Cichocki: Partnerstwo Wschodnie ma sens, choć nie jest w pełni wykorzystane

Redakcja
Marek Cichocki jest specjalistą ds. międzynarodowych z Centrum Europejskiego Natolin. Był doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego
Marek Cichocki jest specjalistą ds. międzynarodowych z Centrum Europejskiego Natolin. Był doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego Fot. archiwum
- Unia przespała ostatnią dekadę i dziś nie jest już tak atrakcyjna dla państw z nią sąsiadujących, jak była w latach 90. Dlatego kraje ze Wschodu nie są zdeterminowane, by do niej dołączyć - mówi mówi politolog Marek Cichocki w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Czy uruchomiony dwa lata temu program Partnerstwa Wschodniego spełnia pokładane w nim nadzieje?
Gdybym miał go oceniać w skali szkolnej, to postawiłbym mu trzy plus, a może nawet czwórkę. Na początku widać było mobilizację wokół tego projektu, ożywione zainteresowanie możliwościami, jakie on stwarza. Później jednak entuzjazm opadł. Dlatego dobrze, że teraz mamy szczyt. Daje on szansę podsumowania tego, co się wydarzyło, złapania drugiego oddechu.

Minister Radosław Sikorski w czerwcu zapowiedział, że podczas szczytu ogłosi nowy pomysł na zagospodarowanie tego Partnerstwa. W deklaracji, jaką mają podpisać uczestnicy szczytu, pojawia się kilka nowych propozycji, ale trudno powiedzieć, że one całkowicie odmienią ten program. Czy można je uznać za oddech, o którym Pan mówi?
Szczyty odgrywają istotną rolę na poziomie politycznym. One pomagają zmobilizować państwa członkowskie do działań wokół określonych zadań. Natomiast Partnerstwo Wschodnie nawet nie tyle potrzebuje nowego pomysłu na siebie, co bardziej musi się uporać z problemami, jakie stanowi obecna sytuacja w całej Europie. Bo jednak jest ona dużo gorsza niż wtedy, gdy inaugurowano działalność Partnerstwa Wschodniego. Unia jest dzisiaj w kryzysie. Partnerstwo nie może dziś zaproponować drogi prowadzącej prosto do członkostwa w UE. Może natomiast wspomóc strukturalny rozwoju państw, wspierać rozwiązywanie lokalnych problemów, z którymi w dalszym ciągu muszą się one zmagać.

Spójrzmy najpierw na Partnerstwo Wschodnie z perspektywy zachodniej. Czy w Berlinie, Paryżu, Rzymie, Londynie, czy Madrycie kogokolwiek interesuje to, co się dzieje za Bugiem?
Na pewno od tych stolic nie należy oczekiwać zbyt wiele, lepiej poruszać się wśród tematów, które są realne. Trzeba pamiętać, że w Unii podział na sąsiadów ze Wschodu i sąsiadów z Południa jest czymś oczywistym. Przede wszystkim trzeba dbać o to, by wschodni wymiar sąsiedztwa nie był poszkodowany - ale jednocześnie nie należy "rozdzierać szat" nad tym, że niektóre państwa UE nie przejawiają nadmiernego zainteresowania krajami ze Wschodu. Najlepiej oprzeć się na sprawdzonych sojuszach w Unii, a więc głównie na krajach skandynawskich czy państwach Europy Środkowej. Europejską polityką wschodnią powinny być zainteresowani także Niemcy. Realnie oceniając sytuację, należy wsparcia w polityce sąsiedzkiej szukać właśnie wśród tych krajów. W przypadku innych będzie trudniej - i nie należy się łudzić, że uda się pozyskać ich pełne zainteresowanie. Trzeba więc zapobiegać negatywnym tendencjom, na przykład próbom wyhamowania negocjacji związanych z podpisaniem traktatu stowarzyszeniowego z Ukrainą. Ale jednocześnie trzeba zaakceptować realny układ sił w Unii.

Tyle że w rzeczywistości Partnerstwo kompletnie nikogo nie interesuje i załatwienie czegokolwiek graniczy z cudem.
Nie przekreślałbym go. Proszę porównać jego skuteczność z innymi podobnymi projektami, takimi jak strategia naddunajska czy bałtycka. One istnieją tylko wtedy, gdy zainteresowanie nimi przejawia część państw członkowskich. Jeśli znajdzie się jakiś orędownik takiej koncepcji, to ona działa i można za jej pomocą osiągać wiele celów. Nie da się takiego instrumentu zablokować tak długo, jak będzie on znajdował zwolennika, któremu zależy na jego istnieniu. Także kluczową rolę w każdym takim projekcie odgrywają państwa, które powołały go do życia. Gdy im zabraknie energii, instrument zanika. Trudno bowiem oczekiwać, że troszczyć się o niego będzie brukselska administracja.

CZYTAJ TEŻ:
* Szczyt Partnerstwa Wschodniego w Warszawie. Kraje UE potępiają sytuację na Białorusi
* Białoruś bojkotuje szczyt Partnerstwa Wschodniego. Wspólnej deklaracji nie będzie
* Buzek: Rozmawiajmy o partnerstwie Wschodnim, rozmawiajmy o Europie (ZDJĘCIA)

Czy Polska i Szwecja, pomysłodawcy Partnerstwa Wschodniego, sprawdzają się według Pana jako motory napędowe tego programu? Wykorzystują w pełni możliwości, jakie on daje?
Można by zrobić więcej. Na przykład Polska mogłaby mocniej zaangażować się finansowo w kraje objęte Partnerstwem. W krajach Kaukazu Południowego Polska jest prawie nieobecna jako inwestor. Obecność inwestorów nadałaby Partnerstwu nową dynamikę, w tej dziedzinie można sporo zrobić.

Partnerstwo Wschodnie, jak zauważył Pan wcześniej, wytraciło swój początkowy impet. Ale czy nie jest to także konsekwencja tego, że kraje objęte tym programem nie przejawiają zbytniego zainteresowania Unią?
Czasami wschodni sąsiedzi Unii krytykowali ideę Partnerstwa. Na przykład władze Ukrainy twierdziły początkowo, że Partnerstwo nie jest projektem adekwatnym do skali problemów, wyzwań, z jakimi to państwo musi się zmagać. Te obawy mogłyby rozwiać podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą, także przyciąganie do Unii Mołdawii. Biorąc pod uwagę skalę Mołdawii, jej członkostwo, w jakiejś perspektywie, na pewno nie byłoby wyzwaniem ponad siły Unii, nawet w sytuacji, gdy musi się dzisiaj zmagać z ciężkim kryzysem. Należałoby także lekko modyfikować sposób funkcjonowania Partnerstwa. Teraz koncentruje się na działaniach organizacji pozarządowych promujących idee demokratyzacji i społeczeństwa obywatelskiego. Akurat tego mieszkańcy tych państw nie oczekują od Unii, może z wyjątkiem Białorusi. Bardziej czekają na konkretne rozwiązania, na przykład liberalizację systemu wizowego, podpisanie umowy stowarzyszeniowej czy ułatwienia w korzystaniu z unijnych pieniędzy. Kraje objęte programem mają też dużo problemów związanych z rolnictwem. Dla przykładu Gruzini nie radzą sobie z przetwórstwem oraz produkcją rolną i - by uporać się z problemem - sprowadzają Burów z Republiki Południowej Afryki.

Może problem polega na tym, że południowi sąsiedzi Unii robią dużo więcej, by zwrócić uwagę na siebie, niż wschodni? Kraje Afryki Północnej tegorocznymi rewoltami pokazały, że chcą u siebie zmian - tymczasem w krajach zza Bugu nic się nie zmienia od lat. Trudno się więc dziwić, że kraje Unii niezbyt zwracają na nie uwagę.
Dlatego też są potrzebne działania, które pomogłyby zmienić ten stan rzeczy. Często można spotkać w krajach Partnerstwa, na przykład w Kaukazie Południowym, zarzut, że łatwiej jest pozyskać kredyty od banków z państw azjatyckich niż z Europejskiego Banku Inwestycyjnego. To sygnał, że relacje między tymi krajami i UE nie układają się tak, jakbyśmy tego oczekiwali. To dlatego państwa Europy Wschodniej dużo częściej zerkają np. w kierunku Turcji niż Brukseli - bo Ankara jest w stanie im zaoferować konkretne rozwiązania, poza tym chętnie inwestuje na ich terytorium, np. w budownictwie. Partnerstwo Wschodnie może być instrumentem, który te braki wypełnia.

Rozmawiał Agaton Koziński

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

CZYTAJ TEŻ:
* Szczyt Partnerstwa Wschodniego w Warszawie. Kraje UE potępiają sytuację na Białorusi
* Białoruś bojkotuje szczyt Partnerstwa Wschodniego. Wspólnej deklaracji nie będzie
* Buzek: Rozmawiajmy o partnerstwie Wschodnim, rozmawiajmy o Europie (ZDJĘCIA)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie