Cezary Kucharski: Nie rozumiem peanów na cześć planu PZPN. Potrzeba zmiany funkcjonowania polskich klubów. Zwłaszcza, że Zachód nie śpi

Kacper Rogacin
Kacper Rogacin
Fot. Bartek Syta / Polska Press
- Peany pochwalne na cześć planu PZPN są nieproporcjonalne do sytuacji. Potrzebujemy zmienić sposób funkcjonowania polskich klubów. Zwłaszcza, że Zachód nie śpi i myśli o stworzeniu Superligi, nawet jeśli tego nie przyznaje - mówi Cezary Kucharski, były piłkarz i menedżer m.in. Roberta Lewandowskiego, obecnie prezes firmy deweloperskiej Moon Office.

Rekordowe transfery na świecie w najbliższym okienku mogą wynosić po 20 mln euro?
Takiej tezy bym nie postawił, chociaż oczywiście nikt nie spodziewa się nowego rekordu transferowego. Może nie tak drastycznie, ale na pewno kwoty płacone za zawodników spadną. Z kilku powodów.

Przede wszystkim z powodu pandemii koronawirusa.
Na pewno. Jest też jednak inny równie ważny czynnik. Tylko szejkowie mogli pozwolić sobie na rekordowe transfery, ale ponieważ UEFA ukarała Manchester City za nieprzestrzeganie finansowego Fair Play, to nie sądzę, żeby jakiś normalnie zarządzany klub pokusił się w najbliższej przyszłości o rekordowy transfer.

Może pozytywnym efektem kryzysu będzie wycofanie się z rozrzutności przez wielkie kluby?
Etycznie, moralnie wydaje się, że byłoby to wskazane, bo kwoty płacone za piłkarzy były ostatnio tak astronomiczne, że aż nieprzyzwoite. Natomiast proszę nie być naiwnym – moim zdaniem najbogatsze kluby i tak będą chciały wykorzystać tę sytuację do tego, aby poprawić swoją pozycję w przyszłości.

W jaki sposób?
Myślę że wróci pomysł stworzenia Superligi, zrzeszającej 20 najpotężniejszych klubów. Wprawdzie Karl-Heinz Rummenigge, szef Bayernu Monachium mówi, że obecnie nie ma takiego pomysłu, ale gwarantuję panu, że w gabinetach dyrektorów i prezesów taki temat jest dyskutowany.

Ale nawet tworząc nowe „superrozgrywki”, będą musieli liczyć się z odpływem części kibiców. Być może dużej części.
Nowe rozgrywki mogą pomóc w odbudowaniu strat, no i kibic będzie miał coś nowego. Natomiast generalnie futbol, jako rozrywka będzie bardzo poszkodowany. Ludzie, którzy tracą pracę, którzy są niepewni jutra, będą rezygnowali z rozrywki, z artykułów czy usług nie pierwszej potrzeby. W to wlicza się właśnie piłka nożna jako rozrywka. Ale najbogatsze kluby przetrwają ten kryzys we w miarę dobrej kondycji. I - tak jak powiedziałem – uważam, że będą próbowały stworzyć własne, elitarne rozgrywki.

Spekuluje się o możliwości upadku np. polskich klubów. Ale pytanie, czy np. francuskie albo niemieckie średniaki też nie staną przed widmem upadku? Bo przecież notują o wiele wyższe wpływy, ale też mają dużo większe wydatki.
Ciężko wróżyć ile klubów może być zagrożonych, ponieważ nikt do końca nie wie, jakie będą gospodarcze konsekwencje kryzysu. Mówi się np. o wyjściu Włochów ze strefy Euro. W takim wypadku włoskie kluby miałyby na pewno bardzo duże kłopoty. Jest też Hiszpania, która bardzo dotkliwie odczuwa skutki pandemii. Tam również średnie kluby mogą ogłaszać upadłość. Pamiętajmy tylko, że ogłoszenie upadłości to nie koniec świata. To może być szansa dla klubów na przejście restrukturyzacji, na "ozdrowienie" w pewnym stopniu. Być może tą drogą pójdą i kluby w Polsce.

Słyszy się też o tym, że piłkarze niechętnie rezygnują z części swoich wynagrodzeń...
Wie pan, generalnie w większości piłkarze - powiedzmy delikatnie - są egoistami, a także nie bardzo rozumieją czy też zdają sobie sprawę z kłopotów w jakie wpadły dziś polskie kluby. Myślę, że dopiero widmo całkowitej utraty pensji skłoni ich do zrezygnowania z części wynagrodzeń. Bo przecież lepiej mieć 50 proc. z czegoś, niż 100 proc. z niczego. Zanim jednak takie ryzyko się pojawi, z wieloma piłkarzami dyrektorów na pewno czekają trudne rozmowy.

A piłkarze, którzy są globalnymi markami? Robert Lewandowski, Cristiano Ronaldo, czy nawet Łukasz Piszczek stracą przecież ogromne wpływy z reklam. Taki Opel nie będzie wydawał milionów na to, by Piszczek wystąpił w jego reklamie, skoro sprzedaż samochodów pikuje w dół.
Akurat ta grupa piłkarzy przejdzie przez ten kryzys bardzo łagodnie. Ci zawodnicy o rozpoznawalności globalnej są niemiłosiernie bogaci, mają na kontach dziesiątki, czasem setki milionów euro. I jeśli im wynagrodzenia spadną z 20 mln do 10 mln, to nie oszukujmy się - nawet tego nie odczują.

Po przeczytaniu założeń programu pomocowego PZPN dla polskich klubów pokiwał Pan z uznaniem głową?
Niespecjalnie, choć pochwaliłem gest solidarności. Raziły mnie nieproporcjonalne do sytuacji peany pochwalne na cześć prezesa Bońka, PZPN, bo brzmiały tak, jakby wręcz kluby zostały uratowane.

PZPN przeznaczy 116 milionów złotych na wsparcie polskiej piłki. To mało?
Po pierwsze - dla mnie pomoc była oczywista. Nikt chyba nie wyobrażał sobie, że związek odwróci się plecami i nie wspomoże klubów. Sądzę również, że ze strony klubów była wywierana duża presja. PZPN zakomunikował, że daje 116 mln, ale tak naprawdę programy już wcześniej zaplanowane i skierowane do realizacji były warte prawie połowę tej kwoty. Sprawiedliwie trzeba więc powiedzieć, że PZPN dorzuca - jak ktoś wyliczył - jakieś 60-70 mln zł. To trochę jak tarcza przygotowana przez polski rząd, który ogłosił, że przeznacza na pomoc przedsiębiorcom ponad 200 miliardów złotych, ale tak naprawdę dużo mniej, a warunków do spełnienia aby móc skorzystać jest mnóstwo.

W dalszym ciągu jest to jednak bardzo duże wsparcie. Dla większości klubów wręcz niezbędne do funkcjonowania.
Ja nie krytykuję wspierania klubów w ramach programów jakie wymyśla PZPN. O efektywności tych programów powinno się jednak dyskutować. Zwracam też uwagę, że dziś propaganda, marketing, to bardzo silne narzędzia, a PZPN sprawnie to wykorzystuje, bardzo mocno ogrywając propagandowo pomoc. Z drugiej strony Zbigniew Boniek ucieka od odpowiedzialności za polską ligę. Bo przecież PZPN de facto niewiele może. To Ekstraklasa musi sobie poradzić, prawda?

Ironizuje Pan.
No dobrze, ale chyba nikt nie może powiedzieć, że PZPN w czasie kryzysu ma pewny, stabilny plan dla polskiej piłki. Dużo chaotycznych wypowiedzi, częste zmiany zdania chociażby jeśli chodzi o kształt ligi. Od prezesa spodziewałbym się, że zbierze ekspertów, doradców, ustalą plan działania i przedstawią go jak najszybciej, a potem będą się go trzymać. W tak trudnych i niepewnych czasach potrzebny jest twardy, silny i konsekwentny prezes. A tu mamy dużo niejasności i zmianę zdania co kilka dni.

Co zatem Pan zmieniłby w planie PZPN-u?
Ta pomoc, choć potrzebna, działa trochę jak kroplówka. Nie wpłynie na zmianę kształtu klubów, polityki zarządzania, szkolenia, a jedynie da im środki "na waciki" - jak powiedział Janusz Filipiak z Cracovii. Ja nie twierdzę, że nie należy dotować klubów, bo z całą pewnością musi być pomoc. Ale wydaje mi się, że skoro świat futbolu wywraca się na naszych oczach - w pewnych sektorach - do góry nogami, to warto byłoby wprowadzić nowe zasady, które pomogłyby uzdrowić wiele obszarów naszego futbolu, które od lat są chore. Zgodzi się pan, że w środowisku od dawna mówi się, że to trzeba byłoby zmienić, to zrobić inaczej, tamto przeorganizować, ale nigdy nie było dobrego momentu, żeby zabrać się za wprowadzanie zmian. No więc ten kryzys jest moim zdaniem takim momentem. Wspieramy kluby finansowo, ale jednocześnie powinniśmy wymagać, by kluby zrobiły rachunek sumienia i ogłosiły, jakie kroki podejmą, by w przyszłości lepiej funkcjonować. A druga sprawa dotyczy tego, jak my - jako słabsze ligi - odpowiemy na plany, które snują ligi potężne.

W jaki sposób mielibyśmy np. zablokować utworzenie Superligi? Jeśli najwięksi będą chcieli, to przecież ją stworzą.
Wielkie kluby na pewno będą chciały jeszcze bardziej zabetonować układ, w którym to one dostają większość tortu finansowego, a średniakom zostawiane są okruszki. Nie ma co się czarować, takie próby będą podejmowane. I w takiej sytuacji Zbigniew Boniek, jako członek Komitetu Wykonawczego UEFA, mógłby być twarzą tych mniejszych, słabszych lig. Powinien zebrać grupę innych prezesów, która walczyłaby o bardziej sprawiedliwy podział piłkarskiego tortu. Ze swoją rozpoznawalnością na pewno mógłby to zrobić. Pytanie, czy będzie chciał.

Krytykuje Pan PZPN, ale pod Pana adresem też pojawiają się zarzuty. Niektórzy dziennikarze przypominają, że przed poprzednimi wyborami na prezesa związku postulował Pan „rozdanie oszczędności PZPN klubom”, przez co dziś nie byłoby pieniędzy na pomoc.
To absurdalne zarzuty. Każdy, kto mnie zna, zna moje życie piłkarskie i działalność po zakończeniu kariery może stwierdzić, że ja raczej pieniędzmi w kominku nie palę. Nie straciłem w kasynach tego, co zarobiłem, nie roztrwoniłem pieniędzy w inny sposób, a wręcz przeciwnie - udało mi się je pomnożyć. Więc sugerowanie, że nagle chciałem kompletnie zmienić moje dotychczasowe postępowanie i wyrzucać pieniądze przez okno, jest kosmicznym absurdem.

Na czym miał więc polegać ten plan?
Plan zakładał, że pieniądze byłyby przeznaczane tylko i wyłącznie na inwestycje, które gwarantowały rozwój organizacji którą określamy jako piłka nożna. Część w krótszej, część w dłuższej perspektywie. Żadnych kroplówek z gotówki dla klubów, które byłyby automatycznie przeznaczane na tworzenie kominów płacowych dla starych Słowaków, czy Czechów. Inwestycja ma to do siebie, że nie tylko się zwraca, lecz także przynosi zyski - finansowe, kadrowe, infrastrukturalne. PZPN na pewno nie straciłby pieniędzy, nie byłoby tak, że dziś związek miałby zero na koncie. I ja i Janusz Wojciechowski potrafimy inwestować, znamy się na biznesie, a przecież piłka to jest biznes.

Na koniec zapytam jeszcze, co u Krystiana Bielika? Jak on radzi sobie w czasie pandemii?
W przypadku Krystiana możemy mówić o lekkim szczęściu w wielkim nieszczęściu. Oczywiście nie cieszę się, że wybuchła pandemia, wręcz przeciwnie. Ale analizując suche fakty, jego sytuacja akurat na tym skorzystała. Krystian, przez kontuzję, nie miał szans na występ na Euro 2020, a teraz, z powodu przesunięcia turnieju na przyszły rok, może nadrobić zaległości i powalczyć o wyjazd.

Dzwoni Pan do niego i udziela porad, co powinien robić, by utrzymywać formę?
Jestem z nim w kontakcie, ale za bardzo nie udzielam mu porad. Wie pan, on ma w klubie tylu specjalistów, że wystarczy, że będzie trzymał się ich instrukcji

Znamy nowy termin wyborów prezydenckich

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Oglądaj 365 dni oraz inne hity kinowe w domu!

https://filmvod.pl

Świetna wyszukiwarka filmów oraz seriali online.

Nie przegap dzisiejszego hity oglądaj online Na komputerze czy tablecie!

tag: filmy online, seriale online, premiery kinowe,

A
Agni

Cześć! Nazywam się Agnieszka, mam 23 lata. Chcę znaleźć mężczyznę do intymnych spotkań i komunikacji. Z przyjemnością odpowiem wszystkim, napisz do mnie na stronie randkowej, oto moja strona - loveto.one/agni

Dodaj ogłoszenie