Chausovsky: Unia Europejska to przeszłość. Nadchodzi epoka regionalizacji

Redakcja
Eugene Chausovsky, znawca Europy Środkowo-Wschodniej w amerykańskim ośrodku analitycznym Stratfor. Pochodzi z Ukrainy
Eugene Chausovsky, znawca Europy Środkowo-Wschodniej w amerykańskim ośrodku analitycznym Stratfor. Pochodzi z Ukrainy
- Kraje w Europie łączy coraz mniej - mówi analityk Eugene Chausovsky w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Unia Europejska zmaga się z gigantycznym kryzysem gospodarczym. Czy w takiej sytuacji ktokolwiek w ogóle zwróci uwagę na szczyt Partnerstwa Wschodniego, który rozpocznie się w Warszawie 29 września?
Mimo wszystko jest szansa, że ten szczyt będzie czymś więcej niż tylko okazją do rozmów na wysokim szczeblu. Na pewno będzie on ważny dla Ukrainy, która właśnie finalizuje rozmowy dotyczące podpisania z UE umowy stowarzyszeniowej. Negocjacje w tej sprawie mają się zakończyć z końcem tego roku. Dla Polski to bardzo ważne, bowiem postawiliście sobie zakończenie tej sprawy jako jeden z priorytetów swej prezydencji w Unii.

Można jednak odnieść wrażenie, że na zakończeniu tych rozmów nie zależy samej Ukrainie. Władze w Kijowie nie chcą wypuścić z aresztu Julii Tymoszenko, mimo że protestuje przeciw temu Europa Zachodnia. Proces byłej premier może pogrzebać szanse Ukrainy na podpisanie umowy stowarzyszeniowej.
Na razie trudno przesądzić, jak ten proces się zakończy. Owszem, taka sytuacja, jaka ma miejsce teraz, może zablokować podpisanie umowy stowarzyszeniowej. Ale sytuacja jest dynamiczna, może się rozwinąć w różnych kierunkach - dlatego wolałbym nie przesądzać, co się stanie.

Wszystko wskazuje na to, że Tymoszenko zostanie skazana.
Mimo wszystko widać, że sporo różnych grup jest gotowych ją bronić, także uważam, że cały czas każda opcja jest możliwa. Tym bardziej że rząd w Kijowie regularnie powtarza, że integracja z UE jest dla niego priorytetem - tym bardziej powinno mu zależeć na doprowadzeniu do końca procesu ratyfikacji umowy stowarzyszeniowej. Na pewno dla Polski byłoby dużym rozczarowaniem, gdyby do tej ratyfikacji nie doszło.

A nie jest tak, że Ukraina tylko pozoruje chęć integracji z UE? To państwo tkwi w rozkroku między Unią a Rosją - i tak naprawdę sprawia wrażenie zadowolonego z takiej sytuacji.

Polska ma potencjał, aby stać się przywódcą Europy Środkowej. Ale nie jesteście liderem. Testem na przywództwo okaże się sposób, w jaki wykorzystacie złoża gazu łupkowego

Rzeczywiście, Ukraina bardzo długo balansowała między UE a Rosją. Ale w ostatnich miesiącach wyraźnie postawiła na Europę, stosunki Kijowa w Moskwą w tym czasie wyraźnie się pogorszyły. Widać to choćby po negocjacjach w sprawie dostaw gazu. Choć też Ukraina nie jest tak zdeterminowana w budowaniu dobrych relacji z UE, jak była Polska w latach 90. Tyle że Kijów nie ma szans na dołączenie do Unii w najbliższym czasie, podczas gdy Warszawa miała świadomość swojej szansy. Nawet gdyby Ukraina rzeczywiście podpisała umowę stowarzyszeniową, byłby to bardziej symboliczny gest niż realna deklaracja. Ta sytuacja także rzutuje na zachowanie władz ukraińskich. Na to nakłada się jeszcze jeden czynnik: geopolityczny. Kraje objęte Partnerstwem Wschodnim wchodziły w skład Związku Radzieckiego. Rosja cały czas jest ważnym graczem i te państwa ciągle tkwią w cieniu Moskwy. Dotyczy to przede wszystkim Białorusi. Ukraina jest w innej sytuacji i dlatego Unia chętniej z nią rozmawia. Choć sam fakt rozmawiania nie daje jeszcze żadnej gwarancji. Tym bardziej że Kijów musi się liczyć ze zdaniem Moskwy. To bardzo ważny partner handlowy, który w dodatku nie waha się używać dostępnych jej technik, by zastraszać inne kraje.

