Był u mnie Święty Mikołaj. Znów wydatki

Paweł Zarzeczny
Polsapresse/Archiwum
Kryzys minął, co uczciwie ogłaszam. Mianowicie dwa kraje Unii, Francja i Niemcy, postanowiły… dodrukować pieniądze. Tyle to kosztuje co papier, na którym są nadrukowane, czyli kilka drzew (ale w ramach oszczędności usuną chyba ten metalowy pręcik z banknotów euro).

Czyli dłużnicy zapłacą sami sobie, a najchętniej ten szef Europejskiego Banku Centralnego, Włoch, który wykupi bezwartościowe obligacje - Włoch! Żeby dalej mogli jeść pizzę, i wszystkie inne papiery też w tym banku centralnym kupią, greckie nawet, bo to jest tylko licytacja papierem, którego dostatek. Jak drzew w lesie, każdą przemowę na takim papierze można napisać, każdą nagrodę przyznać, po Michniku i Bartoszewskim to prawo przejął chyba Tusk..., a i musi być na limuzynę dla Buzka. Też papierem się płaci.

Czytaj też:Chińskie reniferki nie dojadą pod choinki: Europejczycy nie mają pieniędzy na zabawki

Ale papier - jak mawiał mój kolega - brudzi. Ślad farby zostaje, chropowatość tych banknotów. I pytanie. Ktoś w końcu zapłaci za ten fałsz. Zawsze ten sam. Rolnik. Będziecie się śmiać, że nie ma zębów. Barmanka, że głupia. Taksówkarz, że chciwy, bo biedny. Ktoś zapłaci. Biedak. Biedny, bo głupi, a głupi, bo biedny. Ktoś będzie dymany. Powinienem napisać (a Włosi w tym dymaniu to specjaliści), może powinienem napisać że: oszukany, okradziony, zawiedziony, ale napiszę wprost: dymany. Ktoś zostanie załatwiony. Pewnie znowu my.

Czytaj też:W czasie kryzysu prezentów szukamy uważniej

Zawsze myślę nie o sobie, tylko o dzieciach. Syn da radę, jest mądrzejszy ode mnie. Ale córka? Wątpię. Ona kryzysu nie dostrzega

Ktoś jest dymany? Taki jest język współczesności, internetu, życia… Czytam właśnie wpis na FB od przyjaciółki Magdy, to coś jak "Oda do młodości" Mickiewicza, tyle że w zwierciadle XXI w., szczerze o koleżankach: "jebane studentki. ciągną stypendium socjalne, bo niby ich nie stać na studia. a potem fatałaszki, szpileczki, torebeczki, sreczki, gardzę Wami, ilu młodych zdolnych nie może studiować, bo ich po prostu na to nie stać, a Wy tępe sraki i tak będziecie smażyć frytki w MC'u, chuj że z dyplomem magistra resocjalizacji czy innego ścierwa. Gińcie!".

No więc jeżeli o nas i o was ktoś młody pisze "tępe sraki", no to najgorsze jest, że… ma rację! My jesteśmy tępi. Jechałem wczoraj pociągiem 7.12 do Warszawy, dwa tysiące osób. Tylko ja miałem gazetę w ręku, nikt książki, jeden chłopak czytał coś w zeszycie… My świata nie podbijemy, nie ma szans. To Tarantino w czystej postaci, jesień średniowiecza. Życie. Mam je na okrągło. Właśnie wracałem taryfą od kumpla z Saskiej Kępy, godzina jazdy do mnie na wieś, no i trzeba rozmawiać. I taryfiarz, że ma w domu kobietę i… papugę. Ja, że trzy koty i psa. On podbija, że papugę, która gada. Niby nic nowego, ale podpytuję… gada? A co gada? "Tak", "Olo się złości". "Marysia pije kawę". "Dzień dobry". I ten Olo podobno jeszcze podaje łapkę!!! Taksówkarz zachwycony, opisuje papuzie kolory, zielony, żółty, niebieski, ale w pewnej chwili się martwi: "Bo wie Pan, papuga żyje 50 lat. Przeżyje mnie. I kto się nią wtedy zajmie?".

Czytaj też:Prezenty na gwiazdkę: kupujemy tylko praktyczne

Bingo! Ja zawsze myślę nie o sobie, tylko o dzieciach, o przyjaciołach. Syn da radę, nawet nie dlatego, że jest mądrzejszy ode mnie (żadna sztuka, ale napiszcie kiedyś chociaż jedno ciekawsze od mojego zdanie). Ale córka? Wątpię. Ona kryzysu nie dostrzega. Właśnie napisała list do Świętego Mikołaja. To wspaniałe móc spełnić jej marzenia. Jakie są? Jakiś komputer za pięć tysięcy (przez co jeszcze bardziej nie lubię Steve'a Jobsa). "Mam super oceny, nawet z matmy i fizy, i nie wagaruję! Nawet tym wrednym nauczycielkom mówię: dzień dobry". No tak, moja córka uważa za zasługę dla świata, że się wita i uczy, a syn, że rozpoznaje ojca między 15,21. a 15 37.35 sekundy… Pomiędzy dwoma lotami, śniadaniem a kolacją. Nie daje mi nadziei żadnej, że kiedyś porozmawiamy…

Czytaj też:Pozostałe felietony Pawła Zarzecznego
Ale świat, a raczej Pan Bóg (jestem niewierzący, ale lubię się odwoływać do Ojca) stworzył rezerwy. Mianowicie tak, jak możemy dodrukować pieniądze dla Włochów i dla każdego innego (bo problemem byłby nie brak pieniędzy, tylko brak chleba), tak możemy wzmacniać swoją siłę, dając coś, co istnieje tylko w warstwie niematerialnej. Ale bogatszej niż wszystkie złoża złota i diamentów. Dając coś, co fizycznie nawet nie istnieje. Nie ma tego, to jest tylko w naszych głowach. W wyobraźni.

Czytaj też:Prezenty na gwiazdkę: kupujemy tylko praktyczne

Dawać coś niematerialnego? A co to takiego?

Nadzieję.

Nadzieję!!!

Troszkę o tym myślałem. Dlaczego mamy marzenia i dlaczego jesteśmy szczęśliwi z powodu błahego zdarzenia, SMS-a, uśmiechu, kanapki z serem. Dlaczego cieszy nas kształt kobiecej piersi albo męskiego czegoś tam… bo mamy nadzieję. Wyobraźnię. Marzenia. Chęci. Popęd. Motyw. Zapach w nozdrzach, energię, siłę, wigor, motywację, pomysł, całe mnóstwo… Jak wiele dzieje się w naszych głowach poza chlebem i poza pieniędzmi. Poza światem euro, kompletnie niematerialnym. Miłość. Czy wiecie, że matka mojego syna zostawiła willę w centrum Warszawy i właściciela dużego samochodowego biznesu dla mnie, dla smarkacza, dla wynajętej kawalerki , i że tego nigdy nie żałowała? Bo miała nadzieje i ja je spełniłem.

Czytaj też:W czasie kryzysu prezentów szukamy uważniej

Nadzieja. To wydaje mi się kluczowym pojęciem współczesności. Nie euro, bo można dodrukować, nie Tusk, bo można wytapetować, dziś trzeba każdemu nadziei. Starym, jak temu taksówkarzowi od papugi, i mnie, że nasze pociechy nie zginą. Młodym, że jest sens się uczyć, czytać, myć się rano i golić, być ambitnym. Widzę takich wokół. Rafał Wolski. 19 lat. Czytam w liście jego menedżera (to Czarek Kucharski, ten, który wynalazł Roberta Lewandowskiego, przypomnę, że wyrzuconego z Legii za brak talentu, to jakby nie przyjąć Chopina do liceum muzycznego).

Czarek, tak przy okazji poseł na Sejm z Łukowa, który zrzekł się uposażenia, reklamuje młodego Rafała pięknie: "19 year old Polish footballer. In his first professional season Wolski is showing his potential with his remarkable dribbling, passing and shooting technique...". No więc ja bym dodał: brilliant, magnificent, fantastic, excellent, superb, genious, top class. Natychmiast odpisałem Czarkowi: "Dla takich ludzi kocha się piłkę nożną, ten chłopak ma fantazję, jaką miał w Polsce tylko Gadocha, a w świecie John Robertson z Nottingham Forest, i może Bruno Conti chyba... niezwykły talent…". Boże, czy to nie jest właśnie nadzieja? Boże, czy Ty sam nie jesteś nadzieją?

Czytaj też:Chińskie reniferki nie dojadą pod choinki: Europejczycy nie mają pieniędzy na zabawki

Choć nadzieje bywają złudne, wiadomo, nawet jak umierają na końcu. Oto rozebrała się moja ukochana piłkarka, bramkarka reprezentacji Stanów Zjednoczonych i wicemistrzyni świata, do jakiegoś kalendarza. Nazywa się ona Hope. Hope. Nadzieja. Hope Solo. Ale jak się solo rozebrała - z tej niewinnej panienki przeobraziła się w jakąś początkującą sztangistkę z Bułgarii. I moja Nadzieja przygasła…

Czytaj też:Pozostałe felietony Pawła Zarzecznego
Ale trzeba wierzyć, nadzieja umiera na końcu. Rano tradycyjnie poszedłem na zakupy, po piwko, do sklepu moich przyjaciół. Rodziców Diablo Włodarczyka, "Rudego", który po najpiękniejszej walce roku pobił w Australii Australijczyka Greena (specjalnie to powtarzam, wiadomo, że widownia i sędziowie byli za tamtym). No więc jak mój młody sąsiad mu przylutował, to tamtemu wyjmowali wszystkie zęby i nastawiali szczękę, połamaną. No bezdyskusyjny mistrz świata, w boksie zawodowym, w solidnej wadze, undisputed. No i pytam mamy, Bożeny (lubię ją, bo w sklepie zawsze dostaję od niej stołeczek, i zadba, żeby przykryć go serwetką, żebym się nie ubrudził), no więc pytam, czy Diablo nokautował ją już w brzuchu, no i skąd ma tyle siły, zaparcia, żeby zostać mistrzem… Skąd się taki mistrz trafił na wsi…

Czytaj też:Prezenty na gwiazdkę: kupujemy tylko praktyczne

A Bożena mówi tak, jak by nie powiedziała nikomu innemu, tylko przyjacielowi: "Urodziłam Jacka, pierwszego syna, lekarze mówili, że dopóki się karmi piersią, to kobieta nie zachodzi w ciążę… A ja miałam piersi jak balony, karmiłam, młoda byłam… I nagle lekarz na kontroli, doktor Szyling, mówi: - Proszę pani, jaka ładna ciąża! Kiedy ja na zwykłe badania poszłam! Ale mąż od razu się ucieszył: Dwóch? Razem się wychowają, będzie łatwiej!

Mąż wtedy pracował w Polkolorze i nigdy go nie było w domu. Mieszkaliśmy na czwartym piętrze. Ja zawsze miałam tak: w jednym ręku Jacek, roczny chłopak, w drugim wózek, i siatka z zakupami, a w brzuchu Krzysiek. Cztery piętra w górę i w dół, codziennie. Kilka razy.

I jak się urodził - on od razu miał muskuły. Był zahartowany. On się napracował i nachodził razem ze mną, i dlatego jest mistrzem świata".

Czytaj też:W czasie kryzysu prezentów szukamy uważniej

No więc, kochani - napisałem to, by wam uświadomić, że te wasze dzieci, dla których będziecie Świętym Mikołajem, te narody, dla których dodrukujecie pieniądze, otóż to wszystko zginie, nie poradzi sobie, zwiędnie. Zwyciężą jedynie ci, którzy wiedzą, co to czwarte piętro bez windy, kanapka bez masła i jedne buty na cały rok. Jedna koszula. Zero znajomych na dyskotekach. Za to pomysł, wizja, walka, ambicja, głód… Też to niematerialne, a jak przydatne, ba, najważniejsze…
Nie wiem, jak obudzić w ludziach nadzieję, coś takiego, co zaleci do wstawania rano, do marzeń i poświęceń… Najpierw muszą być nędza, porażka, upokorzenie. I nadzieja, że może być lepiej. Jak u tej dziewczyny, zaraz po oddaniu się mężczyźnie (miałem przedwczoraj, na szczęście chyba w radiu): A ożenisz się ze mną?

Czytaj też:Chińskie reniferki nie dojadą pod choinki: Europejczycy nie mają pieniędzy na zabawki

Nadzieja. Taka, która daje siłę wchodzić na czwarte piętro, a willę zostawić dla kawalerki. I przez kilka lat nie pisać do Świętego Mikołaja. Ale list dostałem, a jakby elfom nie chciało się dźwigać (cytat), to kilka internetowych adresów, a na koniec dopisek: albo w Galerii Mokotów.
Te dzieci nie wiedzą, co to wejść na czwarte piętro. Chyba dlatego tak szybko lecą potem w dół.
Ale nie wszystkie tak mają. I "Diablo", i Magda, będą dla nas zwyciężać.

Czytaj też:Pozostałe felietony Pawła Zarzecznego

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Podpis
Treść komentarza
B
BOJKA
A ja mam takie zdanie na temat dzisiejszej młodzieży (choć sam mam dopiero ćwierćwiecze na karku): współczesna młodzież nie jest nauczona myślenia. Wszystko co wiedzą czerpią z sieci a później tylko korygują między sobą. Nie są przygotowani do walki o pracę, o byt, bo przecież rodzice zadbają. Skoro dbają teraz to i będą dbać zawsze. I tak niestety posuwa się degeneracja, zarówno moralna jak i intelektualna, nastolatków. To sieć uczy i wychowuje. Co w sieci to święte i najlepsze. Ojciec nie ma prawa podnieść ręki na dziecko bo go oskarżą o maltretowanie czy molestowanie. Jakoś przez całe wieki dzieciaki dostawały szkołę pasem przez goły tyłek i nic się nie działo. Później już wiedziały, że to wolno a tego nie. A dziś? Totalna beztroska, zerowa świadomość tego, że jak samemu się nie zapieprza na siebie to mamy marne szanse. Nno, ale przecież tak modny w ostatnich czasach staje się sponsoring...lekko, szybko i przyjemnie. Patrząc na dzisiejszych nastolatków: NIE WIDZĘ PRZYSZŁOŚCI TEGO KRAJU W WESOŁYCH BARWACH.
G
Gość
Wspaniale się czyta Pana felietony Panie Pawle.Jak zawsze bezkompromisowo, dowcipnie i celnie, ale podane w taki sposób, by każdy (mam taką nadzieję) odczytał to co ma Pan na myśli.
Pozdrawiam.

P.S
Polecam film "władcy pieniądza" z youtube.Jeśli komukolwiek chcę się poznać w schemacie ekonomiczne mechanizmy jak i przeanalizować pewnie związki przyczynowo skutkowe jak i -być możę- pobawić się trochę w spiskowe(?) teorie dziejów, to gorąco zachęcam.
Być możę złapiecie więcej obrzydzenia do tych wszystkich reklam banków i ich kredytów.
O
Onomatopeja
Tak, Panie Pawle, przetrwają tylko ci co chodzą w jednej koszulinie i posiadają jedną parę butów na rok. Powiem o sobie, bo tak najłatwiej. Miałem kilka par butów, ale oddałem je biednym. Miałem kilka koszul więc zaniosłem je do metalowego pojemnika, w który mieszkańcy mojej miejscowości, zwykle oddają zbędne rzeczy. I wie Pan co się stało? Ktoś doniósł mafii, iż jestem bogaty... Teraz podrzucane są do mojej skrzynki pocztowej, co i rusz, dziwne materiały reklamowe. I tak koło się zamyka. Pan pisze przepiękne felietony, występuje w tvp, a przeciętny Polak, jak ja zastanawia się, czy będzie go stać zobaczyć Szczęsnego, Rozwadowskiego w europejskim mundialu. Pocieszył mnie Pana felieton. Dlatego też, życzę, by i mój komentarz wniósł coś do Pana warsztatu dziennikarskiego.
Dodaj ogłoszenie