Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź wyniki wyborów w Twoim okręgu

Burza wokół księdza i in vitro: Kim jest Franciszek Longchamps de Bérier

Jakub Szczepański, współpraca: Marta Paluch
Ks. Franciszek Longchamps de Berier Fot. Dominik Różański/lonchamps.pl
Jedni twierdzą, że stał się ofiarą medialnej nagonki, inni porównują jego wypowiedzi do poetyki nazistowskiej. Kim naprawdę jest ks. prof. Longchamps de Bérier? - pisze Jakub Szczepański.

Autorytet w dziedzinie prawa, lubiany wykładowca, a jednocześnie ksiądz doskonale znany ze swoich płomiennych kazań, które zawsze porywały tłumy wiernych. Do tej pory słuchały go nie tylko moherowe berety, ale także ludzie młodzi i doskonale wykształceni. Jak się okazało, żeby zachwiać tak doskonałą reputacją, wystarczył jeden wywiad dla "Uważam Rze". "Są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka wiedzą, że zostało poczęte z in vitro. Bo ma dotykową bruzdę, która jest charakterystyczna dla pewnego zespołu wad genetycznych" - przekonywał ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier. Te dwa, pełne kontrowersji, zdania nie mogły pozostać niezauważone. Dlatego trudno się dziwić, że w ciągu ostatnich tygodni dyskusja o metodzie in vitro przeszła przez Polskę jak huragan. Podzieliła nie tylko dziennikarzy i polityków, ale także szeroko rozumianą opinię publiczną. Po jednej stronie barykady bulteriery prawicy i młodzi adepci nauk prawnych Uniwersytetu Jagiellońskiego, po drugiej rodzice dzieci z probówki i liberałowie. Na szalę rzucono nie tylko reputację i miejsce pracy profesora Longchampsa, ale przyszłość in vitro w Polsce.

Błękitna krew od pokoleń

Rodzina Longchamps de Bérier wyemigrowała do Polski z Francji, po tym jak Ludwik XIV odwołał edykt nantejski, który wprowadzał wolność wyznania oraz równouprawnienie protestantów i katolików. Co prawda Roman Longchamps pochodził z rodziny hugenockiej, ale w Rzeczpospolitej od razu przeszedł na katolicyzm. Jego syn Franciszek był kapitanem gwardii królewskiej, a w czasach saskich uzyskał zatwierdzenie szlachectwa. Od tej pory ród Longchamps de Bérier cieszył się monarszymi przywilejami i na stałe zapisał się na kartach historii Polski.

Reprezentanci tej wybitnej rodziny to w większości lekarze, prawnicy i wielcy patrioci, którzy od setek lat byli związani głównie ze Lwowem. Legiony Dąbrowskiego, I Regiment Huzarów Polskich, udział w obydwu powstaniach. To tylko mała część dokonań rodu de Bérier. W XIX w. Andrzej Longchamps został sędzią Najwyższego Trybunału Administracyjnego w Warszawie, zaś jego stryjeczny brat Bogusław Karol - znanym lwowskim adwokatem. Roman Józef, absolwent i profesor Wydziału Prawa na Uniwersytecie Lwowskim, razem ze swoimi trzema synami i czterdziestoma innymi osobami został rozstrzelany przez Niemców 4 lipca 1941 na Wzgórzach Wuleckich. Z kolei dziadek i imiennik kontrowersyjnego księdza był specjalistą w dziedzinie prawa administracyjnego. Wnuk poszedł w jego ślady i również zajął się naukami prawnymi. I śmiało można powiedzieć, że ks. prof. dr hab. Franciszek Jakub Longchamps de Bérier nie odstaje od swoich przodków. A na pewno nie pod względem wykształcenia.

Te dwa zdania podważyły wszystkie wcześniejsze argumenty, które przedstawiał. Bo w całej tej sytuacji to ksiądz profesor traci najbardziej

Duchowny urodził się 23 października 1969 roku we Wrocławiu, ale maturę zdał w II Liceum Ogólnokształcącym im. Stefana Batorego w Warszawie. Z wyróżnieniem ukończył Georgetown University Law Center w Washington D.C., a cztery lata później, w roku 1996, uzyskał tytuł magistra teologii na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie. Profesorem został mianowany stosunkowo niedawno, bo siódmego sierpnia ubiegłego roku. W mowie i piśmie biegle włada językami włoskim i angielskim. Dobrze - francuskim, rosyjskim i łaciną. Tyle o wykształceniu księdza. I to w telegraficznym skrócie.
Jeśli wziąć pod lupę karierę zawodową prof. Longchampsa, również jest czego pozazdrościć. Najpierw wykładał na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie zresztą do tej pory jest opiekunem Koła Naukowego Utriusque Iuris zajmującego się prawem rzymskim i kanonicznym. Wykładał m.in. wolność słowa w prawie amerykańskim i prawo wyznaniowe krajów anglosaskich. Obecnie ks. de Bérier jest kierownikiem Zakładu Prawa Rzymskiego na Wydziale Prawa i Administracji UJ. Zasiada również w Prezydium Polskiej Akademii Nauk. Pikanterii jego wypowiedzi dla ,,Uważam Rze" dodaje także fakt, że profesor jest członkiem zespołu ekspertów ds. bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski.

Murem za profesorem

Trzy dni temu poseł Ruchu Palikota Armand Ryfiński zapowiedział petycję do szefowej resortu nauki Barbary Kudryckiej oraz władz UJ i UW. Domaga się wykreślenia profesora z obydwu uczelni. Ale medialna burza wokół Longchampsa de Bériera trwa dużo dłużej. A zwolennicy księdza stają za nim murem.

- Ataki na prof. Longchampsa de Bériera zupełnie zignorowały sens jego wypowiedzi. Ks. Longchamps zwrócił jedynie uwagę, że częstsze zachorowania wśród dzieci poczętych in vitro są świadectwem stopnia nienaturalności tej procedury. To nie są zresztą żadne rewelacje. Dwa miesiące temu w Sejmie odbyła się konferencja pod przewodnictwem wiceministra Soplińskiego, na której znani lekarze popierający in vitro otwarcie mówili, że poziom wad rozwojowych u dzieci poczętych in vitro jest ponaddwukrotnie wyższy (2 proc. w wypadku poczęć naturalnych do 4,5 proc. w wypadku poczęć in vitro) - podnosi Marek Jurek, były marszałek Sejmu RP. - Po tej konferencji jeden z orędowników in vitro, prof. Jacek Zaremba, mówił wprost, że potrzebna jest szczególna diagnostyka preimplantacyjna, żeby rodzice "mogli decydować", czy urodzić chore dziecko poczęte z in vitro, czy nie, więc czy uniemożliwić mu urodzenie. To jest wypowiedź przerażająca, która nie wywołała żadnej reakcji mediów, w przeciwieństwie do przestróg prof. Longchampsa de Bériera. A przecież każde dziecko, które zostało już poczęte in vitro, ma prawo się urodzić, nie tylko te, które zostaną "wybrane" do urodzenia - kwituje.

Do obrońców Franciszka Longchampsa de Bériera należą również: Bronisław Wildstein, Łukasz Warzęcha, Filip Memches oraz wiele portali i organizacji konserwatywnych i prawicowych. Ale nie tylko oni. W ostatni wtorek na Facebooku powstał fanpage "Sprzeciw wobec nagonki na ks. prof. Franciszka Longchampsa de Bériera". Przez kilka dni polubiło go niecałe tysiąc osób. Na stronie ukazują się materiały i publikacje prasowe przemawiające na korzyść duchownego. Można tam również znaleźć stanowisko Niezależnego Zrzeszenia Studentów UJ i Samorządu Studentów WPiA UJ. Wszyscy żacy, jak jeden mąż, wyrażają sprzeciw wobec ingerencji polityków w skład personalny krakowskiej uczelni. A co na to władze Uniwersytetu? Nabierają wody w usta.

Niefortunna wypowiedź czy...

Rektor nie dostał jeszcze żadnego z pism dotyczących księdza. Póki się z nimi nie zapozna, nie będziemy udzielać komentarzy - ucina rzeczniczka prasowa UJ Katarzyna Pilitowska. Zapytaliśmy ją, czy niezależnie od wniosku palikotowców rektor rozmawiał z księdzem o tym wywiadzie. - To wewnętrzna sprawa uczelni - ucięła. Koledzy wykładowcy przyznają, że ten wywiad nie był "wypadkiem przy pracy", ale raczej wyrazem zdecydowanie konserwatywnej postawy księdza profesora.
Nikt jednak nie chciał komentować sprawy pod nazwiskiem. - Nie wiem, skąd u księdza profesora taka wiedza dotycząca in vitro. Z tego co czytałem, wynika, że genetycy wyśmiali te teorie - mówi jeden z uczelnianych znajomych księdza. Dodaje, że 43-letni ks. Longchamps, jeden z najmłodszych uczonych z tytułem profesora na uczelni, jest bardzo cenionym pracownikiem i kolegą. - Nie sądzę, by całe to zamieszanie zaszkodziło uczelni. Jest tu wielu uczonych o bardzo różnych poglądach i nic złego się nie dzieje - ocenia pracownik UJ.

O ile uczeni zachowują powściągliwość w swoich komentarzach, o tyle nie potrafił jej zachować ojciec jednego z dzieci poczętych metodą in vitro. Jego list został opublikowany na portalu Gazeta.pl. "Chciałbym wykrzyczeć: odpieprz się od mojego dziecka! (...) Nikt jeszcze w ponad 20-letniej historii wolnych mediów tak jawnie nie odwoływał się do poetyki nazistowskiej i jej podstaw w postaci wypowiedzi sugerujących rozpoznawanie sposobu poczęcia po cechach fenotypowych" - napisał mężczyzna.

Swoje oburzenie wyraziło także stowarzyszenie Nasz Bocian, które zajmuje się leczeniem bezpłodności i adopcją. Tu też nie zabrakło porównań wypowiedzi duchownego do ideologii nazistowskiej.

Jak na podobne oskarżenia zareagował sam zainteresowany? Przede wszystkim, na własnej stronie internetowej, zaproponował rozmowę zdenerwowanemu ojcu, którego list opublikowała Gazeta.pl. Tłumaczył też, że jego zdanie zostało wyrwane z kontekstu. - Mówiłem, że u dzieci poczętych tą metodą istnieje większe ryzyko wad genetycznych - zastrzegał prof. Longchamps. Dodał, że chodziło mu o informowanie rodziców o ryzyku, jakie się wiąże z in vitro. - Jeśli jest powód poczuć się urażonym przez dyskusję na temat wad genetycznych, to przepraszam - zapewniał.

Niektórzy krytycy księdza profesora zdają się wczuwać w tok rozumowania duchownego, a jego kontrowersyjną wypowiedź dla "Uważam Rze" traktują jako co najmniej niefortunną. - Wydaje mi się, że to było o dwa zdania za dużo. Te słowa całkowicie zmieniły sens wypowiedzi i artykułowany sens w "Uważam Rze". Zmieniły odbiór tego, co jest związane z tematyką in vitro. On próbował przenieść dyskusję o in vitro związaną wyłącznie z wątkami moralnymi i religijnymi na poziom naukowy - argumentuje ks. Kazimierz Sowa, który kilka dni temu skrytykował Longchampsa de Bériera na antenie Radia Zet. - Te dwa zdania podważyły wszystkie wcześniejsze argumenty, które przedstawiał. Te dwa zdania są, mówiąc czysto po ludzku, nie do przyjęcia i obrażają ludzi. To jest kwestia odbioru wypowiedzi ks. profesora. Bo w całej tej sytuacji to on traci najbardziej - dodaje znany duchowny.

Petycję odnoszącą się do przyszłości naukowej księdza profesora Franciszka Longchampsa de Bériera można znaleźć na stronie Petycje.pl. Pod "Apelem o usunięcie ks. Franciszka Longchampsa de Bériera z wykazu profesorów Uniwersytetu Warszawskiego" złożono blisko 700 podpisów, a swój sprzeciw wyraziło 340 osób. Sprawą księdza zajmuje się też komisja etyki przy PAN. Natomiast Nasz Bocian w sprawie kontrowersyjnej wypowiedzi duchownego zwrócił się do rzecznika praw dziecka, Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Konferencji Episkopatu Polski.

Wideo

Komentarze 11

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jan kisielewicz gdańsk

Wspaniały Ksiądz !!! Pełen dobroci i miłości do ludzi. Wszyscy ,ktorzy Go "opluwają" , nie zasługują na mój szacunek. Przykład: porzucił wszystkie zajęcia, aby udzielić Namaszczenia mojemu bratu, który umierał. Nigdy nie zapomnę tego spotkania i rozmowy, Do dnia dzisiejszego ,jestem poruszony spotkaniem z tym, tak wrażliwym Duchownym. Szczęść Boże !

s
szatan

Szatan kusi, z ambony namawia
Szatan ustami kleru przemawia
Szatan zna sztuczek podstępnych tysiąc
Obieca wszystko, tylko musisz mu przysiąc:

"Będę ci służył, pokłony oddawał
Co miesiąc ostatnim groszem wspomagał
Nie będę myślał, przecież mam ciebie!
Żyć jest weselej w mentalnej biedzie
I finansowej, bo pieniądz to zło!
Zabierz czym prędzej ode mnie go!"

Szatan ci powie co chcesz usłyszeć
Szatan nie musi na ciebie krzyczeć
Szatan swym słowem cię oczaruje
Nakłoni do złego, zmanipuluje

Szatan podstępny, opanowany
Uśmiechnięty, schludnie ubrany
Głos jego miły, spokojny ton
W czerni lubuje, to właśnie on!

Szatan się cieszy, że ty mu wierzysz
I swoje dzieci chętnie powierzysz
Tylko pamiętaj, co przysięgałeś
Przypomnę, jeśli już zapomniałeś:

"Będę ci służył, pokłony oddawał
Co miesiąc ostatnim groszem wspomagał
Nie będę myślał, przecież mam ciebie!
Żyć jest weselej w mentalnej biedzie
I finansowej, bo pieniądz to zło!
Zabierz czym prędzej ode mnie go!"

Trzymaj się tego, bo szatan nie lubi
Gdy ktoś w jego przykazaniach się gubi
Szatan się wtedy rozzłościć potrafi
I wygnać owieczkę ze swojej parafii

Szatan od wieków uwielbia zniewalać
Szatan od prawdy cię będzie oddalać
Szatan się będzie dobrocią przechwalać
I ogień nienawiści w tobie rozpalać.

Podsyci go kłamstwem i emocjami
Byś wiecznie mu służył złymi uczynkami
Bo tylko wtedy włada on światem
A ty czym prędzej na konto zrób wpłatę!

Ale przedtem się pomódl do niego
Powtórz te słowa do pana swego:

"Będę ci służył, pokłony oddawał
Co miesiąc ostatnim groszem wspomagał
Nie będę myślał, przecież mam ciebie!
Żyć jest weselej w mentalnej biedzie
I finansowej, bo pieniądz to zło!
Zabierz czym prędzej ode mnie go!

N
Nowak

Jeśli dziecko ma kretynizm lub imbecylizm i lekarz to stwierdza,to co wtedy??? Jeśli powtórzę to samo o dziecku,co stwierdził lekarz,że jest kretynem z medycznego punktu widzenia .Prawdę stwierdziłam??? Nagonka środowiska z tvn24....to są....;-))) Nie warto nawet nimi się przejmować,lewactwo i tyle.

n
nowak

Prawdę powiedział.Z medycznego punktu widzenia można rozpoznać.Nie rozumiem oburzenia.Lekarz potrafi,laik nie potrafi i tyle... To tak jakbym powiedziała,ze alkoholika można rozpoznać po zachowaniu.Przecież on nikogo nie chciał urazić.stwierdził fakt.

L
Lex

Ksiadz może zna jezyki,ale cóż z tego jak swoimi pogladami kompromituje się oraz UJ.

O
Obywatel

Mając wykształcenie można pozostać durnym.

k
krzyhoo1

musi pozazdrościł sławy prof. Pawłowicz

E
Emeryt

głoszenie idiotyzmów, które można by wybaczyć czubkowi z zakładu dla psychicznie chorych. Od faceta z tytułem profesora wymaga się więcej. Jeśli ktoś zachowuje się jak idiota, to niestety trzeba go traktować jak idiotę. W tym wypadku wasz profesorek sam się prosi o nadanie mu tytułu idioty.

ł
łżec ie żurnalisty

Warszawa, dnia 27.02.2013

Sz.P. Redaktor Naczelny „Gazety Lekarskiej”

dr n.med. Ryszard Golański

redakcja@gazetalekarska.pl , naczelny@gazetalekarska.pl

Gazeta Lekarska to nie miejsce na lobbing in vitro

Szanowny Panie Redaktorze,

Stanowczo protestujemy przeciwko wykorzystywaniu oficjalnego miesięcznika Naczelnej Rady Lekarskiej do bezkrytycznego propagowania procedury biotechnologicznej in vitro stosowanej na ludziach. Artykuł „ćwierć wieku in vitro w Polsce” Sławomira Zagórskiego w „Gazecie Lekarskiej” (1/2013), pozostawiony bez komentarza, tj. relacja z kongresu środowiska klinik in vitro zorganizowanego w listopadzie 2012 r. w Białymstoku, choć wpisuje się w ideologię partii rządzącej, to przemilcza wszystkie zagrożenia związane z tą manipulacją ludzką rozrodczością. Trudno go nazwać obiektywną relacją z konferencji, zwłaszcza w dziale „Nauka”.

W oderwaniu od rzeczywistości odnośnie medycznych konsekwencji i moralnych aspektów zagadnienia, relacja z kongresu przedstawia procedurę zapłodnienia pozaustrojowego jako nie podlegającą żadnym dyskusjom. Autor z uporem idzie po linii socjotechniki stosowanej przez branżę sztucznego rozrodu, przytaczając tezę nie do zaakceptowania z punktu widzenia logiki, według której in vitro ma być „metodą leczenia”.

Manipulacje na ludzkim embrionie kwituje „rewelacyjnymi” doniesieniami, według których mrożenie zarodków i rozmrażanie do transferu w naturalnej fazie cyklu ma zwiększać szansę na urodzenie dziecka. Być może pod tym kątem trzeba będzie zmienić wytyczne – prorokuje.

To czysto instrumentalne podejście do człowieka, które żadną miarą nie może być przenoszone z weterynarii, nawet gdyby wiązało się z postulowaną, większą wydajnością.

Takie podejście sugeruje, że autor artykułu, nie mówiąc o organizatorach relacjonowanej konferencji, nie liczy się z wiedzą i wrażliwością moralną innych lekarzy, którzy bez konfliktu interesów mogą wypowiadać się w tej sprawie obiektywnie. Autor nie zająknął się o znanych doniesieniach dotyczących zagrożeń zdrowotnych i zwiększonym ryzyku wad wrodzonych u dzieci poczętych wskutek procedury in vitro. Nie odniósł się także do kwestii stosowania technik jawnie eugenicznych w związku z diagnostyką preimplantacyjną oferowaną przez kliniki in vitro. Z założenia, które trudno nawet ukryć, prowadzi ona do zabijania chorych lub nierokujących zarodków ludzkich. Czy przemilczenia tych kluczowych zagadnień w dziale „Nauka” można usprawiedliwić np. „suchą relacją z konferencji” ? A jeśli tak, to czy jednostronność relacji nie rzutuje na sam kongres ?

Przykładem instrumentalnego traktowania człowieka, przywołanym przez autora jednak w pozytywnym świetle, jest medialne wykorzystywanie zaproszonej tam 25-letniej dziewczyny poczętej techniką in vitro. To typowy chwyt reklamowy klinik wspomaganego rozrodu, odzierający człowieka z intymności, w zamian za zareklamowanie „skuteczności” techniki. Czy można traktować człowieka jako „eksponat pokazowy” dla propagowania prymatu biotechnologii nad etyką, nawet jeśli on się na to (z różnych względów) zgodził ?

Nie można również pozostać obojętnym wobec tez przytaczanych w tekście, jakoby działalność propagowana przez biznes in vitro, tj. „oncofertility” stanowi „pomoc w uzyskaniu potomstwa, osobom które dotknęła choroba nowotworowa”. Są granice pomocy, z czego każdy lekarz powinien zdawać sobie sprawę. Każda choroba niesie za sobą konsekwencje. Nie można ich przełamywać przedmiotowo traktując po drodze drugą osobę, tj. embrion ludzki i sprowadzając prokreację do niegodziwych technik sztucznej reprodukcji.

Nie na wszystkim można zarobić, a na pewno nie na postawionych pod ścianą pacjentach nowotworowych, którym składa się niemoralne propozycje, wykorzystując do tego lekarzy realizujących wylobbowane i przemycane wytyczne.

Stanowczy sprzeciw budzi dalsza relacja odnośnie da

G
Gość

Naszym obowiązkiem jest stanąć w obronie Człowieka, który dla swych
wychowanków jest nie tylko autorytetem w dziedzinie prawa, ale także
wzorem etycznego postępowania i przyjaznego, partnerskiego podejścia do
innych osób, w tym studentów. Za wysoce niesprawiedliwe uważamy
agresywne ataki wymierzone w Księdza Profesora, zwłaszcza jeśli są one
motywowane bieżącymi kalkulacjami o charakterze czysto politycznym –
głosi oświadczenie studenckiego samorządu.

- Uważamy ponadto, że pojawiające się apele o usunięcie nauczycieli
akademickich stanowią poważne zagrożenie dla wolności nauki i
konstytucyjnie zagwarantowanej autonomii uczelni wyższych – podkreślają
adepci prawa i administracji z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

P
Phil

Czytając ten artykuł byłem coraz bardziej zafascynowany, że w polskich mediach jest jeszcze ktoś, kto potrafi stworzyć artykuł rzetelny i informacyjny. Niestety - było tak do trzeciej, ostatniej strony. Jednak końcówka nie pozostawia wątpliwości, że sługusy idei politycznie poprawnego bełkotu nie są w stanie wyrwać się ze szponów swoich panów. Końcówka prezentująca wszystko w jedynym słusznym świetle. Autora chyba w 1/3 poczęli z probówki. Szkoda.

Dodaj ogłoszenie