Co czytają politycy, czyli o wyższości literatury pięknej nad tą sejmową

Dorota Kowalska
Polacy dzielą się na tych, którzy czytają, i tych, którzy po książki sięgają z ociąganiem. Podobnie jest wśród naszych polityków. Ale są wśród nich mistrzowie, którzy jednocześnie czytają po sześć zupełnie różnych gatunkowo pozycji.

Włodzimierz Czarzasty zwykł mawiać: "Ludzie, którzy czytają książki rządzą tymi, którzy oglądają telewizję". I pewnie sporo w tym racji. Sam Czarzasty zalicza się do grona polityków czytających: chętnie, dużo, z zacięciem. - Chciałbym, żeby czytających polityków było jak najwięcej. Są grupy zawodowe, które mają obowiązek czytania, i politycy, moim zdaniem, do takiej grupy należą - mówi Czarzasty.

I zwraca uwagę, że jest zawodowym wydawcą, więc ma nawyk czytania. Właściwie od liceum. - Książki kształtują charakter, zmuszają do myślenia. Dwie rzeczy mnie w życiu niosły: liczba książek, które przeczytałem, i liczba ludzi, których poznałem - zauważa.

Czyta kilka książek naraz: czasami pięć, sześć. Przeżywa kilka historii równolegle.

Wybiera pozycje zależnie od nastroju, stanu ducha. Zawsze się śmieje, że jak ma zawrót głowy, kłopoty, sięga po książki z dzieciństwa. W czasie afery Rywina śledził na przykład przygody Tomka w książkach Alfreda Szklarskiego. Zawsze chętnie wraca do "Małego księcia" i "Kubusia Puchatka". Dalej: literatura iberoamerykańska. Miał, jako wydawca, swój wkład w to, że po raz kolejny zakochali się w niej Polacy. Wraca do Marqueza: "Sto lat samotności", "Miłość w czasie zarazy", "Kronika zapowiedzianej śmierci" - leżą od wielu lat na półkach w pokoju. Z Marguezem spotkał się z osobiście, Llosę, świetnego peruwiańskiego pisarza, laureata literackiej Nagrody Nobla, przyjmował w Warszawie. To właśnie przywilej wydawcy.

Oprócz powieści lubi książki, które niosą pewną wiedzę historyczną, lubi zbeletryzowane biografie. I tak wszystkim poleca opowieści o Darwinie, Freudzie, czy chociażby historię impresjonizmu pióra Irvinga Stone'a. Mógłby tak wymieniać bez końca, teraz pochłaniają go historie i kultura innych krajów, właśnie kończy książkę o Włoszech.

Andrzej Rozenek z Twojego Ruchu też czyta kilka książek jednocześnie. Jedną książkę ma przy łóżku, kolejną w e-booku, trzecia leży w pokoju. Kiedy wpada do empiku, zostawia tam majątek. Teraz pochłania "Metro 2033" i wszystko, co niesie ze sobą ta pozycja. Dla tych, którzy nie wiedzą, "Metro 2033" to powieść Dmitrija Głuchowskiego opisująca życie ludzi chroniących się w moskiewskim metrze po wojnie atomowej. Najlepszy debiut na europejskim konkursie literackim Eurocon w Kopenhadze. Na podstawie "Metra 2033", a także gry komputerowej pod tym samym tytułem stworzonej przez ukraińskie studio 4A Games wydawana jest seria książek innych autorów. Akcja toczy się w świecie wykreowanym przez Dmitrija Głuchowskiego. Projekt nosi nazwę "Uniwersum Metro 2033" i liczy kilkadziesiąt powieści wydanych w Rosji. Nad nimi siedzi teraz Andrzej Rozenek.
Paweł Piskorski mówi krótko: "Są politycy, którzy czytają, i tacy, którzy nie czytają". On sam czyta dużo, głównie z powodu swojego wykształcenia i pasji książki historyczne i okołohistoryczne. Nie czyta kryminałów i beletrystyki. Z tego, co pamięta, swego czasu dużo w Platformie czytał Grzegorz Schetyna, głównie o II wojnie światowej, Armii Krajowej, Kresach. Donald Tusk z kolei w połowie 2000 r. zachłysnął się literaturą klasyczną, odkrywał ją na nowo, nawet się trochę snobował.
pracy[/cyt]
W wywiadzie rzece, którego Janusz Palikot udzielił Cezaremu Michalskiemu, polityk opowiada o słynnych spotkaniach dworu byłego premiera. "Zasadą Tuska jest niespotykanie dworu i mentorów. Zdarzały się pojedyncze przypadki, zaledwie kilka razy pojawił się nagle Jan Krzysztof Bielecki albo Wojciech Duda z »Przeglądu Politycznego«. Duda jest facetem, który robi dla Tuska konspekty książek, których będąc premierem Tusk nie ma kiedy przeczytać w całości, ale chce je znać. Ma odruch inteligenckiej hieny, że chce być zorientowany. Ostatnio Duda podrzucił mu konspekt »Czarnej mszy« Graya" - opowiadał Michalskiemu Palikot. On sam uchodzi za jednego z najbardziej inteligentnych i oczytanych polskich polityków. Często zresztą recenzuje książki na swoim blogu, bywa na spotkaniach autorskich. I sam pisze albo udziela wywiadów, z których powstają książki.

