chirurgów jest za mało. Z danych Naczelnej Izby Lekarskiej z ubiegłego roku wynika (z ubiegłego roku, bo aktualnie na stronach NIL niby statystyki są, ale jak klikniesz to ich nie ma), że w Polsce jest niecałe 9 tys. chirurgów ogólnych, w tym 6,1 tys. z drugim stopniem specjalizacji, czyli mogących pracować samodzielnie. Specjaliści mówią, że ta ilość nie jest jeszcze taka słaba, gdyby nie nasz zhomogenizowany system. Chirurgia jest w wielu miejscach, a co za tym idzie, trudno obsadzić pełny zespół, a młodzi lekarze nie pchają się już do tej specjalizacji. To zaskakujące, ale zainteresowanych specjalizacją z chirurgii ogólnej jest znacznie mniej niż miejsc rezydenckich. To głośny sygnał alarmowy, na który ma wpływ kilka czynników. Przede wszystkim idąc tą ścieżką, lekarze chirurdzy bardzo późno są samodzielni, a co za tym idzie, późno zaczynają lepiej zarabiać. W szpitalach istnieje bardzo mocna hierarchizacja, są bardzo zależni od przełożonych. Dobrze trafisz - dopuszczą cię do stołu, pokażą, nauczą, ale nie każdy trafia na szlachetnego mistrza, który chce się dzielić swoją wiedzą. Gorzej trafisz - robisz wiele lat drobne zabiegi i uzupełniasz papiery. Skomplikowane tematy - nie dla ciebie. Dlaczego tak? NFZ za zabiegi dobrze płaci, więc „szefowi” opłaca się je robić samemu i nie wpuszczać konkurencji. No i w ten sposób średnia wieku chirurga w Polsce wynosi aktualnie ponad 58 lat i wiele wskazuje na to, że nie utrzyma się choćby na takim poziomie.

Pomysł na przejście do sektora prywatnego też nie jest taki łatwy. Niewielu obywateli stać na operacje w niepublicznej ochronie zdrowia. To olbrzymie koszty, więc atrakcyjnych miejsc pracy w tym sektorze jest niewiele. Wielu lekarzy próbuje szukać szczęścia w medycynie plastycznej, ale czy o to chodzi? Jeśli zdolni młodzi chirurdzy zaczną naciągać przysłowiowe oczy na uszy, wycinać fałdy na brzuchu i wkładać implanty do biustu, to kto wytnie nam ten chory wyrostek, usunie krwawiącą śledzionę po wypadku czy zszyje perforację wrzodu żołądka. Ostre stany chirurgiczne i wiele innych poważnych chorób, których leczenie zaczyna się właśnie na stole chirurgicznym nie poczekają na lepsze czasy.

No i dojeżdżamy do pandemii. Brakuje sprzętu, środków ochrony osobistej, procedur organizacyjnych, a przez to coraz częściej i dotkliwiej - ludzi. Nie ma zespołów zapasowych, które są niezbędne w takich stacjach. Starsi lekarze są w grupie ryzyka, bo i wiek, i choroby towarzyszące, a pacjenci po ciężkich operacjach zostają tygodniami na oddziale, i trzeba mieć na nich baczenie. Każdy szpital czy placówka działa tak, jak sobie to zorganizuje. Jak ktoś tam ogarnął mądrze - super. Jak mniej wiedział jak - dramat. Na palcach jednej ręki można policzyć szpitale, które myślą procesowo. Co chwila wpada info od medyków: „pacjent, który u nas leżał na coś innego, ma dodatni wynik”, „u nas pielęgniarka ma dodatni wynik”, „kolega z dyżuru ma dodatni wynik” - no i co dalej? Jedni wysyłają cały zespół na kwarantannę, a medycy mogą wrócić dopiero gdy dwa testy przeprowadzone w odpowiednim odstępie czasowym będą ujemne. Są też tacy, którzy mówią robisz test i pracujesz, czekając na wynik, a jak się okaże, że jest dodatni, to… wtedy nie przychodzisz i to wszystko za 120 zł za godzinę plus koszt zarażenia całego oddziału w tak zwanym międzyczasie.

Ochrona zdrowia okazała się służbą zdrowia i nie ma w tym nic zdrożnego. Życie zweryfikowało ten spór semantyczny. Wszyscy dziś wiemy, że medycy to nie ochroniarze, ale też nie służący, że jest to ciężka i odpowiedzialna służba zdrowiu i życiu ludzi. Nie ma też co ukrywać, w braci lekarskiej nie pracują same anioły. Ale pracuje tam mnóstwo ludzi wyjątkowych, biorących teraz więcej dyżurów niż zwykle (bo ci co zwykle paradowali jak pawie po oddziałach, pochowali się jako pierwsi). Pracują, zabezpieczając dziury i ratując życie tych, którzy właśnie teraz dostaną na przykład ostrego zapalenia wyrostka. To teraz jak nigdy wcześniej świecą wszystkie dziury - brak sprawnego systemu, brak wytycznych i procedur organizacyjnych, brak zdrowych kultur organizacyjnych w jednostkach. Jest takie powiedzenie: „każdy orze jak może”. Aktualna orka, a nawet można rzec rzeźba - może zaorać tych wyjątkowych lekarzy, pielęgniarki, diagnostów, ratowników, salowe, noszowych, a także wielu ludzi, którzy poza koronawirusem doświadczają innych chorób, a jak nikt tego nie zrozumie, to po pandemii może być równie dramatycznie nawet bez zarazy.

I już zupełnie na koniec, wróćmy do „Medicusa”. W tej opowieści kraj i medyków dotyka epidemia. Medycy dzielnie walczą i odkrywają, że źródłem rozprzestrzenia się zarazy są przenoszące ją owady, co w perspektywie kładzie kres epidemii, ale to nie koniec tej historii. Kres światu, w którym ci ludzie żyli, nie przynosi jednak zaraza, a ludzka pycha, jątrzenie i wyścigi na szczytach władzy.

Zatem polityku, który ponosisz za to odpowiedzialność - rób to, co powinieneś, daj wreszcie te wytyczne organizacyjne i #ChrońMedyka i obywatli, nie zapominając, że niezależnie od koronawirusa, jeśli „złapie nas” ten wyrostek i nie będzie chirurga; zawał, a nie będzie kardiologa czy udar, a nie będzie neurologa, to powiększymy orszak Świętego Piotra i wtedy nie będzie miało znaczenia, czy byliśmy pozytywni czy negatywni, bo nas nie będzie.

A „Medicusa” polecam.

Niezdrowe produkty wciąż polecane jako korzystne

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Anna Godek-Biniasz

Biznes chce uratować szpitale i pacjentów, ale potrzebuje trochę społecznego wsparcia:

https://www.wspieramyszpitale.pl/

G
Gość

Co za pytanie ! Oczywiście że biznesmeni z pomocą piłkarzy. Zarabiają stosownie do wiedzy wkładu pracy i oni są nadzieją nie tylko Polski ale całej ludzkości.

Dodaj ogłoszenie