Chlorowane kurczaki Busha

Łukasz Słapek
George Bush objeżdża Europę i żegna się z politykami. W Berlinie spotkał się z kanclerz Merkel fot. Paweł Kopczyński /REUTERS
George Bush żegna się z Europą i przy okazji załatwia korzystne dla USA interesy. Na każdym etapie tournée: od Słowenii i Niemiec przez Włochy dziś, po Francję i Wielką Brytanię w kolejnych dniach, amerykański przywódca porusza problem... drobiu.

Wizyta pomyślana jest jako próba pojednania z Europą. Na łamach brytyjskiego dziennika "The Times" Bush stwierdził, że jego twarda retoryka sprawiła, iż jest on odbierany jako "facet spragniony wojny". Przywódca USA wyraził też żal, że wywołana przez niego wojna w Iraku podzieliła cały świat.

Przekonując europejskich przywódców do współfinansowania rozpętanych przez USA wojen w Iraku i Afganistanie, Bush zachęca jednocześnie Unię, by znów zaczęła kupować amerykańskie kurczaki. Drób zza oceanu jest bowiem towarem zakazanym w Unii Europejskiej.

Embargo na amerykańskie kurczaki Bruksela nałożyła w 1997 r. Wszystko dlatego, że po uboju przeznaczone na eksport ptaki przechodzą kąpiel w chlorze. Praktyka ta, z powodu zagrożenia dla ludzkiego zdrowia, jest zakazana w Unii Europejskiej i stąd zakaz importu z USA.

Bush ma nadzieję, że uda mu się przekonać poszczególnych przywódców do jego zniesienia. Zielone światło dla chlorowanych kurczaków z USA dała dwa tygodnie temu Komisja Europejska, rekomendując wznowienie importu.

Przeciwko takiej decyzji jest jednak nadal 26 z 27 państw Unii. Jedynie tradycyjnie proamerykańska Wielka Brytania wstrzymała się od zajęcia w tej sprawie jednoznacznego stanowiska. Zdaniem niektórych zapowiedź uchylenia zakazu miała jedynie zapewnić dobrą atmosferę w czasie przedwczorajszego szczytu UE - USA w Lublanie.

Źródła w Brukseli mówią, że gdy zakaz nie zostanie uchylony, Komisja będzie mogła zrzucić winę na kraje członkowskie. Siedmiu na 10 mieszkańców Europy Zachodniej nie lubi Busha. Proponowany przez niego chlorowany drób jest równie niepopularny. Wątpliwe zatem, by rządy UE zaryzykowały zgodę na przywrócenie importu.

O tym, czym grozi zmiana decyzji pod naciskiem koncernów spożywczych z USA, świadczy przykład Korei Południowej, której rząd jest bliski upadku.

Wszystko dlatego, że w kwietniu władze w Seulu zgodziły się znieść zakaz sprowadzania wołowiny z USA. Embargo zostało wprowadzone pięć lat temu, po tym jak wśród amerykańskiego bydła wykryto przypadki zarażenia chorobą wściekłych krów.

Tysiące ludzi przerażonych wizją zarażenia śmiertelną chorobą Creutzfeldta-Jakoba protestowało w całej Korei przeciw zniesieniu zakazu. Doszło do starć z policją, jednak na wycofanie się z umowy z USA jest już za późno.

Jedyne, co mógł zrobić rząd Korei, to poprosić Waszyngton, by ten wysyłał mięso tylko z młodszych krów, które mają większą odporność na zabójczą chorobę. Z powodu awantury w Seulu poleciały głowy ośmiu prezydenckich ministrów, a nad dymisją całego rządu zastanawia się też premier Han Seung Su.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Antoni

Zabawnie się to czyta z perspektywy czasu ;)

Dodaj ogłoszenie