Michał Kamiński też jest z tych czytających. - Na książki wydaję majątek - mówi.

Czyta dużo, przeróżnych pozycji. Ma jedna zasadę: książek rozrywkowych stara się nie czytać w języku polskim, ale w angielskim, rosyjskim albo niemieckim. Wyjątek stanowią kryminały Marka Krajewskiego i książki szpiegowskie Vincenta Severskiego. - Stworzył genialną prozę szpiegowską. To taki polski Forsyth - zachwala. Ostatnie jego przeczytane książki to ta o początkach państwa czeskiego i biografia Broniewskiego. Świetna. Poleca wszystkim, którzy nie czytali.

Czyta wszędzie, gdzie może. W samolocie, przed spaniem, teraz czyta także rano. Dzieci wychodzą do szkoły między godz. 6 a 7, on nie musi wychodzić przed 10, więc tę godzinkę, dwie poświecą właśnie na książkę.

- Uważam, że czytanie książek odróżnia nas od małp - wzrusza ramionami.

Oczywiście są książki, do których chętnie wraca. "Lalka" Bolesława Prusa, "Mistrz i Małgorzata" Bułhakowa, "Matka" Gorkiego. Te dwie ostatnie jako pierwsze przeczytał w oryginale, w języku rosyjskim, był wtedy w piątej klasie szkoły podstawowej. Ale są też "Płomienie" Stanisława Brzozowskiego. Ostatnio znowu rozczytuje się w poezji Jesienina. Kiedyś się w niej zatracił. Teraz chętnie wraca do tych wierszy, może z sentymentu, a może dlatego, że w jego życiu nastąpiły zmiany. Z podróży, na przykład na Ukrainę, zawsze wraca z książkami. Tak naprawdę nie wyobraża sobie życia bez książki.

Ale bądźmy szczerze, o czytaniu naszych polityków wiemy stosunkowo mało. W 2011 r. dziennikarze "Metra" w ramach propagowania czytelnictwa odwiedzili księgarnię nieopodal budynku Sejmu, by sprawdzić, co czytają parlamentarzyści. I czegóż dowiedziała się gazeta? Otóż Donald Tusk w księgarni bywał w 2011 r. rzadziej niż wcześniej, ostatnio pojawił się na chwilę. Szukał dzienników Sándora Máraiego, węgierskiego publicysty i wroga publicznego komunistycznego reżimu. Janusz Palikot czyta wielkich filozofów, poczynając od Greków, na filozofii dialogu Claude'a Levi-Straussa kończąc. Czasem nawet kilka razy dziennie wpadał do księgarni nieżyjący już Konstanty Miodowicz. Wybierał różnorodne pozycje: te z nauk ścisłych, beletrystyki, historii powszechnej. Senator Jan Wyrowiński jest, a przynajmniej był trzy lata temu, miłośnikiem poezji i czasopism literackich. Często do księgarni wpadały "dziewczyny z PJN". Przyglądały głównie literaturę dla dzieci, czasami audiobooki, coraz bardziej popularne wśród parlamentarzystów. Jak zauważyła gazeta, senatorowie preferowali poezję oraz publikacje dotyczące sztuk pięknych, malarstwa i fotografii. Posłowie - kryminały. Największą popularnością cieszyły się jednak książki historyczne, literatura faktu, dalej politologia i filozofia, a dopiero później beletrystyka. Parlamentarzyści kupowali również przewodniki turystyczne i książki kucharskie.

