Cały ten zgiełk. Święta bez akcesoriów

Liliana Sonik
Zaczynają śpiewać już przed świtem. Potrafią naśladować głosy otoczenia, lecz nie o to im chodzi. Są przecież utalentowanymi kompozytorami. Pierwszych melodii uczą się od ojców, jednak rodzicielska lekcja służy im tylko za wprawkę, potem rozwijają i wzbogacają dziedziczone melodie.

FLESZ - Zobacz, jak rozprzestrzeniała się epidemia w Polsce

Im kos jest silniejszy, bardziej doświadczony i pewniejszy siebie, tym bogatszy ma repertuar. Ich śpiew jest miły dla ludzkiego ucha i w odróżnieniu od głosów innych ptaków, można go zapisać w nutach. Pewnie dlatego wielu niezgorszych muzyków inspirowało się ich melodyką. Łudząco wręcz odtworzył tony ptasiego oryginału Olivier Messiaen w słynnym - i pięknym - „Czarnym kosie” na flet i fortepian.

Te kosy nie dają mi spokoju. Zachwycają swoimi solówkami zwłaszcza rankiem i kiedy dzień się chyli. Patrzę na ich eleganckie czarne sylwetki z żółto pomarańczowymi dziobami i identycznymi obwódkami wokół oczu. Mają bardzo długą historię: ornitolodzy twierdzą, że nasze kosy pojawiły się jakieś 2 miliony lat temu, w pliocenie. Obserwuję jak wiernie odtwarzają wypracowane przez tysiąclecia rytuały, rozwijając je przy tym i wzbogacając.

My też mamy swoje rytuały, obrzędy i zwyczaje ponawiane corocznie przez miliony ludzi, więc wspólnotowe, a zarazem przecinające czas, bo powtarzamy gesty praktykowane od pokoleń. W XXI wieku wydały się wielu ludziom anachroniczne i męczące. To zniechęcenie widoczne było też w odniesieniu do rytuałów religijnych i tych z religią powiązanych.

Ileż to razy można było w gazetach czytać narzekania, jak upiorne są Święta. Ciekawe jest to, że narzekania niekoniecznie oznaczają żarliwą wiarą lub jej brak. Bo utyskiwania dotyczyły głównie obyczaju wypracowanego przez religię w sensie, na jaki wskazuje łaciński źródłosłów, gdzie religare znaczy łączyć, nawiązywać więź. Dlatego ludzie słabo wierzący również nosili pokarmy do święcenia, czym świadomie lub podświadomie, wyrażali przynależność do wspólnoty obyczaju.

Rytuały mają tyle sensu, ile w nie wlejemy. Rezygnacja z nich jest jednak decyzją o ustawieniu się „obok”. Tegoroczna pandemia sprawiła, że wszyscy zostaliśmy ustawieni „obok”. Zostaliśmy osamotnieni, pozbawieni materialnych znaków więzi z innymi. Przejmującą tego metaforą był obraz papieża samotnego na Placu św. Piotra. Wymuszona „osobność” jest dla większości ludzi bardzo nieprzyjemna. Może jednak ma też dobre strony, zwłaszcza w Polsce, gdzie obrzędowość lubi brać górę nad esencją.

Pojawiły się jednak - zaskakująco liczne - inicjatywy prywatne, odtwarzające praktyki religijne w gronie rodziny. Nazwano to Kościołem domowym lub kościołem rodzinnym. Mnie kojarzy się to też z potężnym w XIV i XV wieku ruchem devotio moderna (nowa pobożność), który zresztą inspirował królową Jadwigę. Idea połączenia życia aktywnego z kontemplacją była wtedy reakcją na przerost formy w praktykach religijnych.

Zastanawiam się, jak będą wyglądały przyszłoroczne Święta. Czy pierwsze w historii ogołocenie z akcesoriów ożywi obrzędy wielkanocne, czy może odwrotnie, pogłębi trend ich porzucania?

Jedno jest pewne: kiedy stare rytuały zanikają, pojawiają się nowe. Każdego ranka miliony ludzi zaczynają dzień sprawdzając facebooka. Ten nowy „rytuał” praktykowany jest jednak indywidualnie. Jeśli tworzy wspólnoty (bo tworzy), mają one charakter tymczasowy i niezobowiązujący. Nagminne, są za to anatemy. Nic prostszego, niż usunąć kogoś z grona znajomych.

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: Cały ten zgiełk. Święta bez akcesoriów - Dziennik Polski

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Hahaha ! Emigracja wewnętrzna po kapitalistycznemu ?

W PRL w kółko narzekały i były ze wszystkiego nie zadowolone tylko nieroby( w tym 3 planowa elita kultury której się wydawało że tak jak dziś za rólkę w serialiku należy się na co najmniej zamek) , badylarze i wyklęci solidarni. Reszta narodu z entuzjazmem przygotowywała się do historycznych rytuałów państwowych i kościelnych. Roboty było więcej ale ludzie mimo odbudowy kraju mieli więcej sił i zapału bo robili to dla siebie. Nie byli jeszcze skażeni solidarną degeneracją. Dziś święta dla wielu mogą być męczarnią bo zwyczajnie są sami. Tego chcieli, to mają, bo gdyby nie odpowiadało by im życie życie niewolniczego gladiatora co idzie na śmierć do pracy by harować na miliardy biznesmenów i pań aktorek od miliona za 20 sekund reklamy ( 4 miliardy państwowej dotacji czyli kasy wypracowanej przez naród na swoje i państwowe cele idzie na zabawy w internecie twórczych pań Zoch) to by taką władzę i taki ustrój obalili jak potworny socjalizm gdzie państwo organizowało pracę i resztę oraz poczuwało się do odpowiedzialności by w miarę sprawiedliwie wyceniać robociznę i dbać mimo solidarnych opowiastek o historię, tradycję, patriotyzm i rozrywkę.

Dodaj ogłoszenie