Cierpienia Świętego Mikołaja

Paweł Zarzeczny
Fot. Polskapresse
Kilka lat temu popularny był świąteczny SMS od Świętego Mikołaja. A w nim takie pytanko: - Byłeś grzeczny? - Tak, oczywiście! - A kradłeś? - Nie, nigdy! - No to wreszcie zacznij! Bo ja ci nie będę całe życie robić prezentów!

Ano właśnie. Cierpienia Świętego Mikołaja. Całe życie musi robić prezenty, wpatrywać się w obdarowywanych, czy dosyć ich uszczęśliwił, a samemu radować się z pary skarpetek...

Każdy kocha Mikołaja, kiedy jest dzieckiem. Ale tak do wieku przedszkolnego. Wtedy dowiaduje się od kolegów, co mają dziewczynki, no i że Mikołaja udają rodzice. No i czar pryska, jest tylko próba odgadnięcia, co spadnie z nieba pod choinkę (no bo po to przecież ta cała choinka). Konsekwencją są próby wyłudzenia prezentów poprzez listy do Świętego M. i takie tam historie. Skutkujące - po pierwsze - rozczarowaniami, po drugie - milionami ściętych drzewek, milionami zabitych karpi... W imię tradycji, chyba zbyt nadętej i kosztownej, z Bożym Narodzeniem i skromnym żłobkiem niemającej wiele wspólnego. W czasach kryzysu.

Każdy dostawał kiedyś piękne prezenty przez siebie wymarzone. Ja, tak z pamięci, piłkę, szachy, raz boski zestaw: dobrej książki z piżamą, której na chwilę (piżamy) pozbawiła mnie Mikołajowa. A raz, już w dorosłości, ale ja zawsze muszę mieć skomplikowany żywot - na Wigilię wyznaczono mi sprawę rozwodową. No i od Mikołaja dostałem... wolność, z której do dziś korzystam.

Wyobraźcie sobie - Wigilia, ludzie dekorują choinki, pieką ciasto, a ja w sądzie. Kocha pan żonę? - pyta sędzia… Oczywiście, kocham. A czy pani kocha męża? Nie. Nie kocham.

To poproszę poczekać kwadrans na korytarzu...

Naoglądałem się filmów, to myślałem, że przełożą sprawę o pół roku, zrobią jakieś próby polubowne. No i wchodzę po tym kwadransie do sali rozpraw, a sędzia, mocno się jąkając (do rozwodów dają takich zwichrowanych chyba), mówi:

Ogłaszam małżeństwo za rozwiązane, Wyrok uprawomocni się w ciągu 14 dni. Koszt 1200 złotych.

Zapłaciłem od razu, wtedy ze złością, a dziś myślę, że Mikołaj super tanio wycenił moją wolność.

Ale i tak z wrogiem przełamałem się opłatkiem, tak mnie wychowano. Wybaczać, zwłaszcza tym, którzy nie wiedzą, co czynią.
Ale to tylko ucieczka w bok (rozwód każdy to poniekąd też skutek takich ucieczek) od tematu. Mianowicie - bezradności Świętego Mikołaja.

Na przykład ja w tym roku powinienem obdarować przynajmniej z dziesięć osób. Oczywiście mnie to irytuje. Raz, z braku kasy. Dwa, z tej przykrej chwili, kiedy ktoś odpakowuje prezent i… czuć jego rozczarowanie przykryte fałszywą radością: "Och, właśnie o takiej pomadce marzyłam!". Radują się szczerze wyłącznie malutkie dzieci, ale to przecież też oszustwo - to dorośli bawią się ich naiwnością, ich ufnością w te bzdury o saniach, reniferach, kominach, brodach i czerwonych ciuchach z wielką czapą. O tym, że plastikowy samochodzik to rzecz najwspanialsza pod słońcem, gdy to tylko tania zabawka. Dziką radość sprawia nam wmawianie dzieciom, że oto spadła im gwiazdka z nieba. Gdy tak naprawdę nie wiemy, jak związać koniec z końcem, jak uciec z wiecznej nędzy, z zadłużenia… Jak znaleźć pracę za godną płacę...

Opowiadając o Mikołaju, stosujemy wobec wielu biednych ludzi coś w rodzaju niegodnego terroru. Że muszą, że poradzą

Czy wiecie, że najbogatsi też pożyczają sobie po kilka tysięcy? I potem ukrywają się jedni przed drugimi. Bo nie mają z czego oddać.

Koleżanka, którą grzecznie spytałem, kiedy wyśle mi kasę, powiedziała: - No, tyle masz przecież milionów, tyle domów, a o parę tysięcy się dopytujesz?

Ludzie nie rozumieją, że można mieć ogród, a nie mieć na ogrodnika. Że można mieć kosztowny obraz, a nie mieć na niego kupca. Mieć hektary albo najdroższe auta, a nie mieć na paliwo albo ubezpieczenie.

Ja obserwuję wielu zamożnych świętych mikołajów i powiem wam jedno - jest źle. Cierpią. Kiedy będzie lepiej? Już było. Owszem, każdego dzieciaka można spławić cukierkami, ale takie, jak pamiętam w tandetnych, plastikowych budzikach, przysyłali tam Rosjanie w pierwsze święta stanu wojennego. Daleko przez te ponad 30 lat żeśmy nie odeszli. I nie patrzcie przez pryzmat wielkich miast, telewizji, tych galerii handlowych, lampionów i światełek. U mnie na wsi kiedyś w święta ulica jarzyła się tysiącami kolorów, niczym Nowy Jork… Albo i lepiej. Dziś to ciemna, zapyziała dziura pełna smutnych, zmęczonych i zadłużonych ludzi.

A każdy musi przecież odegrać rolę Świętego Mikołaja, bo trudno powiedzieć bliskim: Kochani, w tym roku prezentów nie będzie.

Nie uwierzą. Bo przecież prezenty zawsze były. I będą liczyć na niespodzianki, bo… zawsze były. Na Świętego. A Święty ledwo już dyszy. Jak ja.

W tej marketingowo-prezentowej szopce spróbujcie się postawić w roli matek i ojców, którzy nie mają nie tylko na prezenty i na choinkę, ale też na jedzenie, takie całkiem zwyczajne i nieświąteczne. Jest takich Polaków coraz więcej.

Opowiadając o Mikołaju, stosujemy wobec wielu biednych ludzi coś w rodzaju niegodnego terroru. Że muszą, że wypada, że poradzą. A to jest tylko terror zakupów, na które nie ma nikt pieniędzy.

I nie jest to przesada. Mam nieruchomości, mam cztery posady, a brakuje mi na... wszystko.

Rząd mi nie pożyczy. Nawet pod hipoteki. Wszystko stoi. A jak komuś jakimś nadzwyczajnym cudem uda się wyrwać kredyt (czy wiecie, że bankierzy chcą dziś łapówek za przepchnięcie papierów, kryminał!), to płaci się od 10 proc. wzwyż...

Znajoma powiedziała mi, że u niej w Austrii kredyty są dla wszystkich, od… 2,8 proc. Czyli praktycznie nieoprocentowane. Dla rozruszania gospodarki, handlu, dla wspomożenia świętych mikołajów. Ludzi.

Taa, tam to można się bawić w worki z prezentami. Ale nie w Polsce, w najbardziej zabiedzonym dziś kraju Europy. Można powiedzieć - ale przecież Bułgaria, Rumunia… Tak. Ale tam nigdy nie żyło się lepiej, jak i na Białorusi. Tam nędza nie boli tak bardzo jak dziś w Polsce. Bo najbardziej boli upadek.

I co gorsze - nikt nie zamierza niczego z tym zrobić. Rząd gaworzy, że trzeba przeczekać, może minie, jak choroba...

Opozycja, żeby się pomodlić...

Otóż jedni i drudzy nie mają pomysłu na rozwój, niestety.

To będą moje smutne święta, chociaż akurat ja mam w życiu mnóstwo farta i mogę w liście do Świętego Mikołaja poprosić o wszystko, czego zapragnę, i zapewne bym dostał.

Ale nie cieszy mnie zabawa, w której tylko ja się bawię. Albo taka, w której umiem jedynie wyciągać rękę po dary. Brać, zamiast dawać. Brać, wiedząc, że nigdy nie będę w stanie odpłacić za dobroć.

Tak ciężko być po obu stronach - ofiarowującego, dobroczyńcy i obdarowywanego nędzarza.

Na szczęście w micie o Świętym Mikołaju jest coś, co budzi nadzieję. Mianowicie - rózgi.

Coś, co kiedyś skłaniało nas, dzieci, do lepszego zachowania. Żeby na pytanie, czy byłeś grzeczny - choćby w obawie przed rózgami - odpowiedzieć: tak.

No a dziś rózgi - mam wielką, wielką nadzieję - działają już na wyobraźnię także dorosłych.

I jak Mikołaj zapyta kogoś z rządzących:

- Czy kradłeś?

To jeśli kradłeś - to wiesz, że rózgi cię nie ominą.

Że ten cały Mikołaj to już nie są żarty z długą brodą.

Zamiast landrynek dla nas będą kije dla was.

Przykro być Kasandrą. Ale może gdyby ktoś słuchał Kasandry, nie upadłaby Troja.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

U
Uczeń
Dzięki za 14% za darmo,szkoda,że doszło do takich momentów,że aby przeczytać bloga trzeba płacić. Welcome to POland !! Wesołych Świąt panie Pawle.
E
Emeryt
Dziękuję za te 14% za darmo. Nie sądziłem, że będę korzystał z tak niskich procentów. Życzę normalnych procentów i prezentów. Wesołych Świąt.
Dodaj ogłoszenie