Chłopiec ze znaczka zrobił furorę w PRL

    Chłopiec ze znaczka zrobił furorę w PRL

    Grażyna Kuźnik

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Musiało minąć pół wieku, aby Wojciech Glensk dowiedział się, w jaki sposób jego zdjęcie z dzieciństwa trafiło na pocztowy znaczek. O tragicznych splotach ludzkich losów i walce PRL z gruźlicą pisze Grażyna Kuźnik.
    Naprzeciwko siedzi siwy, zażywny mężczyzna z ciepłym uśmiechem na twarzy. Wojciech Glensk, dziś obywatel Szwecji, absolwent uniwersytetu w Uppsali, urzędnik państwowy.

    Zadowolony z życia, szczęśliwy mąż i ojciec dwóch córek. Trzyma w dłoni odbitkę zna-czka, na którym roześmiany bobas wyciąga z ufnością ręce do kogoś, kto nie zmieścił się w kadrze. Na znaczku Poczty Polskiej widnieje nominał 3 zł plus 2 zł. I napis: "Chcesz zapobiegać gruźlicy, wykryć ją i wyleczyć? Zwróć się do poradni przeciwgruźliczej".

    - To dziecko to ja - mówi mężczyzna i pochmurnieje. - Wyglądam tak słodko, beztrosko. Ale takiego koszmaru, jaki przeszedłem w dzieciństwie, nie życzę nikomu - dodaje 67-letni dziś Glensk. Przyjechał do Polski, by uczcić 60. rocznicę wydania tego znaczka. I powspominać...

    Uśmiechnięta buzia malucha, którym był kiedyś, miała symbolizować nowe, radosne pokolenie PRL. Jemu przypomina najgorszy czas w życiu. Bo ten słodki chłopczyk to najmłodszy więzień Pawiaka, syn Teodora Glenska, przedwojennego adwokata i działacza Armii Krajowej. Sierota, któremu wojna zabrała rodziców i dzieciństwo.

    Spotkanie w atelier

    Polska z II wojny światowej wyszła jako kraj z największą zachorowalnością na gruźlicę w Europie. Zapadało na nią co najmniej 200 na 100 tys. osób (obecnie ok. 27), większość umierała. Był to jeden z największych ówczesnych problemów. Propagandowa seria znaczków z dziećmi, w tym z rocznym Wojtusiem, zrobiła furorę wśród filatelistów. Do dzisiaj jest bardzo poszukiwana.

    - Jest wyjątkowa przez świetne fotografie, nie bardzo nachalna. Po prostu przedstawiała małe dzieci w wyrazistych ujęciach. Nic dziwnego, przecież zdjęcia wykonała Janina Mokrzycka, jedyna kobieta w historii, która była szefem Związku Polskich Artystów Fotografików. Miała atelier w Katowicach i Warszawie, zdobywała międzynarodowe nagrody. Po wojnie wyjechała do Kanady, gdzie odnosiła duże sukcesy - opowiada Grzegorz Żak, katowicki filatelista.

    Ale seria znaczków wyszła jesienią 1948 roku. Zdjęcie rocznego Wojtusia Glenska zostało zrobione sześć lat wcześniej.

    Kiedy fotografka Janina Mok-rzycka usadzała chłopczyka przed obiektywem, była tylko uciekinierką ze Śląska, w każdej chwili zagrożoną aresztowaniem. Trwała okupacja. Artystka prowadziła mały zakład fotograficzny w Nowym Targu i udawała, że jest zwykłym rzemieślnikiem. Na Podhalu, w góralskiej chacie próbowała też przetrwać po ciężkich miesiącach uwięzienia na Pawiaku matka chłopca Mieczysława Glensk.

    Wojenna zawierucha

    Kobiety nic o sobie nie wiedziały. Mokrzycka, jeszcze niedawno elegancka i światowa kobieta, w "poprzednim życiu" studiowała w wiedeńskim Instytucie Grafiki u profesora Rudolfa Koppitza, miała znanych przyjaciół, urządzała wystawy swoich prac. Uczyła się też u ojca, fotografa i filmowca dokumentalisty Henryka Schabenbecka. Ale w 1939 roku Schabenbeck, wybrany na burmistrza Zakopanego, został aresztowany przez gestapo i zginął w zbiorowej egzekucji.

    1 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo