Cimoszewicz: Niech ten rząd, do licha, weźmie się do roboty

Dorota Kowalska
Cimoszewicz: Na aferze taśmowej Tusk może zyskać. Rzecz w tym, że żadna partia, także PO, nie jest czysta. Kumoterstwo dotyczy wszystkich
Cimoszewicz: Na aferze taśmowej Tusk może zyskać. Rzecz w tym, że żadna partia, także PO, nie jest czysta. Kumoterstwo dotyczy wszystkich Marcin Obara/Polskapresse
O tym, czy Donald Tusk może po raz trzeci zostać premierem, o szansach Zbigniewa Ziobry w starciu z Jarosławem Kaczyńskim i o Jarosławie Gowinie tworzącym własną partię z byłym premierem, z Włodzimierzem Cimoszewiczem rozmawia Dorota Kowalska.

Donald Tusk straci na aferze taśmowej swojego koalicjanta?
Niekoniecznie. W powszechnym odczuciu to skandalik obciążający PSL. Jeśli Tusk zręcznie to rozegra, może nawet zyskać. Na razie robi to, co należy. Rzecz w tym, że żadna partia polityczna, także PO, nie jest pod tym względem czysta. Kumoterstwo i załatwiactwo dotyczą wszystkich. Od lat państwo traktowane jest jako łup wyborczy. W tym sensie, jeśli PO nie podejmie szerszych działań uodparniających na partyjniactwo w sektorze publicznym, to za jakiś czas zapłaci za to. Tak jak wcześniej AWS, SLD i PiS.

Jak Pan myśli, kto stoi za wyciekiem tych taśm do mediów i jaki miał cel?
Musiały wyjść z rąk "reżysera" Serafina, ale jaką drogą krążyły? Nie mam pojęcia. W tym mógł być przypadek, a może jest w PSL jakiś Zorro, który postanowił ukarać czarne charaktery?

Mam wrażenie, że nepotyzm jest wpisany w historię ludowców, Państwo też go dostrzegali, kiedy byli Państwo z PSL w koalicji?
Oczywiście. Kiedy w moim rządzie jeden z ministrów posunął się wyraźnie poza granice interesów państwa, musiałem go wyrzucić. Przez moment los koalicji był niepewny. Po paru miesiącach koledzy z PSL zrewanżowali mi się, zgłaszając wniosek o wotum nieufności wobec własnego rządu. Widać, zabolało.

Ale z reguły politycy przymykają oko na fakt, że ich niektórzy koledzy traktują państwo jak łup wyborczy, jak Pan to trafnie ujął. Chyba że sprawą zajmą się media, bo wtedy dla przyzwoitości trzeba zareagować.
W takich przypadkach chodzi raczej zawsze o koszt utrzymania koalicji. Korzystały na tym zarówno PSL, jak i LPR czy Samoobrona.

Waldemar Pawlak i jego drużyna zapłacą za tę aferę wynikiem wyborczym?
To zależy od terminu wyborów. Jeśli nie będzie ich szybko, a ja w to nie wierzę, to za trzy lata wszyscy zapomną o tej sprawie. Będzie tyle nowych! To pewne.

Myśli Pan, że koalicja PO i PSL dotrwa do przyszłych wyborów parlamentarnych?

Jeśli PiS nie chce się przekształcić w partię Parkinson i Skleroza, to musi dokonać zmian personalnych. Palikot zaczyna nużyć. A w SLD nie widać nikogo poza Millerem i Kaliszem

Raczej tak. PO musiałaby mieć interes w skróceniu kadencji, bo bez ich głosów to nie jest do przeprowadzenia. Dzisiaj nie bardzo widać powody, dla których mieliby na to pójść. Wprost przeciwnie. W ostatnim półroczu sami narobili wiele błędów i łatwo byłoby je przypominać w trakcie kampanii wyborczej.

Ale premier jest teraz w komfortowej sytuacji, bo ma na koalicjanta haka, prawda?
Nie powinien tego traktować w kategoriach przewagi taktycznej, ale wykorzystać do załatwienia paru ważnych spraw, w których PSL dotychczas skutecznie blokował konieczne reformy. KRUS jest przykładem pierwszym z brzegu.

Premier ma teraz także kłopoty we własnej partii. Mówi się, że specjalnie sprowokował stracie liberałów i konserwatystów, bo chciał policzyć tych drugich? Pan wierzy w tę hipotezę?
Nie wierzę. W niektórych trudnych kwestiach społecznych w PO stosowano do tej pory metodę odkładania decyzji na później. Czasami nie da się tego robić w nieskończoność i wreszcie trzeba coś postanowić. Podział na liberałów i konserwatystów w tej partii jest nieco sztuczny. Niejednokrotnie PO popierała przepisy prawne, których żaden liberał nie mógłby zaakceptować. Są oczywiście różnice, ale w sumie to partia zdecydowanie bardziej chadecka niż liberalna.

Jak Pan ocenia siłę konserwatystów w Platformie?
Z zastrzeżeniem wynikającym z poprzedniej odpowiedzi - do tej pory to raczej oni byli górą. Świadczy o tym chociażby fakt, że odrobinkę bardziej liberalne regulacje czekają latami na rozpatrzenie.

Ich pogodzenie z liberałami, przynajmniej w kwestii ustawy in vitro, wydaje się niemożliwe, bo projekty Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i Jarosława Gowina w kluczowych kwestiach są zupełnie różne. Kto, Pana zdaniem, wyjdzie z tej potyczki zwycięsko? Co zrobi Tusk?
Mam nadzieję, że nie wyrządzi przy tej okazji krzywdy ludziom. Projekt Kidawy--Błońskiej jest oczywiście bardziej rozsądny, ale nie znam jego szczegółów, więc nie wiem, czy nie zawiera jakichś błędów. Jeśli nie miałby szans na przyjęcie, to lepiej nic nie robić i zostawić sprawy w takim stanie, jak są obecnie. To test dla Tuska. Czy ma odwagę poprzeć coś, co z racjonalnego punktu widzenia jest oczywiste, czy też jego zapowiedź z exposé, że "nie będzie klękał przed księżmi", była pustym gadaniem.

Możliwy, Pana zdaniem, jest taki scenariusz, że Jarosław Gowin odchodzi ze swoimi ludźmi z PO i dołącza do PiS?
Wydaje mi się, że jest dostatecznie rozsądny, żeby o tym nie myśleć. Wyjść z partii rządzącej, która zrobiła z niego ministra sprawiedliwości, i pójść do skazanego na grzanie opozycyjnej ławki Kaczyńskiego na popychadło to kiepski interes.

A taki: Gowin łączy się z ludźmi z PJN i tworzą nowe ugrupowanie? Podobno doskonale rozumie się na przykład z Michałem Kamińskim.
Scenariusz niewiele lepszy. To kawiarniana polityka. PJN to grupka, która ma niemal zerowe szanse na odegranie jakiejś roli na polskiej scenie politycznej.

Też Pan uważa, że Tuskowi trudno będzie utrzymać Platformę w ryzach, bo partii, której członków - przynajmniej w kwestiach światopoglądowych - tak wiele różni, nie ma chyba na polskiej scenie politycznej?
Różnice światopoglądowe nie są najważniejsze. W SLD, czego prawie nikt nie zauważał, zawsze tak było, i to nie przeszkadzało. Problem jest w czym innym. Jeśli PO nie zaangażuje się w ambitny program unowocześniania polskiej gospodarki, społeczeństwa i państwa, tylko ograniczy się do konsumowania władzy, to rzeczywiście może się rozsypać. Zwłaszcza gdy poparcie społeczne dla nich zacznie spadać i wewnętrzne swary ulęgną wzmocnieniu. Natomiast poczucie uczestnictwa w czymś rzeczywiście ważnym cementuje. Tak więc ich los zależy w dużym stopniu od tego, czy zajmą się na serio tym, co jest istotne dla Polski.

Jak Pan w ogóle ocenia ten rząd?
Nie najgorzej, chociaż z upływem czasu ocena obniża się. Ponieważ wciąż pamiętam rządy PiS, to ulga, jaką odczuła większość społeczeństwa po odsunięciu tego towarzystwa od władzy, wciąż działa na korzyść PO. Jednak jak na blisko pięć lat rządzenia Polską, efektów mierzalnych jakościowym postępem w naszej gospodarce, edukacji, sprawiedliwości, administracji itd. jest zdecydowanie za mało. W polityce zagranicznej też pojawiły się problemy. Rząd ewidentnie nie ma przemyślanej polityki wschodniej i w rezultacie ze wszystkimi sąsiadami na wschodzie mamy różne kłopoty. Państwo, które chce odgrywać w UE znaczącą rolę, nie może sobie pozwalać na taki stan rzeczy. Tak więc zamiast emocjonować się Gowinem, Schetyną, Błońską czy Muchą, należałoby powiedzieć: "Bierzcie się do licha do roboty".

Któryś z ministrów pozytywnie Pana zaskoczył? Któremu dałby Pan szóstkę, który zasługuje na jedynkę?
Nie, nikt mnie pozytywnie nie zaskoczył. Nikomu nie dałbym szóstki ani jedynki.

Myśli Pan, że po wakacjach ekipa Tuska ruszy dalej z reformami czy będzie się starała jakoś dotrwać do wyborów?
W świetle tego, co już powiedziałem, mam nadzieję, że z rożnych powodów, także ze względu na własny interes, wezmą się ostro do pracy. To jest decydujące półtora roku. Czego w tym czasie nie zrobią, nie zrobią już do wyborów i będą to zmarnowane lata. A my nie mamy czasu do marnowania. Polska jest w szczególnym momencie swojej historii. My naprawdę mamy szansę wykonać wielki skok cywilizacyjny, bo wreszcie dysponujemy niezbędnymi środkami i instrumentami. Ale przespanie tej okazji to nie jest tylko ryzyko utraty kilku lat, ale ryzyko bezpowrotnej utraty tej szansy. Świat gna do przodu i nie czeka na nikogo. Europa ma kłopoty i łatwiej nam zmniejszyć dystans do najbardziej rozwiniętych.

Dojdzie do rekonstrukcji rządu jesienią?
Nie wiem. Dotychczas Tusk nie był skory do wymiany słabych ministrów. Dotychczasowe roszady albo miały propagandowy charakter, albo wynikały z przetasowań wewnątrz PO. Premier powinien jednak być otwarty. Wiele osób w rządzie to nie są najwybitniejsi spece od spraw, którymi się zajmują, i łatwo można podnieść wartość tej ekipy przez wymianę na lepszych. W Polsce nie brakuje ludzi na wysokim poziomie.

Skoro już jesteśmy przy jesieni, niektórzy złorzeczą i twierdzą, że właśnie wtedy przyciśnie nas kryzys i premier będzie zmuszony do nowego otwarcia, kolejnego exposé. Te przepowiednie się sprawdzą?
Takie exposé już jest zapowiadane. Zobaczymy, co będzie zawierało. Jeśli w Europie nie dojdzie do dramatycznego załamania, to nie powinniśmy mieć kryzysu w Polsce. Gospodarka jest dość zdrowa i nie widzę istotnych wewnętrznych przyczyn kryzysu. Jeśli jednak Hiszpania lub Włochy zaczną tonąć, to oczywiście odczujemy to. Trudno jednak będzie za to winić polski rząd.

Jakie szanse daje Pan Zbigniewowi Ziobrze i Solidarnej Polsce?
Zerowe. Grupka chorobliwie ambitnych karierowiczów. Nie mają poparcia i bez jakiegoś cudu nie będą mieli.

Myśli Pan, że Ziobro uzyska lepszy wynik niż Jarosław Kaczyński w wyborach prezydenckich?
To jeszcze trzy lata, czyli w polityce wieczność. Nie wiem, udało mu się nabrać trochę sfrustrowanych prostaczków i ma osobiście jakieś poparcie. Ale wystarczy, że Kaczyński lub jego ludzie przypomną w szczegółach różne życiowe "sukcesy" pana Z., żeby nie miał najmniejszych szans.

Co zrobi Kaczyński? Wiele wskazuje na to, że przegra wyścig w wyborach prezydenckich i jako ten przegrany będzie musiał układać listy w wyborach parlamentarnych, a to mało komfortowa sytuacja.
Zarówno wybory prezydenckie, jak i parlamentarne powinny odbyć się jesienią 2015 r. Tak więc będzie to de facto jedna operacja wyborcza. Moim zdaniem ani Kaczyński, ani jego formacja nie mają szans na zwycięstwo. Oczywiście przeciwnicy mogą pomóc swoimi błędami, ale to nie daje się przewidzieć.

Też Pan uważa, że lata 2014-2015 to koniec Jarosława Kaczyńskiego, że będzie musiał oddać władzę?
Poza sukcesami i porażkami jest jeszcze jeden czynnik. I to najważniejszy. Czas. Jeśli PiS nie chce się przekształcić w partię Parkinson i Skleroza, to muszą tam nastąpić zmiany personalne.

Tyle tylko, że co niektórzy uważają, iż PiS bez Kaczyńskiego nie będzie odgrywał żadnej roli na scenie politycznej. Więc co, nowe ugrupowanie na prawicy? I kto miałby je stworzyć?
Na szczęście to nie moje zmartwienie. Polska prawica jest jak palto wyciągnięte po stu latach z pełnej naftaliny szafy. Pachnie tak sobie i jest z zupełnie innej epoki.

Janusz Palikot, jak Pan przewidywał, chyba powoli się kończy? W każdym razie sondaże nie są dla niego pomyślne.
To prawda. Zauroczenie nowością mija. Jest mało prawdopodobne, żeby udało im się zmienić ten trend.

Co się stało: Palikotowi zabrakło pomysłu na siebie i partię czy wyborcy przejrzeli na oczy?
Na samej retoryce i dwóch, trzech sloganach nie da się zbudować trwałego i dużego poparcia społecznego. Oni nie mają programu, nie mają ludzi. Palikot zaczyna nużyć. Musiałby być rzeczywiście politycznym sztukmistrzem, żeby wygrzebać się z obecnych kłopotów.

Leszek Miller zdaje się robić swoje, jeździ po Wybrzeżu, rozmawia z ludźmi, Palikota ignoruje. To dobra taktyka?
To, że nie uległ złudzeniom, jak wielu innych, i nie wdał się w konszachty z Palikotem, to dobrze. To, że jeździ po wczasowiskach i zawraca głowę odpoczywającym ludziom, to tak sobie. Trzeba mieć trochę litości. Polityka włazi ludziom w ich życie przez każdą szczelinę. Mają prawo trochę odetchnąć.

Sojusz ma szansę się podnieść?
Na razie nie stało się nic, co by wzmacniało wyraźnie szanse SLD. Również brak spójnego, autentycznego programu, brak rozsądnej koncepcji politycznej. Poza Millerem i Kaliszem nikogo nie widać. Prawie jak u Palikota.

Niektórzy mówią: Miller wyborów nie wygra, ale wejść do koalicji po przyszłych wyborach może. A Pan jak uważa?
Tego nigdy nie można wykluczyć. To często kwestia arytmetyki. Ale do wyborów jeszcze ponad trzy lata. Nie da się po prostu tylko czekać na nie.

I jaka to byłaby koalicja? Platforma wygra po raz trzeci wybory i zaprosi, obok ludowców do współpracy SLD?
Taki wariant też jest możliwy, choć obecnie to wróżenie z fusów. Nie ma niepokonywalnych różnic. Te partie mogłyby znaleźć jakiś wspólny mianownik programowy. Historia już straciła na znaczeniu w codziennej polityce. Być może ważniejsze znaczenie miałyby kwestie personalne i zdolność do współpracy konkretnych ludzi.

I co, Donald Tusk po raz trzeci premierem?
Helmut Kohl był kanclerzem 16 lat. Więc wszystko jest możliwe.

A Pan, nie znudził się już Panu Senat? Wystartuje Pan w najbliższych wyborach parlamentarnych czy ma Pan inne plany?
To prawda, że nie jest to najbardziej ekscytujące zajęcie w mojej karierze politycznej, ale staram się robić przyzwoicie to, czego się podjąłem. Czy kolejny raz będę brał udział w wyborach? Sam nie wiem. Trzeba to będzie głęboko przemyśleć. Czas na odrobinę przyjemności w życiu. Nie tylko na obowiązki.

Wideo

Komentarze 11

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gabriel
Jako Senatora Panie Premierze jakoś Pana nie widać, siedzi Pan
cicho ?
SYLWESTER
Mieliśmy już dzisiaj komuchów z Rocznicy śmierci tow. Gierka TO CHYBA POWINNO WYSTARCZYĆ !. KOMUNO WRÓĆ DO PIEKŁA !. Dajcie już spokój z tymi komuchami !, bo to WSTYD !.
j
ja
.....Otto von Bismarck: "Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą" !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
a moje motto jak na to wszystko patrzę: CHORZY RZĄDZĄCY!!!!.......robią z tej ziemi CHORY KRAJ!!!!! i coraz więcej CHORYCH LUDZI!!!!!./dosłownie i w przenośni/.......SERCE BOLI!!!!!!!!!!!!!!!!...........to wszystko to chocholi taniec, mydlenie oczu, za grosz rozumu i honoru......Nic nie robią dla narodu!!!!........to koniec....:(
s
szalony
to przeciez sb,załozylo PEŁO,które POd swoimi skrzydłami skupiło dzieci bolszewików rzadzacych do 89r.,a ci okradaja nasz kraj do potęgi ,a wszystko bezkarnie!!!
r
rocznik1945
Cimoszewicz rżnie głupa! Ten rząd ciężko pracuje i ma efekty jak żazden z dotychczasowych! A że celem jest likwidacja polskiej państwowości to nawet Cimoszewicz powinien dostrzec!
K
Krasi
Panie Włodku trzeba było czekać aż 5 lat aby Pan dostrzegł że ten Rząd nic nie robi ...???
U
Uważam_Rze
Ministerstwo Rolnictwa ma pod sobą szereg rządowych agencji obracających olbrzymimi pieniędzmi. Podlegają one PSL, którego działacze mają dość specyficzną mentalność. Niestety, traktują oni te instytucje niejako coś, co ma służyć dobru wspólnemu, ale jako prywatny folwark. Pieniądze tych instytucji i synekury służą budowaniu struktur partyjnych ludowców.

Myliłby się jednak ktoś, kto uważa, że mamy do czynienia jedynie z aferą w PSL. To afera, która obciąża również Donalda Tuska i Platformę Obywatelską.

Ze sprawą Agencji Rynku Rolnego, o której mowa w nagraniu, zetknąłem się w 2009 r. jako szef CBA. Aferę ujawnili pracownicy ARR, którzy opowiedzieli o tych nadużyciach w białostockiej delegaturze CBA. Ujawnili działania Władysława Łukasika, ówczesnego szefa ARR, a obecnie głównego bohatera afery taśmowej. Przedstawili dowody bezceremonialnego łamania prawa, m.in. ustawianych konkursów pod konkretne osoby z PSL oraz nepotyzmu. W związku z rym prokuratura postawiła prezesowi ARR Łukasikowi zarzuty i jeszcze w 2009 r. sprawa trafiła do sądu.

Powiadomiłem o rym premiera Tuska, przesyłając mu nawet akt oskarżenia. Efekt był żaden. Premier Łukasika nie odwołał i dalej przez następne trzy lata pełnił on tę funkcję. Był to jasny sygnał dla PSL, że Donald Tusk przyzwala na tego typu praktyki w imię utrzymania sejmowej większości. Potem okazało się, że takie przyzwolenie dotyczy też działaczy PO, o czym świadczy afera hazardowa.

Jak widać, Tusk w ogóle nie reaguje na tego typu sprawy, a zajmuje oficjalne stanowisko, udając zaskoczenie, dopiero wtedy, kiedy afera wybucha w mediach. Kiedy sprawa przycicha, dalej dzieje się to samo.

Były szef ARR Łukasik pokazuje na nagraniu dokument - jak wynika z kontekstu - podpisany przez Sawickiego, w którym nakazywać on miał zatrudnianie konkretnych osób, swoich znajomych. Sawicki zeznawał w prokuraturze i przed sądem, że nigdy nie ingerował w politykę personalną tej agencji. Służby powinny błyskawicznie zabezpieczyć ten dokument, bo może to być kluczowy dowód na składanie przez Sawickiego fałszywych zeznań.

CBA badało też Agencję Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa. Wiemy, że dochodziło do olbrzymich nadużyć przy przetargach, m.in. na sporządzanie map satelitarnych czy w informatyce. Osoby, które wówczas zatrzymywano, którym stawiano zarzuty czy które objęto aktami oskarżenia, mają się jednak świetnie, a nawet zachowują intratne posady w radach nadzorczych.

Wygląda na to, że Donald Tusk uznał, iż ten obszar to folwark PSL, udzielne księstwo, w które on się nie wtrąca dopóty, dopóki nie zagrozi to słupkom sondażowym. Aktem oskarżenia w sprawie ARIMR objęty jest płk Aleksander Lichocki, osoba przez lata pełniąca funkcje kierownicze w WSI. Jeden z głównych bohaterów obecnej afery to Andrzej Śmietanko, oficjalnie polityk PSL, ale przez długi czas był ministrem w kancelarii Aleksandra Kwaśniewskiego.

-------------------------------------------------------------------

Komentarz Jacka Kurskiego: Wszystko się wyjaśniło 19 lipca. Polska przegrała przed ETS w Luksemburgu sprawę o ustawę o hazardzie, co może skutkować wypłatą miliardowych odszkodowań za utracone zyski i poniesione straty branży Sobiesiaka i kolesiów, którą PO tak bardzo „chciała" ukrócić. Tusk dawał publicznie słowo honoru, że zgoda Komisji Europejskiej nie jest potrzebna.

W normalnym kraju oznaczałoby to megaskandal z premierem, który naraził kraj na straty, w roli głównej, tłumaczącym się, czy nie miał w tym interesu on lub ktoś z jego środowiska. W Polsce wystarczyło odpalić trzymaną w blokach startowych gadkę dwóch sfrustrowanych kolesiów (Serafin jest tu pewnie rzeczywiście marnym pionkiem), pognać usłużny mainstream na Sawickiego i pokazać, jaki Tusk stanowczy i praworządny. Małe chochle chytrego PSL, jakich zawsze było pełno, posłużyły do przykrycia wielomiliardowej grandy PO. To dziś istota polskiej polityki. Decydują dyspozycyjne, reżimowe media.
P
POdatek
Za pomocą "zaprzyjaźnionych" mediów (określenie Andrzeja Wajdy) Tusk wmówił Polakom, że CBA to zbędna instytucja, gnębiąca niewinnych ludzi. Żaden układ nie istnieję, jest wytworem chorej wyobraźni. Posłanka Sawicka to tylko biedna skrzywdzona miłość, a doktor G. to wręcz bohater, dobroczyńca ludzkości, szykanowany przez okrutny i zły reżim. Złodzieje stali się nagle niewinni jak te lilie polne, a ścigający ich funkcjonariusze – agenci CBA, prokuratorzy – mianowani zostali czarnym ludem.

A gdy już objęli władzę, to w pierwszej kolejności uderzyli w instytucje walczące z korupcją. Przetrącili kręgosłup CBA, prokuraturę zamienili w niedotykalną korporację, zmienili ustawę o NIK, likwidując protokoły kontroli, tak aby Izba pisała raporty bardziej ogólne, bez kłopotliwych szczegółów.

Nic zatem dziwnego, że rozmaite Rychy, Miry, Zbychy z PO oraz podobna do nich Śmietanka z PSL-u uznała to za jasny sygnał – można kraść.

A potem były już tylko kolejne zamiatane pod dywan afery, z hazardową na czele i znów jasny sygnał – jak złapią za rękę, to mówimy, że to nie nasza ręka. Nikt nam nie zrobi nic.

I seria samobójstw – tu się prezes zastrzelił, tam dyrektor powiesił – udziału osób trzecich nie stwierdzono.

Władza sprawowana przez PO i PSL jest po prostu sama w sobie korupcjogenna. Ona korupcję lubi, ona korupcji sprzyja, a układy korupcyjne jej sprzyjają z wzajemnością. W obronie obecnej władzy nie będą szczędzić pieniędzy ani sił.
e
easyrider
Po 23 latach rujnowania państwa, między innymi przez partyjnych kolegów pana ex-PZPR-owca Cimoszewicza, zrobienie czegokolwiek sensownego jest niezwykle trudne. Trzeba by to zaorać do spodu i zacząć od nowa. Tuski tego nie zrobią i wiedzą o tym doskonale. Propaganda może jeszcze trochę przedłużyć tą agonię ale widmo Grecji będzie coraz bliższe. Jedyne co się nie zdezaktualizowało od czasu kiedy rządzili komuniści, to stwierdzenie Urbana, że rząd się sam wyżywi.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Cimoszewicz: Niech ten rząd, do licha, weźmie się do roboty
g
gral
Jak harata w gałę tak rządzi.
D
Donald
Przecież on nigdy nie ma nic do powiedzenia. To salonowiec z lasu który robi dla PO.
Dodaj ogłoszenie