Chopin niemal obsesyjnie dbał o wygląd. Lubił się podobać

Paulina Sygnatowicz
Przystojny i dobrze ubrany młody geniusz z Polski na paryskich salonach był wręcz rozrywany. Jego popularność zadecydowała o tym, że – jak byśmy dziś powiedzieli – został twarzą fortepianów marki Pleyel. Dostawał prowizję od sprzedaży Materiały prasowe
Staranności w ubiorze nauczyła Fryderyka matka. Kiedy siedmioletniego Frycka zapytano po koncercie, co najbardziej podobało się publiczności, odparł bez namysłu: mój koronkowy kołnierzyk

Dzień rozpoczynał, jeszcze przed śniadaniem, od fryzjera, który go golił i czesał. Frak zamawiał u najlepszego paryskiego krawca, zawsze w stonowanych kolorach. W grę wchodziły czerń, szarości, granat i dyskretny fiolet. Na czarnej kamizelce dopuszczał dyskretny wzór. Pod spodem koszula z białej batysty, na niej szeroki krawat z brylantową spinką. Na nogach buty robione na zamówienie. W zimie płaszcz i białe rękawiczki. Koniecznie kapelusz.

Młody dandys
Nie da się ukryć, Fryderyk Chopin był dandysem. I to już od lat najmłodszych. Na każdy z koncertów, które grywał, będąc dzieckiem, mama Tekla Justyna Krzyżanowska ubierała go w wyjściową białą koszulę. Gdy po jednym z takich występów zapytano małego Frycka, co publiczności podobało się najbardziej, odparł niedbale: "Mój koronkowy kołnierzyk".

Miał siedem lat i wiedział, jak brylować w towarzystwie, brylował w nim zresztą chętnie.
Do tego wręcz stopnia, że jego ojciec Mikołaj trzymający pieczę nad talentem syna obawiał się, czy nadmierna liczba koncertów nie doprowadzi do przepracowania małego geniusza.

A mali geniusze byli wówczas w modzie. Tak bardzo, że księżna Pelagia Sapieżyna zaproponowała ponoć, aby "położyć na afiszach, że małego Chopinka niańka przyniesie na ręku". Później na rękach nosił go cały świat.

Dusza towarzystwa
Był wprost stworzony do salonowego życia. Dowcipny, obyty, doskonale znający języki obce (angielski, niemiecki, włoski i francuski), do tego całkiem przystojny. Musiał być rozchwytywany w towarzystwie. A towarzystwo wybierał najlepsze.

Bywał u hrabiny Delfiny Potockiej, w salonach Czartoryskich i Platerów. Nie lubił dużej publiczności, lepiej się czuł w kameralnym gronie. Mógł sobie na to pozwolić. Udzielał prywatnych lekcji gry na fortepianie. Za godzinę pracy zarabiał pięć razy tyle co francuski robotnik za cały dzień pracy.

Było nudno, ale w końcu Chopin się upił i zaczął grać. Bawiliśmy się do rana - opisał spotkanie z kompozytorem Słowacki

Był obdarzony nie tylko talentem pianistycznym i ogromnym poczuciem humoru, ale także niezwykłymi zdolnościami aktorskimi. Chętnie i z talentem parodiował znajomych. Lubił wypić, a gdy wypił, potrafił grać łokciami na fortepianie. Poeta Juliusz Słowacki wspominał: "Było nudno, ale w końcu Chopin się upił i zaczął grać. Bawiliśmy się do rana". Grał chętnie, rzadko odmawiał. Po pierwszym publicznym wystąpieniu w Paryżu w roku 1832 Robert Schumann orzeka: "Panowie, czapki z głów, oto geniusz".
Firmy wydawnicze od razu zauważyły interes do zrobienia, podpisując z nim kontrakty.
Chopin został twarzą firmy Pleyel, grał na jej instrumentach, koncertował w jej salonach i zgodnie z umową otrzymywał prowizję od sprzedanych fortepianów.

Furiat
Do fortepianu był tak przywiązany, że nie potrafił bez niego komponować. W liście z Majorki, na którą pojechał, aby pielęgnować związek z George Sand, pisał: "Fortepian jeszcze nie nadszedł. - Jak go Pan wysłał? Przez Marsylię czy przez Perpignan? Marzę o muzyce, lecz nie gram - bo tu nie ma fortepianów... jest to dziki kraj pod tym względem".

Nie był łatwym we współżyciu człowiekiem, gdy tworzył. Salonowa dusza towarzystwa potrafiła przemienić się w pełnego pasji bezkompromisowego artystę przy pracy. Nie był wówczas miły dla bliskich. Przebywanie pod jednym dachem z Chopinem w szale twórczym wystawiało uczucia na ciężką próbę.

Popadał wówczas w skrajne stany - od euforii do furii. Potrafił zrobić awanturę o udziec kurczaka.
George Sand, kobieta, która mu w tych chwilach towarzyszyła, pisała: "Pomysły muzyczne przychodziły nagle, niespodziewanie, i to w kształtach już zaokrąglonych, wykończonych, gotowych, wspaniałych. Czasami, gdy siedział przy fortepianie, czasem znowu na spacerze.

W tym ostatnim razie niecierpliwie oczekiwał końca przechadzki, żeby jak najprędzej mógł dostać się do fortepianu i usłyszeć zachowane w pamięci pomysły muzyczne". Ciężkie chwile, pełne gorączkowej pracy, wahania się, opracowywania szczegółów nachodziły go, gdy siadał już przed klawiaturą. "To, co stworzył w myśli jako całość gotową i wykończoną, gdy miał przelać na papier, analizował aż do przesady; a gdy dane szczegóły nie okazywały się odpowiednimi, wpadał w prawdziwą rozpacz.

Zamykał się w swym gabinecie, ślęczał całymi dniami nad swą pracą, płakał, rzucał się jak opętany, łamał pióra, często jeden takt po sto razy przekreślał i przerabiał. Na drugi dzień rozpoczynał tę samą historię z godną współczucia wytrwałością. Nieraz nad jedną stronicą siedział sześć tygodni, a w końcu napisał swój utwór tak, jak za pierwszym razem przelał go na papier" - kontynuuje Sand.

Co za piękno
Chopin lubił się portretować. Swoje portrety chętnie rozdawał znajomym, rodzinie. Zachwycał się tymi dobrze namalowanymi, nie szczędził słów krytyki tym, które mu się nie podobały.
W liście do Juliana Fontany pisał: "Biuściku mego do domu nie posyłaj, tylko w szafie zostaw, boby się przelękli".

Pod koniec życia schorowany Fryderyk Chopin przy wzroście 170 cm ważył tylko 44 kg. Po dawnym dandysie pozostał jedynie jego cień.
Kilka godzin po zgonie Chopina Clesinger zdjął dwie formy z twarzy muzyka, aby wykonać pośmiertne maski. Z pierwszej formy odlał maskę, którą zatrzymał dla siebie. Zachowała ona włoski wyrwane z brody zmarłego kompozytora. Drugą podretuszował, aby wyidealizować twarz zniekształconą przez śmierć i długotrwałą chorobę.

Jane Stirling, wieloletnia i oddana uczennica Chopina, była obecna w atelier artysty, gdy powstawała jego pośmiertna maska. Dzieląc się wrażeniami, napisała: "Co za piękno…". I to właśnie takiego Chopina, pięknego muzyka, pamiętamy do dziś.

Najnowsze oferty na Black Friday

Materiały promocyjne partnera

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
spokojny

A co w tym dziwnego? Ciekawe jaki człowiek „nie chce się podobać”?. A w środowiskach hrabiowskich czym mieli się ludzie zajmować skoro nie musieli pracować a mieli kasę i czas? Właśnie duperelami typu żółte buty do zielonych spodni czy odwrotnie.