Co dalej ze Schetyną? "Dzisiaj Donek może wszystko. Nie oszczędzi mu upokorzeń"

Redakcja
Donald Tusk i Grzegorz Schetyna
Donald Tusk i Grzegorz Schetyna JANUSZ WOJTOWICZ / POLSKAPRESSE
O ich przyjaźni, z czasem szorstkiej, powstały już dziesiątki tekstów, a kto wie, może powstanie książka. Jej autor na pewno opisze w niej dzień, kiedy premier nazwał Schetynę liderem wewnętrznej opozycji i pokazał miejsce w szeregu - pisze Dorota Kowalska.

Grzegorz Schetyna, jeszcze do niedawna numer dwa Platformy Obywatelskiej, zniknął. Jak sam przyznał przed kamerami, musi odpocząć od medialnego zgiełku i, czego już oczywiście nie dodał, poważnie zastanowić się nad tym, co dalej. Pytanie wydaje się jak najbardziej zasadne, bo nawet politycy Platformy nie wróżą klubowemu koledze świetlanej przyszłości, niektórzy mówią wręcz, że premier Tusk tym razem Schetynie nie popuści i będzie mu systematycznie wbijał szpile. Ale też ostatnie tygodnie były prawdziwym politycznym spektaklem, w którym główne role odegrało dwóch do niedawna przyjaciół z boiska. W wieczór wyborczy wypadli znakomicie: obaj uśmiechnięci, triumfujący, gratulujący sobie nawzajem sukcesu, widz mógłby się nawet nabrać i pomyśleć, że obu panów nigdy nie łączyły relacje tak dobre, jak dzisiaj. Ale już wtedy, 9 października, o czym świadczy dalszy bieg wydarzeń, obaj odgrywali tylko wyuczone role, a jak twierdzą niektórzy, Schetynie wcale do śmiechu nie było.

Czytaj także: Tusk przekazuje Schetynie: Chcesz, to bierz. Nie chcesz? To twoja sprawa

Już następnego dnia po wygranych wyborach pojechał do prezydenta Bronisława Komorowskiego, zanim jeszcze przybył do niego premier. Po co? - zapytają niektórzy. Tego dokładnie nie wiadomo, chociaż wielu polityków prawicy nie ma wątpliwości, że Schetyna zastanawiał się z prezydentem, co tu jeszcze wyciągnąć od Donalda Tuska, bo że przypadnie mu w udziale stanowisko marszałka Sejmu, do tej chwili był pewien. - Zachował się głupio - ocenia delikatnie, bo inni używają znacznie mocniejszych słów, jeden z polityków Platformy. Anonimowo, ale też o konflikcie na linii Tusk - Schetyna nikt inaczej rozmawiać nie chce, oficjalnie politycy PO mówią, że ten konflikt został bardziej wykreowany przez media, nie ma z rzeczywistością zbyt wiele wspólnego, a Donald Tusk jest szefem partii, która wygrała wybory, bierze odpowiedzialność za kolejne cztery lata swoich rządów i dobiera sobie takich ludzi do współpracy, jakich chce.

Czytaj także: Schetyna jedzie na urlop, wciąż czeka na propozycje. Kiedy będzie decyzja?

I tu dochodzimy do drugiego aktu politycznego spektaklu, w którym Donald Tusk ogłosił, że kandydatem Platformy na marszałka Sejmu będzie Ewa Kopacz, a pytany o przyszłość Schetyny stwierdził, że choć jest on jego bardzo bliskim przyjacielem i współpracownikiem, to aspirował wielokrotnie do roli konkurenta i lidera wewnętrznej opozycji, ale - jak szybko dodał - jego propozycja dla obecnego marszałka Sejmu usunie jakiekolwiek spekulacje na temat rywalizacji między nimi.

Na te słowa nikt już jednak nie zwrócił uwagi, bo oto po raz pierwszy premier publicznie przyznał, że miał w postaci przyjaciela Schetyny politycznego konkurenta, więcej nawet: lidera wewnętrznej opozycji.

Czytaj także: Tusk rozprawia się z "wewnętrzną opozycją" w PO. "Atmosfera stężała"

Teraz wszyscy czekali na akt trzeci, którego głównym aktorem miał zostać Schetyna. Jego wystąpienie na pośpiesznie zwołanej konferencji prasowej było jednak krótkie. - Jestem do dyspozycji premiera Donalda Tuska - zadeklarował jeszcze marszałek Sejmu. - Premier o tym wie, ja spokojnie czekam na koncepcję, na program, a także na propozycje personalne - zapewnił Schetyna.
Prosił też, być dać Donaldowi Tuskowi czas i zapewnił, że "chce chronić premiera, szefa PO" po to, by ten mógł spokojnie przedstawić swoją koncepcję programową i personalną nowego rządu. Pytany, dlaczego jako druga osoba w PO (przynajmniej dotąd), nie uczestniczy w budowaniu nowego rządu, Schetyna odparł: "premier jest tylko jeden". I zapowiedział, że wyjeżdża na urlop.

