Bukmacherzy wspomogą polski sport? Ministerstwo finansów pracuje nad ustawą hazardową

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Zaktualizowano 
Jeden z pięciu licencjonowanych w Polsce bukmacherów, STS, wspiera Lecha Poznań. Zmiana przepisów powinna przyciągnąć do polskich klubów wielu nowych sponsorów
Jeden z pięciu licencjonowanych w Polsce bukmacherów, STS, wspiera Lecha Poznań. Zmiana przepisów powinna przyciągnąć do polskich klubów wielu nowych sponsorów Grzegorz Dembinski/Polskapresse
Pojawiły się realne nadzieje na zmianę ustawy hazardowej, od 2010 roku niekorzystnej dla graczy, polskiego sportu i przede wszystkim budżetu państwa. Nowe przepisy zapowiada minister finansów Paweł Szałamacha. Dlaczego nowa ustawa jest niezbędna?

„W Sejmie znalazły się rozwiązania prawne, które spowodują odbudowę dochodów podatkowych państwa (...) pojawi się nowa ustawa dotycząca gier hazardowych, opodatkowania hazardu. Spodziewamy się, że ten dokument będzie skierowany do prac jeszcze w kwietniu” – zapowiedział minister finansów Paweł Szałamacha, który w wywiadzie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” mówił o źródłach finansowania programu 500+.

Wygląda na to, że plotki o nowelizacji ustawy w końcu staną się ciałem. Kontrowersyjny akt prawny uchwalono w 2009 roku po wybuchu afery hazardowej – "Rzeczpospolita" opublikowała stenogramy nagrań podejrzanych rozmów szefa klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej Zbigniewa Chlebowskiego z lobbystami z branży hazardowej. Uczestniczyć w nich miał też minister sportu i turystyki Mirosław Drzewiecki.

Napisany i przegłosowany w pośpiechu projekt ustawy od początku był krytykowany przez najbardziej zainteresowanych – graczy, środowiska bukmacherskie i pokerowe, a nawet ekspertów od prawa unijnego (ustawy nie notyfikowała Komisja Europejska). Rząd PO do końca nie chciał jednak słyszeć o zmianie prawnego bubla.

Dziwne posunięcie, biorąc pod uwagę potencjalne wpływy do budżetu, które zapewnia liberalizacja przepisów. – Przez obecne zapisy polski budżet traci wpływy z tytułu podatków od działalności operatorów online. Z naszych danych wynika, że w 2013 r. wyniosły one 21,2 mln złotych. Dla porównania, w 2015 r. budżet sześciokrotnie mniejszej Danii zasiliło z tego tytułu 389 mln zł. Pokazuje to potencjał wpływów, jakie można osiągnąć w ten sposób. W zależności od skali zmian, szacujemy że Polska może w okresie czterech lat po ich wprowadzeniu liczyć na wpływy w wysokości od 800 mln do 4 mld zł – podkreśla Joanna Dzios, przedstawicielka Europejskiego Stowarzyszenia Gier i Zakładów (EGBA).

Mowa tylko o podatkach od działalności online bukmacherów, a rozsądnie napisaną ustawa załatwi też kwestię ich punktów stacjonarnych, kasyn (naziemnych i online) czy pokera, również w internecie i „na żywo”. Ten ostatni został przez obecną ustawę hazardową zepchnięty do szarej strefy. Uznawanego powszechnie za grę umiejętności pokera wrzucono do jednego worka z ruletką i blackjackiem, zakazano gry przez internet (choć nie jest to w żaden sposób egzekwowane, a przy wirtualnych stołach można spotkać mnóstwo zawodników z Polski), w końcu ograniczono możliwość gry „w realu” do kasyn, gdzie każda wygrana jest obłożona 25-procentowym podatkiem.

– Sytuacja polskiego pokera wcale nie jest słaba. Mamy coraz więcej nowych graczy, osiągają sukcesy na dużych turniejach, reprezentują nasz kraj na świecie. Ale prawda jest taka, że w kwestii pokera prawo jest, jakie jest. Gra w Polsce się nie opłaca. Ustawa uniemożliwia organizowanie dużych turniejów, które przynosiłyby wpływy do budżetów państwa i miejscowości, w których by je przeprowadzano. Promocja wśród zagranicznych graczy, nowe miejsca pracy, zyski branży hotelarskiej czy gastronomicznej... To wielkie możliwości, trzeba je tylko wykorzystać. Dziś poker turniejowy istnieje u nas praktycznie tylko w Warszawie, a i tak nie jest popularny przez zbyt wysokie opodatkowanie czy brak gier cashowych. Nie czarujmy się, ludzie i tak grają, ale budżet nic z tego nie ma. Szkoda marnować taką szansę i blokować rozwój tej dyscypliny w Polsce. Tym bardziej, że jesteśmy atrakcyjnym krajem dla imprez pokerowych – podkreśla Artur Górczyński, poseł na Sejm VII kadencji, gdzie był m.in. przewodniczącym Parlamentarnego Zespołu ds. efektywnej regulacji gry w pokera.

Abstrakcyjne opodatkowanie jest też problemem branży bukmacherskiej. Licencjonowani operatorzy muszą płacić 12-procentowy podatek obrotowy, który przerzucają na graczy. W praktyce, wpłacając 100 zł, możemy postawić na dane wydarzenie tylko 88. A jeśli wygramy, trzeba jeszcze odprowadzić kolejny podatek, tym razem 10 proc. Efekt? Według różnych szacunków, od 80 do 90 proc. polskiego rynku to szara strefa, czyli operatorzy z siedzibami np. na Malcie czy Gibraltarze, płacący podatki właśnie tam. Otwieranie przedstawicielstw w Polsce zwyczajnie im się nie opłaca. EGBA sugeruje wprowadzenie u nas modelu duńskiego, gdzie podatki płaci operator (20 procent od Gross Gambling Revenue, czyli sumy wpłaconych przez uczestników gier środków pomniejszonej o wypłaty wygranych). Tą drogą poszła też Wielka Brytania, gdzie od 2014 r. bukmacherzy płacą 15 proc. od GGR. W Danii rok po wprowadzeniu liberalnych przepisów szara strefa zmniejszyła się o 60 proc. i dziś wynosi 5-10 proc. Licencję uzyskało tam 41 firm, w Polsce... pięć.

– Ważną kwestią w sukcesie duńskiego systemu było umożliwienie graczom na korzystanie z szerokiego katalogu produktów online. Nie tylko zakładów bukmacherskich, ale też pokera czy internetowego kasyna. To ważne, np. we Francji zabrakło pełnego otwarcia rynku na produkty online, przez co blisko 800 tys. Francuzów korzysta z usług nielicencjonowanych operatorów. Jesteśmy przekonani, że rozsądne opodatkowanie i szeroka gama produktów to najlepsze drogi do dużych wpływów do budżetu i zminimalizowania szarej strefy. A umożliwienie firmom bukmacherskim reklamowania swoich usług będzie wiązało się z konkretnymi zyskami dla sportu. Warto iść tą drogą – przekonuje Joanna Dzios.

Obecne uregulowania prawne mocno ograniczają bukmacherów w obszarze reklamy i sponsoringu. Dopuszczalne jest tylko informowanie o sponsorowaniu przez operatorów zarejestrowanych na terenie Polski. Nie mogą oni jednak prezentować swojej oferty czy zachęcać do korzystania z ich usług. W efekcie szacowana wartość obecnych umów sponsoringowych to około 12 mln złotych – prawie czterokrotnie mniej niż w 2009 r. Po wprowadzeniu niekorzystnych zapisów sponsorów straciły m.in. Lech Poznań i Wisła Kraków. Piłkarska 1. liga do dziś nie znalazła nowego sponsora tytularnego po tym, jak do wycofania się z umowy została zmuszona firma Unibet. W takiej samej sytuacji są obecnie rozgrywki Ekstraklasy. O chęci inwestycji bukmacherów w polski sport świadczy choćby gala KSW 32: Road to Wembley, której sponsorem głównym był Betclic.

Firmy oferujące zakłady wzajemne na całym świecie są naturalnymi partnerami sportu. Większość klubów Premier League ma umowę reklamową z bukmacherem, dla pięciu to sponsorzy główni. Operatorzy są też często partnerami lig – w Anglii od drugiej do czwartej klasy rozgrywkowej, najwyższe ligi są sponsorowane przez nich choćby w Szkocji, Walii, Danii czy Czechach. Według raportu Repucom dotyczącego reklam w klubach sześciu najmocniejszych lig Europy (Premier League, Bundesliga, Primera Division, Ligue 1, Serie A i Eredivisie), branża bukmacherska jest szósta pod względem środków inwestowanych w reklamy na koszulkach. W sezonie 2015/16 jej wydatki wyniosły 42 mln euro.

Zachęcenie największych graczy do powrotu na polski rynek byłoby dobrą informacją choćby dla klubów Ekstraklasy, które mają problemy ze znalezieniem sponsorów. Według raportu Ernst & Young „Ekstraklasa piłkarskiego biznesu 2015” udział przychodów ze sponsoringu i reklamy w budżetach drużyn z najwyższej klasy rozgrywkowej jest coraz mniejszy (39% w 2012 r., 35% w 2013, 30% w 2014). W 2013 r. łączne przychody tego tytułu wyniosły 160 mln zł, w 2014 już tylko 135 mln. Wiele klubów na koszulkach eksponuje spółki należące do ich właściciela lub logo regionu, a Śląsk Wrocław gra bez żadnej reklamy na meczowym trykocie.

Szansę w zmianie przepisów dostrzega też Polski Komitet Olimpijski, którego Zarząd 22 marca przyjął uchwałę w sprawie zliberalizowania zapisów ustawy hazardowej. – Inicjatywa jako taka nie jest czymś nowym. Na ten temat rozmawiano zarówno podczas obrad plenarnych jak i na posiedzeniach zespołów problemowych „Okrągłego Stołu Polskiego Sportu” (OSPS), którego inicjatorem był zmarły w ubiegłym roku dr Jan Kulczyk. We wnioskach z obrad zawarto m.in. postulat złagodzenia surowych zapisów ograniczających możliwości reklamowania, a więc i sponsorowania przez nie imprez czy klubów i reprezentacji, zakładów bukmacherskich. Podawano przykłady z innych państw, gdzie sport od podmiotów prowadzących np. gry hazardowe uzyskuje znaczne środki. Wszystkie rekomendacje wypracowane przy OSPS zostały skierowane do władz państwowych, ale ponieważ reakcja na nie środowiska sportowego nie zadowoliła, zrodził się pomysł, aby tematem zainteresować funkcjonujący od jesieni 2015 r. nowy Parlament i Rząd. Stąd uchwała podjęta na pierwszym tegorocznym posiedzeniu Zarządu – wyjaśnia rzecznik prasowy PKOl Henryk Urbaś.

Na razie nie znamy szczegółów planowanych przez władze zmian. „Ministerstwo Finansów prowadzi wstępne analizy funkcjonujących aktualnie regulacji w zakresie gier hazardowych. Analizy te znajdują się na początkowym etapie, dlatego w chwili obecnej brak jest możliwości szczegółowego odniesienia się do konkretnych rozwiązań w tym obszarze.” – odpowiedziano nam w ministerstwie na prośbę o komentarz w sprawie nowelizacji ustawy.

– Przedstawialiśmy swoje propozycje ministerstwu finansów. Nie są nam jednak znane zapisy proponowanego projektu, o którym też dowiedzieliśmy się z prasy. Stowarzyszenie EGBA służy swoją wiedzą i doświadczeniem i mamy nadzieję, że komunikacja dotycząca systemu podatkowego, sponsoringu sportu czy umożliwienia reklamy, którą prowadzimy, jest głosem dla ministerstwa słyszalnym – podkreśla Dzios.

– Mam nadzieję, że informacja o nowelizacji ustawy hazardowej jest dobra. To, że planowane są zmiany, nie oznacza jeszcze, że będą one korzystne dla wszystkich zainteresowanych. Z rozsądnie napisanej ustawy hazardowej skorzystają wszyscy. Ale tak naprawdę nie wiemy jeszcze, jakie to będą zmiany. Jeśli okaże się, że władze będą chciały jeszcze bardziej zaostrzyć przepisy, będziemy mieli problem. Ale myślę, że rząd PiS widzi duże możliwości w nowelizacji tej ustawy. Jej dobra, przemyślana i skonsultowana zmiana sprawi, że wszyscy będziemy zadowoleni – przewiduje Górczyński.

Obserwuj autora artykułu na Twitterze

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

p
pro arber

lipa bedzie

Dodaj ogłoszenie