Tego samego roku tygodnik "Newsweek" przeprowadził wśród 240 posłów sondę z pozornie niewinnym pytaniem: o książki, jakie politycy chcą zabrać ze sobą na wakacje. Wyniki badania mogą zastanawiać. Bo wyszło, że sporą popularnością cieszy się wśród naszych polityków Henryk Sienkiewicz. Sytuację kąśliwie skomentował dla "Newsweeka" prof. Andrzej Zieniewicz z Uniwersytetu Warszawskiego. "Sienkiewicz pojawił się w zestawieniu pewnie dlatego, że parlamentarzyści przypomnieli sobie jedynego autora, z jakim w życiu się zetknęli" - stwierdził naukowiec.

W dziełach Sienkiewicza gustują ponoć politycy Prawa i Sprawiedliwości. Zieniewicz, już poważnie, stwierdził, że "Sienkiewicz jest prawicowy, katolicki i mocarstwowy, zatem bardzo pasuje do wizerunku PiS". Z kolei ci z Platformy Obywatelskiej mieli preferować brytyjskiego historyka, prof. Normana Daviesa. "Europejskość Daviesa pasuje do wizerunku PO" - skomentował prof. Zieniewicz.

Zaskakujący jest jeszcze jeden autor pojawiający się bardzo często w zestawieniu. To Mariusz Szczygieł, świetny reportażysta, znawca Czech i autor zbiorów reporterskich "Gottland" i "Zrób sobie raj". W zestawieniu wysoko znalazły się także biografie przywódców Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych oraz książki naszych parlamentarzystów. Więc wyszło, że politycy czytają.

Małgorzata Kidawa-Błońska mniej, niż by chciała. - Do czytania potrzebny jest czas, a ja go po prostu nie mam - tłumaczy. Zostają więc weekendy i wakacje. Rozczytuje się zwłaszcza w pamiętnikach i wspomnieniach. Jednym tchem wymienia tytuły: " Margaret Thatcher. Portret Żelaznej Damy" , "Podróż" Tony'ego Blaira, czy wspominania Lady Churchill. Lubi też powieści: grube, dobre, niepospieszne.

- Kiedyś czytałam wieczorem, przed spaniem. Teraz, cóż, przeczytam kilka linijek i nie daję rady - przyznaje Małgorzata Kidawa-Błońska.

W podobnej lekturze gustuje Dariusz Joński, rzecznik Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

- Ostatnimi czasy zafascynowany jestem biografiami polityków i ich rodzin - tłumaczy. I tu następuje długa listy najciekawszych pozycji.

- Czytam w pociągu na trasie Łódź - Warszawa, bo często pokonuję ją pociągiem, a to trzy godziny w drodze - mówi poseł Joński. W pracy, w Sejmie, nie ma szans na lekturę, chyba że służbową. Kiedyś policzył sobie liczbę połączeń wybieranych i odebranych w swoim telefonie: wyszło ponad dwieście. Jako rzecznik Sojuszu wciąż biega z słuchawką przy uchu.

Leszek Miller też czyta, głównie książki polityczne. Za książkowego mola uchodzi też wicemarszałek Jerzy Wenderlich.

Książkowi liderzy mogą się jednak pochwalić tym, że czytają po kilka książek tygodniowo. Do książkowych moli wśród polskich polityków zaliczani są Janusz Palikot, Włodzimierz Czarzasty czy Michał Kamiński

Poseł Eugeniusz Kłopotek czyta około sześciu książek w ciągu roku, tak jedną na dwa miesiące. Więcej nie da rady. Gustuje w książkach historycznych i politycznych sensacjach, wiadomo, takie zawodowe zboczenie. Ostatnio czyta Piotra Zychowicza i jego dwie pozycje: "Obłęd 44" i "Pakt Ribbentrop-Beck, czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki". Obie robią na nim wrażenie.

- Za to żona książki pochłania - wtrąca poseł Kłopotek. I dodaje, że czyta codziennie, ale swojemu synowi czteroipółle-tniemu Adasiowi. Adaś jest wymagający, co wieczór muszą być dwie bajki.

- Inna rzecz, że przygotowuje się do obrony doktoratu, a to wymaga stałej lektury - mówi poseł Kłopotek.

- To z czego pan broni ten doktorat? - dopytuję.

- Z moich kochanych gęsi! - słyszę w odpowiedzi. Temat jest dość skomplikowany, zwłaszcza dla kogoś, kto się na gęsiach nie zna. W skrócie chodzi o to: podczas trzech ostatnich tygodni tuczu karmi się gęsi owsem. Poseł Kłopotem sprawdza, jaka forma tuczu jest najlepsza, czy wtedy, kiedy karmi się gęsi owsem całym, gniecionym, czy śrutowym. I cokolwiek by sobie myśleć, trzeba czytać, żeby takie temat dobrze obronić.

Franciszek Stefaniuk, partyjny kolega Kłopotka, sam pisze: fraszki i wiersze. Na czytanie czasu ma niewiele. Ostatnio sięgnął po "Idiotę" Dostojewskiego. W sumie czyta dwie książki w ciągu roku.

- Literatura parlamentarna: ustawy, projekty, to tony papieru do przeczytania. E-maile, całe dziesiątki e-maili. I kiedy tu znaleźć czas na czytanie? - wzdycha poseł Stefaniuk. Mógłby w domu, wieczorem, w weekend, ale rodzina ma pretensje, że nie uczestniczy w jej życiu. Więc naprawdę ciężko wygospodarować czas na lekturę.

- A ja uwielbiam czytać książki, i to jest mój ból. Inna rzecz, że jak zaczynam czytać książki, to zawalam robotę, bo nie potrafię robić niczego innego, dopóki jej nie skończę - tłumaczy. - Mam w domu całą bibliotekę książek nieprzeczytanych i mam nadzieję, że Bóg da mi przeczytać przynajmniej połowę z nich - dodaje z uśmiechem.

Zagraniczni politycy, jak nasi, czytają więcej lub mniej. Dla ciekawskich: Władimir Putin wyznał amerykańskiemu "Outdoor Magazine", że jedną z jego ulubionych książek jest "Komu bije dzwon". Barack Obama to z kolei typowy mol książkowy. Co roku przed wyjazdem na urlop sztab prezydenta ogłasza listę książek, które ten zabiera ze sobą. Przeważają na niej powieści i kryminały. John F. Kennedy bardzo lubił ponoć serię "Bondów" Iana Fleminga. Wen Jiabao, były premier komunistycznych Chin, rządził tym krajem przez dziesięć lat od 2003 do 2013 r., przeczytał ponad 100 razy "Rozmyślania" Marka Aureliusza. W ogóle dużo czytał, jako student spał o kilka godzin krócej niż koledzy, żeby znaleźć czas na lekturę.

Ale wśród polityków są też jednak totalni ignoranci: Nicolas Sarkozy, były premier Francji, po książki nie sięga, z czym zresztą nigdy się nie krył. Ponoć właśnie dlatego był tak nielubiany przez Francuzów, który wybaczą jeszcze kochankę, ale nie premiera, który nie czyta książek.

Przykład byłego prezydenta Francji powinien dawać politykom do myślenia, no i powiedzenie Włodzimierza Czarzastego także. Bo przecież nie jest tajemnicą, że ambicją każdego polityka jest to, aby rządzić. Inna rzecz, że parlamentarzysta oczytany to zazwyczaj także ten bardziej elokwentny, błyskotliwy, lepiej wypadający w mediach. A to już połowa drogi do politycznego sukcesu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie