Był sobie król

Beata Pawlikowska
Beata Pawlikowska
Beata Pawlikowska Bruno Fidrych/POLSKA
Król zdjął koronę i odłożył berło. Oddał klucze do pałacu i wraz z żoną wsiadł do taksówki. Odjechał z pałacu, który przez 7 lat był jego domem. Nie miał innego wyjścia. W wyborach powszechnych obywatele jego kraju zdecydowali, że nie chcą mieć króla.

Kiedy po raz pierwszy przyleciałam do Nepalu, zaskoczył mnie upał. Ten niewielki kraj w południowej Azji słynie na cały świat z Himalajów. Stoi tam 8 z 14 najwyższych szczytów ziemi, z Mount Everestem, Lhotse, Makalu i Annapurną. Na wysokości ponad 5 tys. metrów nad poziomem morza zaczyna się bezludne pustkowie, gdzie nocą temperatura spada grubo poniżej zera, a karłowata trawa i kwiaty delikatnych fioletowych dzwonków okrywają się szronem.

Ja jednak wylądowałam w Kath-mandu, stolicy kraju, położonej w upalnej dolinie. Było tak gorąco, że czym prędzej przebrałam się w tropikalny strój. Mieszkańcy miasta byli dobrze przygotowani na taką pogodę. Kobiety chodziły zawinięte w sari, czyli lekką, przewiewną szatę składającą się z pojedynczego kawałka materiału o długości 6 metrów, którą wystarczy umiejętnie udrapować na własnej postaci.
W centrum panował zgiełk, hałas i pośpiech.

Przez wąskie uliczki przeciskali się kierowcy samochodów, ścigając się z rikszami i rowerzystami. Wszyscy głośno trąbili i błyskali światłami, ale na pogodnych twarzach nie było widać śladu agresji. Nie chodziło o to, żeby obrazić innego kierowcę ani wymusić na nim pierwszeństwo. Wprost przeciwnie - nieustanne używanie klaksonu i świateł jest w Nepalu po prostu sposobem informowania innych użytkowników drogi o swojej obecności i zamiarach.

Wśród tłoczących się pojazdów spokojnie wędrowali piesi sprzedawcy pamiątek, czujnymi oczami wychwytując z tłumu przechodniów takie osoby, które nie mają jeszcze na przegubach rąk bransolet z koralu i malachitu, a mogłyby nosić w portfelu odpowiednią sumę, żeby sobie taką biżuterię kupić. Każda transakcja musi być oczywiście poprzedzona długimi negocjacjami, wyrzucaniem ramion w górę, kręceniem głową, przekonywaniem i żarliwym targowaniem. W końcu jednak obie strony rozstają się, nie ukrywając zadowolenia z wyniku spotkania.

I to się na pewno nie zmieni. Mimo tego, że kilka dni temu król Nepalu Gyanendra z woli ludu przestał być królem. Musiał oddać koronę, berło i wyprowadzić się z królewskiego pałacu, który zostanie zamieniony na muzeum.

Były król stał się zwykłym człowiekiem. Zamieszkał w rezydencji na szczycie wzgórza niedaleko Kathmandu i zastanawia się, jak przeżyć resztę swojego życia. Prawdopodobnie zajmie się biznesem i turystyką, czego nauczył się w dawnych czasach.

A w centrum miasta jak zawsze będzie panował ten sam zgiełk i pośpiech, kobiety w bajecznie kolorowych sari będą sprzedawały tropikalne owoce, marchewkę i kapustę, a sprzedawca toreb z nieco tęsknym wyrazem twarzy będzie czekał na pierwszego klienta. Dzień jak co dzień. Tak było w królestwie Nepalu, tak samo jest i będzie w demokratycznej republice, którą Nepal stał się kilka tygodni temu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie