Cały ten zgiełk. Za chwilę nie będzie niczego

Liliana SonikZaktualizowano 
Zatriumfował u nas jakiś perwersyjny Zeitgeist dewastacji. Jak Polska długa i szeroka detale architektoniczne lądują na wysypiskach. W ich miejsce pojawia się styropian, panele i gipsowe ściany. Kute bramy, klamki, kraty, balustrady, piece kaflowe i futryny, posadzki, a nawet witraże zostały przemielone, bo uważane są za przeszkodę na drodze modernizacji.

Część tych detali to rękodzieło, inne pochodzą z manufaktur i „zakładów technicznych”. Są dziełami sztuki rzemieślniczej, bez których przestrzeń traci smak i wdzięk, a wybebeszone kamienice i „zrewitalizowane” budynki publiczne wyglądają jak podróbki dawnej architektury. Żadna to nowość, skoro już Stanisław Wyspiański ubolewał nad losem drewnianych kościółków: „Tak szybko nikną z naszego pejzażu, gdyż tak płoną i płoną rok w rok”.

Dziś detali zostało już niewiele, ale coś zostało. A rzeź trwa. W budynkach nieobjętych ochroną konserwatorską rządzi „wolnoć Tomku w swoim domku”, a inwestorzy całą tę architektoniczną galanterię traktują jako kłopot i balast. Stąd pomysł lamusów, czy REstartów, czyli miejsc, które powinny powstać już dawno temu. Chodzi o pomieszczenie z dogodnym dojazdem i możliwością rozładunku, gdzie można byłoby oddać usunięte elementy. Za darmo; w zamian za potwierdzenie odbioru oraz certyfikat dobrych praktyk. Przekazywane przedmioty byłyby inwentaryzowane i składowane w perspektywie nadania im drugiego życia. Dla scenografów, architektów i ludzi wrażliwych na urodę starego rzemiosła byłaby to gratka, a sprzedaż refundowałaby koszt prowadzenia REstartów.

W świecie idealnym detale powinny pozostać w miejscu ich przeznaczenia. Ale nie żyjemy w świecie idealnym i wobec skali zniszczeń REstart jest rozwiązaniem najlepszym.

Jak do tego doprowadzić? Nie znam projektu opracowanego przez małopolską konserwator zabytków prof. Monikę Bogdanowską. Wiem jednak, że konserwator nie może pełnić w nim roli wiodącej. Słabo sobie wyobrażam oddanie REstartów w zarząd Ministerstwa Kultury: to za daleka, zbyt biurokratyczna droga.

Żeby choć w kilku miastach Lamusy stały się faktem, trzeba współpracy samorządów, ministerstwa oraz stowarzyszeń, czy po prostu pasjonatów, którzy wzięliby na swe barki ciężar prowadzenia magazynów, napraw, a może i szkoleń. Takich ludzi wcale nie jest trudno znaleźć. Gdyby miasta postawiły na profesjonalną promocję i informację, gdyby przez pewien czas - powiedzmy przez 3 lata - dofinansować 1 do 2 etatów, można oczekiwać sukcesu.

Wyobrażam sobie, że przedstawiciel konserwatora zabytków mógłby co czas jakiś czas dokonywać przeglądu zgromadzonych rzeczy, opiniować sposób prowadzenia Lamusa i notował najcenniejsze trofea. To wszystko wcale nie jest nadmiernie trudne. Trzeba tylko woli współpracy paru instytucji i naprawdę niewielkich pieniędzy.

Czas nagli, bo za chwilę już „nie będzie niczego” . Przypomina mi to Kochanowskiego: „Cieszy mię ten rym: »Polak mądry po szkodzie« /Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,/ Nową przypowieść Polak sobie kupi / Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.”

Czytaj także

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Materiał oryginalny: Cały ten zgiełk. Za chwilę nie będzie niczego - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

no ale PO CO ? kiedy wystarczy zarobek korpogangów i mafiozów a dla plebsu smartfon za "darmo" i czerwone trampki oraz podstawiony lud sprzedajny jutuber czy jakiś influencer bądź szafiarka biorący kasę od producentów życia by pouczali suwereńskie baraństwo jaki byt jest jedynie kul.

Dodaj ogłoszenie