CZYTAJ TEŻ:
* 'The Times': Jeśli euro runie, wojna może rozlać się po Europie
* Prof. Roszkowski: Za przyzwoleniem elit Unia chyli się ku upadkowi
* Soros: Nie można wykluczyć upadku euro

Ale Rosja straszyła też Polskę czy inne kraje Europy Środkowej - a jednak my jednoznacznie postawiliśmy na Unię Europejską i NATO. Czemu Ukraina nie chce zachować się tak samo?
Bo Ukraina jest w innej sytuacji. Owszem, widać pewne podobieństwa. Ale główna różnica tkwi w samej Rosji. Moskwa dużo większą uwagę przywiązuje do Kijowa niż do państw Europy Środkowej. Ukraina jest dla niej ważniejsza z wielu powodów: z powodu położenia, faktu, że przez nią przechodzą kluczowe rurociągi i gazociągi. Utrata Ukrainy byłaby dla Rosji dużo większą stratą niż utrata Polski czy Węgier. Jej utrata byłaby wręcz problemem egzystencjalnym.

Czy Europa ma szansę wyrwać Ukrainę z rosyjskiej strefy wpływów? Co powinna zrobić Bruksela, by do tego doprowadzić? A może nie ma na to żadnych szans, a takie sytuacje jak szczyt Partnerstwa Wschodniego czy negocjacje umowy stowarzyszeniowej to tylko pozory?
Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że Europie brakuje narzędzi, aby wyciągnąć Ukrainę Rosji. Przede wszystkim dlatego, że państwa europejskie są zajęte własnymi problemami, przede wszystkim kryzysem finansowym, i nie mają głowy, by skoncentrować się na Ukrainie. Większość państw należących do UE, przede wszystkim Niemcy, nie jest zainteresowanych rozszerzaniem Wspólnoty na Wschód. W najbliższym czasie nic się w tej materii nie zmieni, a w dłuższej perspektywie trudno cokolwiek założyć, bowiem nie wiadomo, co tak naprawdę stanie się z samą Unią. Zakładam, że ona przetrwa, ale podejrzewam, że przybierze już inną formę. Zresztą w przypadku UE to norma. 10 lat temu wyglądała ona kompletnie inaczej niż teraz. Dlatego trudno też przypuszczać, jaki będzie miała kształt za kolejną dekadę.

Owszem, Unia się ciągle zmienia - ale zmiany polegają na ciągłym rozwoju. Gdyby Bruksela zamierzała utrzymać ten trend, to przyjęcie Ukrainy do UE wydaje się nieuchronne.
Wcale nie uważam, że Unia jest skazana na ciągłe rozszerzanie się. Powiedziałem jedynie, że nieustannie się zmienia - ale dziś trudno przewidzieć, w jakim kierunku pójdzie. Zresztą stawianie tezy, że rozszerzenia wzmacniają UE, jest ryzykowne. Przecież przyjęcie 12 państw jest jednym z powodów problemów, jakie teraz Wspólnota przeżywa. W ośrodku Stratfor przewidujemy, że teraz sytuacja geopolityczna będzie się rozwijała w innym kierunku: będziemy świadkami regionalizacji. To zjawisko dotknie nie tylko Unię Europejską, ale także NATO.

Na czym będzie polegała regionalizacja?
Istniejące obecnie międzynarodowe organizacje są de facto blokami krajów, które mają wiele różnych interesów. Coraz trudniej do tych różnych potrzeb znaleźć wspólny mianownik. Proszę choćby zobaczyć na sytuację Grecji i Niemiec - przecież tych dwóch państw właściwie nic nie łączy. Reakcje na sytuację w Libii też się różniły w zależności od kraju, jego potrzeb i zobowiązań. Francja i Wielka Brytania nie miały wątpliwości, że należy się zaangażować w działania wojskowe w tym kraju. Inne, w tym Polska, były tym dużo mniej zainteresowane i wolały nie wysyłać własnych żołnierzy do Afryki Północnej.