Nie pozostawiając jednak wątpliwości, że z wielkiej przyjaźni, później wprawdzie szorstkiej, niewiele zostało. - Kto chce znaleźć katolickie podejście kolegi do kolegi, to idzie do seminarium. Jak chce być w polityce, to musi się liczyć, że tu nie ma takich samych reguł gry jak w seminarium duchownym. Polityka, to pochodna nie sentymentów, a interesów - mówi nam Stanisław Żelichowski, przewodniczący klubu parlamentarnego Polskiego Stronnictwa Ludowego. I trzeba przewodniczącemu Żelichowskiemu przyznać rację, bo polska polityka nie takie spektakle nam już fundowała.

Dlaczego jednak premier zareagował właśnie teraz, i to tak gwałtownie? Na to pytanie nasi rozmówcy odpowiadają zgodnie: ta reakcja była od dawna planowana i nie miała nic wspólnego z emocjami. - Największym błędem Tuska była zgoda na to, aby Grzesiek został marszałkiem Sejmu - tłumaczy nam jeden z polityków Platformy. Bo Schetyna, po tym jak został "przesunięty" po raz pierwszy po aferze hazardowej, ale o tym później, bardzo szybko odzyskiwał swoją pozycję. - Świetny marszałek, doskonale zorganizowany - mówi nam jeden z polityków PSL. - Schetyna zagadał z każdym politykiem Platformy, dbał, biegał, trzymał ich wszystkich w kupie - dodaje nasz rozmówca.

Czytaj także: Schetyna jedzie na urlop, wciąż czeka na propozycje. Kiedy będzie decyzja?

Pozyskiwał ludzi, budował swój obóz i zaczął powoli wybijać się na niezależność. Bywał niezadowolony z działań rządu, rzucał uwagi, że może na raport MAK po katastrofie smoleńskiej trzeba było odpowiedzieć szybciej, wspominał o triumwiracie, który rządzi w kraju, rósł w siłę. - Tuska kilka razy po jego wystąpieniach zatkało, ale wiedział, że nierozsądnie byłoby ukrócać Grześka przed wyborami, bo różnie się mogą sprawy potoczyć - opowiada jeden z polityków prawicy. Ale dodaje, że jeszcze przed wyborami "wszyscy naokoło opowiadali, że po 9 października będą w Platformie porządki".

Inny z naszych rozmówców opowiada, że Schetyna kombinował, jak zostać premierem. W każdym razie plan był taki: jeśli Platforma będzie miała niewielką przewagę nad PiS i będzie potrzebny nowy koalicjant, to właśnie Schetyna stanie na czele rządu PO-PSL-SLD, Grzegorz Napieralski mówił zresztą, jeszcze jako szef Sojuszu, że może wejść w koalicję nawet bez Tuska.

Czytaj także: Tusk rozprawia się z "wewnętrzną opozycją" w PO. "Atmosfera stężała"

Brano po uwagę i taki scenariusz, że Platforma nieznacznie przegrywa wybory, a wtedy prezydent Komorowski zatwierdza rząd koalicyjny, na którego czele stanie właśnie Schetyna. Według plotek krążących w Platformie wystąpienie Tuska przed wyborami, w którym stwierdził, że jeśli je przegra, nie stanie na czele rządu, miało być wrzutką sprawdzającą lojalność współpracowników, patrz: Grzegorza Schetyny. Ale Platforma wygrała wybory, wyprzedzając drugi PiS o prawie 10 punktów procentowych.
- Dzisiaj Donek może wszystko i nie zamierza marnować tej sytuacji. Manifestacyjnie pokazał Schetynie miejsce w szeregu, czym dał do zrozumienia, że o żadnym triumwiracie nie może być mowy. I to nie koniec, bo spodziewam się kolejnych upokorzeń - mówi nam jeden z byłych polityków Platformy. Nikt też z tzw. ludzi Schetyny nie podniesie głowy i nie stanie w obronie swojego mentora, bo pozycja Tuska jest w tej chwili niekwestionowana, to raz, dwa - najbliżsi współpracownicy marszałka Sejmu wcale nie wypadli w tych wyborach rewelacyjnie, wystarczy wspomnieć chociażby o wynikach wyborczych Rafała Grupińskiego czy Andrzeja Halickiego.
Dziwić może jednak nieostrożność Schetyny, bo tak najdelikatniej mówią o jego powyborczej wizycie u prezydenta politycy Platformy.

Czytaj także: Tusk przekazuje Schetynie: Chcesz, to bierz. Nie chcesz? To twoja sprawa

- To był wielki błąd Grześka, który stracił intuicję. Wizyta u Bronisława Komorowskiego była prowokacją i trudno, aby Donald nie zareagował - mówi nam jeden z nich.

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
cezar

póki posłowie nie złożą ślubowania, nie „sprawują mandatu” i nic im wygasić nie można. Mandat jest nabyty, natomiast „nieczynny”.
Z tego wniosek, że wygasić im może mandat z powodu domniemanego łączenia funkcji dopiero marszałek następnego Sejmu po uzyskaniu opinii od Trybunału Konstytucyjnego, czy „Ustawa o prokuraturze” jest zgodna w Art 65a/pkt 1 z Konstytucją RP, i oczywiście po złożeniu przez nich ślubowania, czyli objęciu mandatu.

Albo mamy jeszcze "demokratyczne państwo prawne" (zapis w Konstytucji RP), albo właśnie Schetyna potwierdził, że mamy państwo totalitarne.

...

... roboty w Polsce jest duzo, dla kazdego.

...

Tusk ma nie tylko poparcie w partii, ale takze w spoleczenstwie.

m
maRta

Albowiem, jak spłacić te 800 mld długów przy brakujących 300 mld z UE? Ponadto, przecież budżet 2013 UE nie będzie ustalany wg. życzeń Tuska ani też braku skazy na jego charakterze, a mnogiej ilości w PiS-e.

p
polo

Po wojnie z kibicami, kolejną ofiarą są producenci papryki.
To zemsta psychopaty na człowieku który miał odwagę zadać głośno i publicznie
niewygodne dla reżimu pytanie.
"Kontrola" Służ Bezpieczeństwa nad papryką ma miejsce po wyborach i po rzekomych
"donosach od obywateli" jakie napłynęły do SB.
Termin nie jest przypadkowy.

c
cezar

Mam takie odczucie, że u POpaprańców trwa obecnie „rzeź niewiniątek”, czyli likwidacja wszelkiej wewnętrznej opozycji, a to wszystko o czym można obecnie dowiedzieć się w dziennikach i na łamach prasy lub w Internecie, to klasyczne odwrócenie uwagi od najważniejszych wydarzeń. Wcale się nie śmiałem z rysunku w „Rz” pokazującym przemianowanie Placu Trzech Krzyży na Plac Palikota. Widząc brak reakcji opinii publicznej na „numery” typu załatwienie na stacjach Orlenu w Rzeszowie ceny 5,09 zł za litr etyliny na trzy przed wyborami i podniesienie jej w okolice 5,39 tuż po wyborach, to sądzę, że uznano tam gdzie trzeba, że już można zrobić z ludźmi praktycznie wszystko. Ciekawe tylko dlaczego CBA nie wkroczyło do nikogo, kto dokonał podejrzanych wyszacowań strat po powodziach, a nagle znalazło się u „paprykarzy”. Widocznie znany Pan „Paprykarz” ma magiczną siłę przyciągania. Złośliwi twierdzą, że mając dylemat przed wyborami, którą z osobistości zaprosić na obiad, popełnił poważny błąd.

G
Gość

Za rządów Prawa i Sprawiedliwości CBA zajmowało się korupcją wśród ministrów, prezydentów miast, dyrektorów i prezesów. Pod rządami PO CBA szuka korupcji u zrujnowanych huraganem paprykarzy.

1. Niepotrzebnie paprykarz Stanisław zadarł z premierem, pytał go "jak żyć?" i stawiał w niezręcznej sytuacji. A potem jeszcze zaprosił do siebie Jarosława Kaczyńskiego i przyjął zaproszenie na konwencję PiS.

Jakby mu wichrów było mało - ściągnął nową burzę na siebie i kolegów.

2. Podległe bezpośrednio premierowi CBA, niegdyś ścigające korupcję wśród ministrów, prezydentów miast - dziś szuka jej intensywnie właśnie u paprykarzy.

A jak szuka, to i znajdzie...

Paprykarz zgłosił, że huragan mu zniszczył tunele. Przyjdą agenci CBA i znajdą kawałki folii i żerdzie, które co prawda zostały połamane, ale jednak nie odleciały z wiatrem w siną dal. A zatem tunele nie zostały zniszczone całkowicie, tylko częściowo. Jest afera? Jest! A przynajmniej może być.

Paprykarz zgłosi, że zniszczony tunel miał pięćdziesiąt metrów długości, a CBA zmierzy, że miał czterdzieści dziewięć osiemdziesiąt - jest wyłudzenie? Jest! Bywały już w Polsce procesy o wyłudzenie dwóch groszy...

3. Rząd nierychliwy, ale mściwy. Na miejscu paprykarzy już bym się bał. Nalot CBA może się okazać gorszy w skutkach od huraganu.

Janusz Wojciechowski - wpolityce.pl

z
zdzich

nie żałuję schetyny nic nie warty marszałek przypomnijcie sobie ile to zrobił dla kościoła wspólnie z trybunałem,w sprawie komisji majątkowej.

E
Emma

tym bardziej musi, powinien dobierac sobie ludzi, kt. GRAJA w jednej druzynie dzien i noc, na kt. mozna polegac i im ufac. Nie moze byc tak, ze powstaje dualizm , bo nic dobrego nie zapowiada. Madrzy dziennikarze winni o takich sprawach pisac,ale rzetelnie.

Dodaj ogłoszenie