Spodziewa się Pan, że drogi krajów europejskich całkiem się rozejdą, a w zamian powstanie na przykład unia państw środkowoeuropejskich?
Tak, różne regiony Europy będą tworzyć własne organizacje. Na pewno Europa Środkowa będzie jednym z nich. Stowarzyszenia regionalne mają większe uzasadnienie, zarówno z perspektywy politycznej, jak i bezpieczeństwa. Kluczową rolę będzie w tej regionalizacji odgrywała Rosja i stosunek do niej. Część państw czuje się z jej strony zagrożona - ale inne widzą w relacjach z nią szansę na dobre interesy. Dla Niemiec to ważny partner biznesowy, z tego powodu choćby oba kraje podjęły się takiej inwestycji jak Rurociąg Północny. Tego typu postawy i zachowania będą napędzały regionalizację.

CZYTAJ TEŻ:
* 'The Times': Jeśli euro runie, wojna może rozlać się po Europie
* Prof. Roszkowski: Za przyzwoleniem elit Unia chyli się ku upadkowi
* Soros: Nie można wykluczyć upadku euro

Europa zmaga się z kryzysem gospodarczym. On przyśpieszy ten proces, o którym Pan mówi?
Przecież już widać jego zalążki. Europa dzieli się na kraje, które mają problemy ze zbilansowaniem własnych budżetów, i na takie, które radzą sobie z problemami w miarę dobrze.

Niedawno Anne Applebaum postawiła tezę o nowej geografii Europy. Zamiast dawnego podziału Wschód - Zachód rysuje się nowy, Północ - Południe. Północ, która dobrze gospodaruje, i Południe z bałaganem w finansach publicznych.
Teza trafna, aczkolwiek zbytnio upraszczająca pewne procesy. Mimo wszystko nie da się krajów automatycznie zaliczyć do jednej z tych dwóch grup, gdyż są też inne zmienne, które je dzielą. Jeszcze raz wrócę do Rosji, bowiem stosunek do niej jeszcze długo pozostanie ważną zmienną w relacjach między krajami europejskimi.

Innymi słowy, organizacja takiego spotkania jak szczyt Partnerstwa Wschodniego nie ma większego sensu. Bowiem to forma myślenia w dawnych formułach Unii Europejskiej, podczas gdy sytuacja się zmienia.
Aż tak daleko bym nie szedł. Jedyne, czego możemy być pewni, to to, że za dziesięć lat UE będzie wyglądała inaczej niż teraz. Ale naprawdę trudno przewidzieć, jaki przybierze kształt. Szczyt Partnerstwa Wschodniego pewnie nie będzie miał większego znaczenia, ale mimo wszystko nie przekreślałbym go. Na pewno jest on ważny dla Polski, która stara się być ważnym graczem w swoim regionie i rozwijać współpracę z takimi państwami jak Ukraina czy Mołdawia. Z geopolitycznego punktu widzenia to dla was bardzo ważne.

Polska lubi o sobie myśleć jako o liderze Europy Środkowej - i z takiej pozycji występować na forum UE. Ale jak będzie wyglądała rola przywódcy regionu w sytuacji, gdy regionalizacja, którą Pan przewiduje, się pogłębi i Unia przestanie mieć znaczenie?
Polska na pewno ma potencjał, by odgrywać rolę regionalnego lidera. Oddzielna sprawa, czy jest świadoma tego potencjału. Bo bycie przywódcą to nie tylko kwestia zaszczytów, ale także umiejętność poświęcenia się na rzecz innych. Na razie tego nie umiecie - dlatego też nie można mówić o Polsce jako o prawdziwym liderze Europy Środkowej. Testem dla was będą kwestie energetyczne. Jeśli potwierdzą się prognozy i rzeczywiście w Polsce będzie wydobywać się duże ilości gazu łupkowego, to umiejętność dzielenia się tymi złożami z sąsiadami stanie się testem na przywództwo Warszawy.

Pana szef George Friedman przewiduje, że nieuniknione jest zbliżenie Rosji i Niemiec, którego ofiarą może paść Polska. Czy to rzeczywiście nieuchronna konsekwencja regionalizacji?
Zawsze trzeba być przygotowanym na ewentualność wojny - choć nie zamierzam twierdzić, że jest ona nieunikniona. Nie można jej jednak wykluczyć. Dlatego dobrze, że powstała wyszehradzka grupa bojowa. To krok w kierunku przygotowania się na wypadek, gdyby w waszym regionie zaczęło się układać nie po waszej myśli.

Rozmawiał Agaton Koziński

CZYTAJ TEŻ:
* 'The Times': Jeśli euro runie, wojna może rozlać się po Europie
* Prof. Roszkowski: Za przyzwoleniem elit Unia chyli się ku upadkowi
* Soros: Nie można wykluczyć upadku euro

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie